Dwór cierni i róż, Sarah J. Maas - Zlodziejka Ksiazek

czwartek, 16 lutego 2017

Dwór cierni i róż, Sarah J. Maas


Twórczość Sarah J. Maas nie jest mi zupełnie obca. Zachęcona pozytywnymi ocenami sięgnęłam po „Szklany tron”, ale choć początkowo historia zabójczyni wzbudziła mój zachwyt, bardzo szybko zapomniałam wszystko poza ogólnym zarysem fabuły i w konsekwencji nigdy nie sięgnęłam po kontynuację. „Dwór cierni i róż” intrygował mnie znacznie mocniej niż „Korona w mroku”, głównie obietnicą retellingu baśni o „Pięknej i bestii”, a nienaturalne zachwyty drugim tomem - „Dworem mgły i furii” - tylko to zainteresowanie wzmogło. Nawet kiedy o serii zrobiło się na tyle głośno, że obawiałam się że pozycja wyskoczy zaraz z mojej lodówki, nie traciłam entuzjazmu. A trochę się jednak zawiodłam. 

Feyra jest związana obietnicą złożoną zmarłej matce, mimo że to ona jest najmłodszym członkiem rodziny, troszczy się o swoich bliskich i utrzymuje ich przy życiu. Upolowany w lesie wilk jest dla nich szansą na przeżycie srogiej zimy - zdobycie pożywienia i okrycia. Ceną jaką przychodzi zapłacić Feyrze za ów zdobycz okazuje się jednak wysoka. Dziewczyna złamała przepis Traktatu z fae. Za odebrane życie, Feyra musi oddać własne - nie zostaje zabita, ale odtąd będzie mieszkać w magicznym królestwie przepełnionym niebezpiecznymi stworzeniami mając za współlokatora jednego z nich - Tamlina. 

Sarah J. Maas zdecydowanie wie jak tworzyć porywającą i angażującą lekturę, którą, jak na literaturę guilty pleasure przystało, czyta się szybko i przyjemnie. Nie ujmuję tego autorce i przyznaję, że również świat jaki kreuje na kartach powieści - z podziałem na przeróżne krainy, z różnorodnymi stworami i osobliwą historią - intryguje czytelnika. Sarah J. Maas ewidentnie czerpie inspiracje na fabułę z baśni o „Pięknej i Bestii”, ale urozmaica ów historię własnymi pomysłami. Pod tym względem rozumiem co zachwyciło tylu czytelników. Ale…

Trudno zignorować pewne mankamenty „Dworu cierni i róż”, zwłaszcza jeśli chodzi o kreację bohaterów. Pomijając Luciena i Rhysanda, którzy budzą sympatię swoją złożonością, arogancją i humorem, pozostałe postacie uosabiają najbardziej popularne schematy literatury YA (przy czym ze względu na dozę erotyki w fabule, historia Sarah J. Maas raczej nie klasyfikuje się w tym gatunku). Tamlin jest zdecydowanie za bardzo wyidealizowany i nijaki by zaintrygować, a Feyra budzi jedynie irytację. Brak konsekwencji w kreacji głównej bohaterki - Sarah J. Maas sugeruje, że Feyra jest silną i odważną postacią, ale pokazuje nam jedynie jej lekkomyślność i pewną infantylność. 

Trochę szkoda, że autorka nie rozplanowała fabuły w inny sposób. Przeładowane akcją zakończenie pokazuje na co jest stać Sarah J. Maas, a początek powieści wydaje się jedynie zlepkiem scen, w których Feyra wykazuje się swoją irracjonalnością, w połączeniu z wątkiem romantycznym pod znakiem “insta love”. Nie spoilując, czuję się także rozczarowana kulminacyjną sceną. Wątek poprowadzony wokół zagadki wydaje się być oczywisty chyba dla każdego poza główną bohaterką. 

„Dwór cierni i róż” wywołał we mnie wiele sprzecznych emocji. Sporo w tej powieści potencjału i widać, że Sarah J. Maas nie wykorzystała w pełni swoich umiejętności. Dawno nie czytałam historii, w którą aż tak bardzo bym się zaangażowała i to pomimo widocznych mankamentów. Miałam jednak znacznie wyższe oczekiwania. Nie doradzam Wam lektury a i sama sięgnę po kontynuację. Ciekawa jestem czy rzeczywiście poziom serii tak znacząco się podnosi. 

„Dwór cierni i róż” Sarah J. Maas; wydawnictwo Uroboros; Warszawa 2016 ★★★½