środa, 14 czerwca 2017

TBR na lato


Posty przedstawiające Wam moje listy książek jakie chciałabym przeczytać w danym sezonie były dla mnie do tej pory doskonałą mobilizacją. Nawet jeśli na stos TBR trafiały powieści, które do tej pory przerażały mnie swoją objętością, albo poruszaną tematyką, do tej pory zawsze udawało mi się wywiązywać ze swoich planów. Do wiosny. Przy okazji kwietniowego podsumowania zdradziłam Wam, że szansę na to bym zapoznała się z Historią pszczół albo Zaginięciem są raczej niewielkie, bo najzwyczajniej w świecie nie jestem w nastroju do ich czytania, a nie lubię się do czegoś zmuszać. I rzeczywiście nie udało mi się po nie sięgnąć, odsuwając lekturę na bliżej nieokreślone “później”. Czy czuję się z tego powodu wina? Absolutnie nie. Tego rodzaju posty nigdy nie miały być dla mnie przymusem, ale raczej swego rodzaju przypomnieniem: Hej, masz takie świetne pozycje na półce, pamiętasz jeszcze, że zamierzałaś je przeczytać? Z tego właśnie powodu postanowiłam, mimo drobnego niepowodzenia, dalej kultywować tradycje.

Na lato wybrałam znowu pięć pozycji przynależących do różnych gatunków literatury rozrywkowej. Na chwilę obecną nie do końca jestem jeszcze pewna jak wyglądać będą moje wakacje - planowo wrzesień (czyli w moim kalendarzu już jesienny okres) ma być miesiącem przeznaczonym na podróżowanie, natomiast w lipcu i sierpniu chciałabym znaleźć jakąś pracę żeby móc sobie pozwolić na drobne przyjemności (o czerwcu nie wspominam bo wiecie z czym się wiąże). Co z tego wyjdzie, zobaczymy.

DZIEWCZYNY, KTÓRE ZABIŁY CHLOE, ALEX MARWOOD

Przy okazji recenzji Najmroczniejszego sekretu wspominałam Wam już, że posiadam na swojej półce debiutancką powieść autorki, której do tej pory nie miałam jeszcze okazji przeczytać. Dziewczyny, które zabiły Chloe zakupiłam kiedyś spontanicznie podczas wizyty w Empiku, kiedy załatwiałam jakąś sprawę dla Panny M. (dokładnie w tym momencie zrzucam na nią winę za mój zakupoholizm, zauważyliście to?), a potem, mimo zainteresowanie ów tytułem, odłożyłam go na biblioteczkę i od tamtej pory zbiera na niej kurz. Moje poprzednie spotkanie z twórczością autorki było jednak na tyle miłe, że ponownie nabrałam ochoty na lekturę jej debiutu. I obym się nie zawiodła!

CZEREŚNIE ZAWSZE MUSZĄ BYĆ DWIE, MAGDALENA WITKIEWICZ

Powieść Magdaleny Witkiewicz trafiła na moją półkę dopiero niedawno - bo w maju, a jeśli widzieliście mój poprzedni post to doskonale zdajecie sobie z tego sprawę. Nic nie poradzę jednak na to, że niesamowicie ciągnie mnie do lektury. Nasłuchałam się tyle niesamowicie pozytywnych opinii ze strony innych czytelników - ponoć Czereśnie zawsze muszą być dwie to dotychczas najlepsza powieść w dorobku autorki - że głupio mi trzymać swój egzemplarz nieczytany na półce. Poza tym nie bez znaczenia jest fakt, że Magdalena Witkiewicz już teraz zapowiada kolejną premierę i powoli ostrzę sobie na nią ząbki (historia ma rozgrywać się w Wietnamie!)

CO PRZYNIESIE WIECZNOŚĆ, JENNIFER L. ARMENTROUT

Od bardzo dawna przymierzam się do tego by zapoznać się z twórczością Jennifer L. Armentrout. Na powieści autorki zwróciłam uwagę jeszcze wówczas, gdy nie były one wydane w Polsce (zwłaszcza interesował mnie Obsydian), ale jakoś nie nigdy nie mogłam zebrać się do zakupu, a moja filia biblioteki również nie posiadała egzemplarzy do wypożyczenia. Pierwsze opinie na temat Co przyniesie wieczność ostatecznie przekonały mnie jednak do tego bym sprezentowała sobie własny egzemplarz. To również jedna z pozycji, którą dopiero pokazywałam Wam w majowym stosie, ale nic na to nie poradzę.

PRAWDODZIEJKA, SUSAN DENNARD

Prawdodziejka znajdowała się na mojej liście 100 książek, które chciałabym przeczytać, kiedy jeszcze nieznany był nawet polski tytuł. Wkrótce po premierze zakupiłam swój egzemplarz (miało to miejsce chyba na krakowskich targach książki) i od tamtego czasu spogląda na mnie złowrogo z biblioteczki. Moje ekscytacja na lekturę odrodziła się wraz z premierą drugiego tomu. Racja, Prawdodziejka nie zachwycił wszystkich czytelników, ale już opinie na temat Wiatrodzieja były zgodne co do wzrostu poziomu serii. Jak tylko najdzie mnie ochota na fantastykę, historia Susan Dennard ma pierwszeństwo. 

KRÓLOWA TEARLINGU, ERIKA JOHANSEN

Nawet kilka miesięcy po zakupie nie mogę wyjść z podziwu jak pięknie zostały wydane powieści wchodzące w skład tej serii. Na półce posiadam póki co dwa pierwsze tomy i nie potrafię usprawiedliwić sama przed sobą zakupu finału zanim nie sprawdzę czy styl pisania Eriki Johansen do mnie przemawia. Ostatnia opinia jaką słyszałam na temat Królowej Tearlingu nie była zbyt pochlebna, ale nie tracę nadziei, że historia zamknięta na kartach tej powieści mnie urzeknie.

Jeśli znacie któryś z powyższych tytuł koniecznie dajcie mi znać w komentarzu co myślicie na jego temat. Możecie też śmiało typować czy tym razem uda mi się przeczytać całą piątkę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala