5-gwiazdkowe lektury, podsumowanie


Nie wiem czy ktoś z Was jest tu na tyle długo by pamiętać tekst sprzed przeszło roku, w którym, zainspirowana zagranicznym booktubem, bawiłam się w swego rodzaju medium książkowe (możecie go przeczytać w  TYM miejscu). Bazując na opiniach innych czytelników i znając swój własny gust czytelniczy, starałam się przewidzieć, które pozycje z mojej biblioteczki mogą mi się spodobać na tyle, aby „zasłużyć" na 5-gwiazdkową ocenę. Pamiętam, że pracowanie nad tym postem, sprawiło mi mnóstwo frajdy, ale stanowiło też doskonały pretekst do refleksji na temat tego czego tak naprawdę poszukuję w literaturze. Tylko że tak naprawdę niniejszy post nigdy nie miał pozostać odosobniony. Już w momencie, gdy klikałam pomarańczowy przycisk „Opublikuj", planowałam jego kontynuacje, w której zdradziłabym Wam czy wymienione tytuły rzeczywiście tak mnie zachwyciły, a potem ewentualne kolekcje teksty utrzymane w podobnym formacie. Minęło pół roku, rok, a nawet półtora, a ja w końcu przechodzę do realizacji tego pomysłu, w zgodzie z zasadą, że lepiej późno niż wcale.

Wszystko czego Wam nie powiedziałam, Celeste Ng


Powieść Celeste Ng była jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą lekturą, jaką miałam okazje czytać w 2018 roku (o czym prawdopodobnie wiedzielibyście, gdyby nie moja przerwa w blogowaniu i brak zestawienia najlepszych tytułów ubiegłego roku). To ten rodzaj delikatnej, subtelnej prozy, która uderza w czułe strony czytelnika. „Wszystko czego Wam nie powiedziałam" opowiada historię chińsko-amerykańskiej rodziny w obliczu tragedii - śmierci nastoletniej córki. Celeste Ng dotyka tematu żałoby, ale nie ogranicza się tylko do niego - pisze o sytuacji kobiet w latach 50, o związkach międzyrasowych, o poczuciu odrzucenia i nieświadomym przerzucenia ambicji rodziców na dzieci. Tym co ujęło mnie w lekturze tego debiutu, były niezwykle poruszające portrety poszczególnych bohaterów i doskonale nakreślone łączące ich relacje i fakt, że autorka nie stara się manipulować emocjami swoich czytelników. Być może jest to ten rzadki moment, kiedy zwyczajnie trafiłam z właściwą lekturą, we właściwym momencie, ale pozostaję absolutnie bezkrytyczna wobec tej konkretnej powieści. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że moje przypuszczenia okazały się słuszne i oceniłam „Wszystko czego Wam nie powiedziałam" na 5 gwiazdek. 

Tajemna historia, Donna Tartt


O ile „Wszystko czego Wam nie powiedziałam" jest powieścią, która wśród polskich czytelników nie doczekała się rozgłosu, o tyle o „Tajemnej historii" wspomina się bezustannie i to zazwyczaj w samych superlatywach (przynajmniej jeżeli rozmawiamy o środowisku blogosfery). Ale nie bez powodu. Donna Tartt snuje opowieść o elitarnej grupie młodych i nieco ekscentrycznych studentów filologii klasycznej. Chociaż na kartach powieści dochodzi do morderstwa, nie mamy do czynienia z klasyczną powieścią gatunkową - po pierwsze, od samego początku jesteśmy świadomi tego kto zginie i kto jest za to odpowiedzialny; po drugie, autorka nie próbuje swoją powieść wypełnić sztuczną akcją i nagłymi plot twistami. Wręcz przeciwnie, Donna Tartt snuje swoją powieść powoli, przykładając wagę przede wszystkim do warstwy językowej i portretów psychologicznych bohaterów. To historia, która posiada niesamowity klimat i skłania czytelnika do pewnej refleksji. Kolejna trafnie przewidziana 5-gwiazdkowa lektura, w tym zestawieniu.


Szóstka wron, Leigh Bardugo


Szóstka wron", w przeciwieństwie do poprzednich tytułów, należy do powieści typowo rozrywkowych i nie sposób porównać ją do twórczości Donny Tartt czy Celeste Ng. Zdecydowanie wyróżnia się jednak na tle swojego gatunku. „Szóstka wron" to opowieść o „sześciu niebezpiecznych wyrzutkach i jednym niebezpiecznym skoku". Sama fabuła jest ciekawa - pełna potencjalnego zagrożenia, przygód i akcji; na uwagę zasługuje też niesamowicie rozbudowane i fascynujące uniwersum, ale tak naprawdę jej siła tkwi przede wszystkim w grupie bohaterów. To takie postacie, które kryją w sobie niesamowite opowieści - ich sylwetki są bardzo niejednoznaczne, skomplikowane i osnute pewną warstwą tajemniczości. Otwierając „Szóstkę wron", niejako wkraczamy już w pewną historie - niektóre relacje mają swój początek na długo przed pierwszym rozdziałem, a przez to stają się dużo ciekawsze i bardziej wiarygodne. Jeżeli czytaliście poprzednią trylogię autorki, nie sposób nie docenić progresu w jej warsztacie pisarskim. Jasne, to nie jest historia pozbawiona wad i być może pokuszę się kiedyś o stworzenie osobnego wpisu na temat „Szóstki wron", ale przez wzgląd na to jak fantastycznie się bawiłam w trakcie lektury i tak wystawiłam kolejną 5-gwiazdkową recenzje.

Dżentelmen w Moskwie, Amor Towles


Tak jak wspominałam w pierwszym poście, „Dżentelmen w Moskwie" był powieścią, o której wiedziałam najmniej przed rozpoczęciem lektury. Po zachwytach książkowego środowiska nad polskim wydaniem tego tytułu, tak naprawdę niewiele słyszałam o wrażenie wywarł na czytelnikach. I szkoda, że nie wspomina się o tej powieści więcej. „Dżentelmen w Moskwie" opowiada historię hrabiego Rostowa, który na skutek wyroku bolszewickiego sądu, do końca życia nie może opuścić murów moskiewskiego hotelu Metropol. Jeżeli wydaje się Wam, że obszerna powieść ograniczona do ścian hotelu, nie ma nic ciekawego do zaprezentowania, jesteście w błędzie - Amor Towles stworzył bowiem opowieść wyjątkową. Siła „Dżentelmena w Moskwie" tkwi nade wszystko w sposobie, w jaki autor kreuje relacje pomiędzy bohaterami - osobliwe, a jednocześnie cudowne przyjaźnie. Ogromną wagę przykłada do oddania realiów XX-wiecznej Rosji - sporo wspomina się tu o wielkich pisarzach i kompozytorach i daje się odczuć jakąś nostalgię i szacunek do starego porządku rzeczy. Ponad to Amor Towles w poruszający sposób przedstawia subtelne zmiany jakie zachodzą zarówno w relacjach hrabiego z innymi ludźmi, jak i otaczającym go świecie - nie wszystkie kwestie zostają wyrażone wprost, co nie oznacza, że zostają zepchnięte na dalszy plan czy nie są równie istotne. I chociaż wiem, że nie jest to historia dla każdego, przede wszystkim przez wzgląd na powolną akcję i stosunkowo obszerne akapity dotyczące tła historycznego, osobiście byłam zachwycona lekturą. To czwarta 5-gwiazdkowa ocena w tym zestawieniu.


Dzień dobry, północy, Lily Brooks-Dalton


Ostatnią z powieści, którą wytypowałam jako 5-gwiazdkową lekturą, był debiut Lily Brooks-Dalton „Dzień dobry, północy". Trudno mi przybliżyć Wam fabułę tej pozycji, głównie dlatego że przez niespełna 300 stron, tak naprawdę niewiele się tu dzieje i sporo kwestii pozostaje w charakterze domysłów. Lily Brooks-Dalton opisuje dwójkę bohaterów, którzy znajdują się daleko od reszty świata (jeden bada gwiazdy w odległej placówce naukowej, drugi, a właściwie druga - odbywa podróż kosmiczna) i w pewnym momencie tracą z nim kontakt na skutek jakiejś katastrofy. Przyznaję, że gdyby nie sporządzone zawczasu notatki, niewiele pamiętałabym teraz z lektury - raczej ogólne wrażenie, niż konkretne wątki. „Dzień dobry, północy" ma taki bardzo delikatny, subtelny, liryczny charakter. Lily Brooks-Dalton dobrze udaje się oddać samotność i niepewność jaka towarzyszy bohaterom. Jest to ten rodzaj spokojnej lektury, która uderza w czytelnika emocjami, czasami pojedynczą sceną. Niestety, nie jest to jednak powieść pozbawiona wad - autorce zdarza się czasami trochę za bardzo ponieść wyobraźni i niektóre sceny są trochę zbyt patetyczne; powiązanie pomiędzy wątkami jest stosunkowo łatwe do przewidzenia i wątpię czy ktoś poczuł się nim zaskoczony; zakończenie pozostawia sporo kwestii otwartych i pod pewnymi względami byłam nim rozczarowana; że nie wspomnę już o tym, że, jak pokazał czas, nie jest to tytuł, który zapada w pamięci. Po skończeniu lektury oceniłam „Dzień dobry, północy" na 4 gwiazdki, ale być może jest to ocena nieco zawyżona.

Jak znam swój własny gust czytelniczy?


Wychodzi na to, że znam swój własny gust czytelniczy stosunkowo dobrze. W czterech na pięć przypadków udało mi się trafnie przewidzieć, że dane pozycje zachwycą mnie na tyle bym oceniła je na 5-gwiazdek. A i ta ostatnia z powieści w gruncie rzeczy zebrała ode mnie pozytywną opinie. Ujmują mnie delikatne, subtelne powieści, które posiadają jakiś specyficzny klimat. Dobrze nakreśleni bohaterowie i relacje pomiędzy nimi są dla mnie ważniejsze niż szybka akcja i plot twisty. Ciekawa jestem, czy moje pozytywne nastawienie odegrało istotną rolę w tym jak odebrałam konkretne tytuły. Zdecydowanie zamierzam wkrótce powtórzyć ten eksperyment.

*Photo by Joel Muniz on Unsplash

You Might Also Like

0 komentarze