czwartek, 27 kwietnia 2017

W skorupce orzecha, Ian McEwan


Z twórczością Iana McEwana zetknęłam się po raz pierwszy przed kilku laty - w czasach, kiedy miałam tendencje do sięgania po nieodpowiednie dla mojego wieku historie. Po obejrzeniu „Pokuty” wypożyczyłam książkowy pierwowzór a choć oceniłam go wówczas dobrze, śmiem przypuszczać, że nie wyciągnęłam z tej powieści wszystkiego co możliwe, a może nawet nie do końca ją zrozumiałam. Od pewnego czasu nosiłam się z tym by wrócić do prozy Iana McEwana a polska premiera „W skorupce orzecha” wydawała mi się ku temu idealną okazją - zwłaszcza, że tak bardzo zaintrygował mnie opis. 

środa, 26 kwietnia 2017

Ludzie doskonali, Peter James


Zdecydowałam się na lekturę „Ludzi doskonałych” bardzo spontanicznie, przeczytawszy jedynie opis z okładki i pobieżnie zerkając na ogólną ocenę czytelników na portalu Goodreads. Zafascynował mnie koncept autora na fabułę - problematyka genetycznego projektowania ludzi wydała mi się na tyle fascynująca, że nie wahałam się dwa razy. Przeraziłam się dopiero później, kiedy egzemplarz trafił już do moich rąk. Umknęła mi gdzieś informacja, że Peter James otrzymał nagrodę za najlepszy horror 2016 roku i obawiałam się, że „Ludzie doskonali” również reprezentują ten gatunek. Horrory są czymś co, jako osoba bojaźliwa, staram się unikać. Na szczęście nie było jednak powodów do obaw. 

wtorek, 25 kwietnia 2017

Córeczka, Kathryn Croft


Być może zauważyliście już, że mam osobliwą słabość do thrillerów, które poruszają problematykę zaginięcia dzieci. Z niewiadomych nawet dla mnie samej przyczyn, ów motyw w powieściach budzi moje zainteresowanie i to dlatego sięgnęłam po „Dziewięć dni”, „Gdzie jest Mia?”, „Zaginionego” czy też „Córeczkę”, a ostatnio także po pozycje autorstwa Kathryn Croft - kolejną „Córeczkę”. Tak naprawdę, pomijając ogólną problematykę ów tytułu, nie wiedziałam zbyt wiele na jego temat, ale nie wpłynęło to znacząco na mój poziom ekscytacji. Byłam przekonana, że „Córeczka” przypadnie mi do gustu i w gruncie rzeczy się nie zawiodłam. 

niedziela, 23 kwietnia 2017

Filmowy zakątek #6


Ostatnie dni były bogate we wszelakiego rodzaju posty (z tymi promującymi powieść Katharine McGee na czele) i póki co nie zwalniamy tempa. Mam Wam tyle do opowiedzenia, że i tak nie wyrabiam się ze wszystkimi materiałami jakie chciałabym Wam pokazać, a maj szykuje się na nieco zabiegany miesiąc. Nie wybiegajmy jednak tak dalece w przyszłość! Póki co przygotowałam dla Was szósty post z cyklu filmowego zakątka - dla kontrastu z ostatnim, nie ma tu ani jednej premiery kinowej  (ale wiemy, że w te akurat kwiecień nie obfitował). Kolejne tytuły z Marvelowskiego uniwersum, science fiction, komedia i bajka - dla każdego coś miłego. 

Weekend z "Tysiącem pięter": Wieżyczka.pl #4

Kim jest nowa dziewczyna Corda?

Jeszcze nie tak dawno pisaliśmy o związku Panny Rodd-Danson i Pana Andertona (Patrz: Dajemy im tydzień! oraz Kto kogo rzuci?), a tymczasem przeszedł on już do historii! Co więcej, wszystko wskazuje na to, że słynący ze swej słabości do płci pięknej Cord znalazł już sobie pocieszenie! Tożsamość “nowej dziewczyny”, która po raz pierwszy była widziana w trakcie tradycyjnej imprezy w posiadłości Andertonów na rozpoczęcie szkoły, do tej pory stanowiła dla wszystkich tajemnicę. Aż do dziś!

sobota, 22 kwietnia 2017

Złodzieje snów, Maggie Stiefvater


Pamiętam lęk jaki poczułam na wiadomość, że poszczególne tomy Kruczego cyklu znikają z księgarnianych półek a nakład powoli się wyczerpuje. Mimo że byłam dopiero w trakcie lektury „Króla kruków”, przeszukałam oferty internetowych księgarni (bezowocnie) a potem wyszukałam najbliższy Empik, w którym „Złodzieje snów” byli jeszcze dostępni. Zakupiłam egzemplarz z dziwnie pofalowanym rogiem kartek i śladem po naklejce -50% (nie pytajcie dlaczego nie kupiłam go wówczas gdy promocja obowiązywała - nie wiem) a potem odłożyłam go na półkę. Wiadomość o wyczerpującym się nakładzie (patrz. historia z „Pisane szkarłatem”, „Czasem żniw” czy „Szóstką wron”) popychają mnie do irracjonalnych działań. Ale to temat na osobny wpis a ja chciałam Wam po prostu powiedzieć, że uwielbiam „Złodziei snów”. 

Weekend z "Tysiącem pięter"; Wieżyczka.pl #3

Eris spada na dno!

Nazwisko Rodd-Danson nie schodzi z afisza! Ledwo informowaliśmy Was o zerwaniu Panny Eris i Młodego Andertona (Patrz: Kim jest nowa dziewczyna Corda?), a jedyna dziedziczka rodzinnej fortuny znowu zostaje gwiazdą kolejnej plotki! I to tym razem nie byle jakiej! Myśleliście, że testy na pokrewieństwo zarządzone przez Pana Rodd-Dansona to przesada? Ha! Ktoś tu miał jednak nosa! Panna Eris nie jest córką Rodd-Dansona! Powtarzamy: panna Eris nie jest córką Rodd-Dansona!

piątek, 21 kwietnia 2017

Weekend z "Tysiącem pięter": Wieżyczka.pl #2

Gdzie spędziła wakacje Leda Cole?

Wszyscy wiemy o tym, że mieszkańcy wyższych pięter lubią nieco podkoloryzowywać  rzeczywistość, ale kłamać też trzeba umieć! Panna Leda Cole ewidentnie powinna pobrać kilka lekcji od swoich przyjaciółek. Nasze źródło informuje, że tym razem nie spędziła ona wakacji razem ze swoją rodziną, a choć prawdziwe miejsce jej pobytu owiane jest tajemnicą, Wieżyczka.pl rozwikłała dla Was ów zagadkę! I nie chodzi nam o kolejną ucieczkę do Vegas (Patrz: Czy mamy kolejny ślub roku?)

czwartek, 20 kwietnia 2017

Woda dla słoni, Sara Gruen


Chociaż staram się być porządnym Książkoholikiem i postępować zgodnie z tym co mu przystoi, a więc m. in. sięgać po literacki pierwowzór zanim obejrzę jego ekranizacje, nie zawsze mi się to udaje. Czasem przez przypadek, rzadziej z premedytacją zdarza mi się zapoznać z filmem, nie przeczytawszy najpierw książki - czy to dlatego że zależy mi na seansie w kinie a nie mam czasu na lekturę, czy też ze względu na przeczucie, że w takim formacie historia po prostu bardziej przypadnie mi do gustu. Nie pamiętam dlaczego w przypadku „Wody dla słoni” również zanurzyłam “poprawną kolejność poznawania opowieści”, ale film z Robertem Pattisonem i Reese Witherspoon widziałam na tyle dawno, że wszelkie szczegóły z nim związane gdzieś mi umknęły. Bez względu na moją opinie na jego temat, teraz zakochałam się w historii opowiadanej przez Sarę Gruen.

Weekend z "Tysiącem pięter": Wieżyczka.pl #1

Wiemy kto jest wybrankiem Panny Fuller!

Panna Avery Fuller, mieszkanka tysięcznego piętra i bezpośredni powód naszych wszystkich kompleksów (piękno w tej postaci nie jest naturalne!) ma więcej za uszami niż ktokolwiek z Nas mógłby przypuszczać! Odkąd starszy potomek - Atlas, w tajemniczych okolicznościach opuścił Wieżę, rodzina Fullerów znajdowała się u nas pod stałym nadzorem i miesiące obserwacji wreszcie przyniosły owoc! Wiemy co stoi za markotnym nastrojem Panny Avery!

