Filmowy zakątek #7 - Zlodziejka Ksiazek

wtorek, 6 czerwca 2017

Filmowy zakątek #7


Maj okazał się miesiącem, w którym nie opublikowałam żadnego posta z cyklu filmowego zakątka. Nie dlatego, że nic nie oglądałam - po prostu czekałam aż uzbiera się pięć tytułów, o których mogłabym Wam opowiedzieć, a potem zastał mnie koniec miesiąca i przy kilku zaległych opiniach książkowych musiałam odsunąć publikacje w czasie. Wszystko wskazuje jednak na to, że, trochę w  ramach rekompensaty, w czerwcu ukaże się za to takich postów nieco więcej. Ostatnimi czasy oglądam bardzo dużo nowych tytułów, dlatego że interesuje mnie wiele z kinowych premier, a ponad to staram się trochę nadgonić braki poprzednich lat. Produkcje, które przybliżam Wam dzisiaj cechuje bardzo duża różnorodność - są tu animacje, filmy młodzieżowe i historyczne, a nawet kryminały; zarówno takie, które wciąż możecie zobaczyć w kinach, jak i nieco starsze - więc mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie.


DZIECIAK RZĄDZI (2017)

Dzieciak rządzi był jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie produkcji 2017 roku. I wcale nie żartuję. Odkąd na początku roku przeczytałam zestawienie na blogu Gosiarelli dotyczące animacji, które w kolejnych miesiącach będą mieć swoją kinową premierę, wiedziałam, że wybiorę się na seans (zanim w ogóle zdecydowałam się na zakup karty Unlimited co sporo mówi). Nie wspominam o tym bez powodu - po prostu odniosłam wrażenie, że przez swoje własne nastawienie zepsułam sobie nieco wrażenia z filmu i opuściłam salę kinową rozczarowana. Fabuła filmu skupia się na historii siedmioletniego Tima. Chłopak był jedynakiem i oczkiem w głowie swoich rodziców, do czasu gdy w domu nie pojawił się dziwny braciszek - udający bobasa szef-dzidziuś, który ma do wykonania pewną misję. 

Sam pomysł na film (rywalizacja między bobasami i szczeniaczkami o ludzką miłość) i koncept na podział bobasów na te, które trafią do normalnych domów i te, które zajmą pozycje w specjalnej firmie był cudowny i nawet po seansie tego nie podważam. Mój “problem” polegał na tym, że siedząc na sali kinowej czułam się strasznie nie na miejscu. Nie wiem czy zdarzyło się Wam oglądać kiedyś film z niesamowicie wyraźnym przeświadczeniem, że został on skierowany do innego grona odbiorców i że, co tu dużo ukrywać, jesteście na niego za starzy. Siedziałam na swoim miejscu, oglądałam kolejne sceny, od czasu do czasu lekko się uśmiechałam, ale do napadów śmiechu, które dochodziły z innych miejsc było mi daleko. Dzieciak rządzi niesie ze sobą pewien morał i ogółem stanowi bardzo ładny obrazek, na który przyjemnie się spogląda, ale wiecie - spodziewałam się czegoś więcej. Nie uważam, że nie warto poświęcić na seans te półtora godziny, ale nieco obniżcie swoje oczekiwania. 

★★★★★★☆☆☆☆


AMOK (2017)

Kwiecień był okresem mniejszej ilości premier kinowych i prawdopodobnie dlatego obejrzałam Amok. Nie jest to produkcja, która jakoś szczególnie mnie przyciągała, ale że repertuar nie pozostawiał zbyt dużego wyboru, a na dodatek do kina wybraliśmy się całą czwórką co jeszcze bardziej go ograniczało, w końcu zdecydowaliśmy się na film reżyserii Kasi Adamik. Dodam tylko, że nie widziałam wcześniej innych polskich produkcji para-kryminalnych inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami (Czerwony pająk czy Jestem mordercą), więc nie mam porównania jak Amok wypada na ich tle. Ale po seansie miałam bardzo mieszane uczucia. Film opowiada historię Krystiana Bali - mężczyzna jest autorem powszechnie krytykowanej książki “Amok”, która motywem wydaje się nawiązywać do nierozwiązanej przed latami zbrodni, gdzie ofiarą był architekt Roszewski.

Film zdecydowanie posiada pewien psychodeliczny klimat, co starają się dodatkowo podkreślić zarówno muzyka jak i kolorystyka w jakiej zostaje utrzymany obraz; przez większą część fabuły udaje się utrzymać atmosferę tajemnicy i napięcia; sceny w policji wprowadzają nieco czarnego, pikantnego humoru; a sam Kościukiewicz dobrze oddaje psychikę człowieka marzącego o sławie i rozgłosie - za wszelką cenę, chociaż momentami wydaje się postacią zbyt przerysowaną. A jednak na pewnym etapie poczułam się już zmęczona opowiadaną historią. Czułam przesyt formy i oczekiwałam jakiś pewnych odpowiedzi (które SPOILER nie pojawiają się nawet w wielkim finale). Nie mówię, że to film zły, bo chociaż w trakcie oglądania czułam się niewygodnie, można dostrzec jego atuty. Ale trudno pozbyć mi się wrażenia, że można było lepiej. Jeżeli przeszkadza Wam w filmach brutalność i przekleństwa, trzymajcie się od Amoku z daleka, w przeciwnym wypadku spróbujcie i powiedzcie mi co sami myślicie. 

★★★★★★☆☆☆☆


KAMIENIE NA SZANIEC (2014)

Nie wiem czy pamiętacie, bo wspominałam o tym bardzo dawno temu, ale “Kamienie na szaniec” były jedną z tych lektur, które na etapie gimnazjum wywarły na mnie największe wrażenie. Premierę kinową jednak przegapiłam i gdyby nie emisja telewizyjna, prawdopodobnie w ogóle nie obejrzałabym filmu Roberta Glińskiego. Czy coś by mnie ominęło? Mówię to z bólem serca, ale nie. Nie wiem co sprawiło, że wśród znajomych moich i Panny M. jestem osobą, która najsłabiej oceniła filmową historię Rudego, Zośki i Alka (ekhem, ekhem), ale naprawdę zawiodło mnie to co obejrzałam. Prawdę powiedziawszy gdyby nie sentyment do tej opowieści i w gruncie rzeczy dobra gra aktorska Danuty Stenki i młodszego pokolenia - zarówno Marcela Sabata jak i Tomasza Ziętka, oceniłabym Kamienie na szaniec jeszcze niżej.

Przede wszystkim nie mogę przeboleć faktu, że postać Alka została zepchnięta na dalszy plan, a dopisane wątki miłosne (przynajmniej ja nie pamiętam ich z lektury), otrzymały znacznie więcej czasu na ekranie. Ale nie tylko o to chodzi.  Miałam wrażenie, że pierwsza część fabuły została dziwnie poszatkowana i całość nabiera spójności dopiero w momencie, gdy Rudy zostaje zabrany na przesłuchanie (które wydaje się głównym wątkiem całego filmu). Nie zarzucam filmowi brak patosu i “odbrązowienie bohaterów”, ale wydaje mi się, że jednak przekroczono pewne granice w konsekwencji czego postacie wydają się momentami wyrośniętymi, nieco narwanymi chłopaczkami. Wiem, że wiele osób poleca Kamienie na szaniec, ale ja do nich nie należę i raczej odradzam Wam seans.

