wtorek, 25 lipca 2017

Gniew i świt, Renee Ahdieh


Jeśli jesteście ze mną już jakiś czas, co najmniej od początku roku, wiecie, że „Gniew i świt" był jedną z tych premier, na które oczekiwałam z niecierpliwością, odliczając kolejne dni do premiery. Zamierzałam wybrać się 1 marca do stacjonarnej księgarni, porwać jeden egzemplarz z półki i zaszyć się w jakimś cichym kącie nad lekturą. Nie wyszło. Zawirowania w związku z lutowym Epikboxem sprawiły, że musiałam się wstrzymać z realizacją swojego planu żeby zminimalizować szansę na zdublowanie egzemplarza. W końcu sięgnęłam po „Gniew i świt" pod koniec kwietnia, nieco zaskoczona tym, że powieść Renee Ahdieh nie zdobywa szturmem zakamarków książkowej blogosfery.

Chalid, młody kalif Chorasanu, uchodzi za władcę żądnego krwi, przynoszącego cierpienie swemu ludowi. Co noc bierze sobie nową małżonkę by następnie o świcie pozbawić ją życia. Szahrzad jest jedyną dziewczyną, która dobrowolnie zgłasza się na nową oblubienicę. Po tym jak ofiarą Chalida padła przyjaciółka Szazi, młoda dziewczyna poprzysięgła zemstę na władcy. Dziewczyna mami kalifa egzotycznymi opowieściami i w ten sposób odsuwa od siebie wyrok śmierci. Szahrzad zamierza nie tylko ujść z życiem, ale także dowiedzieć się prawdy na temat wydarzeń rozgrywających się w zamku i ostatecznie zakończyć okrutne działania Chalida. 

Gniew i świt" zdecydowanie posiada pewne elementy fantastyki - Renee Ahdieh zdradza informacje o świecie przedstawionym bardzo stopniowo, niejako między wierszami, ale ewidentnie znajduje się tam pewien zalążek magii. Nie da się jednak ukryć tego, ze historia zawarta na kartach powieści opiera się głównie na wątku romantycznym. Jeśli nie przepadacie za pozycjami, w których ciężar fabuły spoczywa przede wszystkim na przedstawieniu relacji między głównymi bohaterami, szansę na to, że „Gniew i świt" przypadnie Wam do gustu są raczej niewielkie, bez względu na to ile Renee Ahdieh ofiaruje swoim czytelnikom ponad to. Po prostu.

Pod pewnymi względami rozumiem czytelników rozczarowanych powieścią Renee Ahdieh i to wcale nie dlatego że podzielam ich zdanie. „Gniew i świt" opiera się na dosyć ryzykownym koncepcie - Szazi stosunkowo szybko zmienia front jeśli chodzi o jej plany względem Chalida. Chociaż sama relacja rozwija się raczej stopniowo i dla mnie samej subtelne zmiany między ów dwójką i ich z wolna budowane zaufanie, stanowiły jeden z atutów „Gniewu i świtu", można zarzucić autorce, że za szybko zarzuciła próby dokonania zemsty ze strony Szahrzad. Mam wrażenie, że opinie na temat debiutu Renee Ahdieh są niesamowicie subiektywne i trudno sprecyzować grono czytelników, którzy nie poczują się rozczarowani lekturą. Dla mnie samej historia Szazi i Chalida była pełna subtelności i romantyczności, z nutą pewnego niebezpieczeństwa. 

Renee Ahdieh potrafi kreować ciekawych, budzących sympatię i zainteresowanie bohaterów i to nie tylko pierwszoplanowych. Rozgrywający się gdzieś poza sceną główną wątek Jalala i Despiny jest równie ciekawy (jeśli nie ciekawszy!) niż historia Szazi i Chalida. Ale w rzeczywistości tym co ostatecznie przekonało mnie do „Gniewu i świtu" jest klimat powieści. Renee Ahdieh udaje się oddać atmosferę rodem z baśni tysiąca i jednej nocy. Sugestywne opisy wnętrz i ubiorów, specyficzna hierarchia i opowieści snute przez bohaterów... Egzotyczny, baśniowy, odrobinę arabski klimat jest wyraźnie widoczny w trakcie lektury i rekompensuje pewne niedociągnięcia fabularne.

Nie mogę Wam zagwarantować, że „Gniew i świt" podbije Wasze serducho, bo dostrzegam, że nie jest to lektura dla każdego. Mnie samą Renee Ahdieh jednak oczarowała. Ta niezwykle klimatyczna opowieść o miłości ponad nienawiść i tajemniczej magii spełniła moje wygórowane oczekiwania i pozostawiła ze złamanym sercem. Z niecierpliwością wyczekuję premiery drugiego tomu i liczę na to, że i tym razem się nie rozczaruję. 

Gniew i świt” Renee Ahdieh; wydawnictwo Filia; Poznań 2017 ★★★★☆

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala