środa, 22 marca 2017

Sztuka ścigania się w deszczu, Garth Stein


Kiedy wciągałam „Sztukę ścigania się w deszczu” na listę powieści do przeczytania, nie spodziewałam się, że sięgnę po nią już w lutym. Dopiero wzbogaciłam swoją biblioteczkę o pozycję „Był sobie pies”, a ekranizacja wyświetlana w kinach motywowała mnie do dyskiem lektury. Słusznie czy też nie, nie chciałam czytać powieści W. Bruce Camerona i Gartha Steina w niewielkim odstępie czasu. Zadziałała specyfika biblioteki - mamutek przytargał „Sztukę ścigania się w deszczu” do domu, a miesięczny termin biegł nieubłaganie do przodu. Rozsądek zwyciężył.

Enzo jest najlepszym przyjacielem Danny’ego. Razem wypracowali pewien plan dnia - wspólne posiłki, spacery i oglądanie telewizji (zwłaszcza programów dotyczących wyścigów samochodowych). Kiedy w życiu Danny’ego pojawia się kobieta, Enzo jest odrobinę zazdrosny, ale wkrótce i ją akceptuje. Tak się bowiem składa, że Enzo jest psem - psem przekonanym o tym, że w kolejnym życiu odrodzi się jako człowiek; i psem, który jako pierwszy dostrzega oznaki zbliżającej się tragedii. 

Sztuka ścigania się w deszczu” jest powieścią, która budzi niesamowicie ciepłe uczucia w wielu czytelnikach. Historia o człowieczeństwie przedstawia z perspektywy psa nie do końca spełniła jednak moje własne oczekiwania. Garth Stein miał niesamowity pomysł na swoją opowieść - obranie za narratora czteronożnego przyjaciela nie tylko wydaje się czymś nowym i oryginalnym. Specyfika i fragmentaryczność ów narracji (Enzo z przyczyn oczywistych nie może być świadkiem wszystkich wydarzeń) stawia całą historię w nieco innym świetle i nadaje jej odmienny wydźwięk emocjonalny. Pod tym względem „Sztuka ścigania się w deszczu” idealnie wpasowała się w mój gust. 

Sama historia charakteryzuje się jednak pewną nienaturalnością i przerysowanym melodramatyzmem - niektóre sceny niemal zbyt nachalnie starają się wycisnąć z czytelnika łzy, ale, o dziwo!, nie to przeszkadzało mi najbardziej. Można powiedzieć, że podświadomie się z tym liczyłam i byłam na to przygotowana. Doszukałam się jednak co najmniej dwóch powodów, które znacząco zakłóciły moje pozytywne wrażenie. Pierwszy z nich jest niesamowicie subiektywny i dla części czytelników stanowić może dodatkową zaletę - Garth Stein wykazuje tendencje do tego by często przyrównywać życie bohaterów do wyścigów samochodowych. Owszem, ze względu na zawód Danny’ego było to w pewien sposób powiązane z fabułą, ale niesamowicie mnie nużyło. 

Niestety, dostrzegłam także pewien brak konsekwencji jeśli chodzi o narrację. Inteligencja Enza i jego sposób spoglądania na świat momentami sprawiały, że miałam wrażenie jakby o wydarzeniach opowiadał człowiek a nie pies. Z drugiej strony, pojawiały się momenty całkowicie infantylne - zebra-demon (nieco zrehabilitowane przez wytłumaczenie symboliki) czy moment, w którym Enzo opisuje sceny erotyczne (do tej pory mam nadzieję, że “uprawianie pola” jest efektem tłumaczenia). Być może był to zabieg celowy autora - pokazanie, że pomimo tego że Enzo nie jest zwykłym psem jest w nim coś z jego zwierzęcej natury - ale brak tej konsekwencji bardzo mi zgrzytał w trakcie lektury. 

Sztuka ścigania się w deszczu” to opowieść, która potencjalnie może podbić serce niejednego psiarza. Osobiście mam jednak raczej mieszane uczucia. Doceniam powieść Gartha Steina, ale nie pozostaje ślepa na jej mankamenty. Trochę jest mi też przykro, że pomimo zapewnień mamutka, nie uroniłam ani jednej łzy. Nie odradzam Wam lektury, ale jeśli się na nią już zdecydujecie - nie czytajcie opisu na okładce, spoiluje kilka znaczących wydarzeń. 

Sztuka ścigania się w deszczu” Garth Stein; wydawnictwo Galaktyka; Łódź 2009 ★★★☆☆

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala