niedziela, 12 lutego 2017

Tajemniczy uśmiech, Nicci French


Nie pamiętam wszystkich książek a już w szczególności - szczegółów związanych z fabułą.    „Co zrobisz, gdy umrę?”, pierwsza powieść brytyjskiego małżeństwa jaką czytałam, musiała wywołać we mnie jednak pozytywne wrażenie. Pomimo raczej bardzo ogólnego pojęcia o czym opowiada, kiedy znalazłam kolejny tytuł Nicci French w warszawskim Dedalusie po okazyjnej cenie, nie wahałam się dwa razy i (z naręczem innych pozycji) powędrowałam do kasy. Jestem ciekawa czy moje oczekiwania względem thrillerów wzrosły od 2012 roku, kiedy to czytałam „Co zrobisz, gdy umrę?”, czy „Tajemniczy uśmiech” jest po prostu od niego słabszy. 

Miranda i Brendan są parą, ale zanim ich wspólna historia tak naprawdę się zaczyna - dobiega końca. Kiedyś kobieta przyłapuje mężczyznę na czytaniu jej pamiętnika wyrzuca go z mieszkania i swojego życia. Brendan wcale nie znika jednak na długo. Kiedy Miranda rusza do przodu ze swoim życiem dowiaduje się, że jej były związał się z jej siostrą, zdążył podbić serca jej rodziców i opowiedział własną wersję historii ich związku. Kobieta nie ufa Brendanowi i czuje się przez niego osaczona, ale wszyscy dookoła wydają się nim zachwyceni - tylko kto z nich ma rację?

Sam pomysł na fabułę, mimo że niestety nie wyróżniający się oryginalnością, zdołał mnie zaintrygować. Odrzucona miłość, która przeradza się w obsesję stanowi dosyć obiecującą perspektywę jeśli mowa o thrillerach. Duet Nicci French nie do końca udźwignął jednak ów temat. Owszem, powieść charakteryzuje lekki, sprzyjający szybkiej lekturze styl pisania autorów (i to pomimo tendencji do obszernych opisów życia codziennego bohaterki i narratorki, z jadłospisem włącznie), a momentami czuć klimat niepokoju i niepewności (kiedy zaczynamy poddawać w wątpliwość stanowisko bohaterki), ale na tym plusy się kończą. 

Fabuła „Tajemniczego uśmiechu” wydaje się w nieodpowiedni sposób rozplanowana. Autorzy znacznie przyspieszają akcję na samym początku - do tego stopnia, że czułam się jakbyśmy pominęli jakiś fragment historii - i w momencie, w którym historia powinna się tak naprawdę dopiero rozpędzić, odczuwamy już pewną wtórność i znużenie. Niestety, zakończenie nie rekompensuje tego niedociągnięcia. Pojawia się pewnego rodzaju twist fabularny, ale po raz kolejny trudno pozbyć się wrażenia, że nie otrzymaliśmy jakiegoś fragmentu historii - tego który łączy rozwiązanie z wielkim finałem. 

Zresztą, największym mankamentem „Tajemniczego uśmiechu” i tak pozostaje kreacja głównej bohaterki i przedstawienie relacji między nią a innymi postaciami. Motywacje jakimi kierują się bohaterowie nie mają sensu i uzasadnienia z perspektywy czytelnika. Miranda obawia się Brendana, ale nie ostrzega swojej siostry, bo nie chce psuć jej szczęścia; kobieta sparzyła się w związku, ale nie przeszkadza jej to angażować się w kolejne relacje; a jej bliscy i przyjaciele wolą wierzyć obcemu mężczyźnie niż jej. Nieco trudno w to uwierzyć. 

„Tajemniczy uśmiech” z pewnością znajdzie grono zadowolonych odbiorców - może kogoś kto rzadko sięga po thrillery i kto doceni lekkość języka autorów czy wykreowaną przez nich atmosferę. Dla mnie to trochę za mało. Żałuję, że „Tajemniczy uśmiech” zburzył moje pozytywne skojarzenie z nazwiskiem Nicci French, ale pewnie jeszcze kiedyś sprawdzę czy ów tytuł jest odosobnionym przypadkiem spadku formy w dorobku autorów. 

„Tajemniczy uśmiech” Nicci French; wydawnictwo Dolnośląskie; Wrocław 2010 ★★

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala