2018 rok w książkach (do tej pory)

by - lipca 20, 2018


Zastanawiałam się czy tworzenie tego typu posta jest tak naprawdę potrzebne i czy znajdzie się ktoś kto uzna go za wystarczająco ciekawy aby się z nim zapoznać. Ostatnimi czasy trzymam się jednej, podstawowej zasady jeśli chodzi o blogowanie - publikuję tylko tego rodzaju kontent, z który sama jako czytelnik bym się zapoznała. A że półroczne podsumowania (ze statystykami i kolorowymi wykresami) są czymś co od razu przykuwa moją uwagę na zagranicznym booktubie, odpowiedź wydawała się zaskakująco prosta. Śladem posta ze stycznia 2018 roku, kiedy przedstawiłam Wam wszystkie mniej i bardziej ciekawe statystyki związane z moim czytelniczym życiem, przyglądać będziemy się pierwszej połowie tego roku. 

Patrząc na moje noworoczne postanowienia (o których wspominałam Wam tutaj), trudno traktować pierwszą połowę roku jako ogromny sukces. Skłamałabym upierając się przy tym, że nie wcieliłam w życie żadnego z nich: sukcesywnie sięgam po tytuły nominowane do Women’s Prize for Fiction oraz dzieła autorów z różnych stron świata; w końcu czytam pozycje pisarzy, których twórczość w jakiś sposób już była mi znana; a jeśli chodzi o roczne wyzwanie Goodreads - kilka dni temu zwiększyłam nawet liczbę ze 100 do 118 pozycji. Ale przy pozostałych postanowieniach na razie spektakularnie się wykładam. Wiem przynajmniej jednak na co powinnam teraz zwrócić uwagę (a wraz z czytaniem tego posta sami zobaczycie co powinno stać się dla mnie priorytetem).

Jeżeli jednak chodzi już o same statystyki, w pierwszej połowie roku (a więc od stycznia do czerwca) udało mi się przeczytać 55 pozycje. Średnio to jakieś niewiele ponad 9 pozycji na miesiąc, co w sumie dobrze oddaje moje tempo czytelnicze w roku akademickim. Tak jak już kiedyś wspominałam: pomimo że sporo czasu spędzam na kampusie a moje studia wymagają także ode mnie pewnej dodatkowej aktywności, czytam sporo podczas komunikacji miejskiej (min. 2h dziennie, a czasami nawet więcej jeśli podróżuje kilkakrotnie na trasie dom-kampus). Nie do końca potrafię wskazać dlaczego najbardziej efektywnym miesiącem był dla mnie marzec, ale wiem z kolei skąd najniższy wynik w czerwcu - sesja.

Największa część książek, z którymi się zapoznałam pochodziła ze zbiorów mojej lokalnej biblioteki i nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt, że w moich domowych zbiorach znajduje się zdecydowanie zbyt dużo nieprzeczytanych tytułów i powinnam traktować je priorytetowo. Nie chcę rezygnować z korzystania z biblioteki, ani współprac recenzenckich z wydawcami, ale w drugiej połowie roku chciałabym spróbować odwrócić nieco powyższą proporcję. Liczę na to, że mój kubeczek TBR pomoże mi w realizacji tego postanowienia.

Powyższa statystyka nie stanowi dla mnie akurat żadnego zaskoczenia. Odkąd tylko pamiętam, większość pozycji po które sięgałam była dziełem pisarek (do pewnego momentu wręcz celowo unikałam powieści napisanych przez mężczyzn). Chyba dlatego początkowo nie potrafiłam zrozumieć idei tych wszystkich wyzwań i maratonów poświęconych na czytanie pozycji spod kobiecego pióra. No i  wciąż bardzo zaskakuje mnie odwrotny wynik u innych czytelników.

Żeby nie było że pozostaję gołosłowna, prawie 57% pozycji, które przeczytałam w pierwszej połowie tego roku wyszło spod pióra autorów, których twórczość w mniejszym lub większym stopniu była mi już znana. I jest to dla mnie swego rodzaju ewenement. Przy okazji tworzenia posta z postanowieniami wspominałam Wam, że mam tendencje do tego by wiecznie gonić za nowym (co ma też oczywiście swoje mocne strony). Cieszę się, że chociaż minimalnie udało mi się to zmienić i liczę na to, że końcówka roku nie zaburzy tej proporcji.

W duchu wyzwania W 80 książek dookoła świata starałam się też zwrócić uwagę na narodowość autorów po twórczość, których sięgałam. I chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest to przykład spektakularnej różnorodności i że czeka mnie jeszcze sporo zakamarków świata do odkrycia i tak jest lepiej niż było. Pomijając fakt, że sięgnęłam po twórczość autorów spoza USA i Anglii, przede wszystkim cieszy mnie to że stosunkowo często czytałam pozycje naszych rodzimych pisarzy (drugie miejsce, tuż po USA to ogromny postęp w przypadku człowieka, który kilka lat temu wcale nie czytał literatury polskiej, niezależnie od gatunku).


Jeżeli chodzi o grupę docelową, do której skierowane były czytane przeze mnie książki, muszę przyznać, że nie przykładałam do tego szczególnej wagi. Tj. nie starałam się np. celowo czytać więcej literatury "dla dorosłych". Dlatego wynik, który obserwujecie na wykresie jest w 100% wypadkową przypadku, mojego gustu czytelniczego i nastroju jaki towarzyszył mi w pierwszym półroczu. Jedyne co w tym konkretnym przypadku wzbudziło niejako moje zaskoczenie, to niewielki procent literatury New Adult wśród moich lektur (nie wiem czy pamiętacie, ale był moment, kiedy był to w końcu mój ulubiony "gatunek").

Kiedy człowiek decyduje się na założenie bloga książkowego i podjęcie współprac recenzenckich niejako godzi się na to, że wśród jego lektur dominować będą nowości wydawnicze. Po pierwsze, dlatego że wydawnictwom zależy przede wszystkich na recenzowaniu nowszych tytułów; a po drugie - bo to o tych pozycjach rozmawia się na wszelkich social mediach. Biorąc to pod uwagę i tak jestem pod wrażeniem, że tytuły wydane w 2018 r. zupełnie nie zdominowały moich lektur. Owszem, starałam się "pozostawać na bieżąco z trendami", ale też nadrabiałam lekturę tych pozycji, które na pewnym etapie życia przegapiłam (nawet te wydane przed 2000 rokiem i nie chodzi mi wyłącznie o klasyki).

Jeżeli chodzi o to jakie wrażenia wywarły na mnie lektury, z którymi zapoznałam się do tej pory w 2018 roku, muszę przyznać, że jestem raczej zadowolona. Wydaje mi się, że wysoki procent lektur powyżej trzech gwiazdek bierze się z tego, że z roku na rok staję się coraz bardziej świadoma tego jakie motywy i tematy interesują mnie w literaturze najbardziej. Nie bez wpływu pozostaje też fakt, że sięgam po twórczość autorów, których już w jakimś stopniu znam i którzy zdołali zdobyć moja sympatię. I mam nadzieję, że pod koniec roku ta proporcja się utrzyma. 

Przechodząc jednak do tematu, który chyba najbardziej mnie przeraził podczas przygotowywania tego posta. Wiedziałam, że moje półki wzbogaciły się o sporo nowych tytułów, ale chyba nie do końca byłam świadoma co ów "sporo" oznacza. Owszem, nie wszystkie te pozycje zakupiłam samodzielnie (patrz wykres poniżej) i nie było chyba tytułu, za który zapłaciłam cenę okładkową, ale nie zmienia to faktu, że znaczna większość z nich była książkami, których nigdy nie czytałam i która teraz zwiększyła mój fizyczny stos TBR (bo już na pewno nie stosik).

Skąd tyle książek spytacie? Gdzieś na przełomie 2017/2018 roku odkryłam Tak czytam, Skupszopa i wyprzedaże książkowe organizowane przez hurtownie (stąd drakońska liczba czerwcowa), a w każdym z tych miejsc można znaleźć nowe tytuły za niecałe 10 zł. I trochę popłynęłam. W lipcu sukcesywnie walczę ze swoim uzależnieniem (i na razie nie kupiłam ani jednej książki i nie poprosiłam nawet o żadną pozycję w ramach prezentu imieninowego), ale przyglądając się zapowiedziom na końcówkę wakacji i jesień nie wiem czy uda mi się nad tym w pełni zapanować. Zastanawiam się czy nie wprowadzić na bloga postów wzorowanych na filmiki Emmy z Drinking By My Shelf  (tu macie czerwcowy przykład), ale nie wiem na ile podobny kontent sprawdziłby się w formie posta blogowego, a nie filmiku.

Jeżeli jesteście ze mną do tego momentu, pozostaję pod ogromnym wrażeniem Waszej wytrwałości. Koniecznie dajcie znać jak Wam minęła pierwsza połowa roku - liczby, wrażenia wszystko jest mile widziane w komentarzach. Dajcie też znać czy bylibyście zainteresowanie tekstem o najlepszych książkach jakie przeczytałam w pierwszej połowie roku, albo wspomnianym powyżej cyklem.

You May Also Like

0 komentarze