maja 2018 - Zlodziejka Ksiazek

niedziela, 27 maja 2018

Zanim pozwolę Ci wejść, Jenny Blackhurst
maja 27, 2018 Comments

Zanim pozwolę Ci wejść" autorstwa Jenny Blackhurst przykuło moją uwagę w momencie, gdy pojawiło się w zapowiedziach - pomimo tego że nie znałam zarysu fabularnego ani twórczości autorki i nie słyszałam o tym tytule wśród zagranicznych Książkoholików. Przypisanie tej powieści do serii thrillerów psychologicznych obok pozycji Alex Marwood, B. A. Paris czy Tany French wystarczyło mi w zupełności za rekomendacje. I chociaż „Zanim pozwolę Ci wejść" nie sprostało wszystkim moim oczekiwaniom i tak uważam swoje pierwsze spotkanie z twórczością Jenny Blackhurst za udane.

Karen, Bea i Eleanor łączy wyjątkowa więź. Pomimo tego że ich życia znacząco się od siebie różnią, od lat są nierozłączne i stanowią dla siebie nawzajem silną grupę wsparcia. Kiedy w gabinecie Karen, odnoszącej sukcesy pani psycholog, zjawia się nowa pacjentka - Jessica Hamilton, ich relacja zostaje wystawiona na próbę. Jessica nie zachowuje się w sposób, do którego przywykła kobieta. Karen obawia się tego do czego może być zdolna, a dziwne sytuacje, do których dochodzi w życiu jej i jej przyjaciółek, tylko ten niepokój pogłębiają. Każda z kobiet ma coś co chciałaby ukryć.

Historię opowiadaną przez Jenny Blackhurst poznajemy z różnych, przeplatających się perspektyw - naprzemiennych relacji z punktu widzenia trzech przyjaciółek, bezimiennej pierwszoosobowej narratorki i transkrypcji rozmów Karen z psychologiem. Jest to zabieg o tyle trafiony, że pomaga autorce w wykreowaniu odpowiedniego klimatu - piętrzących się sekretów, niepokoju wynikającego ze świadomości pewnego niebezpieczeństwa, a także dusznej atmosfery zwiększającego się obłędu. To własnie ów klimat w połączeniu z lekkim piórem Jenny Blackhurst sprawia, że „Zanim pozwolę Ci wejść" czyta się szybko a czytelnik od pierwszych stron jest zaangażowany w lekturę.

Podczas gdy ostatnimi czasy tematem dominującym w thrillerach są relacje małżeńskie, Jenny Blsckhurst bierze na warsztat inną więź. Chociaż problematyka związana z byciem w związku, zwłaszcza w kontekście zdrady, przewija się gdzieś pomiędzy wierszami, na pierwszy plan zdecydowanie wysunięty jest wątek przyjaźni między bohaterkami. Jessica Blackhurst daje się poznać jako uważny obserwator relacji międzyludzkich i problemów charakterystycznych dla współczesnego świata. Pada kilka trafnych spostrzeżeń w związku z przeszłością kilku głównych bohaterek czy tendencją naszego społeczeństwa do dzielenia się ze światem sowim życiem na mediach społecznościowych.

Tym co spowodowało, że jednak nie jestem w stanie w pełni docenić powieści Jenny Blackhurst był finalny plot twist. Bardzo szybko w trakcie lektury wysnułam pewną teorię na temat możliwego zakończenia - posiłkując się wskazówkami rozrzuconymi w kolejnych rozdziałach. A chociaż nie pokryła się ona w 100%  z tym co zaproponowała autorka, były to scenariusze na tyle bliskie by zupełnie pozbawić mnie elementu zaskoczenia. Niestety, nie jestem jednak w stanie Wam powiedzieć czy wynika to z tego, że przeczytałam za dużo thrillerów czy to autorka zostawiła za dużo wskazówek.

Zanim pozwolę Ci wejść" to tytuł, który ma sporo do zaoferowania swoim czytelnikom. Jenny Blackhurst stworzyła historię, która "wciąga od pierwszej strony" i która jest pewnym powiewem świeżości w morzu thrillerów o relacjach damsko-męskich. Chociaż czułam się nieco rozczarowana, że tak szybko wpadłam na właściwe rozwiązanie i tak chętnie przeczytałabym coś jeszcze spod pióra autorki. A Wam polecam „Zanim pozwolę Ci wejść".

 Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu Albatros

Zanim pozwolę Ci wejść” Jenny Blackhurst; tłum. Anna Dobrzańska; wydawnictwo Albatros; Warszawa 2018  ★★★☆☆
Read more

sobota, 19 maja 2018

Poprosisz mnie o śmierć, Peter James
maja 19, 2018 Comments

W obawie, że umkną mi jakieś subtelne nawiązania fabularne, albo, co gorsza, będę mieć trudności aby wczuć się w opowiadaną historię, rzadko sięgam po jakąkolwiek serię w kolejności achronologicznej. Nawet jeśli mowa o cyklach kryminalnych czy thrillerach, gdzie jedynym punktem wspólnym jest postać policjanta czy też innej osoby prowadzącej śledztwo. Ale zdarza mi się odbiegać od tych reguł, a „Poprosisz mnie o śmierć" jest tego najlepszym dowodem. Po lekturze „Ludzi doskonałych" byłam po prostu ciekawa jak Peter James radzi sobie w innym gatunku, a fakt przynależności do serii wydał mi się kwestią drugorzędną.

Red Westwood, agentka handlu nieruchomościami, ma za sobą trudny okres. Uwikłana w trudny, toksyczny związek z człowiekiem o obsesyjnej potrzebie kontroli i dominacji, musiała odciąć się od przeszłości i zacząć życie w nowym miejscu. Teraz w końcu wychodzi na prostą i angażuje się w kolejny związek u boku troskliwego lekarza - wdowca i samotnego ojca. Dochodzi jednak do tragedii. Karl Murphy umiera w makabrycznych okolicznościach, a chociaż wszystko wskazuje na samobójstwo, nadinspektor Roy Grace nie potrafi pozbyć się wrażenia, że coś w tej sprawie nie gra.

Poprosisz mnie o śmierć" rzeczywiście jest jedną z tych powieści, po które można sięgnąć bez znajomości poprzednich tomów cyklu - wszystkie konieczne informacje o życiu nadinspektora czy też jego współpracowników zostają przybliżone w stosownym momencie. Owszem, jestem sobie w stanie wyobrazić, że przeczytanie innych powieści z serii i zżycie z bohaterami sprawi, że pewne wątki czy też poszczególne sceny wywrą większe wrażenie na czytelniku - wzbudzą więcej emocji. Z drugiej jednak strony; obyczajowe tło nie jest czymś w czymś Peter James sprawdza się najlepiej.

Jeżeli chodzi o wątki obyczajowe można się w nich dopatrzeć pewnej sztuczności. Niewykluczone, że w przypadku dziesiątego tomu cyklu autor wyczerpał już pewne pomysły, ale rozwiązania, na które zdecydował się w „Poprosisz mnie o śmierć" mają w sobie coś z telenoweli brazylijskiej (SPOILER:uznanazazmarłąkobietapowracabyprzerwaćślubswojegomęża) Pewna nienaturalność wkrada się zresztą także w zachowanie bohaterów - trudno zlekceważyć fakt, że nie zachowują się oni w sposób adekwatny do sytuacji i kilkakrotnie powielają te same błędy.

To powiedziawszy, „Poprosisz mnie o śmierć' spełnił w moim przypadku swoją funkcję - dostarczenia mi rozrywki. To tego rodzaju kryminał, gdzie jako czytelnik znajdujemy się w pozycji bardziej uprzywilejowanej od bohaterów - pojawiają się momenty, gdy niemal dosłownie znajduje się w obłąkanym umyśle oprawcy. Wątek szaleńca-stalkera pozostaje zresztą najmocniejszym punktem fabuły. Peter James kreuje niezwykle przekonujący portret postaci i stwarza stosowaną atmosferę niepokoju. W pewnym punkcie intryga sprawia wrażenie nieco na siłę przedłużany i przez to traci na mocy, ale mimo wszystko stanowi ona zaletę powieści.

Trudno porównać „Poprosisz mnie o śmierć" do „Ludzi doskonałych", bo to historie o zupełnie odmiennym charakterze. Ale chociaż powieść z nadinspektorem nie charakteryzuje równa świeżość i oryginalność, to właśnie w tym wydaniu Peter James bardziej mnie do siebie przekonał. Jeśli szukacie szybkiej lektury, a dobrze nakreślona sylwetka sprawcy i klimat są dla Was ważniejsze niż tło obyczajowe, nie powinniście być rozczarowani lekturą. 

Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu Albatros


Poprosisz mnie o śmierć” Peter James; tłum. Robert Waliś; wydawnictwo Albatros; Warszawa 2018  ★★★☆☆
Read more

niedziela, 6 maja 2018

Co działo się w kwietniu?: podsumowanie miesiąca
maja 06, 2018 Comments

Powrót do codzienności po wolnym bywa trudny i zawsze ma pewien specyficzny posmak goryczy. Ciężko mi jest sobie w tej chwili wyobrazić, że jutro o 5:30 będę musiała wstać z łóżka i odbyć podróż na uczelniany kampus, ale z drugiej strony nie mogę nie docenić tego ostatniego tygodnia wypełnionego intensywnym zwiedzaniem polskich miast, odpoczynku i świętowaniem moich dwudziestych drugich  trzecich urodzin. Chociaż wiem, że rozpoczyna się w moim życiu tzw. gorący okres i to nie tylko pod względem temperatury (bo wszelkiego rodzaju zaliczenia, egzaminy, magisterka i wolontariat), nie narzekam (jeszcze!) i staram się z optymizmem wypatrywać zbliżających się wielkimi krokami wakacji.

Jeżeli chodzi o miniony miesiąc - kwiecień, muszę przyznać, że nieźle zalazł mi za skórę. Wkrótce po świętach Wielkanocnych złapał mnie jakiś fatalny wirus i po raz pierwszy od kilku dobrych lat autentycznie czułam się wykluczona z życia. Pomimo tego że spędziłam kilka dodatkowych dni w domowym zaciszu, nie wpłynęło to korzystnie na moje czytelnicze wyniki - zapoznałam się z dziewięcioma tytułami, przy czym większość z nich czytałam w drugiej połowie miesiąca. Ale za to w przypadku żadnej pozycji nie mogę mówić o rozczarowaniu.

PRZECZYTANE:

Pod osłoną nocy, Sarah Waters ★★★

Czytałam Pod osłoną nocy w dużej mierze podczas swojej choroby i prawdopodobnie dlatego tak długo zajęło mi to by wczuć się w lekturę i zapoznać się z nią w całości. Poza tym, nie ukrywam, że początkowo było mi ciężko przywyknąć do tego jak bardzo opowiadana historia różni się od Złodziejki. Sarah Waters nie skupia się tym razem na pojedynczym wątku, lecz przybliża nam losy czterech tajemniczych postaci, a specyficzna forma - odwrócona chronologia wydarzeń - sprawia, że początkowo można odczuwać pewien chaos w lekturze. Wraz z kolejnymi stronami przestało mi to jednak zupełnie przeszkadzać, a nawet doceniłam ów zabieg. Sarah Waters z niezwykłą dojrzałością pisze o powrocie do życia po wojnie i o postrzeganiu przez społeczeństwo osoby homoseksualne, a na dodatek obiera przy tym niecodzienną perspektywę - osób, które często pomijane są w literaturze wojennej. Koniec końców Pod osłoną nocy w końcu mnie jednak zachwyciło.

Żerca, Katarzyna Berenika Miszczuk ★★★½☆

Jeżeli chodzi o całą serię Kwiatu Paproci, mam względem niej dosyć mieszane uczucia - stąd też tak długa zwłoka z zapoznaniem się z Żercą - ale w moim odczuciu trzeci tom przewyższył nieco poziomem swojego poprzednika. Owszem, brakuje czegoś co narzuciło by tempo akcji, bo tak naprawdę nie wiemy do jakiego punktu zmierzamy w tym tomie i udało mi się przewidzieć pewien zwrot akcji, ale i tak zamknęłam lekturę zadowolona. Katarzyna Berenika Miszczuk utrzymuje lekki, przepełniony humorem ton swojej opowieści i wciąż zaskakuje czytelnika nowymi nawiązaniami do słowiańskiej mitologii. Tym razem jednak spycha nieco wątek romantyczny na dalszy plan, wprowadza pewną dozę tajemniczości na skutek sprawy uśmiercania istot nadprzyrodzonych, no i kończy swoją opowieść w takim momencie, że naprawdę ma się ochotę na lekturę czwartego tomu.

Wampir, Wojciech Chmielarz ★★★★

Z powodu sporej kolejki oczekujących na drugi tom przygód komisarza Mortki w bibliotece, zdecydowałam się na lekturę innej powieści pana Wojciecha Chmielarza. Ale Wampir prezentuje równie wysoki poziom co Podpalacz. Podoba mi się sposób w jaki autor kreuje intrygi kryminalne - brak tu niepotrzebnego rozmachu czy sztucznie narzuconego tempo, a poszczególne poszlaki odkrywamy stopniowo; a także sama postać głównego bohatera - owianego pewną aurą tajemniczości i wzbudzającego raczej skrajne emocje. Wampir ma klimat - brudny obraz pewnego rodzaju półświatka Gliwic - i jest po prostu dobrze napisany, dlatego nie mogę sie doczekać kolejnych spotkań z twórczością tego autora.

Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze, Gail Honeyman ★★★

Miałam ogromne wątpliwości czy po tylu optymistycznych opiniach powieść Gail Honeyman sprosta moim oczekiwaniom, ale okazuje się, że niepotrzebnie. Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze jest historią, która pobudza do pewnych refleksji i porusza raczej trudną problematykę, ale która równocześnie nie sprawia problemu w trakcie lektury. Kreacja Eleanor budzi sympatię, miejscami może także współczucie, ale nie litość i jest to jedna z podstawowych zalet całej historii. Jeżeli spodobał się Wam Projekt "Rosie", nie powinniście być rozczarowani.

Opal, Jennifer L. Armentrout ★★★½☆

W rozmowie z Panią Mamą wprost stwierdziłam, że Opal jest tego rodzaju lekturą, która niesamowicie uzależnia, pomimo tego, że dostrzega się jej wady. Nie raz i nie dwa zdarzyło mi się przewracać oczami, kiedy Katy po raz kolejny pakowała się w tarapaty, albo wówczas gdy autorka raczyła nas scenami zazdrości, ale równocześnie trudno mi było odłożyć ów pozycję na bok. Główny wątek popycha akcję do przodu, a dodatkowo pełno tu wewnętrznych cliffhangerów, które przyspieszają jeszcze proces czytania. 

Jedyna miłość razy dwa, Taylor Jenkins Reid ★★★½

Trochę tak jak w przypadku powieści Gail Honeyman, obawiałam się czy Taylor Jenkins Reid uda się sprostać moim zawyżonym oczekiwaniom. Ale Jedyna miłość razy dwa jest w moim odczuciu niemal idealną pozycją jeśli chodzi o literaturę rozrywkową z wątkiem romantycznym wysuniętym na pierwszy plan. Taylor Jenkins Reid zdecydowanie wie jak pisać o emocjach - miłości czy żałobie - i od samego początku angażuje czytelnika w opowiadaną historię. Podoba mi się przesłanie całej opowieści i to że w pewnym momencie przestaje to być tylko i wyłącznie powieść o miłości, ale przede wszystkim cieszę się, że autorka nie podążyła tropem, którego się obawiałam, a który zdecydowanie zbyt często wykorzystywany jest w przypadku wątków trójkąta miłosnego. Bardzo Wam polecam lekturę, zwłaszcza, że pozycję możecie często znaleźć za symboliczna kwotę w tanich księgarniach,

Ból, Zeruya Shalev ★★★½☆

Powieść Zeruyi Shalev jest bardzo kobieca, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę podejmowane przez autorkę tematy - macierzyństwo, małżeństwo czy powrót pierwszej miłości - i autorka podchodzi do każdego z nich z dojrzałością i ogromem empatii. Przedstawienie poruszanej problematyki i pogłębione portrety bohaterów są najmocniejszymi punktami prozy izraelskiej prozy, ale jest coś co nie pozwala mi się nią w pełni zachwycić. Tempo relacji pomiędzy główną bohaterką a jej pierwszą miłością ma w sobie coś niesamowicie nienaturalnego. Także język jaki posługuje się Zeruya Shalev, na ogół piękny i wyrafinowany, momentami razi zbyt górnolotnymi metaforami i sztucznością. Nie żałuję lektury, ale też nie podzielam zachwytu Bólem.

Mężczyźni objaśniają mi świat, Rebecca Solnit ★★★

Mężczyźni objaśniają mi świat to zbiór esejów bardzo dobrych, dobrych i po prostu przeciętnych. Chociaż zdecydowanie zgadzam się z niektórymi spostrzeżeniami pani Rebeki Solnit i uważam, że jej głos ma ogromną siłę rażenia, nie wszystkie teksty są równie zajmujące i emocjonujące. Dużo tu statystyk - co rozumiem, bo zazwyczaj duże liczby bardziej przemawiają do społeczeństwa, równocześnie jednak na mnie dużo większy wpływ wywierało powoływanie się na konkretne przypadki.  Przeszkadzała mi także skłonność autorki do powtarzania kilkakrotnie tych samych zdań - zawsze wkrótce po pewnym uogólnieniu. Nie jestem specjalistką w literaturze feministycznej i nie wiem jak eseje pani Solnit wypadają na ich tle, ale ja spodziewałam się chyba czegoś więcej.

Szpilki za milion, Izabela Szylko ★★★

Szpilki za milion to taka bardzo lekka, zabawna historia, której znacznie bliżej do powieści obyczajowej aniżeli kryminału. Jakakolwiek intryga, o ile w ogóle możemy tak ją nazwać, zostaje zarysowana dopiero mniej więcej w połowie historii. Mamy tu do czynienia z pewnym przerysowaniem i abstrakcyjnością, ale nie na tyle by przekroczyć akceptowane przeze mnie granice. Czy powieść pani Izabeli Szylko na długo zapadnie mi w pamięci? Prawdopodobnie nie. Ale w trakcie lektury bawiłam się nieźle i zdecydowanie doceniam kreacje jednej z drugoplanowych bohaterek - pani Józefiny. 

NAPISANE:

Islandzka powieść postapokaliptyczna czyli opinia o Wyspie.
Dziewczyna z pociągu  w hiszpańskiej scenerii czyli opinia o Ona to wie.
Młodzieżówka z przesłaniem czyli opinia o Raczej szczęśliwy niż nie.
Nie do końca najlepszy thriller czyli opinia o Lokatorce.

Myślę, że zarówno maj jak i czerwiec nie będą okresem wzmożonej aktywności na blogu, ale obiecuję się nie poddawać i równocześnie z nauką, szykować się z wielkim powrotem na wakacje.
Read more