środa, 19 kwietnia 2017

The call. Wezwanie, Peadar O’Guilin


Być może się mylę, ale w ostatnich dniach odniosłam wrażenie, że „The call. Wezwanie”, debiut irlandzkiego autora, stanowi jedną z głośniejszych premier kwietnia. Możliwe, że efekt ten wywołała dobra promocja ze strony wydawnictwa Czwarta Strona - w końcu kto potrafi się oprzeć cudnym tojkowym zakładom?, a może sukces leży w tym, że powieść polecała trójka topowych zagranicznych booktuberów? Nie wiem. Faktem jest natomiast, że, podobnie jak w przypadku „Diaboliki”, to ekscytacja innych czytelników sprawiła, że sama zainteresowałam się lekturą „The call. Wezwanie”. I chociaż uważam, że nadmiernie entuzjastyczne opinie raczej szkodzą tej historii, jest w debiucie Peadara O’Guilina coś co odróżnia go od innych tytułów.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Złodziejka książek w social mediach


Urodziłam się w cudnym pokoleniu ludzi, którzy dzieciństwo spędzili na zabawach na zewnątrz zamiast przed komputerem; pierwszy własny telefon komórkowy (który służył jedynie do dzwonienia, bo każde - przypadkowe! - włączenie internetu fundowało mini atak serca) posiadali dopiero w czasach gimnazjum albo nawet później; i pamiętają jeszcze czasy, kiedy gadu-gadu było jedynym komunikatorem komputerowym. Do tej pory pozostaje daleko w tyle jeśli chodzi o technologiczne nowinki (social media pozostaną specjalnością Panny M.). Byłam chyba jedną z ostatnich osób wśród znajomych, która założyła konto na Facebooku (zrobiłam to tylko i wyłącznie na potrzeby rozpoczęcia kontaktu z ludźmi z przyszłej szkoły, nasza klasa odchodziła już wtedy w zapomnienie a ja do tej pory pamiętam lęk przy zakładaniu grupy) i nawet teraz służy mi on głównie do tego by podpatrywać ciekawe profile i identyfikować się z tekstami Kota studenta czy Torbacza Wombata. Nie mam pojęcia do czego tak naprawdę służy Twitter i po co nam Google+. Ale rozumiem istotną rolę social mediów dla blogerów. 

sobota, 15 kwietnia 2017

Zapowiedzi kwietniowe


Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że mamy połowę kwietnia i większość osób zainteresowana tematem książkowych premier już dawno przejrzała zapowiedzi i wybrała te, które interesują ją najbardziej. Mój kronikarski obowiązek nie pozwala mi jednak pominąć tego comiesięcznego zwyczaju publikacji zestawienia najciekawszych zapowiedzi, zwłaszcza, że wśród nich znajduje się kilka prawdziwych perełek. Ostrzegam Was także, że poniższe zestawienie to i tak nic w porównaniu do tego co będzie się działo w maju (zwłaszcza 10!). szkoda, że Światowy Dzień Książki, jak i związane z nim promocje, przypadają na końcówkę kwietnia bo w kolejnym miesiącu zdecydowanie przydałyby mi się jakieś większe rabaty.

piątek, 14 kwietnia 2017

Wielkie kłamstewka, Liane Moriarty


Chociaż miałam już okazję czytać powieść autorstwa Liane Moriarty - kilka lat temu, „Kilka dni z życia Alice” - to nie znajomość jej twórczości zachęciła mnie do lektury „Wielkich kłamstewek”. Owszem, poprzednia pozycja pisarki spodobała mi się, ale widocznie nie na tyle by zapisać się na długo w mojej pamięci czy przekonać do zgłębienia naszej literackiej znajomości. Prawdą jest, że gdyby nie serial produkcji HBO, który zbierał niezwykle pozytywne opinie od ludzi, którym ufam w kwestii produkcji telewizyjnych, prawdopodobnie nie sięgnęłabym po „Wielkie kłamstewka”. Nie miałam szczególnych oczekiwań względem tego tytułu i chyba dlatego jestem nim tak miło zaskoczona. 

środa, 12 kwietnia 2017

Filmowy zakątek #5


Mam nadzieję, że zdążyliście już pomyć okna, pozamiatać podłogi i ogarnąć jakoś cały bałagan i że teraz macie chwilę dla siebie - czas na odpoczynek czy to z książką, filmem czy po prostu w towarzystwie bliskich osób. Przede mną jeszcze trochę świątecznych obowiązków, ale najgorsze już za mną. Piąta edycja filmowego zakątka, z którą przychodzę do Was w dzisiejszym poście jest wyjątkowo kinowa. Znaczną część prezentowanych produkcji (za wyjątkiem jednego) wciąż możecie obejrzeć w kinach takich multipleksów jak choćby Multikino czy Cinema City, a że w większości są to tytuły, z których wyszłam zadowolona, mam nadzieję, że na coś się skusicie. Każdy powinien zresztą znaleźć coś dla siebie, bo znajdziecie tu zarówno film historyczny, produkcje o superbohaterach, komedie romantyczną czy dramat o nieco filozoficznym charakterze. Z kwietniowych (lub marcowych) premier kinowych chciałabym jeszcze zobaczyć Amok i Dzieciak rządzi (na pewno!), a jeśli starczy czasu - także film z Tomaszem Kotem Biki Blue, ale zobaczymy co z tego wyjdzie ;)

wtorek, 11 kwietnia 2017

Córeczka, Anna Snoekstra


Odkąd dołączyłam do książkowej blogosfery, zaczęłam oglądać zagraniczny booktube i wzmożyłam swoją aktywność na portalu Goodreads (czyt. przestałam ograniczać się jedynie do odznaczania przeczytanych tytułów), coraz rzadziej zdarza mi się sięgać po powieści na temat, których nic wcześniej nie słyszałam. „Córeczka” stanowiła w tym wypadku wyjątek. O powieści Anny Snoekstra dowiedziałam się dopiero w chwili przeglądania zapowiedzi i od razu poczułam się zaintrygowana zarysem fabuły. Na pierwsze negatywne opinie dotyczące debiutu autorki natrafiłam już w momencie, gdy książka znajdowała się w moich rękach, a chociaż postanowiłam sobie, że nie będę się nimi sugerować, niestety jest w nich sporo racji. 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Kolacja, Herman Koch


Sięgnięcie po powieść holenderskiego pisarza - Hermana Kocha zajęło mi trochę więcej czasu niż chciałabym przyznać sama przed sobą. „Kolacja” wzbogaciła moją biblioteczkę w październiku 2015 roku, podczas wymiany książkowej organizowanej przez portal Lubimy czytać w ramach Targów Książki w Krakowie. Kierując się przynależnością tego tytułu do serii Gorzka czekolada, o której swego czasu nasłuchałam się sporo dobrego, zagarnęłam go razem z dwoma innymi pozycjami. Ostatecznie do lektury natchnęła mnie dopiero jedna z zagranicznych bookstagramowiczek lubująca się w thrillerach i kryminałach. Ale nie do końca tego oczekiwałam. 

niedziela, 9 kwietnia 2017

O nieuleczalnym książkoholizmie czyli stos marcowy


Nie wie jak to o mnie świadczy, ale nie spostrzegłam się, że w marcu do mojej biblioteczki dotarło tyle nowych tytułów. Od września zeszłego roku skrupulatnie zapisuje w arkuszu pozycje, które do mnie trafiły lub które zakupiłam i zaznaczam czy udało mi się je przeczytać. Chciałabym pod koniec roku zobaczyć czy nie przesadzam z gromadzeniem tak dużej ilości nowych pozycji, poza tym pomaga mi to zachować orientację w egzemplarzach recenzenckich. Postanowiłam wykorzystać tą nietypową jak na mnie skrupulatność i spróbować powrócić do publikowania comiesięcznych stosów, bo wiem jak cieszą one oczy. Początkowo miałam ograniczyć się jedynie do Facebookowego fanpage’a, ale osoby, które mnie tam obserwują i tak na bieżąco wiedzą jakie tytuły do mnie trafiają, a Wy kochani czytelnicy, być może którejś z tych pozycji nie kojarzycie jeszcze z moją osobą. 

sobota, 8 kwietnia 2017

Był sobie pies, W. Bruce Cameron


Kiedy powieść W. Bruce Camerona masowo atakowała niemal z każdego instagramowego konta poświęconego książkom a także z licznych blogów, nie byłam zainteresowana lekturą. Owszem, w życiu prywatnym jestem totalną psiarą i cała historia wydaje się napisana wręcz specjalnie pod moje upodobania, ale przeszkadzała mi ta nachalna akcja reklamowa w wirtualnej społeczności Książkoholików i chciałam chwilę odczekać przed czytaniem. Co zmieniło moje zdanie? Tak naprawdę kilka nakładających się na siebie czynników.  Znowu uległam Biedronkowej promocji a na dodatek postanowiłam jednak wybrać się na seans ekranizacji „Był sobie pies”. I nie żałuję lektury.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Ruina i rewolta, Leigh Bardugo


Nie chciałam zwlekać zbyt długo z lekturą trzeciego - finalnego już tomu trylogii Grisza. Żeby nie zapomnieć ważnych dla fabuły informacji i bohaterów, ale przede wszystkim żeby nie stracić zainteresowania opowiadaną przez Leigh Bardugo historią. Jeśli uważnie śledzicie moją “literacką wędrówkę”, wiecie że „Szturm i grom” spodobał mi się o oczko mniej niż pierwszy tom trylogii a kolejne negatywne opinie dotyczące całej serii nie pomagały mi utrzymać uczucia ekscytacji, tak samo zresztą jak spoilery dotyczące wielkiego finału. Kiedy zamknęłam swój egzemplarz „Ruiny i rewolty” nie poczułam rozczarowania, ale nie rozumiem zachwytów nad całą serią za granicą.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Zły Romeo, Leisa Rayven


Im więcej powieści New Adult czytam, tym bardziej dostrzegam trudności piętrzące się przed autorami historii tego gatunku. Przy mnogości podobnych pozycji muszą nadać własnej opowieści chociaż delikatny powiew świeżości; połączyć pasję i namiętność z nutą romantyzmu; i najlepiej zatroszczyć się o to by wątek romantyczny nie był jedynym elementem fabuły. Być może dlatego coraz trudniej jest mi znaleźć powieść, która w pełni sprosta moim oczekiwaniom. Historia Leisy Rayven posiada spory potencjał, ale, pomimo że  lektura przyniosła mi ogrom emocji, oczekiwałam czegoś więcej.

sobota, 1 kwietnia 2017

Siedem sióstr, Lucinda Riley


Właściwie nie wiem dlaczego doszłam do wniosku, że twórczość Lucindy Rikey będzie zbliżona do tego co kryją w sobie powieści Kate Morton. Być może utkwiło mi gdzieś w pamięci, że historie spod jej pióra także przeplatają wątki z przeszłości z tymi, które są nam współczesne; a może zasugerowałam się szatą graficzną utrzymaną w podobnym klimacie. Bez względu na to jakim tropem podążył tym razem mój umysł, od jakiegoś czasu przymierzałam się już do lektury którejś z powieści Lucindy Riley. „Siedem sióstr” przekonało mnie spośród pozostałych tytułów zwłaszcza nawiązaniem do mitu o konstelacji Siedmiu sióstr, ale także zaskakująco pozytywnymi recenzjami zagranicznych czytelników. 

piątek, 31 marca 2017

Podsumowanie marca


W tym roku kolejne upływające miesiące powodują we mnie lekki niepokój i dlatego - chociaż z niecierpliwością, jak każdy ciepłolubny człowiek, wyczekiwałam wiosny - trochę żałuje, że marzec dobiegł już końca. Nie lubię zmian, a tymczasem w 2017 roku są one dla mnie nieuniknione. Pod koniec czerwca (a przynajmniej taki jest plan!) czeka mnie obrona licencjatu i potem trzeba będzie podjąć kolejne trudne decyzje dotyczące przyszłości. Tak jak podejrzewałam, prace nad licencjatem niekoniecznie wpłynęły na moje czytelnicze tempo. Przy tak niewielkiej liczbie zajęć łatwo znaleźć czas zarówno na pisanie, lekturę jak i wypady do kina, czego dowody znajdziecie poniżej. 

środa, 29 marca 2017

Filmowy zakątek #4


Kto by przypuszczał, że posty z cyklu filmowego zakątka staną się jednym z najczęściej przeze mnie publikowanych kontentów na blogu? Z pewnością nie ja. Tymczasem już przygotowując dla Was ten post mam zabukowany bilet na kolejny seans w kinie.Materiału na kolejne części nie powinno więc zabraknąć! Od ostatniego posta miałam okazję obejrzeć pięć bardzo się od siebie różniących tytułów - w końcu zdecydowałam się rozpocząć swoją przygodę z Marvelowskim produkcjami filmowymi; miałam okazję zobaczyć i ocenić kolejnego laureata tegorocznych Oscarów; doczekałam się premiery najbardziej przeze mnie wyczekiwanego tytułu (chyba wiecie, co mam na myśli); a oprócz tego zdecydowałam się na dwa filmy, o których nie wiedziałam zbyt wiele przed seansem, ale które okazały się miłym zaskoczeniem. Ciekawa jestem czy widzieliście, któryś z poniższych tytułów, a jeśli tak - czy podzielacie moje zdanie na ich temat?

wtorek, 28 marca 2017

Dwoje do pary, Andy Jones


Powieść Andy’ego Jonesa swego czasu często przewijała mi się przed oczami - czy to za sprawą blogerów książkowych czy naszych rodzimych booktuberów. Sama byłam wówczas na etapie pochłaniania thrillerów i kryminałów, i wyglądająca na lekką, a nawet zabawną powieść obyczajową pozycja nie zachęcała mnie szczególnie do lektury. W końcu jednak trafiła w moje ręce i postanowiłam dać Andy’emu Jonesowi szansę. Zostałam już wtedy ostrzeżona, że historia ma raczej słodko-gorzki wydźwięk, ale to tylko zachęciło mnie do dalszej lektury. Umknęła mi natomiast informacja co pozostaje jednym z głównych motywów powieści.

niedziela, 26 marca 2017

Tajemnica zamku, Krystyna Mirek


Jeżeli chodzi o twórczość pani Krystyny Mirek, przymierzałam się do niej już od jakiegoś czasu. Nasłuchałam się opinii, że jej powieści to takie lekkie i ciepłe historie, w których można odnaleźć skrawki codziennego życia, a że od czasu do czasu lubię w takie opowieści się zagłębić, starałam się mieć pozycje autorki na uwadze. Swego czasu, o ile się nie mylę podczas Warszawskich Targów Książki, zakupiłam nawet jeden z jej tytułów do swojej biblioteczki, ale jakoś nie było nam jeszcze po drodze. Traf chciał, że pierwsza powieść pani Krystyny Mirek jaką przeczytałam była równocześnie jej najnowszą pozycją - „Tajemnica zamku”. I chyba był to dobry wybór, bo zachęcił mnie do tego by pogłębić naszą literacką znajomość. 

piątek, 24 marca 2017

November 9, Colleen Hoover


Biorąc pod uwagę fakt, że Colleen Hoover stanowi jedną z moich ulubionych autorek New Adult, a „November 9” znalazło się na liście najbardziej przeze wyczekiwanych premier drugiej połowy 2016 roku, sama jestem zdziwiona jak dużo czasu zajęło mi sięgnięcie po ów tytuł. Prawdopodobnie zadziałały kontrowersje wokół tej pozycji i większa niż dotychczas liczba negatywnych opinii (zwłaszcza za granicą). W końcu jednak sięgnęłam po „November 9”, starając się wyzbyć wszelkich uprzedzeń - i chociaż zaczynam dostrzegać co przeszkadza czytelnikom w twórczości Colleen Hoover, nie mogę powiedzieć żebym była rozczarowana lekturą. 

czwartek, 23 marca 2017

Najlepsze książki zimy


W 2017 roku wzięłam sobie za punkt honoru bycie bardziej krytyczną w stosunku do przeczytanych książek w kwestii wystawiania im ocen. Przyglądając się swoim opiniom na portalu Goodreads z poprzedniego roku i lat jeszcze wcześniejszych, ze zgrozą odkryłam, że zdarzało mi się postawić cztery, a niekiedy nawet pięć gwiazdek pozycji, która mi się podobała, ale której miałam sporo do zarzucenia i nie chciałam powielić tego błędu w 2017. Jak to ze mną bywa, popadłam w tym jednak odrobinę w przesadę. Pozycja 5 gwiazdkowa urosła do poziomu Świętego Graala i od grudnia do lutego nie oceniłam w ten sposób żadnej z przeczytanych powieści (spokojnie, pracuję nad tym by znaleźć jakąś równowagę. Książek idealnych po prostu nie ma). Nie oznacza to jednak, że żaden z przeczytanych przeze mnie w tym okresie tytułów nie zasługuje na jakieś wyróżnienie. Zdarzało mi się natrafić na powieści dobre a nawet bardzo dobre i właśnie dzisiaj chciałam poświęcić im krótką chwilę. 

