Nic do stracenia. Początek, Kirsty Moseley - Zlodziejka Ksiazek

niedziela, 28 maja 2017

Nic do stracenia. Początek, Kirsty Moseley


Kirsty Moseley jest jedną z tych autorek, które zostały mi przedstawione przez polskich blogerów książkowych i bookstagramowiczów. Pamiętam, że pierwsza wydana w Polsce powieść jej autorstwa - „Chłopak, który zakradł się do mnie przez okno” - zebrała skrajnie odmienne opinie czytelników i już tym przyciągnęła moją uwagę. Od tamtego czasu przymierzałam się do tego by samej zapoznać się z twórczością Kirsty Moseley a kiedy wydawnictwo HarperCollins Polska postanowiło wydać „Nic do stracenia. Początek” byłam praktycznie zdecydowana, którą z pozycji wybrać na pierwsze spotkanie z autorką. W tym przypadku dała o sobie znać moja słabość do filmów pokroju Córki prezydenta czy Prezydenckiej córki. 

Dzień szesnastych urodzin Anny Spencer, córki senatora i kandydata na prezydenta, na zawsze odmienił życie dziewczyny. Zabawa w klubu szybko zamieniła się w koszmar - Anna została świadkiem śmierci swojego ukochanego chłopaka a kilka kolejnych lat dziewczyna spędziła uwięziona przez Cartera Thomasa - handlarza bronią i narkotykami. To zeznania Anny sprawiły, że mężczyzna trafił za kraty więzienia, ale dziewczyna wciąż otrzymuje od niego listy z pogróżkami i miłosnymi wyznaniami. Teraz, gdy zbliża się rozprawa apelacyjna Cartera, zapewnienie ochrony Annie jest priorytetem. Przystojny komandos, Ashton Taylor, zostaje wybrany na prywatnego ochroniarza dziewczyny. Ashton ma się wcielić w rolę chłopaka Anny, ale między tą dwójką rodzi się prawdziwa bliskość. 

Przed lekturą „Nic do stracenia. Początek” nie zdawałam sobie sprawy z tego, że historia napisana przez Kirsty Moseley była kiedyś publikowana na Wattpadzie. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, jest to jednak dostrzegalne w trakcie czytania.  Sam koncept na fabułę jest mocno oderwany od rzeczywistości - początkowe sceny są trochę za bardzo przerysowane i udramatyzowane jak na mój gust, a równocześnie idealnie wpasowują się w klimaty fanfików, gdzie dosłownie wszystko wydaje się możliwym scenariuszem. Brak realizmu jeśli chodzi o realia np. w kontekście używanych przez Amerykanów zwrotów czy polityki, co dla mnie samej przez tłumaczenie i raczej ograniczoną wiedzę nie stanowiło problemu, również pasuje do twórczości internetowej. Nie dziwią mnie zatem mocno zróżnicowane opinie czytelników, bo „Nic do stracenia. Początek” zdecydowanie nie przypadnie każdemu do gustu. 

Przyznam szczerze, że sama świadomość mankamentów napisanej przez Kirsty Moseley, nie odebrała mi przyjemności z lektury. Przewracałam oczami przy raczej abstrakcyjnych wyborach fabularnych (np. kiedy Anna nie daje się do siebie zbliżyć nikomu nawet swoim rodzicom, ale dotyk Ashtona akceptuje niemal od razu), irytowała mnie ping-pongowa relacja bohaterów, gdy powracały te same problemy i punktowałam w myślach wykorzystane przez autorkę schematy. A równocześnie niesamowicie zaangażowałam się w całą historię i nawet nie wiem kiedy przewróciłam ostatnią stronę. W kategoriach guilty pleasure „Nic do stracenia. Początek” wypada po prostu dobrze. 

Kirsty Moseley ma bardzo przystępny, prosty sposób pisania, który w tego typu historiach dobrze się sprawdza. Wbrew dramatycznemu początkowi, cała opowieść utrzymana jest w lekkim klimacie - nie przytłacza emocjami. Liczyłam na to, że Kirsty Moseley położy większy nacisk na motyw prywatnego ochroniarza i pojawi się więcej akcji i suspensu, ale nie tracę nadziei, że pod tym względem drugi tom zaspokoi moje potrzeby. Sam koniec „Nic do stracenia. Początek” wypada nieco nienaturalnie i obstaję przy stanowisku, że Kirsty Moseley mogła pominąć kilka scen i zamknąć historię w jednym tomie. Ale czekam na ciąg dalszy z niecierpliwością. 

Jeżeli tak jak i ja macie sentyment do opowieści, w których pojawia się motyw ochroniarza - bodyguarda a dodatkowo nie przeszkadza Wam w lekturze pewne oderwanie od realizmu, „Nic do stracenia. Początek” jest powieścią, która może się Wam spodobać. To taka literatura guilty pleasure na jedno/dwa popołudnia, która z niejasnych powodów jest niesamowicie angażująca dla czytelnika. 

Za możliwość lektury bardzo dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska

Nic do stracenia. Początek” Kirsty Moseley; wydawnictwo HarperCollins Polska; Warszawa 2017 ★★★☆☆