Pandora, M. R. Carey - Zlodziejka Ksiazek

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Pandora, M. R. Carey


Ostatnimi czasy mam jakieś dziwne “szczęście” do sięgania po powieści, które reklamowane są jako thrillery a w rzeczywistości nie mają zbyt wiele wspólnego z gatunkiem. Zaczęło się od „Najszczęśliwszej dziewczynie na świecie”  a teraz podobna sytuacja powtórzyła się przy okazji lektury „Pandory”. Co prawda nasz polski wydawca, na całe szczęście!, nie poszedł tropem tego zagranicznego i nie wymyślił kolejnej wariacji a dziewczyną w tytule (ang. tytuł to „The girl with all the gifts”), ale okładkę zdobi całkiem wyraźne hasło - „Najbardziej zaskakujący thriller tego roku”. 

Melanie ma dziesięć lat, a jej życie wypełnienie jest codzienną rutyną. Każdego dnia do jej celi wpadają uzbrojeni żołnierze i przywiązują ją do wózka a następnie zabierają ją do sali lekcyjnej. Melanie nie może porozumiewać się z innymi dziećmi poza tamtym pomieszczeniem a i wówczas ich kontakt jest wyjątkowo utrudniony. Najlepsze są dni, w których zajęcia prowadzi ukochana nauczycielka dziewczynki - panna Justineau. Melanie lubi spędzać czas wyobrażając sobie samą siebie jako odważną i niezwykłą osobę niczym mityczna Pandora, która jest w stanie obronić przed niebezpieczeństwem ukochaną nauczycielkę. 

„Pandora” zdecydowanie zalicza się do jednej z najbardziej unikalnych historii jakie miałam okazję poznać i myślę, że nieprędko sięgnę po podobną opowieść. M. R. Carey wrzuca nas w sam środek dziwnego, niepokojącego świata, o którym wiemy niewiele ponad fakt, że prawdopodobnie został dotknięty epidemią. Kolejne informacje uzyskujemy powoli i tak naprawdę dopiero pod koniec historii zyskujemy pełen obraz. Tajemniczość owej rzeczywistości i to, że przez dłuższy okres nie wiemy nawet kto stanowi czarny charakter tworzy tak naprawdę klimat całej powieści. Najprościej byłoby powiedzieć, że „Pandora” to powieść postapokaliptyczna. Tyle że i na tle tego gatunku powieść M. R. Carey’a wyraźnie się wyróżnia. 

„Pandora” ma w sobie coś niemal filozoficznego. Od początku czytelnik podejrzewa, że Melanie jest kimś więcej niż zwykłą dziesięciolatką, ale nawet mimo to M. R. Carey tworzy tak przekonujący portret inteligentnej, empatycznej dziewczynki, że nie sposób nie zapałać do niej sympatią. Bohaterowie  „Pandory” nie są czarno-biali - nawet jeśli nam się tak początkowo wydaje - a M. R. Carey odwalą kawał dobrej roboty pozwalając nam poznać motywy każdego z nich. W którymś momencie „Pandora” przestaje być wizją postapokaliptycznego świata a staje się pretekstem do tego by zadać sobie kluczowe pytania - czym jest człowieczeństwo i co czyni z nas samych ludźmi?

Nie ukrywam jednak, że miejscami „Pandora”, przynajmniej dla mnie, okazała się lekturą trudną. M. R. Carey tworzy opowieść przepełnioną brutalnymi, graficznymi obrazami; momentami przekraczając granice dobrego smaku i czyniąc ją po prostu “niewygodną” dla czytelnika. W niektórych perspektywach stykamy się też z surowym, naukowym językiem. Owszem, w pewnym sensie uwiarygadnia to ów historie, ale równocześnie w jakimś stopniu meczy nie obeznanego w temacie czytelnika. 

„Pandora” to wyjątkowa historia. Historia, która w pewien sposób kwestionuje tradycyjny podział na to co jest złem koniecznym a co już okrucieństwem; która wywołuje morze emocji - w tym sporo smutku i przygnębienia; i która zmusza do refleksji czym tak naprawdę jest człowieczeństwo. Lektura „Pandory” rozdarła mnie na pół - z jednej strony jestem pod ogromnym wrażeniem tego co stworzył M. R. Carey, z drugiej trudno mi zapomnieć o tym ile razy miałam ochotę odłożyć ów powieść na bok i już do niej nie wracać. A jeśli niestraszne Wam graficzne opisy, warto przeżyć to na własnej skórze. 

„Pandora” M. R. Carey; wydawnictwo Otwarte; Kraków 2016 ★★★½