We dwoje, Nicholas Sparks - Zlodziejka Ksiazek

niedziela, 15 października 2017

We dwoje, Nicholas Sparks


Nicholas Sparks był dawniej, prawdopodobnie w czasach mojego gimnazjum, jednym z tych autorów, po którego powieści sięgałam często, skrupulatnie zapoznając się z niemal całą jego twórczością. Co więcej, to chyba jedyny pisarz płci męskiej, którego książki wówczas czytałam. Rozumiecie więc, że pomimo tego że z czasem zaczęłam dostrzegać pewną wtórność w jego historiach, darzę je ogromnym sentymentem. I trochę z tego sentymentu, a trochę przekonania, że Nicholas Sparks ma unikalny sposób na opowiadanie miłosnych historii, sięgnęłam po najnowszą powieść jego autorstwa, „We dwoje” właśnie. 

Russell Green wiedzie spokojne, szczęśliwe życie w rodzinnym miasteczku Charlotte. Ma piękną żonę, która opiekuje się domem; uroczą sześcioletnią córeczkę; a także stabilną i względnie dochodową pracę jako pracownik dużej agencji reklamowej. W pewnym momencie, co zaskakuje samego Russa, jego “idealne życie” zaczyna się rozpadać. Pochopna decyzja o tym by rzucić pracę i rozpocząć własną działalność staje się przyczyną lawiny wydarzeń. Russ ma problemy z tym by znaleźć wspólny język z żoną i odnaleźć się w “nowej roli” - głównego opiekuna dla swojej córeczki. 

We dwoje” zdecydowanie odbiega charakterem od innych powieści autora, a przynajmniej od tych, które miałam okazję poznać. Nie jest to historia, w której czytelnik jest świadkiem rodzącego się uczucia (fragmenty początków związku Russa i jego małżonki są raczej wybiórcze i nie składają się na pełen obraz), zamiast tego obserwujemy raczej jego powolny rozpad. To “nowe oblicze” Nicholasa Sparksa ma oczywiście pewne zalety - autor udowadnia, że potrafi wyjść ze strefy komfortu i pokazuje inne wcielenie; ale także wady, bo sporo osób zasiada do lektury z błędnymi oczekiwaniami i może mieć pewne problemy żeby wgryźć się w historię. 

Zwłaszcza, że początek „We dwoje” jest odrobinę dezorientujący. Pierwsze rozdziały w pewien sposób relacjonują dotychczasowe życie Russa - są bogate w opisy (nierzadko przydługie i może nieco zbędne); luźne sceny z codzienności rodziny Greenów i sugestie, że aktualny porządek zostanie zakłócony. Trzeba odrobiny wytrwałości i samozaparcia żeby dotrzeć do punktu, w którym historia rzeczywiście rusza do przodu. Mój największy problem z „We dwoje” polega jednak na tym, że ciężko było mi się w nią zaangażować emocjonalnie - zabrakło czegoś co pozwoliłoby mi uwierzyć w uczucie Russa i Vivian; w moim odczuciu tak bardzo do siebie nie pasowali, że powolny rozpad związku absolutnie mnie nie zaskoczył. 

Jest w prozie Nicholasa Sparksa coś co, pomimo pewnych mankamentów, wciąż ujmuje czytelnika. Doceniam niezmiennie fakt, że w jego historiach splatają się losy kilku pokoleń i że skupia się na przedstawieniu nie tylko relacji miłosnych, ale i więzi rodzinnych. „We dwoje” jest cudownym przykładem dla związku między rodzeństwem (relacja między Russem a Marge jest doskonałym odzwierciedleniem bratersko-siostrzanych przekomarzań i wsparcia) a także tego na płaszczyźnie ojciec-córka. I to właśnie te wątki zrehabilitowały w moich oczach historię opowiedzianą przez Nicholasa Sparksa (zwłaszcza że niestety pewne finalne rozwiązanie fabularne było łatwe do przewidzenia i absolutnie niepotrzebne). 

Nicholas Sparks umie pogrywać na emocjach czytelników. „We dwoje” momentami bawi, a w innych miejscach chwyta za serce. Nie jest to jednak najlepsza powieść w dorobku autora. Jeśli należycie do wielbicieli jego twórczości, warto poznać jego nieco odmienione oblicze. Ostrzegam jednak, że w tym przypadku wątek miłosny nie stanowi najmocniejszego punktu historii. 

Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu Albatros


We dwoje” Nicholas Sparks; tłum. Anna Dobrzańska; wydawnictwo Albatros; Warszawa 2017 ★★★☆☆