Tajemnica zamku, Krystyna Mirek - Zlodziejka Ksiazek

niedziela, 26 marca 2017

Tajemnica zamku, Krystyna Mirek


Jeżeli chodzi o twórczość pani Krystyny Mirek, przymierzałam się do niej już od jakiegoś czasu. Nasłuchałam się opinii, że jej powieści to takie lekkie i ciepłe historie, w których można odnaleźć skrawki codziennego życia, a że od czasu do czasu lubię w takie opowieści się zagłębić, starałam się mieć pozycje autorki na uwadze. Swego czasu, o ile się nie mylę podczas Warszawskich Targów Książki, zakupiłam nawet jeden z jej tytułów do swojej biblioteczki, ale jakoś nie było nam jeszcze po drodze. Traf chciał, że pierwsza powieść pani Krystyny Mirek jaką przeczytałam była równocześnie jej najnowszą pozycją - „Tajemnica zamku”. I chyba był to dobry wybór, bo zachęcił mnie do tego by pogłębić naszą literacką znajomość. 

Śmierć czwartej małżonki hrabiego Aleksandra na zamku Cantendorf staje się przyczyną do plotek lokalnej społeczności. Ludzie podejrzewają, że śmierć nie jest w tym przypadku naturalna, a wśród winnych typują okoliczną wiedźmę, kochankę Aleksandra i samego hrabiego. Sprawa budzi spore emocje zwłaszcza wśród dobrze urodzonych rodzin, w których wciąż znajdują się panny na wydaniu. Hrabia potrzebuje dziedzica i nikt nie ma wątpliwości, że wkrótce na zamku pojawi się kolejna, piąta już hrabina. Tymczasem rodzina Kate Milton znajduje się na skraju bankructwa. Aby uratować majątek, rodzice dziewczyny opracowują ryzykowny plan, tyle że Kate ma własny pomysł na przyszłość. 

Tajemnica zamku”, z tego co zdołałam się zorientować, nie jest zwyczajową powieścią pani Krystyny Mirek, ale tego że autorka po raz pierwszy decyduje się na osadzenie fabuły w zupełnie nowych realiach nie odczuwa się w trakcie lektury. „Tajemnica zamku” nie jest powieścią historyczną, ale na jej kartach zdecydowanie czuć klimat XIX-wiecznej Anglii - zwłaszcza w odniesieniu do relacji damsko-męskich. To nie tylko piękne suknie, powozy i tańce, ale także ukazanie zależności kobiety od mężczyzny (najpierw ojca, a kolejno małżonka), aranżowane i często nieszczęśliwe związki czy konwenanse związane z pochodzeniem danej osoby. 

Najnowsza powieść Krystyny Mirek wciąż pozostaje przy tym niesamowicie ciepłą i lekką powieścią obyczajową, w odmiennej scenografii. Owszem, pojawia się tu pewna przewidywalność jeśli chodzi o rozwój wątków a niektóre sceny (by niczego nie zaspoilować, pominę dokładnie o które mi chodzi) wydają się może odrobinę zbyt ckliwe i przesłodzone. Ale nie jest to coś co psuje wrażenia z lektury, raczej można się było tego spodziewać. Poza tym, trudno odmówić autorce niesamowicie lekkiego pióra i umiejętności kreowania postaci, które z miejsca budzą sympatię (zwłaszcza Kate), albo chociaż zainteresowanie. 

Krystyna Mirek urozmaica przy tym fabułę tajemnicą i czymś na pograniczu magii. Postać wiedźmy pozostaje wciąż owiana aurą pewnej tajemniczości - w gruncie rzeczy nie wiemy czy rzeczywiście posiada ona jakieś nadnaturalne zdolności; a choć na razie odgrywa rolę chrzestnej matki Kopciuszka, kwestionujemy także jej motywy. Pozostaje także niepewność do tego kto stoi za śmiercią hrabiny i jej poprzedniczek, a także historii samego hrabiego - i nie wszystkie tajemnice zostają odkryte, choć autorka zostawia nam sporo wskazówek. „Tajemnica zamku” stanowi zaledwie wstęp do całej historii. 

Nie wiem dokładnie czego oczekiwałam po lekturze „Tajemnicy zamku”, ale zdecydowanie się nie zawiodłam. Powieść pani Krystyny Mirek to ciepła, lekka historia o miłości i konwenansami, z nutą tajemnicy i szczyptą magii, z którą niesamowicie przyjemnie można spędzić jedno czy też dwa popołudnia. Jestem ciekawa co autorka przedstawi nam w kolejnym tomie o rodzinie Cantendorf, ale mam dziwne przeczuci, że i tym razem się nie zawiodę. A jeśli i Wy przepadacie zarówno za powieściami obyczajowymi jak i klimatem XIX-wiecznej Anglii, polecam Wam lekturę „Tajemnicy zamku”. 

„Tajemnica zamku” Krystyna Mirek; wydawnictwo Edipresse Książki; Warszawa 2017 ★★★★☆

Za lekturę dziękuję wydawnictwu Edipresse Książki