środa, 8 lutego 2017

Droga do domu, Yaa Gyasi


Myślę, że każdy z nas ma jakiś klucz na podstawie, którego wybiera dla siebie kolejne lektury. Rekomendacje blogerów czy vlogerów; nominacje do prestiżowych nagród literackich; aktualnie wyświetlane na dużym ekranie ekranizacje; a czasami przynależność do danej serii wydawniczej (jak Gorzka czekolada czy Czarna seria) czy nawet sam wydawca. Pozycje wydawane przez Literackie stały się dla mnie w pewnym sensie gwarantem oryginalnej literatury z tzw. “wyższej półki” i w gruncie rzeczy to właśnie ze względu na nie zdecydowałam się na lekturę „Drogi do domu”. I nie zawiodłam się. 

Na zachodnim wybrzeżu Afryki, w oddalonych od siebie ghańskich wioskach mieszkają dwie przyrodnie siostry, które nie wiedzą nic o swoim istnieniu. Effia, wbrew temu co zaplanował dla niej ojciec, poślubia białego mężczyznę - angielskiego kolonizatora. U boku kochającego mężczyzny żyje z dala od swojej wioski w twierdzy Cape Coast Castle. Los drugiej z sióstr - Esi - również zostaje związany z twierdzą. Trafia tam jednak w dramatycznych okolicznościach - uprowadzona, wrzucona do lochów a następnie sprzedana do niewoli w Ameryce. 

Chociaż „Droga do domu” reklamowana jest jako powieść - a będąc bardziej specyficzną - saga rodzinna, bliżej jej do zbioru opowiadań skupionych wokół losów jednej rodziny. Debiut Yaa Gyasi opowiada o siedmiu pokoleniach - autorka przeplata czternaście perspektyw; pierwsze z nich należą do Effi i Esi; kolejne do ich potomków. Mimo że każda z tych historii nie jest zbyt obszerna i przedstawia zaledwie fragment z życia bohaterów, nie sprawia wrażenia niekompletnej. Owszem, niektóre są bardziej intrygujące, inne nieco mniej, ale żadna nie wydaje się być niedokończona. 

Yaa Gyasi, pomimo pozycji debiutantki, wykazuje niebywały talent do kreacji swoich bohaterów - bogatych, wielowymiarowych i niepozbawionych wad. Wykreowanie tak licznie grupy postaci w tak kompleksowy sposób, w tak niewielkiej objętościowo pozycji wydaje się być trudnym zadaniem, ale Yaa Gyasi udowadnia nam, że nie jest ono niewykonalne. Autorka tak umiejętnie dobiera fragmenty z życia swoich bohaterów jakie ukazuje swoim czytelnikom, że mamy wrażenie jakbyśmy naprawdę zdołali ich poznać. 

Chociaż „Droga do domu” jest opowieścią o skomplikowanych losach jednej rodziny - przybranych sióstr, debiut Yaa Gyasi posiada także drugą stronę medalu. To wspaniała, ale i przerażająca historia o kolonializmie i niewolnictwie zarówno w Ghanie jak i Ameryce na przestrzeni niemal trzystu lat. Dzięki tym niewielkim fragmentom z życia swoich bohaterów Yaa Gyasi udziela swoim czytelnikom niesamowitej lekcji historii o sytuacji Ghańczyków na obu kontynentach. Jak można się spodziewać przy takiej tematyce sporo tu scen brutalnych i przerażających, ale Yaa Gyasi opisuje je z delikatnością i empatią. A tym co ujęło mnie chyba najbardziej jest fakt, że kolor skóry bohaterów nie definiuje ich charakterów, a autorka nie obwinia za daną sytuacje tylko jedną ze stron. 

„Droga do domu” to wyjątkowa historia - zarówno jeśli postrzegamy ją jako powieść czy zbiór opowiadań. Nie wiem jak autorce udało się zamknąć w tak krótkiej pozycji tak ogromny fragment historii i wykreować tak kompleksowych bohaterów. Nie ukrywam, że kilka fragmentów wzbudziło we mnie sprzeczne uczucia (zwłaszcza perspektywa Akui), ale nie zmienia to faktu, że postrzegam „Drogę do domu” jako jeden z lepszych debiutów 2016 roku. I nie mogę się doczekać jaki kierunek obierze Yaa Gyasi w swoich kolejnych pozycjach. 

„Droga do domu” Yaa Gyasi; wydawnictwo Literackie; Kraków 2016 ★★★★½

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala