Co działo się w kwietniu?: podsumowanie miesiąca - Zlodziejka Ksiazek

niedziela, 6 maja 2018

Co działo się w kwietniu?: podsumowanie miesiąca


Powrót do codzienności po wolnym bywa trudny i zawsze ma pewien specyficzny posmak goryczy. Ciężko mi jest sobie w tej chwili wyobrazić, że jutro o 5:30 będę musiała wstać z łóżka i odbyć podróż na uczelniany kampus, ale z drugiej strony nie mogę nie docenić tego ostatniego tygodnia wypełnionego intensywnym zwiedzaniem polskich miast, odpoczynku i świętowaniem moich dwudziestych drugich  trzecich urodzin. Chociaż wiem, że rozpoczyna się w moim życiu tzw. gorący okres i to nie tylko pod względem temperatury (bo wszelkiego rodzaju zaliczenia, egzaminy, magisterka i wolontariat), nie narzekam (jeszcze!) i staram się z optymizmem wypatrywać zbliżających się wielkimi krokami wakacji.

Jeżeli chodzi o miniony miesiąc - kwiecień, muszę przyznać, że nieźle zalazł mi za skórę. Wkrótce po świętach Wielkanocnych złapał mnie jakiś fatalny wirus i po raz pierwszy od kilku dobrych lat autentycznie czułam się wykluczona z życia. Pomimo tego że spędziłam kilka dodatkowych dni w domowym zaciszu, nie wpłynęło to korzystnie na moje czytelnicze wyniki - zapoznałam się z dziewięcioma tytułami, przy czym większość z nich czytałam w drugiej połowie miesiąca. Ale za to w przypadku żadnej pozycji nie mogę mówić o rozczarowaniu.

PRZECZYTANE:

Pod osłoną nocy, Sarah Waters ★★★

Czytałam Pod osłoną nocy w dużej mierze podczas swojej choroby i prawdopodobnie dlatego tak długo zajęło mi to by wczuć się w lekturę i zapoznać się z nią w całości. Poza tym, nie ukrywam, że początkowo było mi ciężko przywyknąć do tego jak bardzo opowiadana historia różni się od Złodziejki. Sarah Waters nie skupia się tym razem na pojedynczym wątku, lecz przybliża nam losy czterech tajemniczych postaci, a specyficzna forma - odwrócona chronologia wydarzeń - sprawia, że początkowo można odczuwać pewien chaos w lekturze. Wraz z kolejnymi stronami przestało mi to jednak zupełnie przeszkadzać, a nawet doceniłam ów zabieg. Sarah Waters z niezwykłą dojrzałością pisze o powrocie do życia po wojnie i o postrzeganiu przez społeczeństwo osoby homoseksualne, a na dodatek obiera przy tym niecodzienną perspektywę - osób, które często pomijane są w literaturze wojennej. Koniec końców Pod osłoną nocy w końcu mnie jednak zachwyciło.

Żerca, Katarzyna Berenika Miszczuk ★★★½☆

Jeżeli chodzi o całą serię Kwiatu Paproci, mam względem niej dosyć mieszane uczucia - stąd też tak długa zwłoka z zapoznaniem się z Żercą - ale w moim odczuciu trzeci tom przewyższył nieco poziomem swojego poprzednika. Owszem, brakuje czegoś co narzuciło by tempo akcji, bo tak naprawdę nie wiemy do jakiego punktu zmierzamy w tym tomie i udało mi się przewidzieć pewien zwrot akcji, ale i tak zamknęłam lekturę zadowolona. Katarzyna Berenika Miszczuk utrzymuje lekki, przepełniony humorem ton swojej opowieści i wciąż zaskakuje czytelnika nowymi nawiązaniami do słowiańskiej mitologii. Tym razem jednak spycha nieco wątek romantyczny na dalszy plan, wprowadza pewną dozę tajemniczości na skutek sprawy uśmiercania istot nadprzyrodzonych, no i kończy swoją opowieść w takim momencie, że naprawdę ma się ochotę na lekturę czwartego tomu.

Wampir, Wojciech Chmielarz ★★★★

Z powodu sporej kolejki oczekujących na drugi tom przygód komisarza Mortki w bibliotece, zdecydowałam się na lekturę innej powieści pana Wojciecha Chmielarza. Ale Wampir prezentuje równie wysoki poziom co Podpalacz. Podoba mi się sposób w jaki autor kreuje intrygi kryminalne - brak tu niepotrzebnego rozmachu czy sztucznie narzuconego tempo, a poszczególne poszlaki odkrywamy stopniowo; a także sama postać głównego bohatera - owianego pewną aurą tajemniczości i wzbudzającego raczej skrajne emocje. Wampir ma klimat - brudny obraz pewnego rodzaju półświatka Gliwic - i jest po prostu dobrze napisany, dlatego nie mogę sie doczekać kolejnych spotkań z twórczością tego autora.

Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze, Gail Honeyman ★★★

Miałam ogromne wątpliwości czy po tylu optymistycznych opiniach powieść Gail Honeyman sprosta moim oczekiwaniom, ale okazuje się, że niepotrzebnie. Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze jest historią, która pobudza do pewnych refleksji i porusza raczej trudną problematykę, ale która równocześnie nie sprawia problemu w trakcie lektury. Kreacja Eleanor budzi sympatię, miejscami może także współczucie, ale nie litość i jest to jedna z podstawowych zalet całej historii. Jeżeli spodobał się Wam Projekt "Rosie", nie powinniście być rozczarowani.

Opal, Jennifer L. Armentrout ★★★½☆

W rozmowie z Panią Mamą wprost stwierdziłam, że Opal jest tego rodzaju lekturą, która niesamowicie uzależnia, pomimo tego, że dostrzega się jej wady. Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się przewracać oczami, kiedy Katy po raz kolejny pakowała się w tarapaty, albo wówczas gdy autorka raczyła nas scenami zazdrości, ale równocześnie trudno mi było odłożyć ów pozycję na bok. Główny wątek popycha akcję do przodu, a dodatkowo pełno tu wewnętrznych cliffhangerów, które przyspieszają jeszcze proces czytania. 

Jedyna miłość razy dwa, Taylor Jenkins Reid ★★★½

Trochę tak jak w przypadku powieści Gail Honeyman, obawiałam się czy Taylor Jenkins Reid uda się sprostać moim zawyżonym oczekiwaniom. Ale Jedyna miłość razy dwa jest w moim odczuciu niemal idealną pozycją jeśli chodzi o literaturę rozrywkową z wątkiem romantycznym wysuniętym na pierwszy plan. Taylor Jenkins Reid zdecydowanie wie jak pisać o emocjach - miłości czy żałobie - i od samego początku angażuje czytelnika w opowiadaną historię. Podoba mi się przesłanie całej opowieści i to że w pewnym momencie przestaje to być tylko i wyłącznie powieść o miłości, ale przede wszystkim cieszę się, że autorka nie podążyła tropem, którego się obawiałam, a który zdecydowanie zbyt często wykorzystywany jest w przypadku wątków trójkąta miłosnego. Bardzo Wam polecam lekturę, zwłaszcza, że pozycję możecie często znaleźć za symboliczna kwotę w tanich księgarniach,

Ból, Zeruya Shalev ★★★½☆

Powieść Zeruyi Shalev jest bardzo kobieca, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę podejmowane przez autorkę tematy - macierzyństwo, małżeństwo czy powrót pierwszej miłości - i autorka podchodzi do każdego z nich z dojrzałością i ogromem empatii. Przedstawienie poruszanej problematyki i pogłębione portrety bohaterów są najmocniejszymi punktami prozy izraelskiej prozy, ale jest coś co nie pozwala mi się nią w pełni zachwycić. Tempo relacji pomiędzy główną bohaterką a jej pierwszą miłością ma w sobie coś niesamowicie nienaturalnego. Także język jaki posługuje się Zeruya Shalev, na ogół piękny i wyrafinowany, momentami razi zbyt górnolotnymi metaforami i sztucznością. Nie żałuję lektury, ale też nie podzielam zachwytu Bólem.

Mężczyźni objaśniają mi świat, Rebecca Solnit ★★★

Mężczyźni objaśniają mi świat to zbiór esejów bardzo dobrych, dobrych i po prostu przeciętnych. Chociaż zdecydowanie zgadzam się z niektórymi spostrzeżeniami pani Rebeki Solnit i uważam, że jej głos ma ogromną siłę rażenia, nie wszystkie teksty są równie zajmujące i emocjonujące. Dużo tu statystyk - co rozumiem, bo zazwyczaj duże liczby bardziej przemawiają do społeczeństwa, równocześnie jednak na mnie dużo większy wpływ wywierało powoływanie się na konkretne przypadki.  Przeszkadzała mi także skłonność autorki do powtarzania kilkakrotnie tych samych zdań - zawsze wkrótce po pewnym uogólnieniu. Nie jestem specjalistką w literaturze feministycznej i nie wiem jak eseje pani Solnit wypadają na ich tle, ale ja spodziewałam się chyba czegoś więcej.

Szpilki za milion, Izabela Szylko ★★★

Szpilki za milion to taka bardzo lekka, zabawna historia, której znacznie bliżej do powieści obyczajowej aniżeli kryminału. Jakakolwiek intryga, o ile w ogóle możemy tak ją nazwać, zostaje zarysowana dopiero mniej więcej w połowie historii. Mamy tu do czynienia z pewnym przerysowaniem i abstrakcyjnością, ale nie na tyle by przekroczyć akceptowane przeze mnie granice. Czy powieść pani Izabeli Szylko na długo zapadnie mi w pamięci? Prawdopodobnie nie. Ale w trakcie lektury bawiłam się nieźle i zdecydowanie doceniam kreacje jednej z drugoplanowych bohaterek - pani Józefiny. 

NAPISANE:

Islandzka powieść postapokaliptyczna czyli opinia o Wyspie.
Dziewczyna z pociągu  w hiszpańskiej scenerii czyli opinia o Ona to wie.
Młodzieżówka z przesłaniem czyli opinia o Raczej szczęśliwy niż nie.
Nie do końca najlepszy thriller czyli opinia o Lokatorce.

Myślę, że zarówno maj jak i czerwiec nie będą okresem wzmożonej aktywności na blogu, ale obiecuję się nie poddawać i równocześnie z nauką, szykować się z wielkim powrotem na wakacje.