Penelopiada, Margaret Atwood

by - sierpnia 16, 2018


Prawdę powiedziawszy sama byłam zaskoczona tym, że zdecydowałam się na lekturę „Penelopiady”. Owszem, Margaret Atwood przekonała mnie do swojej twórczości „Opowieścią Podręcznej”, ale w dorobku autorki znajduje się przecież sporo tytułów, z czego większość zbiera jednak dużo lepsze opinie niż „Penelopiada”. Co gorsza, wkrótce przed wypożyczeniem tej pozycji, zetknęłam się gdzieś z sugestią, że to dobra znajomość „Odysei” jest w tym przypadku istotna aby w pełni docenić lekturę. Bez względu jednak na to co popchnęło mnie do zapoznania się z „Penelopiadą”, jestem zadowolona z tego wyboru. Bo to właśnie ta pozycja, a nie „Opowieść Podręcznej”, pozwoliła mi w pełni docenić kunszt Margaret Atwood.

Penelopa utożsamiana jest w kulturze z wizerunkiem pewnego wzorca lojalności i wierności; małżonki niemal idealnej, która przez długie lata oczekiwała w Itace na powrót Odyseusza. Margaret Atwood nie zaprzecza informacjom znanym z „Iliady” czy też „Odysei”, ale pozwala nam się przyjrzeć pewnym wydarzeniom z odmiennej perspektywy i tym samym sprowokować do refleksji. Czy znajomość Homeryckich dzieł rzeczywiście jest do tego niezbędna? W moim odczuciu, nie do końca. Pamiętałam jedynie zarys mitu o Penelopie i Odyseuszu, jeszcze z czasów nauki w liceum, a jak wiecie nie przeszkadzało mi to w tym by zachwycić się dziełem Margaret Atwood.

Kanadyjska autorka obiera za narratorkę opowieści samą Penelopę. Żona Odyseusza opowiada jednak swoją historię z perspektywy czasu (prawdopodobnie z czasów nam współczesnych), z odmętów Hadesu, wówczas gdy bohaterka jest już świadoma tego w jaki sposób jej osoba jest postrzegana przez kolejne pokolenia. Penelopa nie skupia się też wyłącznie na swojej okresie Wojny Trojańskiej czy latach, które Odyseusz spędził w drodze powrotnej do Itaki - wspomina o czasie spędzonym u boku ojca, nielicznych chwilach z mężem i swojej ogromnej samotności. Margaret Atwood nie czyni ze swojej bohaterki postaci kryształowej. Podważa wyidealizowany portret Penelopy i czyni ją bardziej ludzką. Ale nie chodzi tylko o tą jedną postać.

Margaret Atwood kreuje także inne intrygujące sylwetki ukazujące niejako w krzywym zwierciadle innych bohaterów greckiego eposu - przede wszystkim Odyseusza oraz Helenę. Cała „Penelopiada” przepełniona jest autoironią, zgorzknieniem i pewną zgryźliwością. Margaret Atwood jak już wspominałam, prowokuje do refleksji. Trudno nie wysnuć pewnych wniosków po skończonej lekturze - o tym że historia to nie tylko fakty, ale też przyjęta perspektywa; o tym że każdy może opowiedzieć swoją wersję wydarzeń; i o tym że czasami zbyt łatwo przychodzi nam wytłumaczenie rzeczy niewytłumaczalnych, gdy mowa o znanych i cenionych jednostkach.

Niejako w oderwaniu od historii Penelopa a równocześnie ściśle z nią powiązaną, poznajemy w „Penelopiadzie” także inną opowieść - wątek, którego ja, do czego przyznaje się ze wstydem, zupełnie nie pamiętałam z lektury fragmentów „Odysei” czy innych dzieł greckich. Losy dwunastu służek Penelopy zostają nam przedstawione za pomocą różnorakich form literackich - raz jest to lament, raz szanta, kiedy indziej wykład, a nawet rozprawa sądowa. I to właśnie ten wątek z jednej strony prowokuje do refleksji, a z drugiej świadczy o niesamowitej świadomości językowej Margaret Atwood i jej kunszcie jako autorki.

W czasach kiedy tematyka feminizmu jest tak często poruszana w kulturze i poza nią, „Penelopiada” jest lekturą niesamowicie ważną i aktualną. Nie do końca rozumiem negatywne opinie jakie zbiera, dlatego że dla mnie była to po prostu pozycja kompletna - doskonała pod względem warsztatowym i fabularnym. Nie jest to tytuł nowy i są trudności z jego dostępnością, ale sprawdźcie w swoich bibliotekach i chociaż spróbujcie po niego sięgnąć (zwłaszcza, że to krótka opowieść). Ja polecam.

„Penelopiada” Margaret Atwood; tłum. Witold Siemaszkiewicz ; wydawnictwo Znak; Kraków 2005 ★★★★★

You May Also Like

0 komentarze

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala