lutego 2018 - Zlodziejka Ksiazek

środa, 28 lutego 2018

Co działo się w lutym?: podsumowanie lutego
lutego 28, 2018 Comments

Połowa jednego z najzimniejszych tygodni już prawie za nami co niesamowicie mnie cieszy, bo okazuje się, że przy temperaturze -15 stopni funkcjonuje dobrze jedynie wówczas, gdy nie muszę wychylać nosa (ani stopy, ani rąk, ani żadnej części ciała) zza czterech ścian. Moją aklimatyzację znacznie utrudnił fakt, że tydzień mrozów zbiegł się w czasie z pierwszym tygodniem nowego semestru i wciąż przyzwyczajam się, że tym razem muszę zawitać na kampusie aż pięć razy w tygodni i to dwukrotnie o godzinie ósmej rano (co wiąże się z pobudką ok. godz. 5:30). Dosyć już jednak o tym co zaprząta mój umysł i pora się skupić na tym co ciekawsze, czyli czytelniczym podsumowaniu lutego. 

Jeśli mam być szczera oczekiwałam znacznie lepszego wyniku. Nie dlatego że ten który osiągnęłam jest zły, po prostu przy dwóch tygodniach całkowitego wolnego, spodziewałam się, że przeczytam całe stosy zalegających po szafach lektur. Tymczasem przeczytałam tych pozycji osiem (a w dwóch  kolejnych jestem dosłownie gdzieś pomiędzy rozdziałami). Prawdopodobnie spowodowane jest to jednak tym, że przez pierwszą tydzień lutego moją głowę zaprzątały jedynie informacje związane z przedstawicielami różnych nurtów zarządzania, rodzajami przywództwa czy typami motywacji (której, o ironio, brakowało mi w trakcie procesu nauki); potem natomiast założyłam konto na Netflixie.

PRZECZYTANE:

Niepamięć, Marek Stelar ★★☆☆☆

Obiektywnie spoglądając na Niepamięć nie jest to pozycja zła i jestem w stanie zrozumieć dlaczego wśród większości czytelników budzi ona raczej pozytywne opinie. Równocześnie jednak nic nie poradzę na to, że zasiadłam do czytania z dosyć wysokimi oczekiwaniami (głównie spowodowanymi poczuciem więzi z głównym bohaterem z racji na to samo nazwisko), które nie zostały jednak zaspokojone. Marek Stelar nie zdołał mnie zaangażować w lekturę - pomimo tego, że przerzucałam kolejne strony, nie byłam do końca zainteresowana tym co wydarzy się dalej. Problem polega na tym, ze fabuła Niepamięci opiera się na prywatnym śledztwie inspektora Sudera (nawet nie wiecie jak nienaturalna jest taka odmiana nazwiska, kiedy przez przeszło dwadzieścia lat życia stosowało się inną) i jeśli, podobnie jak ja, nie zapałacie do niego sympatią, istnieje niewielka szansa na to żeby w pełni czerpać przyjemność z lektury. Wydaje mi się, że dam autorowi jeszcze jedną szansę, ale na razie czuję jedynie rozczarowanie.

Dom w Riverton, Kate Morton ★★★★★

Nie jest już chyba tajemnicą, że żywię ogromną słabość do twórczości Kate Morton, a że Dom w Riverton był pierwszą powieścią spod jej pióra jaką miałam okazję czytać, mam do niej ogromne pokłady sentymentu. Ale nawet pomimo upływu czasu dostrzegam w tej lekturze ogrom zalet. Kate Morton w niesamowicie subtelny i wyważony sposób opowiada historię o niesamowitej tragedii i skrywanych tajemnicach. Dom w Riverton posiada cudowny klimat, niemal duszący od skumulowanych sekretów, a ponad to przedstawia portret pewnego rodzaju upadku arystokracji, na początku XX wieku. W osobnym tekście napisałam Wam o tej powieści nieco więcej, ale już teraz zachęcam Was do lektury,

Ma być czysto, Anna Cieplak ★★★☆☆

Odkąd Anna Cieplak otrzymała nagrodę Conrada, a potem, kilka miesięcy później, została nominowana (za swoją kolejną powieść) do Paszportów Polityki, wiedziałam, że będę musiała zapoznać się z jej twórczością. I to zrobiłam, chociaż niestety nie jestem zachwycona w równym stopniu co i krytycy. Ma być czysto jest pozycją spójną jeśli chodzi o problematykę i język jakim została napisana - sporo tu pewnych kolokwializmów i jakiś "młodzieżowych zwrotów", co wydaje się odpowiednim wyborem jeśli zestawimy go z tematem dorastających nastolatek. Trudno doszukiwać się tu spójnej fabuły - powieść składa się z krótkich rozdziałów, które stanowią niemal urwane sceny, ale przez to lekturę czyta się stosunkowo szybko. Mój problem wynika jednak z tego, że Ma być czysto przybiera niesamowicie pesymistyczny, skrajny wydźwięk. Dorastające nastolatki to pasmo problemów; rodziny są patchworkowe; i non stop czytamy o jakiś patologiach. Zabrakło mi jakiegoś jaśniejszego punktu.

Na skraju załamania, B. A. Paris ★★★½☆

Opinia dotycząca Na skraju załamania będzie kolejnym tekstem jaki pojawi się na blogu, ale myślę, że nawet po samej ocenie domyślacie się, że nie jestem tak bezkrytycznie zachwycona najnowszą powieść B. A. Paris jak niektórzy. W moim odczuciu debiut pisarki, choć może pozbawiony elementu zaskoczenia, posiadał znacznie lepszy klimat, niemal wywołujący ciarki na rękach. Tymczasem w Na skraju załamania pióro B. A. Paris jest może równie angażujące, a całość wciąż czyta się niesamowicie szybko, ale trudno zignorować pewną wtórność i monotonnie środkowej partii tekstu. 

Obsydian, Jennifer L. Armentrout ★★★☆☆

Obsydian posiada charakterystyczny klimat "starych powieści paranormal romance", powstałych na fali fascynacji Zmierzchem. I może to traktować zarówno jako wadę, jak i zaletę. Sam wątek kosmitów nie odgrywa tutaj zbyt dużo znaczenia, bo na pierwszy plan zostaje wypchnięty ten romantyczny; a i bohaterowie zostają wykreowani na bazie pewnych ogranych schematów. Ale nie mogę zaprzeczyć, że czytałam Obsydian z przyjemnością - zwłaszcza, że podoba mi się fakt, iż główna bohaterka jest blogerką książkową, a dialogi są nieco uszczypliwe i przez to zapewne. To całkowicie inne trzy gwiazdki niż w przypadku powieści Anny Cieplak. Rozumiecie, zdawałam sobie sprawę z tego, że literacko nie jest to pozycja dobra, ale w momencie lektury absolutnie mi to nie przeszkadzało.

Rzeczy, których nie wyrzuciłem, Marcin Wicha ★★★★½

Problem z pozycją Marcina Wichy jest taki, że inni czytelnicy tak wysoko zawiesili jej poprzeczkę, że dosięgnięcie jej staje się praktycznie niemożliwe.  Owszem, Rzeczy, których nie wyrzuciłem to niesamowicie emocjonalny i wzruszający zapis (w którym nie pobrzmiewa jednak zbędny patos) pewnej pustki jaką pozostawia po sobie zmarła osoba. I nie mam wątpliwości co do tego, ze jest to pozycja, po którą warto sięgnąć. Tylko że po wszelakiego rodzaju nominacjach i opiniach spodziewałam się jeszcze więcej, stąd odjęte pół gwiazdki.

Kroniki portowe, Annie Proulx ★★★☆☆

To nieco osobliwa sytuacja, bo o ile doskonale rozumiem dlaczego Kroniki portowe są powieścią darzoną sporym uznaniem krytyków, o tyle tak optymistyczne opinie niektórych czytelników mnie dziwią. Historia spisana przez Annie Proulx zdołała uchwycić klimat surowy, niemal nieprzyjemny klimat Nowej Fundlandii, a dodatkowo w ciekawy sposób przedstawia pewien przekrój społeczności. Ale w moim odczuciu literackie walory przewyższają pozostałe. Nie do końca przypadła mi do gustu maniera opisywania sporej części historii pod postacią długich monologów, tak samo zresztą jak opisy związane z żeglarstwem czy pewne osobliwości mieszkańców. Przymierzam się do lektury innej powieści autorki, ale pod pewnymi względami Kroniki portowe nieco mnie zawiodły.

Ta dziewczyna, Michelle Frances ★★★★☆

Ta dziewczyna nie stanowi typowego przedstawiciela gatunku i warto o tym pamiętać zasiadając do lektury. Powieść Michelle Frances to raczej powieść/dramat obyczajowy z elementami thrillera, aniżeli stricte thriller i to z tej perspektywy właśnie go oceniam. Zdecydowanie doceniam kreacje bohaterów i wybór relacji, na której skupia się w dużym stopniu fabuła. I nie chodzi tylko o to, że konflikt pomiędzy matką chłopaka, a jego nową dziewczyną jest niesamowicie wiarygodny, ale także o to, że między nimi występuje świetna dynamika. Jeżeli interesuje Was przedstawienie pewnych konfliktów międzyludzkich w literaturze i nie przeszkadzają Wam niebudzące sympatię postacie, powieść Michelle Frances warta jest uwagi.

