sobota, 18 marca 2017

Załatw pogodę, ja zajmę się resztą, Renata Frydrych


Jeśli sami jesteście blogerami/vlogerami książkowymi, albo śledzicie ich na mediach społecznościowych, tytuł „Załatw pogodę, ja zajmę się resztą” z pewnością nie jest Wam obcy. Wydawnictwo Literackie wyszło z inicjatywą świetnej kampanii reklamowej dla literackiego debiutu Renaty Frydrych i rozesłało wybranym Książkoholikom fragment powieści - rozbudzające ciekawość i apetyt. Sama przeczytałam wówczas zaledwie kilka rozdziałów, ale byłam na tyle zadowolona z lektury, że kiedy dotarł do mnie finalny egzemplarz historii Poli Kukułki, nie odłożyłam go nawet na półkę biblioteczki - cierpliwe czekał na “nocnym stoliku” (a że takowego nie posiadam, funkcję tą spełnia tradycyjny stolik z Ikei). 

Pola Kukułka musi znaleźć męża - i to nie byle jakiego! Kandydat na jej partnera musi posiadać dobrą, stabilną pracę żeby stanowić gwarancję bezpieczeństwa dla niej i trójki dzieci. Po śmierci Adama - poprzedniego partnera Poli, pracownice poradni rodzinnej nie są przekonane co do tego czy dziewczyna sama jest w stanie sprawować opiekę nad swoją córką Misią i dwójką dzieci mężczyzny - Zosią i Mateuszem. Rzekoma pomoc brata Kukułki - Ryśka, jego żony i babci - dziedziczki jest niewystarczająca. Kandydatów na potencjalnego partnera jednak nie brakuje - odnoszący sukcesy couch Wiktor, samotny lekarz Paweł i kucharz Łukasz, który właśnie wrócił do ojczyzny. 

Załatw pogodę, ja zajmę się resztą” to taka niepozorna powieść obyczajowa, przypominająca klimatem nieco komedię romantyczną, która nieoczekiwanie chwyciła mnie mocno za serducho. Owszem, historia Poli Kukułki nie odbiega dalece od innych tego typu opowieści - sama bohaterka jest raczej postacią przerysowaną (i trudno szukać jej odzwierciedlenia w prawdziwym życiu), a na dodatek istnieje duże prawdopodobieństwo, że będziecie w stanie wcześniej przewidzieć jak zakończy się opowieść Poli. Ale jest w niej coś dziwnie ujmującego. 

Pani Renata Frydrych ma niesamowicie lekkie pióro i bardzo dobrze radzi sobie z tym by pisać o trudnych tematach - pogodzeniu się z żałobą kogoś bliskiego, poszukiwaniu drugiej połówki, radzeniu sobie z poczuciem odrzucenia czy budowaniu własnej wartości - w przystępny, niepozbawiony emocji, ale wolny od patosu sposób. Pojawiają się sceny przepełnione smutkiem i takim zwykłym ludzkim cierpieniem, które znamy z codziennego życia, a równocześnie napisane z niesamowitym humorem. Nie wiem czy każdy czytelnik odbierze ów styl pisania w taki sam sposób jak ja, ale osobiście uważam, że doskonale pasuje on do powieści - podkreśla w pewnym sensie ów problematykę, ale nie pozbawia historii ciepła. 

Kilka razy zdarzyło mi się lekko zazgrzytało zębami - kiedy pojawiały się nieco przesłodzone sceny romantyczne, ale jest to taki poziom cukru, który jestem w stanie zaakceptować w powieści o miłości. „Załatw pogodę, ja zajmę się resztą” czyta się lekko i przyjemnie, bo żywimy sympatię do wszystkich bohaterów i życzymy im happy endu. Renata Frydrych wplata mnóstwo humoru - głównie za sprawą rodziny Poli Kukułki - jej brata, dzieciaków i babci Róży - ale także takiego rodzinnego ciepła. I nawet ten delikatny magiczny twist w postaci Rzeczywistości, którego się obawiałam, dobrze wpisuje się w klimat powieści. 

Załatw pogodę, ja zajmę się resztą” to przepełniona niesamowitym ciepłem opowieść, która zagrała mi na serduchu. Chyba nie spodziewałam się po tej historii takiej wrażliwości i mądrości, i dlatego tak bardzo mnie ujęła. Być może nie jest to powieść, która zapadnie mi na długo w pamięci - tego nie wiem - ale uważam, że to warta uwagi pozycja obyczajowa. Taka otulająca historia na kilka wieczorów. Polecam wam lekturę a sama czekam na kolejną powieść autorstwa pani Renaty Frydrych. 

Załatw pogodę, ja zajmę się resztą” Renata Frydrych; wydawnictwo Literackie; Kraków 2017 ★★★★☆

Za lekturę dziękuję wydawnictwu Literackiemu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala