Zaślepienie, Karin Slaughter


Uwielbiam thrillery i jestem szczerze przekonana, że jest to gatunek, w którym autor może wiele zaprezentować. Ale nie ukrywam też, że bardzo często są to tytuły przyjemne w lekturze, ale równocześnie łatwe do zapomnienia, albo pomylenia z innym tytułem. Jednak nie zawsze. „Dobra córka” autorstwa Karin Slaughter nawet przeszło rok po tym jak odłożyłam ją na półkę, powraca gdzieś w moich myślach i stanowi pewien wzór dla innych pozycji. To że sięgnę po inne historie spod pióra autorki stanowiło jedynie kwestię czasu. I kiedy poczułam potrzebę przeczytania naprawdę dobrego thrillera, rzeczywiście sięgnęłam po powieść Karin Slaughter - „Zaślepienie”.

Miasteczko Heartsdale w hrabstwie Grant ogarnia panika, kiedy Sara Linton - miejscowy pediatra i koroner w jednej osobie - znajduje w toalecie małej restauracji zwłoki młodej kobiety. Sybil Adams - wykładowca z college'u i siostra Leny, młodej policjantki - została brutalnie zgwałcona, a jej ciało  zostało okaleczone i „naznaczone” wyciętym nożem znakiem krzyża. Sprawę przejmuje szef lokalnej policji i były mąż Sary - Jeffrey. Bardzo szybko okazuje się, że brutalna zbrodnia nie była jednorazowym atakiem, a na terenie hrabstwa prawdopodobnie grasuje sadystyczny seryjny morderca.

Podobnie jak „Dobra córka”, tak i „Zaślepienie” jest powieścią bardzo brutalną - zawierającą sugestywne graficzne opisy scen zbrodni. Karin Slaughter osadza co prawda fabułę w małym miasteczku, ale ów wybór nie wiąże się z sielską, ciepłą atmosferą. Ta małomiasteczkowość ujawnia się natomiast w mentalności bohaterów. Karin Slaughter udaje się uchwycić pewne poczucie wspólnoty mieszkańców; ich (być może złudne) przekonanie o bezpieczeństwie; tendencję do przekazywania wiadomości drogą pantoflową i większą skłonność do społecznego ostracyzmu.

Sama intryga związana z atakami seryjnego mordercy nie jest największym atutem „Zaślepienia”. Pewne informacje - zarówno tajemnice Sary, jak i tożsamość winnego- uważny czytelnik jest w stanie wywnioskować zanim zostaną one przybliżone przez autorkę. Nie wspominając już o tym, że czasami wątek prowadzonego śledztwa zostaje zepchnięty na dalszy plan, choćby na rzecz skomplikowanych relacji jakie łączą Sarę i Jeffreya. W pewnym stopniu rozumiem, że komuś to może przeszkadzać, zwłaszcza jeśli poszukiwał szybkiej akcji i efektu zaskoczenia. W moim odczuciu nie taki był jednak zamysł autorki.

„Zaślepienie” przykłada ogromną wagę do sylwetek bohaterów - niekoniecznie ofiar, ale po prostu osób które w jakiś sposób są zamieszane w śledztwo - i na to w jaki sposób zbrodnie wpływają na ich psychikę; a także relacji jakie ich łączą - zwłaszcza jeśli chodzi o wspomniany związek Sary i Jeffreya, który zdecydowanie nie ma charakteru czysto romantycznego, lecz znacznie bardziej złożonego. Na szczególną uwagę zasługuje natomiast sposób w jaki Karin Slaughter porusza temat gwałtu. Autorka tworzy bowiem niesamowicie poruszający i emocjonalny portret osoby zgwałconej - oddaje poczucie wstydu, potrzebę zachowania pewnych rzeczy w tajemnicy i pragnienie bliskości. Kilka scen sprawiło, że autentycznie odczuwałam jakąś kulę w gardle.

„Zaślepienie” to dokładnie ten rodzaj thrillera, który ja osobiście bardzo sobie cenię - ukierunkowany na portrety bohaterów i wykreowanie odpowiedniej atmosfery. I tak naprawdę mam mu tylko jedną rzecz do zarzucenia - w powieści pojawia się jedna, w moim odczuciu, krzywdząca wypowiedź dotycząca ofiar gwałtu (o tym, że gwałciciel wybiera zawsze osoby słabe, co częściowo przerzuca część winy na ofiarę), a chociaż kolejne zdania sugerują, że autorka nie zgadza się z taką opinią, przy tak delikatnym temacie zabrakło mi wyraźnej krytyki tej wypowiedzi. To powiedziawszy, polecam Wam lekturę „Zaślepienia”, zwłaszcza jeśli gustujecie w podobnych thrillerach do mnie.

„Zaślepienie” Karin Slaughter; tłum. Piotr Kuś; wydawnictwo Buchmann; Warszawa 2013 ★★★★☆

You Might Also Like

0 komentarze