NAPISANE:

Opinia na temat nowego oblicza Zygmunta Miłoszewskiego czyli Jak zawsze.
Trochę o tym jak Lucinda Riley rozgryzła jakie wątki zachwycają mnie w literaturze, czyli opinia na temat Siostry cienia.
Opinia na temat książki, która przekonała mnie, że na podstawie schematów może powstać coś niesamowicie wciągającego czyli Czereśnie zawsze muszą być dwie.
Coś na poprawę humoru czyli opinia na temat komedii kryminalnej Do trzech razy śmierć.
I na koniec opinia na temat powieści młodzieżowej, która zmusza jednak do pewnej refleksji o człowieczeństwie czyli Okrutna pieśń
Read more

piątek, 23 lutego 2018

Okrutna pieśń, Victoria Schwab
lutego 23, 2018 Comments

Jeśli śledzicie innych blogerów książkowych, bookstagramowiczy albo booktuberów, istnieje doprawdy niewielkie prawdopodobieństwo, że nie słyszeliście o styczniowej premierze od Czwartej Strony - powieści autorstwa Victorii Schwab. To jedna z nowości, która zwróciła uwagę sporej części książkowej strefy internetu, co jest dla mnie o tyle zaskakujące, że poprzednia historia napisana przez autorkę, nie wzbudziła takiego zainteresowania wśród polskich czytelników. Ale przecież nie chodzi o to żeby odkryć przyczynę kryjącą się za tak odmienną reakcją, tylko odpowiedzieć na pytanie czy „Okrutna pieśń" rzeczywiście warta jest waszej uwagi.

Świat Verity jest przerażającym miejscem, zamieszkanym przez różnego rodzaju potwory, narodzone w momencie, gdy ludzie dopuszczali się pewnych występków; świat, w którym władzę sprawują dwa wrogie sobie rody; i wreszcie świat, w którym przemoc wydaje się jedyną szansą na przetrwanie. Kate Harker chciałaby pokazać swojemu ojcu, że dorównuje mu okrucieństwem i zasługuje na miejsce u jego boku. Tymczasem August Flynn marzy o tym by przezwyciężyć swoją naturę potwora i stać się obrońcą ludzi w tych okrutnych okolicznościach. Natura chłopaka pozostaje tajemnicą, przynajmniej do czasu, gdy jego losy nie krzyżują się z losami Kate.  

Powieść Victorii Schwab zachwyca przede wszystkim konceptem fabularnym. To prawda, informacje dotyczące świata przedstawionego, zwłaszcza na początku powieści, są raczej fragmentaryczne i czytelnik napotyka sporo luk, które, miejmy nadzieję, wypełni drugi tom dylogii. Zbędny wydaje się zwłaszcza dystopijny charakter niniejszego świata. Ale nawet mając to na uwadze nie da się nie docenić pomysłu stojącego za historią narodzin potworów. Wizja Victorii Schwab, podobnie jak ta z historii M. R. Carey'a, ponownie zmusza do refleksji na temat tego czym jest człowieczeństwo i czy to rzeczywiście nasz biologiczny gatunek czyni z nas istoty ludzkie.

Chociaż „Okryutna pieśń" jest powieścią młodzieżową, zdecydowanie cechuje ją pewna brutalność i graficzność, do której nie przywykliśmy w historiach targetowanych do nastoletniego odbiorcy. W moim odczuciu Victoria Schwab nie przekracza jednak pewnej granicy dobrego smaku - przemoc jest pewnym elementem świata przedstawionego i nie jest przedstawiona w niewłaściwym świetle - ale jeśli pozostajecie wrażliwi na tego rodzaju aspekty fabuły, warto zastanowić się nad lekturą żeby uniknąć niepotrzebnego rozczarowania.  Ja sama byłam jednak w pozytywnym sensie zaskoczona tym co znalazłam na kartach powieści.

Victoria Schwab potrafi kreować niesamowicie angażującą fabułę. Chociaż akcja nie rozgrywa się na przestrzeni długiego okresu czasu, tempo jakie narzuca autorka jest zaskakujące. Pełno tu scen walk, pościgów i wewnętrznych cliffhangerów, które sprawiają, że zdanie „Jeszcze tylko jeden rozdział" nieustannie wybrzmiewa w głowie czytelnika. Prawdopodobnie słyszeliście też już, że Victoria Schwab, w przeciwieństwie do większości autorek literatury młodzieżowej, rezygnuje z wątku miłosnego. Ale nawet jeśli on nie występuje, dynamika pomiędzy bohaterami jest niesamowita i również motywuje do lektury.

Nie czytam tak dużo młodzieżówek i  historii z pogranicza fantastyki jak dawniej i nie wiem na ile moje wrażenia pozostają obiektywne, ale odnoszę wrażenie, że Victoria Schwab w „Okrutnej pieśni" naprawdę proponuje swoim czytelnikom coś nowego. Chociaż samo zakończenie przynosi satysfakcjonujący koniec niektórym wątkom i tak nie mogę doczekać się premiery drugiego tomu. A odpowiadając na pytanie, „Okrutna pieśń" warta jest Waszej uwagi.

Za możliwość lektury serdecznie dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona

Okrutna pieśń” Victoria Schwab; tłum. Agnieszka Brodzik; wydawnictwo Czwarta Strona; Poznań 2018 ★★★★☆
Read more

wtorek, 20 lutego 2018

Dom w Riverton, Kate Morton
lutego 20, 2018 Comments

Przy takiej ilości interesujących nowości i zapowiedzi, rzadko zdarza mi się odwiedzać na nowo znane historie. Relektura w moim przypadku jest procesem występującym sporadycznie, zazwyczaj wówczas gdy potrzebuję odświeżyć swoją pamięć jeśli chodzi o wydarzenia z poprzednich tomów serii. Ale i od tej reguły są wyjątki. I tak wznowienie powieści „Dom w Riverton" zmotywowało mnie do tego by po dobrych kilku latach wrócić do tej historii. Co było o tyle stresujące, że za pierwszym razem Kate Morton absolutnie rozkochała mnie w swojej opowieści i obawiałam się, ze nie będzie w stanie odtworzyć we mnie tamtych emocji. Myliłam się.

Latem 1924 roku nad brzegiem jeziora sąsiadującego z rezydencją w Riverton dochodzi do tragedii. Młody poeta - Robbie Hunter odbiera sobie życie. Chociaż świadkiem tragedii były dwie, mieszkające w rezydencji siostry - Hannah i Emmeline, jej okoliczności pozostają niejasne. Sprawa śmierci poety na nowo budzi zainteresowanie, kiedy młoda kobieta Ursula związana więzami krwi z dawnymi właścicielami posiadłości w Riverton zaczyna pracę nad filmem o wydarzeniach z 1924 roku. Grace Bradley, starsza, dostojna kobieta, która w sowim życiu przebyła niesamowicie długą drogę - od służącej, do dyplomowanej pani archeolog, a która obecnie zamieszkuje w domu opieki ,jako jedyna żyjąca osoba choćby pośrednio biorąca udział w zdarzeniach tamtego lata, ma pomóc reżyserce w odtworzeniu jego okoliczności.

Jeżeli czytaliście jakąkolwiek powieść autorstwa Kate Morton prawdopodobnie wiecie, że autorka często przeplata w swoich historiach wątki z przeszłości, z tymi rozgrywającymi się współcześnie. Nie jest to jednak konwencja zbliżona do tj z książek chociażby Lucindy Riley. Ciężar fabularny ewidentnie spoczywa na wydarzeniach "wtedy", czyli początkach XX wieku, a sama narracja momentami zbliżona jest do tej znanej z filmu Jamesa Camerona „Titanica", gdzie starsza kobieta na skutek pewnych działań (tam poszukiwania naszyjnika we wraku statku, tu - pracy nad filmem o samobójstwie w Riverton) zostaje na nowo wrzucona w wir wspomnień ze swojej przeszłości. 

Zdecydowanie jednym z najmocniejszych atutów powieści Kate Morton „Domu w Riverton" jest nieoczywisty wybór narratorki - po pierwsze, Grace nie jest bowiem bezpośrednim uczestnikiem wszystkich wydarzeń; a po drugie, jako osoba ze służby nie znajduje się na uprzywilejowanej pozycji. Ta pojedyncza decyzja, pozornie nieznacząca, nadaje powieści osobliwego i unikalnego charakteru. Opowieść o siostrach Hartford i poecie Robbiem Hunterze zyskuje pewien pierwiastek tragizmu - wówczas gdy obserwujemy ją niejako z boku i zyskujemy wgląd do poszczególnych drobnych fragmentów, które nieubłaganie prowadzą bohaterów do tragicznego finału. Nie wspominając już o tym, że zyskujemy wgląd na upadek życia arystokracji z perspektywy służby.

Dom w Riverton" nie jest powieścią naładowaną akcją i przepełnioną fabularnymi twistami. Pomimo dramatów rozgrywających się w życiu bohaterów - i wcale nie chodzi mi wyłącznie o samobójstwo Huntera (zwłaszcza, ze, brew pozorom, nie jest on nawet pierwszoplanową postacią) - wydarzenia płyną powoli. Kate Morton pisze z niezwykłą subtelnością; o stracie bliskich, zasadach rządzących życiem arystokracji (zwłaszcza jeśli mowa o pozycję kobiet), ogromnych poświęceniach, nieszczęśliwych małżeństwach i pewnych zmianach w psychice mężczyzn, którzy wrócili do domów po I wojnie światowej. Sporo informacji zyskujemy niejako między wierszami, wówczas gdy zwracamy uwagę na detale; a tym co popycha fabułę do przodu jest niemal dusząca atmosfera tajemnic.

Ciężko sprostać oczekiwaniom, których źródłem są lata idealizowanych wspomnień o lekturze, a fakt, że „Domowi w Riverton" się to udało powinien stanowić najlepszą rekomendację. Powieść Kate Morton to chwytająca za serce historia o ludzkim dramacie i skrywanej przez lata niszczącej od środka tajemnicy, w której dodatkowo w tle możemy przyjrzeć się upadkowi angielskiej arystokracji. Moje uwielbienie do tej powieści pozbawia mnie niejako obiektywizmu, ale jeśli przepadacie za historiami osadzonymi na początku XX wieku, skupionymi wokół rodzinnych sekretów, nie powinniście czuć rozczarowania lekturą. 

Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwo Albatros


Dom w Riverton” Kate Morton; tłum. Anna Gralak; wydawnictwo Albatros; Warszawa 2018 ★★★★★
Read more

niedziela, 18 lutego 2018

Do trzech razy śmierć, Alek Rogozinski
lutego 18, 2018 Comments

Chociaż miałam okazję czytać zarówno „Jak Cię zabić, kochanie?", jak i opowiadanie autora w zbiorze „Księgarenka przy ulicy Wiśniowej" i oba te utwory przypadły mi do gustu, w poczuciu humoru alka Rogozińskiego rozkochałam się na dobre śledząc jego facebookowego fanpage'a. Codzienna dawka humoru jaką mi zapewnia utwierdziła mnie w przekonaniu, że powinnam częściej sięgać po jego twórczość. Zarys fabularny oraz osadzenie akcji w okolicach Krakowa sprawiły, że najbardziej ciągnęło mnie do lektury „Do trzech razy śmierć" i chyba miałam nosa, bo na chwilę obecną jest to zdecydowanie moja ulubiona historia autorstwa Alka Rogozińskiego.

Róża Krull, autorka poczytnych powieści kryminalnych, otrzymuje zaproszenie na zjazd pisarzy (a raczej - pisarek) odbywający się w jednym z dworków, gdzieś pod Krakowem. Perspektywa spędzenia wolnego czasu w towarzystwie niezbyt budzących sympatię autorek, nie wydaje się Róży szczególnie pociągający, ale w końcu ulega ona namowom swojego PR-owca - Pepe. Już pierwszego dnia zjazdu jedna z jego uczestniczek zostaje otruta. Jedynym śladem pozostawionym przez mordercę jest czarna róża, ale wszystko wskazuje na to, że wciela on w życie fabułę jednej z powieści Krull, a pozostałe pisarki wcale nie są tak niewinne za jakie chciałyby uchodzić.

Do trzech razy śmierć" nie należy do typowych przedstawicieli kryminału. Pomimo popełnionej zbrodni (a nawet nie jednej, lecz kilku), nie jest to ten rodzaj powieści, która w trakcie lektury budzi niepokój czy też grozę; podobne emocje zostają rozwiane przez potężną dawkę humoru, który wylewa się niemal z każdej strony. jestem w stanie zrozumieć, ze nie każdego czytelnika przekona tego typu konwencja - zwłaszcza jeśli Wasze poczucie humoru odbiega od tego, które charakteryzuje Alka Rogozińskiego; ponad to stosunkowo łatwo tego rodzaju literaturę "przedawkować", ale muszę przyznać, że osobiście dawno tak dobrze nie bawiłam się w trakcie lektury.

Alek Rogoziński miał świetny koncept na fabułę „Do trzech razy śmierć". Obranie za głównych bohaterów historii środowisko związane z literaturą - pisarzy, wydawców, czy choćby blogerów - stanowi jeden z mocniejszych atutów opowieści. Mnóstwo tu pewnego przerysowania (a przynajmniej taką mam nadzieję), ironii, a przede wszystkim dystansu do samego siebie. Jestem niemal zaskoczona tym jak wyraziste okazały się postacie jakie poznajemy w trakcie lektury, biorąc pod uwagę ich ilość. Przy czytaniu kryminałów rzadko (jeśli w ogóle) udaje mi się zapałać sympatią do bohaterów, ale Róża Krull z miejsca zaskarbiła sobie moją przychylność (a jej relacja z Pepe była ukoronowaniem całości).

Nie spodziewałam się tego, że w trakcie lektury „Do trzech razy śmierć", pierwszego tomu serii o Róży Krull, natknę się na jakieś nawiązania do innych powieści autora.  Nie jestem w stanie Was zapewnić czy pewne informacje nie spoilują wydarzeń z „Morderstwa na Korfu", natomiast muszę przyznać, że aura tajemniczości wokół postaci Joanny sprawiła, ze poczułam się zachęcona do lektury serii z udziałem jej i Betty. Jedyne czego tak naprawdę oczekiwałam i co w jakimś stopniu mnie rozczarowało to minimalna rola jaką w powieści dogrywa Kraków. Jako mieszkanka grodu Kraka uwielbiam historie osadzone w moim mieście i miałam nadzieję, że spędzimy nieco czasu z Różą Krull na jego ulicach.

Nawet jeśli z czasem sama intryga kryminalna pewnie zatrze się gdzieś w mojej pamięci, z pewnością zapamiętam samą Różę Krull i jej "ekipę". „Do trzech razy śmierć" to doskonała rozrywka, przepełniona humorem, dystansem i pewną tajemniczością, w sam raz na jeden, góra dwa wieczory. Ja wprost nie mogę się doczekać  żeby spędzić je znowu w towarzystwie Róży Krull 

Do trzech razy śmierć” Alek Rogoziński; wydawnictwo Filia; Poznań 2017 ★★★★☆
Read more

środa, 14 lutego 2018

Czereśnie zawsze muszą być dwie, Magdalena Witkiewicz
lutego 14, 2018 Comments

Twórczość pani Magdaleny Witkiewicz ma ogromny potencjał do tego by przemówić także do osób, które tzw. literatury kobiecej nie czytają zbyt często i zawsze z zainteresowaniem przyglądam się kolejnym premierom jej autorstwa. Przyzwyczaiłam się także do tego, że większość jej powieści zbiera pozytywne opinie, ale entuzjazm z jakim przyjęto Czereśnie zawsze muszą być dwie" jednak mnie zaskoczył. Odniosłam dziwne wrażenie, że wszyscy pozostają zgodni co do tego, że to najlepszy z dotychczasowych tytułów autorki. I oczywiście koniecznie musiałam się o tym przekonać "na własnej skórze".

