Filmowy zakątek #2 - Zlodziejka Ksiazek

poniedziałek, 13 marca 2017

Filmowy zakątek #2



Okazuje się, że postawienie sobie noworocznych postanowień działa na mnie niezwykle motywująco. W tamtym roku udało mi się niemal zupełnie zwalczyć przykre przyzwyczajenie niekończenia serii, w tym - nieoglądania filmów. Nie wiem czy pamiętacie, ale w 2017 roku postanowiłam sobie, że obejrzę chociaż 52 produkcje filmowe, a na dzień dzisiejszy za mną już przeszło 15 tytułów - okazuje się, że nie nadążam z pisaniem postów w ramach filmowego zakątka. W drugiej edycji tego cyklu przedstawiam Wam swoje luźne wrażenia z pięciu kolejnych filmów - jako że większość z nich oglądałam jeszcze w lutym, sporo tu tytułów nominowanych do Oscara, które okazały się dla mnie naprawdę miłym zaskoczeniem.



NOWY POCZĄTEK (2016)

Nowy początek nie należy do filmów jakie zazwyczaj budzą moje zainteresowanie i gdyby nie nominacje do Oscarów, prawdopodobnie nie zdecydowałam się już na seans, a już na pewno nie zrobiłabym tego tak szybko. Tyle że nie do końca jest to również tytuł, który przekona do siebie wielbicieli gatunku science fiction i opowieści o inwazji kosmitów. Cała historia, owszem, skupia się wokół serii lądowań Obcych na Ziemię. Ale większość uwagi zostaje poświęcona wybitnej ekspertce w dziedzinie lingwistyki, która podejmuje próbę kontaktu z przybyszami i zrozumienia celu ich wizyty na Ziemi. 

Ciężko mi tak naprawdę opisać swoje wrażenia, bo sama nie jestem ich pewna. Owszem, całościowo film zdecydowanie wypadł korzystnie w moich odczuciach, ale nie ukrywam, że były momenty nużące i takie gdy nie miałam absolutnie pojęcia co właściwie oglądam. Jak na film o inwazji obcych, ciężko tu mówić o pędzącej akcji -raczej swego rodzaju melancholii. No i zdecydowanie nie da się oceniać tego tytułu bez obejrzenia całości - końcówka decyduje tutaj tak naprawdę o całym odbiorze filmu. Moim zdaniem warto - dla Amy Adams i oryginalnego podejścia do tematu, a także uczucia, które po sobie pozostawia - ale zasiadajcie do niego przy odpowiednim nastawieniu.

★★★★★★☆☆☆


LA LA LAND (2016)

Niejako dla kontrastu, seans La la land planowałam od jakiegoś czasu. Na dodatek od razu nastawiałam się na to, że jest to tego rodzaju produkcja, którą muszę obejrzeć na dużym ekranie i mimo negatywnych opinii, które w pewnym momencie zaczęły do mnie docierać, zdania nie zmieniłam. La la land skupia się na historii dwójki młodych ludzi, którzy marzą o wielkiej karierze. Ona chce zostać aktorką, on postawił sobie za cel “uratowanie pamięci” o jazzie i założenie jazzowego klubu. Tyle że oboje póki co są dalecy od spełnienia tych marzeń i muszą godzić się na sporo kompromisów. 

Przyznaję, że po obejrzeniu La la land od razu wiedziałam, że nie jest to film dla każdego - i to pomimo iż sama byłam nim oczarowana. Nie do końca jest to musical, bo im dalej w historię, tym mniej pojawia się piosenek, a i bez nich cała opowieść ma sens, ale równocześnie osobom nieprzepadającym za musicalami będzie ciężko wczuć się w losy bohaterów. Trochę szkodzi też rozgłos związany ze Złotymi Globami i Oscarami. Ja byłam oczarowana - wizualnie, fabularnie, aktorsko (Emma Stone i Ryan Gosling <3) a chyba przede wszystkim muzycznie - i podpisuję się rękami i nogami pod tym, że takich filmów się już niestety nie robi - pięknych, trochę melancholijnych, bez zakończenia pełnego lukru. Pan, który siedział koło mnie w kinie wyglądał jakby te przeszło 2 godziny były dla niego najgorszą karą. Warto przekonać się na własnej skórze, do której z kategorii będziecie przynależeć. 

★★★★★★★★★☆


KAC VEGAS W BANGKOKU (2011)

Chociaż poziom Kac Vegas pozostawia sporo do życzenia, było w tej komedii coś co sprawiło, że w trakcie seansu z Panną M. po prostu dobrze się bawiłyśmy. Na tyle dobrze, że w końcu zdecydowałyśmy się na obejrzenie także kontynuacji czyli Kac Vegas w Bangkoku właśnie. Znowu mamy do czynienia z sytuacją, w której jeden z bohaterów szykuje się do ślubu. Tym razem przed ślubnym kobiercem, w Tajlandii!, ma stanąć Stu. Nauczony przykrym doświadczeniem mężczyzna wcale nie zamierza organizować wieczoru kawalerskiego, ale kłopoty i tak ich znajdują. Niepozorny wieczór nad ogniskiem zmienia się w niezapomniany (chociaż niestety nie dosłownie) wieczór. 

Kac Vegas w Bangkoku nie dorównuje poziomem pierwszemu filmowi, a przynajmniej takie odniosłam wrażenie tuż po seansie. Niby nadal pojawia się dużo potencjalnie śmiesznych sytuacji - pijackie wybryki, efektowne ucieczki i nieudolne próby odtworzenia poprzedniego wieczoru - ale ów potencjał nie zawsze zostaje wykorzystany. Trupy, strzelanki, przemoc i seks - chyba nie do końca tego się spodziewałam. Owszem, zaśmiałam się z Panną M. kilka razy, ale zdarzały się chwile gdy na ekran spoglądałam raczej z zażenowaniem. I trochę boję się tego co zaproponują nam scenarzyści w trójce, skoro już Kac Vegas w Bangkoku wydaje się takim trochę odgrzanym kotletem. Czy warto? I tak, i nie. Nie jest to najgorsza komedia jaką widziałam i jeśli Kac Vegas Was do siebie przekonał, może warto i tym razem dać twórcom szansę. Ale zdecydowanie mamy do czynienia ze spadkiem formy.

★★★★★☆☆☆☆☆


LION. DROGA DO DOMU (2016)

Swego czasu książka na podstawie której został oparty film Lion. Droga do domu świeciła triumfy na polskim bookstagramie. Wyjątkowo tym razem niemal od samego początku byłam bardziej zainteresowana ekranizacją niż pierwowzorem. Fabuła filmu skupia się wokół postaci kilkuletniego chłopca. Zbieg różnych zdarzeń doprowadza do sytuacji, w której Saroo oddala się od swojego rodzinnego domu. Zagubiony na dworcu w Kalkucie, trafia do sierocińca, a następnie zostaje adoptowany przez małżeństwo z Tasmanii. 25 lat później, już dorosły Saroo decyduje się odnaleźć swojego brata i matkę. 

Lion. Droga do domu nie jest filmem przepełnionym akcją czy dialogami. A chociaż nie do końca tego się spodziewałam (myślałam, że fabuła będzie się skupiać głównie na poszukiwaniach zaginionych bliskich), zostałam absolutnie oczarowana efektem końcowym. Nie jest to tytuł dla każdego - mamy do czynienia z pewną fragmentarycznością i znacznym ograniczeniem dialogów; fabuła zostaje w dużej mierze opowiedziana za pośrednictwem obrazów i dźwięków - ale osobiście właśnie w tym dostrzegam największy atut Liona. Drogi do domu. Lekko melancholijny, emocjonalny, zwracający uwagę na ważny problem dla tamtego rejonu świata - gdyby nie zbyt przesłodzone zakończenie byłabym zachwycona. 

★★★★★★★★★☆


DZIEŃ DOBRY, KOCHAM CIĘ! (2014)

Póki co największe rozczarowanie 2017 roku. Nie spodziewałam się za wiele (człowiek uczy się na własnych błędach), ale Dzień dobry, kocham Cię! i tak nie podołał ów oczekiwaniom. Już sama fabuła niepokojąco graniczy z absurdem - mamy piękną singielkę Basię, która wcale nie szuka miłości, ale kiedy zderza się z przystojnym lekarzem Szymonem, z miejsca się zakochuje.  Niestety, następuje małe zamieszanie z numerem telefonu i para ma problemy z ponownym nawiązaniem kontaktu. Im dalej w las, tym więcej drzew - bo oczywiście pojawia się ten trzeci a na dodatek jak na złość Basia i Szymon ciągle się mijają. 

Nie mam zbyt wysokich wymagań w stosunku do komedii romantycznych na damski wieczór z kieliszkiem wina, ale pewne granice jednak są. Dzień dobry, kocham Cię! ma tak absurdalną fabułę (spoiler! Basia po trzech randkach decyduje się na ślub z kolegą, którego nie widziała od lat, mimo że cały czas myśli o Szymonie a rzekomego pana chyba nawet nie lubi), że to aż boli. Nie wspominając już o przerysowanych, karykaturalnych postaciach; sztucznych dialogach i bijącym z ekranu seksizmie. Nie wiem co poszło nie tak - bo przecież nie jest tak, że aktorzy, którzy grają w Dzień dobry, kocham Cię! są debiutantami, a i osoby stojące po drugiej stronie kamery mają spore doświadczenie - ale jest to jedna z gorszych polskich komedii romantycznych. Nie róbcie sobie tego.

★★★☆☆☆☆☆☆☆

*Zdjęcia użyte w poście są kadrami z filmu i pochodzą ze strony imdb.com

*Oceniałam filmy zgodnie z filmwebową skalą - od 1 do 10 gwiazdek