środa, 22 marca 2017

Sztuka ścigania się w deszczu, Garth Stein


Kiedy wciągałam „Sztukę ścigania się w deszczu” na listę powieści do przeczytania, nie spodziewałam się, że sięgnę po nią już w lutym. Dopiero wzbogaciłam swoją biblioteczkę o pozycję „Był sobie pies”, a ekranizacja wyświetlana w kinach motywowała mnie do dyskiem lektury. Słusznie czy też nie, nie chciałam czytać powieści W. Bruce Camerona i Gartha Steina w niewielkim odstępie czasu. Zadziałała specyfika biblioteki - mamutek przytargał „Sztukę ścigania się w deszczu” do domu, a miesięczny termin biegł nieubłaganie do przodu. Rozsądek zwyciężył.

poniedziałek, 20 marca 2017

Filmowy zakątek #3


Oglądanie filmów na dużym ekranie stało się ostatnio jedną z najczęściej celebrowanych rozrywek przez naszą trojkę - razem z Panną M. i mamutkiem. Jak wspominam gdzieś między wierszami - zdecydowałyśmy się na wykup abonamentu Cinema City Unlimited, więc jak sami widzicie motywacja do oglądania filmów (zwłaszcza tych nowych) jest teraz podwójna. Nadrabiania Oscarowych zaległości ciąg dalszy - muszę przyznać, że jak do tej pory, nominacje wyjątkowo wpasowywały się w moje gusta. Z obejrzanych tytułów, jeszcze żaden mnie tak naprawdę nie zawiódł. Ale pojawiło się także kilka filmów typowo rozrywkowych, w sam raz na wieczorny seans w domowym zaciszu z winem. W tym miesiącu pojawia się już druga edycja Filmowego zakątka, bo chciałam nadrobić zaległości. Skoro sporo z filmów oglądać teraz będę na dużym ekranie, chciałabym zdradzać Wam swoje wrażenia jak najszybciej po seansie żebyście (w miarę zainteresowania) sami mogli wybrać się do kin.

sobota, 18 marca 2017

Załatw pogodę, ja zajmę się resztą, Renata Frydrych


Jeśli sami jesteście blogerami/vlogerami książkowymi, albo śledzicie ich na mediach społecznościowych, tytuł „Załatw pogodę, ja zajmę się resztą” z pewnością nie jest Wam obcy. Wydawnictwo Literackie wyszło z inicjatywą świetnej kampanii reklamowej dla literackiego debiutu Renaty Frydrych i rozesłało wybranym Książkoholikom fragment powieści - rozbudzające ciekawość i apetyt. Sama przeczytałam wówczas zaledwie kilka rozdziałów, ale byłam na tyle zadowolona z lektury, że kiedy dotarł do mnie finalny egzemplarz historii Poli Kukułki, nie odłożyłam go nawet na półkę biblioteczki - cierpliwe czekał na “nocnym stoliku” (a że takowego nie posiadam, funkcję tą spełnia tradycyjny stolik z Ikei). 

piątek, 17 marca 2017

Grób mojej siostry, Robert Dugoni


Wiecie, że mam zwyczaj przeglądania książkowych zapowiedzi i przygotowywania dla Was zestawień z najbardziej obiecującymi pozycjami. Prawdopodobnie nie zdajecie sobie jednak sprawy z tego, że zdarza mi się zaglądać na strony niektórych wydawnictw w poszukiwaniu ciekawych tytułów nawet z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. O powieści Roberta Dugoniego dowiedziałam się z dużym wyprzedzeniem i od tamtej pory oczekiwałam premiery. Wybierane przez wydawnictwo Albatros thrillery rzadko okazują się rozczarowaniem (ostatnio na pewno nie miało to miejsca) a i porównanie autora jako połączenie twórczości Johna Grishama i Harlana Cobena brzmiało nadzwyczaj obiecująco. Tylko czy naprawdę było takie w rzeczywistości?

wtorek, 14 marca 2017

Waleczna czarownica, Danielle L. Jensen


Chociaż w moim odczuciu drugi tom serii - mianowicie „Ukryta łowczyni” - nie dorównał poziomem swojej poprzedniczce, cieszy mnie, że trylogia „Klątwa” wywołuje wśród polskich czytelników tyle pozytywnych reakcji. Danielle L. Jensen wyraźnie sobie na to zasłużyła. A chociaż przed lekturą „Walecznej czarownicy” miałam pewne wątpliwości czy historia Cecile i Tristana otrzyma zakończenie na jakie zasługuje, autorka skutecznie je rozproszyła. 

poniedziałek, 13 marca 2017

Filmowy zakątek #2



Okazuje się, że postawienie sobie noworocznych postanowień działa na mnie niezwykle motywująco. W tamtym roku udało mi się niemal zupełnie zwalczyć przykre przyzwyczajenie niekończenia serii, w tym - nieoglądania filmów. Nie wiem czy pamiętacie, ale w 2017 roku postanowiłam sobie, że obejrzę chociaż 52 produkcje filmowe, a na dzień dzisiejszy za mną już przeszło 15 tytułów - okazuje się, że nie nadążam z pisaniem postów w ramach filmowego zakątka. W drugiej edycji tego cyklu przedstawiam Wam swoje luźne wrażenia z pięciu kolejnych filmów - jako że większość z nich oglądałam jeszcze w lutym, sporo tu tytułów nominowanych do Oscara, które okazały się dla mnie naprawdę miłym zaskoczeniem.

niedziela, 12 marca 2017

Dygot, Jakub Małecki


Dygot” jest jedną z tych powieści, po które prawdopodobnie nie sięgnęłabym gdyby nie książkowa blogosfera. Jeśli chodzi o twórczość polskich autorów, najczęściej sięgam albo po kryminały, albo powieści obyczajowe, a i sam opis na okładce nie zachęcił mnie na tyle bym tym razem zrobiła wyjątek od tej reguły. Zarówno „Dygot” wydany w 2015 roku, jak i „Ślady”, które mailu premierę rok później, zbierały na tyle zachęcające opinie, że postanowiłam się jednak przemóc i spróbować czegoś zupełnie nowego.

sobota, 11 marca 2017

Kobieta znikąd, Mary Kubica


Thriller jest jednym z tych gatunków literackich, po który sięgam prawdopodobnie najczęściej i najchętniej. Cały czas towarzyszy mi jednak wrażenie jak stosunkowo mało wiem na jego temat i ile powieści, polecanych przez wielbicieli gatunku, powinnam jeszcze “nadrobić”. Przykładowo, od dłuższego czasu przymierzałam się do tego by zapoznać się z twórczością Mary Kubici*, zwłaszcza jej debiutancką pozycją -  „Grzeczna dziewczynka”. Kiedy w Polsce zapowiedziano premierę jej najnowszej powieści - „Kobiety znikąd” - od razu wiedziałam, że znajdzie się ona w moich najbliższych planach czytelniczych, i to pomimo raczej negatywnych opinii wśród blogerów książkowych. A choć daleka jestem od zachwytu, nie do końca zgadzam się z ów falą krytyki.

środa, 8 marca 2017

Ósme życie (dla Brilki). Tom 1, Nino Haratischwili


Ósme życie (dla Brilki). Tom 1”  było ostatnią pozycją ze stosu zimowych lektur. Odkąd umieściłam ów tytuł na liście TBR na dany sezon kilkakrotnie zabierałam się za lekturę, ale jakoś nic z tego nie wychodziło. Byłam rozproszona przez sesję i widmo oddawania prac zaliczeniowych i chyba nie chciałam po prostu by w jakikolwiek sposób rzutowało to na moje wrażenia z lektury. Wraz z nadejściem lutego skończyły mi się jednak wszelkie wymówki. A chociaż początkowo nic na to nie wskazywało, chyba już wiem czym zachwycali się inni czytelnicy.

wtorek, 7 marca 2017

TBR na wiosnę


Zasiadłam do tworzenia tego posta dokładnie tak samo jak zazwyczaj. Leżąc wygodnie pod kocem w godzinach późno wieczornych, z telefonem w dłoni i słuchawkami na uszach (obowiązkowo nowy Ed Sheeran). I leżąc tak uświadomiłam sobie, że nie wiem co chcę przeczytać. Chociaż nie, nie oddaje to tego co chciałam przekazać. Kiedy uświadomiłam sobie, że wiosenny TBR oznacza trzymiesięczny okres (z majem łącznie), niemal automatycznie przyszło mi od razu kilkanaście tytułów, z którymi powinnam się zapoznać na wczoraj. Bo kolejni gości na All in UJ; bo spotkanie z Sandersonem w Bonarce; bo opublikowane pierwsze nazwiska osób, które pojawiają się w maju na Apostrofie i potencjalnie Targach Książki. Wybór piątki był trudny, a w pewnych momentach wydawał się wręcz niemożliwy - bo kiedy podejmowałam jakąś decyzje, coś ją zaraz zmieniało. W końcu doszłam jednak do pewnego punktu, w którym jestem względnie usatysfakcjonowana.

niedziela, 5 marca 2017

Perfekcyjne, Sara Shepard


Podoba mi się koncepcja książkowych boxów, ale mimo to nadal uważam książkę za najważniejszy jego produkt. Jeśli nie jestem pewna czy pozycja w takim boxie naprawdę mnie interesuje, nie zdecyduje się na jego zakup. Jeżeli chodzi o powieść „Perfekcyjne” muszę przyznać, że byłam po prostu ciekawa jak historie Sary Shepard sprawdzają się w formie pisanej (bo swego czasu uwielbiałam serial Pretty Little Liars), a na dodatek słyszałam dosyć pozytywne opinie na zagranicznym booktubie. Nie wiem czego dokładnie się spodziewałam, ale nie jestem rozczarowana.

piątek, 3 marca 2017

Zapowiedzi marcowe


Zapowiadałam Wam od kilku tygodni, że marzec będzie miesiącem obfitujący w doskonale zapowiadające się tytuły. A dzisiaj zamierzam Wam to udowodnić. Starałam się by znalazł się tu jak największy przekrój gatunków żeby każdy znalazł coś dla siebie, ale bardzo prawdopodobne, że wciąż brakuje tu kilku tytułów. Do stworzenia tego zestawienia zapowiedzi podchodziłam kilkakrotnie i za każdym razem uświadamiałam sobie, że pominęłam jakąś wartą uwagi pozycje. Na szczęście nie wszystkie z nich powodują u mnie szybsze bicie serca, ale portfel i tak cichutko pochlipuje.

środa, 1 marca 2017

Już mnie nie oszukasz, Harlan Coben


Dla wielbicieli historii “z dreszczykiem”, premiera najnowszej powieści Harlana Cobena - „Już mniej nie oszukasz” - stanowiła jedną z najbardziej wyczekiwanych zapowiedzi pierwszej połowy 2017 roku. I nie ma się co dziwić. Chociaż w twórczości Harlana Cobena pojawiają się lepsze i gorsze tytuły, nawet te drugie pozycje trzymają pewien poziom. Wspominałam już kiedyś mimochodem, że nazwisko Cobena jako autora na okładce jest dla mnie gwarantem dobrego thrillera i zdanie to podtrzymuje -  a „Już mnie nie oszukasz” jest na to doskonałym dowodem. 

Maya jest otoczona przez śmierć - jako były oficer służb specjalnych musiała pożegnać wielu swoich towarzyszy i obserwowała także inne ofiary wojny; już po powrocie z tragicznej dla niej w skutkach misji w Iraku, straciła swoją starszą siostrę a niedawno także swojego męża zamordowanego przez zamaskowanych napastników. Pogrążona w żałobie kobieta stara się wrócić do normalnego życia, ale wtedy dzieje się coś niezwykłego. W trakcie przeglądania nagrania z ukrytej kamery, Maya dostrzega obok swojej córeczki znajomą sylwetkę mężczyzny - Joego, swojego zmarłego męża. 

Harlan Coben ma już doświadczenie w budowaniu zaskakującej, skomplikowanej fabuły, która wywołuje w czytelniku poczucie dezorientacji i lekkiego niedowierzania i ów doświadczenie wykorzystuje w „Już mnie nie oszukasz”, i to od samego początku. Autor umiejętnie buduje akcje i wprowadza nas w swoją historię, a potem utrzymuje szybkie tempo aż do finału - wprowadzając co pewien czas twisty fabularne i podrzucając nam pewne tropy. Owszem, pewne zwroty akcji możemy przewidzieć (co trochę podnosi nasze czytelnicze ego), ale równocześnie Harlan Coben pozostawia sobie jakieś asy w rękawie i zapewnia efekt zaskoczenia na wielkim finale. 

Na przestrzeni całej powieści, autor podrzuca nam kilka możliwych scenariuszy - mniej lub bardziej prawdopodobnych. W pewnym momencie w fabułę wkrada się swego rodzaju chaos, ale niewykluczone, że jest to zabieg celowy. Jeżeli autor chciał namieszać swoim czytelnikom w głowach, przynajmniej w jednym (moim!) przypadku mu się udało. „Już mnie nie oszukasz” porusza kilka ciekawych tematów - pojawia się wątek dotyczący powojennych przeżyć, rodzinnych tajemnic czy (chyba najciekawszy) whistleblowingu czyli demaskowania pewnych wykroczeń. 

Powieść Cobena ma ponad to klimat. W trakcie lektury trudno pozbyć się wrażenia niepewności i nieufności w stosunku do tego komi możemy w pełni zaufać. Sama bohaterka, Maya, nie jest oczywistym wyborem na główną postać. W przeciwieństwie do niektórych charakterów  wykreowanych przez Coben, Maya nie jest typem bohaterki, którą czytelnik sympatyzuje. Trudno nie kwestionować jej hierarchii wartości (zwłaszcza gdy obserwujemy ją w roli matki) i zrozumieć jej reakcje. Ale to właśnie dzięki temu jest tak fascynującą postacią do obserwowania. 

Już mnie nie oszukasz” to powieść, którą Harlan Coben udowadnia swoją silną pozycję wśród autorów thrillerów. O ile „Nieznajomy”  przyniósł lekkie rozczarowanie, najnowsza powieść autora spełniła moje wszelkie oczekiwania. Thriller z pędzącą akcją, nieoczywistymi bohaterami i twistami fabularnymi; historia , która sprawia że nikt nie budzi naszego zaufania i z zakończeniem, które wbija w fotel. Nawet jeśli chętnie wyzwalanym, według mnie całkowicie zbędny, “epilog”, trudno mi kwestionować fakt, że to po prostu Coben w dobrej formie. 

„Już mnie nie oszukasz” Harlan Coben; wydawnictwo Albatros; Warszawa 2017 ★★★★

Za lekturę dziękuję wydawnictwu Albatros

wtorek, 28 lutego 2017

Podsumowanie lutego


Zasiadając przed klawiaturą i tworząc ów podsumowanie ciężko mi tak naprawdę uwierzyć w trzy rzeczy. Po pierwsze, jak to możliwe, że już przeszło miesiąc nie odwiedziłam swojej ukochanej uczelni - wiecie, zalety zdawania egzaminów przed terminem sesji; po drugie, jutro naprawdę będę musiała tam wrócić; i wreszcie po trzecie, że wreszcie zawitała do nas wiosna i mogę się pożegnać z szalem, który niekiedy musiał spełniać także funkcje koca. Ciężko w takich okolicznościach nie pałać optymizmem, i nie, nie ironizuję, zwłaszcza jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę ile dobrego czeka nas w marcu. Wolne od uczelni sprzyjało w moim przypadku lekturze i nawet konieczność pisania pracy licencjackiej znacząco na tym nie zaważyła. Biorąc pod uwagę harmonogram moich zajęć nie sądzę, żeby czas jaki poświęcałam na czytanie uległ jakimś drastycznym zmianom. Ale wszystko to skorygują kolejne dni.

PRZECZYTANE:

Starałam się wprowadzić w swoje lektury trochę różnorodności i myślę, że lista przeczytanych tytułów doskonale to przedstawia. Obyło się bez większych rozczarowań, ale też lektur, które całkowicie mnie w sobie rozkochały - choć dwa tytuły były całkiem blisko tej granicy. (Nadal nie postawiłam pięciu gwiazdek żadnej pozycji przeczytanej w 2017 roku, ale to dlatego, że postanowiłam być w stosunku do nich bardziej krytyczna). A chociaż chciałabym trafić znowu na tytuł, który absolutnie mnie zachwyci, nie narzekam.

  1. Dygot, Jakub Małecki ★★★★½
  2. Zły Romeo, Leisa Rayven ★★★
  3. Perfekcyjne, Sara Shepard ★★★
  4. Ósme życie (dla Brilki). Tom 1, Nino Haratischwili ★★★★½
  5. Załatw pogodę, ja zajmę się resztą, Renata Frydrych ★★★★
  6. Za zamkniętymi drzwiami, B. A. Paris ★★★★
  7. Waleczna czarownica, Danielle L. Jensen ★★★★
  8. Już mnie nie oszukasz, Harlan Coben ★★★★
  9. Sztuka ścigania się w deszczu, Garth Stein ★★★
  10. November 9, Colleen Hoover ★★★★

NAPISANE:

Zaplanowałam na luty nieco więcej postów (m. in. tekst o nowych serialach, którym warto dać szansę), ale nie wszystko potoczyło się zgodnie z planem - może kiedyś to nadrobimy! I tak wywiązałam się jednak ze swojego postanowienia noworocznego ;) Opowiedziałam Wam o kilku dobrych i bardzo dobrych tytułach; „To, co najważniejsze", „Diabolika", „Droga do domu",  „Behawiorysta", „Zły Romeo" i „Za zamkniętymi drzwiami", a także takich, które nieco mnie rozczarowały:  „Tajemniczy uśmiech", „Dwór cierni i róż" i „Szturm i grom". Tradycyjnie pojawił się post z zapowiedziami na dany miesiąc. Z okazji Walentynek przygotowałam dla Was krótkie zestawienie historii miłosnych idealnych by wczuć się w klimat święta miłości, a także pierwsze w tym roku krótkie opinie na temat obejrzanych filmów. 

Myślę, że w marcu też nie będziemy się razem nudzić, ale póki co nie będę Wam zdradzać szczegółów. Jeśli chcecie na bieżąco obserwować jakie pozycje trafiają na moją półkę, wiedzieć wcześniej co pojawi się na blogu w nadchodzących dniach, albo jakimi zapowiedziami aktualnie się zachwycam - zapraszam Was na fanpage bloga.

Koniecznie pochwalcie się w komentarzach jak Wam upłynął luty i czy macie jakieś szczególne plany na nadchodzący miesiąc. Miłej lektury moi kochani!

czwartek, 23 lutego 2017

Za zamkniętymi drzwiami, B. A. Paris


Portal Goodreads jest jedną z najczęściej odwiedzanych przeze mnie stron internetowych - i to zarówno w celu aktualizacji moich własnych dokonań czytelniczych jak i poszukiwania nowych rekomendacji. Zdaję sobie sprawę z tego, że nominacja do nagrody Goodreads nie zawsze świadczy o wysokim poziomie pozycji, ale i tak staram się zapamiętywać dany tytuł i wypatrywać jego potencjalnej premiery w Polsce. Właśnie dlatego zainteresowałam się debiutancką powieścią B. A. Paris - „Za zamkniętymi drzwiami”. I absolutnie tego nie żałuję. 

Grace i Jack wydają się stanowić jedną z tych irytująco perfekcyjnych par, na które patrzy się z nutą zazdrości i podejrzliwości. On jest cenionym prawnikiem specjalizującym się w sprawach dotyczących przemocy domowej, zwłaszcza maltretowanych kobiet; ona zajmuje się domem i wydaje się być doskonała w każdej roli jaką obiera - gospodyni, kucharka, artystka… Oboje są piękni i zamożni, a dodatkowo po kilku miesiącach od ślubu nadal sprawiają wrażenie bajecznie w sobie zakochanych. Bajka. Perfekcyjny obraz ma jednak pewne skazy - Grace nigdy nie opuszcza domu bez swojego męża, nie ma własnej komórki, ani adresu mailowego a dom, w którym mieszka razem z mężem otoczony jest wysokim murem. 

Za zamkniętymi drzwiami” to kolejny thriller, który odbiega od innych pozycji w swoim gatunku. Z drobnymi wyjątkami, nie mamy do czynienia z historią wypełnioną twistami fabularnymi a tajemnica związana z “prawdziwą stroną małżeństwa” Grace i Jacka zostaje nam ujawniona przez autorkę w początkowych rozdziałach - zresztą, możemy się jej domyślić nawet zapoznawszy się jedynie z blurbem powieści. Przywykłam do thrillerów skonstruowanych w nieco odmienny sposób (z wartką akcją i wspomnianymi już zwrotami fabularnymi) i nie spodziewałam się, że rozwiązanie zaproponowane przez B. A. Paris przypadnie mi do gustu. Ale tak się stało. 

B. A. Paris opowiada swoją historię naprzemiennie z perspektywy Grace “teraz” i “kiedyś” (obejmującego głównie początek znajomości i małżeństwa Grace i Jacka). Od samego początku autorka kreuje niepowtarzalną atmosferę niepokoju i nieubłaganie upływającego czasu, którą, pomimo wykorzystania w trakcie trwania powieści kilku podobnych rozwiązań fabularnych, udaje się utrzymać aż do wielkiego finału. Powieść B. A. Paris czyta się z napięciem, przerzucając kolejne strony. W historii Grace i Jacka jest coś niesamowicie przerażającego, co niemal wywołuje nieprzyjemne uczucie w żołądku. 

Owszem, pojawiają się pewne sceny, które sprawiają, że czytelnik zaczyna kwestionować prawdopodobieństwo takiego scenariusza, a i sama postać czarnego bohatera, wydaje się tak przebiegła i przepełniona złem, że niemal przerysowana. Równocześnie jednak jest w tej historii coś takiego, że wydaje się ona prawdziwa. Grace ma słabsze i mocniejsze momenty i zdarza się, że podajemy w wątpliwość jej zdolność do racjonalnego oceniania rzeczywistości, ale w przeważającej części budzi współczucie. B. A. Paris udaje się oddać niesamowitą więź siostrzanego uczucia; skomplikowaną psychikę człowieka ogarniętego chorą obsesją i terror w jakim żyje bohaterka. A zakończenie stanowi idealne dopełnienie całej historii - może ni zaskakujące, ale niesamowicie dobrze poprowadzone. 

Za zamkniętymi drzwiami” to naprawdę udany debiut B. A. Paris. Przyzwyczajona do nieco innych rozwiązań jeśli chodzi o thrillery, spodziewałam się czegoś innego, ale nie oznacza to, że czuję się rozczarowana lekturą. Wręcz przeciwnie, ten powiew świeżości jest dla mnie dodatkowym atutem. B. A. Paris nie tworzy historię bez skazy, ale jest ona na tyle zajmująca, że nam to nie przeszkadza. Za swojej strony - szczerze polecam i liczę na to, że autorka i wydawnictwo nie każą nam długo czekać na kolejną powieść. 

„Za zamkniętymi drzwiami” B. A. Paris; wydawnictwo Albatros; Warszawa 2017 ★★★★

Za możliwość lektury dziękuję wydawnictwu Albatros 

środa, 22 lutego 2017

Szturm i grom, Leigh Bardugo


Końcówka roku należała w dużej mierze do Leigh Bardugo. „Szóstka wron” jej autorstwa atakowała mnie chyba z każdego zakątka internetu - blogów, YouTube’a, a w szczególności Instagrama - a ataki te były tak liczne i przekonujące, że w pewnym momencie książka zniknęła z księgarnianych (tradycyjnych i wirtualnych) półek; a i pierwsza trylogia „Grisza” ponownie zaczęła wzbudzać zainteresowanie czytelnika.  Przyznaję, że długo biłam się z myślami, po którą powieść Leigh Bardugo sięgnąć w następnej kolejności - logika wskazywałaby na  „Szturm i grom”, ale najnowszy tytuł autorki jakoś bardziej przekonywał. W końcu decyzja została podjęta. 

Po wydarzeniach jakie rozegrały się w Fałdzie, Mal i Alina nieustannie się przemieszczają, ukrywając swoją prawdziwą tożsamość. Ich ucieczka szybko okazuje się jednak bezcelowa. Darkling nie zginął w Fałdzie Cienia, zyskał za to całkiem nowe i jeszcze bardziej przerażające moce. Alina uświadamia sobie, że jest jedyną szansą dla Ravki - tylko ona może bowiem pokonać Darklinga. Przyzywaczka Słońca nie jest jednak pewna komu może ufać - Malowi czyli swojej pierwszej miłości; aroganckiemu korsarzowi, który wydaje się skrywać tajemnice - Sturmhondowi; a może to Darkling ma racje i tak naprawdę tylko ich dwójka może się wzajemnie zrozumieć?

Nie byłam bezwarunkowo zakochana w pierwszym tomie trylogii, ale pomimo drobnych wad, czerpałam niesamowitą przyjemność z lektury. Trochę na przekór czytelnikom z portalu Goodreads, oceniam natomiast „Szturm i grom” o oczko niżej niż poprzedniczkę. Leigh Bardugo ma kilka asów w rękawie, którymi wprawnie dysponuje. Po pierwsze, rozszerza z perspektywy granice świata świata przedstawionego, przybliżając nam jego nowe terytoria. Po drugie, zaznajamia nas z nowymi postaciami, z których na pierwszy plan wysuwa się Sturmhond - arogancki, ale i niesamowicie dowcipny korsarz, który z miejsca zdobywa sympatię (a może nawet coś więcej!) czytelnika. 

Zdecydowanie największym atutem pozostaje jednak pewien element w kreacji głównej bohaterki. Leigh Bardugo nie idealizuje głównej bohaterki i pokazuje nam niejako jej drugie oblicze. Wreszcie ktoś zdecydował się podkreślić jak zgubne działanie może nieść potężna moc - jak uzależniające potrafi być władanie magią i jak obezwładniające może być pragnienie by otrzymać więcej. Liczę na to, że Leigh Bardugo nie porzuci tego wątku i poprowadzi postać Aliny w tym kierunku. Zwłaszcza, że, niestety!, pod innymi względami jej bohaterka niepokojąco często budzi w czytelniku irytację (choć i tak pod tym względem nawet nie zbliża się do Mala). 

Mocny początek i finał dzieli jednak dosyć przeciętny środek. Nie można powiedzieć żeby absolutnie nic się nie działo w fabule, ale czytelnik nie odczuwa równie silnej co w pozostałych fragmentach więzi z bohaterami i przez to może odczuwać znużenie. Liczyłam też na to, że Leigh Bardugo lepiej wykorzysta ogromny potencjał Darklinga, który - niestety! - został nieco zepchnięty na dalszy plan. Całej sytuacji, choć to już kwestia wyłącznie polskiego wydania, nie ułatwiają ciągłe literówki i błędy. 

Szturm i grom” to dobra kontynuacja trylogii. Leigh Bardugo przybliża nam kolejne zakątki wykreowanego świata i przedstawia nowych, fascynujących bohaterów (Sturmhond <3). Ale mogło być znacznie lepiej. Autorka niepotrzebnie wplotła do fabuły tyle scen związanych z dylematami sercowymi Aliny i Mala - wystarczyło w ich miejsce szerzej opisać moralne rozterki bohaterki; umieścić więcej słownych potyczek Sturmhonda i Aliny; albo dopuścić do głosu Darklinga. I miejmy nadzieję, że „Ruina i rewolta” tego błędu nie powieli. 

„Szturm i grom” Leigh Bardugo; wydawnictwo Papierowy Księżyc; Słupsk 2014 ★★★½

sobota, 18 lutego 2017

Behawiorysta, Remigiusz Mróz


Remigiusz Mróz jest autorem, który wydaje kolejne powieści w zastraszającym tempie. Powoli nie nadążam z kupowaniem jego pozycji, o ich lekturze nawet nie wspominając. Po skończeniu z trylogii z komisarzem Forstem planowałam w końcu wrócić do serii z Chyłką, ale w tzw. międzyczasie moja biblioteczka wzbogaciła się o „Behawiorystę”. Chciałam przekonać się na własnej skórze czy naprawdę jest to najlepsza jak do tej pory powieść Remigiusz Mroza, ale po skończonej lekturze nadal nie jestem tego pewna. 

Gerard Edling, były prokurator, który został dyscyplinarnie wydalony ze służby, jest specjalistą od kinezyki - nauki zajmującą się komunikacją niewerbalną. Kiedy nieznany zamachowiec zajmuje jedno z opolskich przedszkoli i rozpoczyna osobliwy Koncert krwi, w który angażuje społeczeństwo, bezsilna i powodowana desperacją policja zwraca się do Edlinga o pomoc. Tylko okryty złą sławą mężczyzna jest w stanie zrozumieć zamaskowanego zamachowca i zatrzymać krwawy koncert. Tyle że sprawca okazuje się znacznie inteligentniejszy od większości przestępców - rozpoczyna się osobliwa gra między nim a Gerardem. 

Przyznaję, że miałam pewne trudności z tym by wczuć się w klimat „Behawiorysty” i dać się porwać lekturze od pierwszej strony - nie przekonywała mnie ani wartka akcja, ani tajemnicza postać Gerarda Edlinga i nie jestem w stanie wytłumaczyć Wam tak naprawdę dlaczego. Oparcie fabuły wokół dylematu wagonika jest doskonałym pomysłem, a Remigiusz Mróz dobrze radzi sobie także z jego realizacją. Pomimo że nie jesteśmy uczestnikami tej historii, trudno nie zastanawiać się nad wyborami jakie stawia zamachowiec - czy lepiej uratować chore dziecko czy dorosłą kobietę; chorą kobietę czy zbrodniarza; czy bierność jest gorsza od fascynacji… Te pytania non stop przewijają się przez fabułę i angażują czytelnika. 

Skomplikowana, wielowymiarowa postać zamachowca - a przede wszystkim nieoczekiwana reakcja ludzi na jego zachowanie również budzi zainteresowanie. Nie będę ukrywać, że akurat w przypadku kreacji tego bohatera nie dowiedzieliśmy się jednak wszystkiego (zwłaszcza w kontekście zakończenia) i że swoją uwagę autor poświęcił raczej Gerardowi. W sylwetce Edlinga jest coś z Forsta, ale zdecydowanie nie jest to kalka jego postaci - czytelnika fascynuje jego inteligencja czy nadzwyczajna waga jaką przykłada do dobrych manier, a także swego rodzaju tajemniczość. Trochę jest racji w tym, że na tle dwóch tak wyraźnych sylwetek reszta wypada nieco słabiej, ale nie przeszkadza to w lekturze. 

„Behawiorysta” jest kolejną lekturą napisaną z rozmachem - trudno przewidzieć co wydarzy się za moment a sama fabuła przepełniona jest ciągłymi cliffhangerami. Remigiusz Mróz ma tendencje do tego by przerywać rozdział w najbardziej fascynującym momencie i mobilizować tym samym czytelnika do dalszej lektury. Jeśli pochodzicie z Opola i jego okolic, albo znacie dosyć dobrze ów miasto - dodatkowym atutem będzie dla Was tło wydarzeń. Osobiście byłam w Opolu raz, ale za to niedawno i przywołane przez autora nazwy ulic lub miejsc doskonale pomagały zwizualizowanie wydarzeń. 

„Behawiorysta” to bez wątpienia mocna pozycja w dorobku autora, choć nie do końca najlepsza. Remigiusz Mróz po raz kolejny fascynuje pomysłem, rozmachem i kreacją osobliwych bohaterów. Jak to u Mroza jest zaskakująco i zajmująco. Spodziewałam się ociupinkę więcej - ale to chyba dlatego, że nie szczególnie spodobało mi się zakończenie - mimo wszystko jestem usatysfakcjonowana lekturą. I nadal nie mam dość twórczości Remigiusza Mroza. 

„Behawiorysta” Remigiusz Mróz; wydawnictwo Filia; Poznań 2016 ★★★★

piątek, 17 lutego 2017

Filmowy zakątek #1


Wiecie, że daleko mi do wielbicielki kina. Jeżeli chodzi o coś do oglądania, zazwyczaj decyduję się poświęcić te 40-60 minut przed snem jakiemuś serialowi. Wiecie jednak także, że w 2017 roku postanowiłam wprowadzić pewne zmiany w swoje kulturalne życie i podjąć wyzwanie obejrzenia chociaż 52 filmów (czyli średnio jeden tytuł na tydzień).  Jak mi idzie? Różnie. Zdarzają się tygodnie, gdy nie oglądam nic. Innym razem (przeważnie razem z Panną M.) zasiadam przed ekranem dwa dni pod rząd. Chociaż planowałam nadrobić trochę klasyków kina, póki co decyduję się na same nowsze produkcje, na dodatek z reguły te przeznaczone dla młodszego odbiorcy (moje wewnętrzne dziecko daje o sobie poważnie znać). Mimo wszystko doszłam do wniosku, że może spodobają się Wam posty, w których kilku zdaniach będę opowiadać o swoich wrażeniach z seansów. Może polecicie mi coś nowego, a może to Wy znajdziecie jakiś tytuł dla siebie. 


BRIDGET JONES 3 (2016)

Nie należę do szczególnych wielbicielek Bridget czy Marka Darcy’ego (do tego stopnia, że dopiero pod koniec zeszłego roku obejrzałam drugą część). Panna M. obejrzała jednak Bridget Jones 3 na dużym ekranie i przekonywała mnie, że jest to całkiem udana, dowcipna kontynuacja w sam raz na okres sesji. A ja wierzę Pannie M. bezgranicznie. Trzecia część przygód Bridget odbiega nieco od poprzedniczek bo i zmienia się sama Bridget. Traci zbędne kilogramy, ma dobrą posadę a i brak obrączki na palcu przestaje być dla niej tak ogromną tragedią. I tylko tendencja do popadania w tarapaty pozostaje bez zmian - Bridget jest w ciąży, ale nie jest pewna kto jest ojcem jej dziecka. 

Chociaż sama Bridget traci dużo na swoim uroku - ta pewna siebie kobieta, która odnosi sukcesu na polu zawodowym nie jest bohaterką, do której przywykliśmy - sam film nie jest zły. Jak większość współczesnych komedii pojawia się kilka scen, w których widz zdaje sobie sprawę z tego, że powinien się zaśmiać albo chociaż uśmiechnąć, tylko jakoś nie ma na to ochoty; ale ogółem ogląda się go całkiem przyjemnie. Rywalizacja między Markiem a Jackiem prowadzi do kilku całkiem przyjemnych i zabawnych sytuacji. A choć samo zakończenie jest łatwe do przewidzenia, pod żadnym pozorem nie jest niechciane. Nie ukrywam też, że po prostu miło było sobie popatrzeć na Patricka Dempseya - just saying! Nie jest to film, który TRZEBA zobaczyć, ale na wieczór w babskim gronie będzie jak znalazł.  

★★★★★★☆☆☆

ŚWIATŁO MIĘDZY OCEANAMI (2016)

Tak długo zbierałam się do obejrzenia Światła między oceanami na dużym ekranie, że w końcu ściągnęli film z kinowego repertuaru. Książka M. L. Stedman spodobała mi się jednak na tyle, że postanowiłam zafundować sobie mały seans w domowym zaciszu. Jeśli czytaliście moją recenzję powieści, znacie ogólny zarys fabuły. Mężczyzna po trudnych, wojennych doświadczeniach obejmuje funkcje latarnika na samotnej wyspie. Wkrótce bierze ślub i razem z Isabelle oczekuje pierwszego dziecka. Tyle że ono umiera - jedno,  a potem kolejne. Kiedy do wyspy dociera mała łódka z martwym mężczyzną i ślicznym noworodkiem, małżeństwo decyduje się - nie bez wątpliwości - wychować Lucy jako własne dziecko i nie informować innych o tym co się wydarzyło. 

Film jest bardzo wierną ekranizacją historii znanej z powieści. Pomijając dosłownie kilka, raczej mniej istotnych scen, opowieść Toma i Isabelle z ekranu jest kalką tej z książki. A Michael Fassbender i Alicia Vikander doskonale wczuwają się w swoje role - do tego stopnia, że znowu nie potrafiłam ich postrzegać w kategoriach “tych złych” a jedyne uczucia jakie względem nich czułam to sympatia i współczucie. Światło między oceanami to piękny film - ze względu na opowiadaną historię, ale także zdjęcia - ale równocześnie jest to film, w którym momentami odczuwa się zbyt dużą melancholię graniczącą niemal ze znużeniem. Jeśli będziecie szukać tytułu, w którym dużo się dzieje, a historia toczy się w dynamiczny sposób, poszukajcie raczej czegoś innego.

★★★★★★☆☆☆


ZWIERZOGRÓD (2016)

Po obejrzeniu dwóch poprzednich tytułów, odezwało się moje wewnętrzne dziecko. Dodatkowo mniej więcej wtedy pojawiła się lista Oscarowych nominacji, a że od dawna przymierzałam się już do obejrzenia Zwierzogrodu, doszłyśmy z Panną M. do wniosku, że najwyższa pora by nadrobić zaległości. Animacja skupia się na historii króliczka Judy, która od najmłodszych lat marzyła o karierze w policji. Kiedy rozpoczyna służbę w Zwierzogrodzie, daleko odbiega ona od jej wyobrażeń. Odnalezienie jednego z mieszkańców miasta, z pomocą drobnego oszusta lisa Nicka, jest jej ostatnią szansą na pokazanie własnej wartości. 

Zwierzogród jest jedną z lepszych animacji jakie miałam okazję oglądać w ostatnich latach - co więcej, mam wrażenie, że jest to jedna z tych animacji, która może podbić serca młodszych i starszych widzów, i naprawdę nie dziwi mnie jej nominacja do Oscara. Po pierwsze, jest to historia pełna akcji, gdzie razem z bohaterami staramy się rozwikłać jakąś tajemnice (i to nic, że nam udaje się to wcześniej). Po drugie, charakteryzuje się niesamowitym ciepłem i humorem (uwielbiam scenę z leniwcami. Flasz i Żanetka rządzą!). Ale co najważniejsze, jest to mądra opowieść o przyjaźni, która walczy ze stereotypami - z tym, że to jak wyglądamy nie musi decydować o tym kim będziemy. Jeśli tylko, tak jak ja, lubicie od czasu do czasu obudzić w sobie dziecko i obejrzeć jakąś animacje, koniecznie zapamiętajcie ten tytuł! Ja trzymam za Zwierzogród kciuki w rywalizacji oscarowej.

★★★★★★★★☆☆


SEKRETNE ŻYCIE ZWIERZAKÓW DOMOWYCH (2016)

Razem z Panną M. obejrzałyśmy Sekretne życie zwierzaków domowych, tuż po seansie Zwierzogrodu. Czy spodziewałyśmy się, że te dwa filmy będą do siebie podobne? Chyba nie. Po prostu miałyśmy ochotę na więcej rozrywki na podobnym poziomie. Sekretne życie zwierzaków domowych nie do końca jest tym co sugeruje tytuł. Owszem, początkowe minuty filmu właśnie na to wskazują, ale cała historia dotyczy w znacznej mierze dwójki psów, które na skutek różnych splotów okoliczności zostają wyrwane ze swojego naturalnego środowiska i teraz poszukują drogi powrotnej do domu. Równocześnie napytują sobie kilku wrogów, a w ślad za nimi podąża grupka przyjaciół. 

Gdybym miała opisać swoje wrażenia z seansu jednym słowem bądź dźwiękiem byłoby to: meh. Niby wszystko wygląda dobrze: pojawia się kilka zabawnych scen a sama historia ma w sobie dużo akcji (czyt. dużo się dzieje, ale nie zawsze z sensem). Ale brakuje czegoś co uczyniłoby ów animację wyjątkową i wartą zapamiętania. Niby pojawia się jakiś morał, ale tak naprawdę jest on grubymi nićmi szyty, bo nie został dostatecznie wyeksponowany. Jest to również doskonały przykład na film, w którym najlepsze sceny zawarte zostały w zwiastunie. Można obejrzeć dla zabicia nudy, ale jeśli się nie zdecydujecie - niewiele na tym stracicie. 

★★★★★☆☆☆☆☆


KSIĘŻNICZKA I ŻABA (2009)

Z reguły szybciej idzie mi nadrabianie zaległości jeśli chodzi o animacje Disney’a i aż się dziwię, że potrzebowałam ośmiu lat żeby zobaczyć Księżniczkę i żabę. Zwłaszcza, że to dokładnie taka historia, która zazwyczaj mnie do siebie przekonuje. Mamy Nowy Orlean i Tianę, która, podążając za marzeniami ojca, ciężką pracą chce osiągnąć sukces i otworzyć własną restaurację. Nie interesują ją książęta, ani całowanie żab, a na ten konkretny pocałunek godzi się tylko po to by zrobić kolejny krok ku realizacji swego celu. Tyle, że książę wciąż pozostaje żabą, a co gorsza Tiana również przybiera ów postać. 

Historia Tiany i Naveena nie jest moją ulubioną animacją Disney’a. Nie zmienia to jednak faktu, że Księżniczka i żaba posiada ów niepowtarzalny klimat Disney'owskich bajek i szybko zyskuje sympatię. Ów historia w cudowny sposób wyśmiewa pewne typowe dla bajek motywy, a równocześnie nie zostaje pozbawiona charakterystycznego dla nich uroku. Jest zabawnie, uroczo i mądrze. Księżniczka i żaba, podobnie jak i Zwierzogród, nie tylko bawi, ale i uczy - tego, że trzeba podążać za swoimi marzeniami, ale równocześnie pomóc losowi w ich spełnieniu. A klimat Nowego Orleanu i jazzu jest miłym dodatkiem, i taką wisienką na pysznym torcie. Jeśli przepadacie za historiami Disneya o księżniczkach i księciach, warto poznać także i ten tytuł. 

★★★★★★☆☆☆

*Zdjęcia użyte w poście są kadrami z filmu i pochodzą ze strony filmweb.pl
*Oceniałam filmy zgodnie z filmwebową skalą - od 1 do 10 gwiazdek