Niecodzienna przyjaźń pomiędzy panią Stefanią - emerytowaną pracownicę szkoły, a Zosią Krasnopolską - młodą, nieco samotną kobietą narodziła się przypadkowo, ale przetrwała próbę czasu. Po śmierci starszej pani, to właśnie Zosia otrzymuje w spadku opuszczoną willę w Rudzie Pabianickiej. Problemy uczuciowe sprawiają, że niniejsze miejsce staje się azylem dla Zosi. Dziewczyna stara się zbudować tam swoje życie od nowa, a równocześnie powoli odkrywa tajemnice kryjące się w historii starej willi w Rudzie Pabianickiej. 

Jeśli po zapoznaniu się z fabułą, ciśnie się Wam na usta stwierdzenie "ale to już przecież było", muszę przyznać Wam rację. Rzeczywiście, było - odziedziczony w spadku domek; ucieczka z miasta; i rozpoczynanie życie na nowo. Ale pomimo pewnej wtórności jeśli chodzi o wykorzystane motywy, „Czereśnie zawsze muszą być dwie" czyta się absolutnie cudownie, czerpiąc z lektury ogromną dawkę ciepła i przekonanie, że nawet jeśli nic na to chwilowo nie wskazuje, zaraz może być lepiej. Powieść pani Magdaleny Witkiewicz napisana jest w lekki sposób, a chociaż przewijają się tu wątki smutne i chwytające za serce, zostają przełamane odrobiną humoru (choć w zdecydowanie mniejszych dawkach niż to miało miejsce choćby w przypadku „Pracowni dobrych myśli").

Czereśnie zawsze musza być dwie" pod pewnymi względami przypominają oczywiście pozostałe powieści autorki. Pani Magdalena Witkiewicz ma pewien talent do kreowania reprezentatywnych (takich, z którymi łatwo przychodzi się utożsamić), nie pozbawionych wad, a mimo to budzących sympatię bohaterów. I do wytrącania na tym polu czytelnikom wszelkich argumentów "przeciw" - no bo jak zarzucić Zosi niezdecydowanie i irracjonalność, skoro wypunktowują to już inne postacie? Ponad to autorka potrafi przekazać w swoich historiach kilka niesamowicie trafnych refleksji odnośnie życia. W „Czereśnie zawsze muszą być dwie" niesamowicie przemówił do mnie wątek dotyczący Zosi i jej rodziców; i rak umiejętności państwa Krasnopolskich do okazywania swoich uczuć.

Chociaż postać Zosi i jej relacje z pozostałymi bohaterami - Szymonem, Markiem, panią Stefanią i innymi są kluczowym punktem dla fabuły, jest coś co doskonale uzupełnia tę historię i stanowi niejako czereśnie (ha!) na torcie. Pani Magdalena Witkiewicz przeplata tym razem wydarzenia teraźniejsze z tymi, które rozgrywały się w przeszłości i bezpośredni sposób dotyczą historii willi  w Rudzie Pabianickiej. Z tego co się orientuje, to pierwszy raz, gdy pani Magdalena Witkiewicz osadziła swoją historię w czasach nam niewspółczesnych, ale zaostrzyła tym samym mój czytelniczy apetyt.

Czy „Czereśnie zawsze muszą być dwie" to naprawdę najlepsza powieść w dorobku pani Magdaleny Witkiewicz, nie mogę Wam powiedzieć, bo i (niestety!) nie przeczytałam wszystkich historii spod jej pióra. Jeśli natomiast poszukujecie ciepłej opowieści, które odgoni chandrę, zdecydowanie jest to tytuł, na który powinniście zwrócić uwagę. Ja jestem zachwycona.

Czereśnie zawsze muszą być dwie” Magdalena Witkiewicz; wydawnictwo Filia; Poznań 2017 ★★★★☆
Read more

sobota, 10 lutego 2018

Siostra cienia, Lucinda Riley
lutego 10, 2018 Comments

Osobiste wrażenia z lektury są oparte na czymś więcej niż prostym systemie zero jedynkowym - można czuć się rozczarowanym powieścią, pomimo dostrzeżenia jej walorów literackich, albo wręcz przeciwnie - rozsmakować się w pozycji, która obiektywnie posiada pewne mankamenty. Jak być może pamiętacie, cykl autorstwa Lucindy Riley -   „Siedem sióstr” nie był lekturą w moim odczuciu pozbawioną wad, ale i tak nie mogłam doczekać się premiery kolejnego tomu. Trochę dlatego że fabuła „Siostry cienia” miała zostać osnuta wokół chyba najbardziej zagadkowej z sióstr, ale trochę przez wzgląd na emocje jakie jest we mnie w stanie wywołać autorka i niesamowicie przyjemne uczucie absolutnego zanurzenia się w lekturze. I na szczęście znowu  się nie zawiodłam. 

Star zawsze była najbardziej nieśmiałą i tajemniczą spośród sióstr, pozostającą przez większość czasu w cieniu swojej “bliźniaczki”. Jej relacja z CeCe była na tyle bliska, że dziewczyna zrezygnowała z wymarzonej uczelni a teraz przeprowadza się razem z nią do londyńskiego apartamentu. Śmierć Pa Salty zmienia jednak coś w życiu Star. Młoda kobieta nie może pogodzić się z utratą ojca, a podążając za wskazówkami dotyczącymi jej biologicznej rodziny wprost do małego antykwariatu i Orlanda, coraz bardziej oddala się od CeCe. Jej los wydaje się związany z postacią Flory MacNichol - młodej, energetycznej kobiety, która znała kiedyś Beatrix Potter i którą miłość niejednokrotnie zmusiła do dokonywania trudnych wyborów. 

Siostra cienia”, jak na trzeci tom serii przystało, posiada pewne elementy wspólne z poprzednimi tomami. Chociaż tym razem fabuła rozpoczyna się w nieco późniejszym punkcie (brak początkowych scen z domu Pa Salty), wydarzenia zostają zarysowane w taki sposób, że znajomość „Siedmiu sióstr” czy „Siostry burzy” nie jest niezbędna do tego by czerpać przyjemność z lektury. Owszem, czytając serię achronologicznie pozbawiacie się pewnych subtelnych nawiązań i narażacie na drobne spoilery (w „Siostrze cienia”  autorka zdradza przede wszystkim rozwiązania fabularne z drugiego tomu), ale nie wpływa to znacząco na wrażenia z czytania tego konkretnego tomu. A do lektury „Siostry cienia” zachęcam Was w szczególności, bo, dobrej pory, jest to mój ulubiony tom całego cyklu. 

Postać Star może się niekiedy wydawać problematyczna - jej zamknięcie na świat i małomówność sprawia wrażenie irracjonalnego, zwłaszcza że nie poznajemy przyczyn dla takiego usposobienia. Osobiście jednak nie przeszkadzało mi to w lekturze. Jasne, pewne uargumentowanie zachowań bohaterki stanowiłoby wisienkę na torcie, ale i bez tego Star stanowiła w moich oczach niesamowicie fascynujący charakter. Poza tym, Lucinda Riley wplotła w fabułę kilka moich ulubionych motywów literackich - począwszy od relacji hate-to-love; przez ukazanie przemiany zgorzkniałego bohatera i życie arystokracji; a na wątku miłości do literatury kończąc. Można powiedzieć, że Lucinda Riley znalazła drogę do mojego czytelniczego serducha. 

W moim odczuciu wątki z teraźniejszości  i przeszłości znajdowały się na podobnym, wysokim poziomie i zdecydowanie w tym tkwi siła „Siostry cienia”. Kiedy Lucinda Riley z subtelnością i delikatnością wprowadzała w życie Star kolejne zmiany i otwierała ją na świat, byłam całkowicie zaangażowana w fabułę. Ale kiedy z kolei obserwowałam Florę, życie XX-wiecznej arystokracji i rządzące mu prawa, a także w jakim stopniu wpłynęły one  na przyszłość kobiety, również pozostawałam pod urokiem opowiadanej historii. Jasne, zdarzają się sceny nieco infantylne i trzeba się nastawić na przewidywalność pewnych wątków, ale i tak uważam, że w „Siostrze cienia” Lucinda Riley pokazała na co ją stać. 

Kiedy dowiedziałam się, że trzeci tom cyklu skupi się na postaci Star, a akcja zostanie osadzona w Londynie, podejrzewałam że  „Siostra cienia” może przypaść mi do gustu bardziej niż poprzednie części. Ale i tak zostałam mile zaskoczona. Jeżeli przepadacie za historiami łączącymi przeszłość z teraźniejszością, opowieści o arystokracji na początku XX wieku, albo bohaterów zakochanych w literaturze, jest to lektura dla Was. Ostrzegam jednak, zaopatrzcie się w jakieś przekąski, bo na kartach powieści dużo rozmawia się o jedzeniu!

Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu Albatros 

Siostra cienia” Lucinda Riley; tłum. Marzena Rączkowska, Maria Pstrągowska; wydawnictwo Albatros; Warszawa 2018 ★★★★☆
Read more

sobota, 3 lutego 2018

Jak zawsze, Zygmunt Miłoszewski
lutego 03, 2018 Comments

Zauważyłam, ze opowiadając o wrażeniach z lektury „Jak zawsze" czytelnicy bardzo często porównują je z tymi dotyczącymi poprzednich powieści autora - kryminałów czy historii sensacyjnych; a nierzadko stawiają także swego rodzaju tezę, w którym gatunku Zygmunt Miłoszewski sprawdza się lepiej. Pod pewnymi względami jest to oczywiście zrozumiałe: twórczość autora posiadała już grono zwolenników, a nagła zmiana gatunku podzieliła niejako ów wielbicieli na tych, którzy poczuli się rozczarowani lekturą i tych, dla których „Jak zawsze" okazało się sprostać oczekiwaniom. Nie oczekujcie natomiast, że i ja opowiem się po którejś ze stron. A to z tej prostej przyczyny, że nowa powieść Zygmunta Miłoszewskiego to równocześnie moje pierwsze spotkanie z jego twórczością.

Grażyna i Ludwik są ze sobą dokładnie od pięćdziesięciu lat. Ona ma 79, on - 84 lata i właśnie świętują rocznicę dnia, kiedy po raz pierwszy poszli ze sobą do łóżka. Świętowanie zabarwione jest jednak nutą goryczy - oboje dostrzegają, że grono ich przyjaciół coraz bardziej się przerzedza i że 2013 może być ostatnim rokiem, w którym dane jest im wspólnie przeżywać jubileusz. I oto dzieje się rzecz niezwykła. Małżeństwo budzi się w swoich młodych ciałach. Jest rok 1963, a oni spędzili właśnie ze sobą swoją "pierwszą" noc. Świat, który ich otacza tylko częściowo przypomina ten, który zapamiętali, a Grażyna i Ludwik muszą zdecydować jak na nowo przeżyć swoje życie; i czy na pewno chcą tego dokonać u swego boku.

Muszę przyznać, że na wstępie miałam pewne problemy z tym, żeby wbić się w fabułę „Jak zawsze". Zygmunt Miłoszewski pod pewnymi względami opowiada historię miłosną i nie unika także jej cielesnych aspektów. Zwłaszcza na pierwszych kilkunastu/kilkudziesięciu stronach przewija się sporo fragmentów związanych z seksem, erotyzmem i cielesnością. Nie chciałabym zostać źle zrozumiana, mój problem nie polega na tym, że niniejsza tematyka zostaje poruszona w kontekście siedemdziesięcio-/osiemdziesięciolatków (akurat fakt, że Zygmunt Miłoszewski podkreśla pewne potrzeby bohaterów pomimo ich wieku uważam za atut całej historii). Przeszkadzała mi natomiast proporcja pewnych wątków. 

Wraz z kolejnymi stronami, przekonywałam się jednak do lektury „Jak zawsze" coraz bardziej. Już w samym koncepcie na fabularnym tkwiło sporo potencjału, a Zygmuntowi Miłoszewskiemu udało się go wykorzystać. Autor dał mi się poznać jako niesamowicie wnikliwy obserwator - byłam wręcz zaskoczona tym jak często jego słowa pokrywały się ze sposobem w jaki postrzegam świat i mam tu na myśli zwłaszcza fragmenty, w których przedstawiona zostaje perspektywa społeczeństwa na osoby starsze. Tym co ujęło mnie jednak najbardziej w trakcie lektury, było przedstawienie relacji Ludwika i Grażyny - z jednej strony pewnego znużenia swoim towarzystwem i pewnej ekscytacji na nowe możliwości, z drugiej - tęsknoty za drugą osobą.

Wątek relacji pomiędzy małżeństwem jest jednym z kluczowych dla całej historii, ale równocześnie w trakcie lektury dowiadujemy się także sporo na temat "alternatywnej przeszłości" do której trafiają ludwik i Grażyna. Mimochodem występują porównania pomiędzy tamtą wersją Polski a naszą rzeczywistością i gdzieś między wierszami autor wplata komentarze na temat naszego narodu i jego mentalności. Jeśli mam być szczera, nieco przeszkadzał mi sposób w jaki poznawaliśmy większość informacji czyli poprzez dialogi. Rozumiem zamysł, ale nadawało to rozmowom pewnej sztuczności - bo i rzadko porusza się w codziennych pogawędkach tak patetyczne tematy jak choćby sytuacja Polski na arenie międzynarodowej.

Nie zasiadałam do lektury „Jak zawsze" z wyraźnie określonymi oczekiwaniami i nie mam porównania jak wypada ona na tle innych powieści autora. Ale muszę przyznać, że pomimo pewnych zastrzeżeń, zamknęłam tę historię zadowolona. Zygmunt Miłoszewski wykorzystał potencjał swojego pomysłu, przedstawiając czytelnikom ciekawą a miejscami także zabawną opowieść o miłości z potężnym bagażem doświadczeń. Czuję się zaintrygowana tym co jeszcze pokarze nam autor - i co już pokazał w swoich poprzednich powieściach.

Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu W.A.B.

Jak zawsze” Zygmunt Miłoszewski; wydawnictwo W.A.B.; Warszawa 2017 ★★★½☆
Read more