Koma, Katarzyna Zyskowska-Ignaciak i Wojciech Chmielarz - Zlodziejka Ksiazek

wtorek, 19 grudnia 2017

Koma, Katarzyna Zyskowska-Ignaciak i Wojciech Chmielarz


Na początku bieżącego roku bez najmniejszego zawahania wymieniłam „Komę" wśród powieści, na których premierę wyczekuję z niecierpliwością. Nawet jeśli nie wiedziałam za dużo na jej temat, sięgałam po twórczość Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak wystarczająco często by zyskać pewność, że nie poczuję się rozczarowana lekturą. „Koma" trafiła na moją półkę wkrótce po swojej premierze, a potem przeleżała tam kilka miesięcy czekając na swoją kolej. I jest mi niemal głupio, że tyle zwlekałam z lekturą.

Ewa, usytuowana pani burmistrz, zostaje znaleziona przez męża w sowim mieszkaniu po spożytkowaniu zbyt dużej ilości leków. Mimo szybkiej reakcji lekarzy, kobieta zapada w śpiączkę i walczy o życie na oddziale intensywnej terapii pobliskiego szpitala. Powody, dla których pani burmistrz prawdopodobnie próbowała popełnić samobójstwo pozostają tajemnicą. Mniej więcej w tym samym czasie starsza kobieta zgłasza na komisariacie zaginięcie swojego syna - Karola Górskiego - prymusa i tegorocznego maturzysty. Czy to możliwe by te dwie sprawy łączyły się ze sobą?

Koma" należy do grona powieści, które trudno zamknąć w jednym gatunku - chociaż w fabule pojawia się wątek miłosny, zdecydowanie nie jest to romans; tak samo nazwisko Wojciecha Chmielarza jako współautora i motyw toczącego się śledztwa nie czynią z historii kryminału. Najbliżej „Komie" do powieści obyczajowej, ale i to nie jest określenie idealne. W historii przeplatają się różne formy narracji - pierwszo- i trzecioosobowej,a  niektóre z nich (np. ta z perspektywy Ewy) cechuje pewna liryczność - dużo porównań i kwiecistych wyrażeń. Niemal bez wyjątku są to jednak fragmenty, w których występuje tendencja do przedkładania opisów ponad dialogi i skupienia uwagi na emocjach a nie wydarzeniach.

Jestem w stanie zrozumieć dlaczego „Koma" może się komuś wydać lekturą rozczarowującą. Pomijając trudny do sprecyzowania gatunek, fabuła długo się rozwija i przez spory fragment nie wiadomo co się dzieje, a na dodatek zostaje nam przedstawionych wielu bohaterów i to w dosyć szczegółowy sposób - z podkreśleniem ważnych wydarzeń z ich przeszłości i nakreśleniem powiązań między poszczególnymi postaciami. Jeśli tego rodzaju historie - klimatyczne, ale o powolnym tempie - nie przekonują Was do siebie, raczej powinniście przemyśleć dwa razy lekturę. Nie zmienia to jednak faktu, że osobiście po raz kolejny jestem pod wrażeniem opowieści spod pióra Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak.

Koma" określana jest jako współczesna historia Romea i Julii i chociaż na pierwszy rzut oka raczej nic na to nie wskazuje, rzeczywiście jest to opowieść o tragicznej miłości - ale nie tam gdzie się jej doszukiwałam. Powieść Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak przy pomocy Wojciecha Chmielarza jest historią osadzoną w klimatycznym miasteczku niedaleko Lublina - sprawiającym wrażenie tajemniczego, "brudnego" i skorumpowanego, i to właśnie ów nienazwane miasteczko w dużej mierze tworzy klimat całej powieści. Zresztą, nie budzący sympatii i ukrywający swoje za kołnierzem, ale za to intrygujący bohaterowie doskonale się tam komponują. 

Nawet jeśli potrzebowałam czasu żeby wczuć się w klimat tej historii, już pod koniec byłam całkowicie zaangażowana w fabułę. „Koma" to opowieść, którą w trakcie czytania układamy z poszczególnych elementów - kluczowe wydarzenia poznajemy z retrospekcji i to z dwóch perspektyw - i w której dużą rolę odgrywa klimat. To także historia bardzo dobrze napisana - momentami liryczna, a w innych fragmentach niemal surowa. Co ciekawe, choć styl Wojciecha Chmielarza różni się od tego Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak nie sprawia wrażenia niepasującego do całości, a wręcz stanowi doskonałe dopełnienie. Chociaż raczej nie przypadnie do gustu każdemu, nie mogę Wam nie polecić lektury. 

Koma” Katarzyna Zyskowska-Ignaciak i Wojciech Chmielarz; wydawnictwo Filia; Poznań 2017 ★★★★☆