★★★★★☆☆☆☆☆


THE CIRCLE. KRĄG (2017)

Kolejna produkcja, na której premierę czekałam z niecierpliwością i której polski tytuł nieodmiennie wywołuje u mnie rozbawienie - The Circle. Krąg, naprawdę? Ktoś tu chyba nie umiał się zdecydować. Pierwotnie zamierzałam najpierw przeczytać książkę Dave’a Eggersa, ale raczej negatywne opinie czytelników i brak bibliotecznego egzemplarza skutecznie mnie od tego pomysłu odwiodły. Filmu natomiast odmówić sobie nie mogłam i to pomimo tego że pierwsze recenzje jakie czytałam pozostawały raczej krytyczne. Trochę z lenistwa nie wybrałam się na seans przedpremierowy, ale kilka dni później zobaczyłam The Circle. Krąg na dużym ekranie. Historia skupia się wokół postaci Mae Holland - całkiem zwyczajnej młodej kobiecie, niezbyt zadowolonej ze swojego dotychczasowego życia, która zaczyna pracę dla jednej z najpotężniejszej firm informatycznych. 

Nie jestem tak negatywnie nastawiona do tego filmu jak niektórzy, mimo że rozumiem zarzuty jakie mu się stawia i w dużym stopniu się z nimi zgadzam. Fabuła zostaje bardzo uproszczona i przez to jest przewidywalna dla odbiorcy. Pewne wątki zostają potraktowane po macoszemu a obietnica atmosfery którą sugeruje trailer, pozostaje niespełniona. Chociaż uwielbiam Emmę Watson, jej gra jest po prostu poprawna, tak samo zresztą jak i ze strony Toma Hanksa. Ale oglądałam The Circle. Krąg bez przewracania oczami a przy uzależnieniu naszego pokolenia od social mediów - doceniam to że zwraca uwagę na pewien problem. Nie jest to coś co musicie zobaczyć, zwłaszcza na dużym ekranie, ale też nie czuję się bardzo rozczarowana. 

★★★★★★☆☆☆☆


BEFORE I FALL (2017)

Byłam strasznie rozczarowana tym, że Before I fall nie doczekało się polskiej premiery i nie zobaczę filmu na dużym ekranie. Uwielbiam twórczość Lauren Oliver, a 7 razy dziś, powieść na podstawie której powstał powyższy film, jest chyba moją drugą z kolei ulubioną historia jej autorstwa (tuż po Delirium). Prawdopodobnie pozostaję nieobiektywna względem całej opowieści, ale jestem mile zaskoczona tym co zobaczyłam. Fabuła filmu raczej ściśle trzyma się książkowego pierwowzoru (na tyle na ile pamiętam to co wydarzyło się w powieści) - obserwujemy historię popularnej nastolatki Sam, która wracając z imprezy razem ze swoimi przyjaciółkami, ulega poważnemu wypadkowi. A następnie budzi się - dokładnie tego samego dnia, jakby nic z tego się nie wydarzyło, a piątek 13 lutego miał dopiero nastąpić. 

Motyw przeżywanego w kółko tego samego dnia nie jest nowatorski, zwłaszcza w filmach i koncept ten lepiej sprawdza się w powieści - przede wszystkim przez wzgląd na cudowny język Lauren Oliver. Co nie zmienia jednak tego, że uważam iż, nawet w oderwaniu od książki, Before I Fall to po prostu dobra historia dla młodzieży, z pewnym morałem na koniec. Na film po prostu dobrze się patrzy, a pomimo wykorzystanego w fabule motywu, nie miałam poczucia wtórności i znużenia. Duża w tym zresztą rola Zoey Deutsch, która doskonale wciela się w swoją postać i udaje jej się oddać ogrom emocji. Racja, pojawia się kilka cheesy scen, a nawet odrobina zbędnego patosu (którego absolutnie nie czułam w trakcie lektury), ale i tak jestem niesamowicie miłe zaskoczona seansem. Jeśli przepadacie za pierwowzorem, albo po prostu lubicie filmy skierowane do młodzieży, warto poświęcić mu te półtorej godziny. 

★★★★★★★☆☆☆

Każde ze zdjęć wykorzystane w poście stanowi kadr filmu i pochodzi ze strony fdb.pl lub imdb.com