Autorzy, którzy dostaną ode mnie drugą szansę | edycja polska


Jestem upartym czytelnikiem - praktycznie zawsze kończę rozpoczętą lekturę (nawet jeśli zupełnie mi się ona nie podoba), zdarza mi się sięgać po tytuły, które zbierają raczej negatywne opinie i wracam do twórczości autorów, którzy w jakimś stopniu mnie rozczarowali. Z pewnością można by się w tym dopatrywać jakiegoś pierwiastka masochistycznych skłonności - no bo czy nie lepiej po prostu unikać pozycji, przy których prawdopodobieństwo rozczarowania jest wyższe niż przy innych historiach? Doświadczenie nauczyło mnie, że niekoniecznie. Lektura „Tysiąca wspaniałych słońc", jednej z tych historii, którą swego czasu bez zastanowienia umieściłam w zestawieniu <10 książek, które zmieniły moje życie>, zajęła mi tak naprawdę kilka lat, bo wielokrotnie odkładałam ją na bok. „Kirke", powieść, która zbiera bardzo negatywne recenzje od polskich czytelników, dla mnie była jedną z najlepszych lektur, jakie poznałam w 2018 roku. Z kolei Ruta Sepetys napisała powieści, które w jednym roku trafiły na listę moich ukochanych historii i największych rozczarowań. A podobne przykłady można by pewnie mnożyć... To prawda, że z większą ekscytacją i nadzieją wracam do twórczości takich autorów, których nazwisko jest dla mnie niejako wyznacznikiem jakości - marką samą w sobie, ale staram się nie skreślać jakiegoś twórcy po pojedynczym rozczarowaniu, czy (tym bardziej) na podstawie opinii innych. Stąd pomysł na dzisiejszy post.

Chciałam Wam opowiedzieć o sześciu polskich autorach bądź autorkach, docenianych w swoim gatunku, którzy w najbliższym czasie dostaną ode mnie jeszcze jedną szansę. To tacy twórcy, z którymi do tej pory miałam okazję zetknąć się tylko raz i w mniejszym, bądź większym stopniu ów spotkanie było dla mnie rozczarowujące. W przypadku większości z tych autorów mam jakieś pojęcie na temat tego, po jaki tytuł sięgnąć kolejno, ale jeśli macie jakieś sugestie - Wasze propozycje są zawsze mile widziane. 

Autorzy, którzy dostaną ode mnie drugą szansę


GABRIELA GARGAŚ - W bibliotece, w której pracuję spore grono czytelniczek to starsze Panie, które upodobały sobie twórczość naszych rodzimych twórców, a już zwłaszcza polskich autorek powieści obyczajowych - zakochane w opowieściach Magdaleny Witkiewicz, Ałbeny Grabowskiej, Agnieszki Krawczyk czy Gabrieli Gargaś właśnie. Przyznaję, że sama, z drobnymi wyjątkami, sięgałam po tego rodzaju literaturę raczej rzadko, ale przekonana ich entuzjazmem, a już zwłaszcza entuzjazmem Pani Mamy, nieco bardziej zainteresowałam się tematem. I już rozumiem - człowiek potrzebuje od czasu do czasu takich ciepłych, podnoszących na duchu lektur, które nawet jeśli dotykają tematów trudnych, robią to z pewną ostrożnością, starając się nie przytłoczyć czytelnika smutkiem i zostawić go na koniec z uczuciem nadziei. I tylko z twórczością pani Gabrieli Gargaś mi jakoś nie po drodze. Kilka lat temu czytałam jej świąteczną opowieść „Wieczór taki jak ten" i pozostawiła ona we mnie jakiś niesmak - niewiele pamiętam teraz z lektury oprócz tego, że jedno rozwiązanie fabularne wytrąciło mnie z równowagi (SPOILERmiałamwrażeniejakbyautorkauczyniłazkarnacjigłównejbohaterkiplottwistSPOILER). Optymizmem napawa mnie natomiast to, że jest to jedna z gorzej ocenianych powieści autorki - rozumiem bowiem, że teraz czeka mnie już tylko coś lepszego. W mojej prywatnej biblioteczce znajduje się pierwszy tom Sagi Dobrzyńskich tj. „Kiedyś się odnajdziemy", bardzo polecany przez Natalię z bloga i instagrama @prostymislowami i to właśnie tym tytułem będę starała się odczarować negatywne pierwsze wrażenie. W tym przypadku jestem akurat dobrej myśli.

HANNA GREŃ - Już kiedyś o tym wspominałam, ale do zapoznania się z twórczością Hanny Greń zachęciła mnie jedna z czytelniczek. Zwracając książkę do biblioteki, dokładnie „Cień sprzedawcy snów" (wydanego później jako „Uśpione królowe"), nie potrafiła wyjść z zachwytu nad talentem autorki - podkreślała niezwykłą atmosferę i dobrze nakreślone tło psychologiczne bohaterów. A że  zawsze poszukuję inspiracji jeśli chodzi o dobre, polskie kryminały, dałam się skusić. No i coś nie zaskoczyło. Lubię swego rodzaju „hybrydy gatunkowe"; nie przeszkadzają mi w kryminałach wątki obyczajowe, ani romantyczne, ale nie w tym wypadku. A z drugiej strony jakoś nie mogę przyjąć do wiadomości tego, że mój gust aż tak odbiega od gustów innych czytelników. Planuję kontynuować swoją przygodę z cyklem „W Trójkącie Beskidzkim", ale „Cynamonowe dziewczyny" tj. drugi tom, raczej nie będą moim pierwszym wyborem jeśli chodzi o twórczość autorki. Waham się natomiast pomiędzy „Mam chusteczkę haftowaną" (bo chyba z całej bibliografii pani Greń interesuje mnie najbardziej), albo „Wioską morderców" (bo tak się jakoś złożyło, że mam egzemplarz w swoich domowych zbiorach).

MAŁGORZATA ROGALA - Zestawienie polskich autorek, którym planuję dać drugą szansę zamyka pani Małgorzata Rogala. Bardzo często zdarza mi się polecać jej twórczość innym czytelnikom i zazwyczaj wracają oni zadowoleni, dopraszając się kolejnych tomów, ale sama po pierwszym razie nie nazwałabym się wielbicielką jej pióra. Czytałam debiutancką powieść pani Rogali „Kiedyś Cię odnajdę", chociaż już po tym, jak została ona wznowiona przez wydawnictwo Skarpa Warszawska. I tak - dostrzegam potencjał w jej twórczości i m. in. dlatego zamierzam dać jej kolejną szansę, ale równocześnie nie mogłam się pozbyć wrażenia podczas lektury, że mam do czynienia z debiutantem (gdzieś po drodze wkradł się niepotrzebny chaos jeśli chodzi o bohaterów - było ich za dużo i nieco zlewali się w jedną całość; a fabuła wydawała się mocno poszatkowana). Ale to są mankamenty, które można wypracować w kolejnych powieściach i na to po cichu liczę. Zwłaszcza, że w swoich domowych zbiorach mam dwie następne pozycje autorstwa pani Rogali - pierwsze tomy różnych cyklów tzn. „Zapłatę" (która intryguje mnie bardziej, ale równocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że to jedna z wcześniejszych powieści pisarki), no i „Kwestię ceny".

MAX CZORNYJ - Męskie grono otwiera niezwykle ostatnio płodny, młody autor - Max Czornyj. Mam takie wrażenie, że dopiero debiutował na polskim rynku z „Grzechem", a tymczasem wydał już prawie piętnaście powieści i uczestniczył w kilku innych projektach literackich (a to Remigiuszowi Mrozowi zarzuca się, że wydaje swoje historie hurtowo!). Ale pomimo tak bogatej bibliografii ja zapoznałam się tylko z jedną jego pozycją, wspomnianym już z tytułu debiutem. I nie była to historia zła - podobnie jak w przypadku powieści pani Rogali, pamiętam, że dostrzegłam pewne elementy, które wskazywały, że w przyszłości znajdę w twórczości Pana Czornyja coś dla siebie. Przeszkadzała mi jednak tendencja autora do graficznych, bardzo krwawych opisów autora, często nawiązujących w jakiś sposób do religii. Są takie momenty, chociaż przyznaję, że raczej krótkie, w których wolałabym by i przy drugim spotkaniu okazało się, że twórczość Maxa Czornyja nie jest jednak przeznaczona dla mnie - bo jeżeli okaże się inaczej tzn. że przekonam się do jego stylu, tylko pomyślcie ile czeka mnie nadrabiania! Tymczasem w moich domowych zbiorach czekają dwie, całkowicie odmienne powieści autora. Jedną z nich jest thriller psychologiczny utrzymany w klimatach domestic noir (a przynajmniej tak mi się wydaje, sugerując się opisem i opiniami innych czytelników) tj. „Najszczęśliwsza"; drugą - jedna z najnowszych premier, diametralnie różniąca się od reszty twórczości, czyli „Córka nazisty". Póki co skłaniam się raczej ku lekturze tej drugiej pozycji - po przeczytaniu przepięknej opowieści Amy Harmon „Z piasku i popiołu" odkryłam, że wciąż uwielbiam historie osadzone na tle II wojny światowej. 

MAREK STELAR - Był taki moment w moim życiu, kiedy wydawało mi się, że twórczość Pana Marka Stelara jest mi niemal dosłownie przeznaczona. Premiera jego powieści „Niepamięć" miała miejsce dokładnie w dzień moich imienin, a główny bohater dzieli ze mną nazwisko - wydawało mi się, że to bardzo konkretny znak od losu, że powinnam bliżej przyjrzeć się jego pozycjom. Tylko, że kiedy faktycznie sięgnęłam po pierwszą historię napisaną przez autora „coś nie zagrało". Przyznaję, że niewiele pamiętam z samej lektury bo mój umysł zdominowała myśl, że Pan Stelar całkowicie błędnie odmieniał moje nazwisko. To trochę, z braku innego słowa, głupi powód żeby zniechęcić się do pozostałych powieści autora, ale trudno mi pozbyć się tego irracjonalnego uprzedzenia i gdyby nie to, że jedna z moich ulubionych czytelniczek przy każdej wizycie w bibliotece uparcie poleca mi właśnie jego twórczość, pewnie nawet nie umieściłabym jego nazwiska w tym zestawieniu. Przyznaję też, że ostatnio dostałam kolejnego „motywacyjnego kopa", żeby dać autorowi drugą szansę. Najnowszą powieść Pana Stelara rekomenduje jeden z moich absolutnie ukochanych pisarzy kryminałów (wiecie, ta wspomniana na samym początku „marka sama w sobie"), czyli Wojciech Chmielarz. No i intryguje mnie też trochę, że będzie to jedna z pierwszych premier osadzonych w tej naszej nowej „pandemicznej" rzeczywistości. Z wszystkich wspomnianych wyżej powodów podejrzewam, że w pierwszej kolejności przeczytam właśnie „Blizny".

JAKUB ŻULCZYK - Wiem, że Jakub Żulczyk ma niesamowicie liczne grono wielbicieli, ale z przykrością stwierdzam, że to właśnie w odnośnie do jego twórczości żywię najwięcej uprzedzeń. Lektura „Ślepnąc od świateł" była dla mnie doświadczeniem tak nieprzyjemnym, że gdyby nie to, że nieco pochopnie zakupiłam już inną powieść autora, z pewnością spisałabym akurat tą „znajomość" na straty. Nie podoba mi się język Jakuba Żulczyka - ogrom wulgaryzmów, jego tendencja do epatowania przemocą. To absolutnie nie jest „mój typ literatury" i podejrzewam, że to własnie tutaj najbardziej będę zwlekać z tym by dać autorowi drugą szansę. W swoich zbiorach posiadam jednak powieść Jakuba Żulczyka skierowaną teoretycznie do młodszego czytelnika (młodzieży) tj. „Zmorojewo" i to daje mi pewną nadzieję na to, że te dwie historie mogą być napisane zupełnie inaczej. Jeżeli ten tytuł przypadnie mi do gustu, być może postaram się także sięgnąć po coś jeszcze - Wasze sugestie będą tutaj jednak bardzo mile widziane, bo chciałabym uniknąć historii zbliżonych klimatem do „Ślepnąc od świateł".

*

Podejrzewam, że trafi się co najmniej jedna taka sytuacja, gdzie i przy drugim spotkaniu nie przekonam się  do twórczości danego autora i będą się zastanawiać po co to sobie zrobiłam, ale z drugiej strony jestem przekonana, że przydarzy się także zupełnie odwrotny scenariusz i że rzeczywiście zakocham się w czyimś stylu. Zastanawiam się wręcz czy za jakiś czas - kiedy dam już tytułową drugą szansę każdemu z tych autorów - nie opublikować jakieś „konfrontacji". Tak jak wspominałam, czekam też na Wasze komentarze z propozycjami lektur po które powinnam sięgnąć w odniesieniu do poszczególnych autorów. Jestem też ciekawa jak sami zapatrujecie się na kwestie dawania drugich szans autorom - czy zniechęcacie się do danych pisarzy po pojedynczym rozczarowaniu. 

*Zdjęcie wykorzystane w poście pochodzi z banku zdjęć Unsplash a jego autorem jest @priscilladupreez

You Might Also Like

0 komentarze