sierpnia 2016 - Zlodziejka Ksiazek

środa, 31 sierpnia 2016

Podsumowanie sierpnia i wrześniowy TBR
sierpnia 31, 20160 Comments

Chyba czułam zbliżający się "koniec wolności" - chyba go czułam bo chwytałam książkę niemal w każdej wolnej chwili i przeczytałam prawdopodobnie najwięcej tytułów od czasu gimnazjum. Czy wszystkie pozycje z jakimi się zapoznałam okazały się warte moje czasu? Tak, nawet jeśli ostatecznie kilka z nich raczej mnie zawiodło, nigdy nie żałuje chwil spędzonych z książką w dłoni. Postawiłam na ilość, ale i to mnie nie martwi. Zwłaszcza, że naprawdę nie wiem jak potoczy się moje dalsze "czytelnicze życie". Jak już Wam wspominałam, wraz z początkiem września rozpoczynam praktyki i choć nie przewiduje by przeszkadzało mi to w lekturze, może być różnie. Z kolei od października nie tylko kontynuuje praktyki, ale też zaczynam ostatni rok studiów licencjackich. A to - przynajmniej w teorii - wpłynie na obniżenie mojego czasu wolnego. Ale na razie się tym nie przejmujemy!

PRZECZYTANE:


NAPISANE:

Jako że w ubiegłym miesiącu nieco mi się "przysnęło", rozpoczęłam sierpień dzieląc się z Wami listą przeczytanych w lipcu lektur i planami na przyszłość. Zgodnie z tradycją wyszperałam dla Was najciekawsze zapowiedzi i najlepsze linki, ale wróciłam też do publikowania tagów - wybrałam ten, który dotyczy tematu moich stosów nieprzeczytanych książek i zestawień - poświęconych najbardziej przeze mnie wyczekiwanym premierom. Sierpień był też miesiącem, w którym odbył się #7ReadUp i dlatego najpierw przedstawiłam Wam swoje plany, a następnie pochwaliłam się swoimi wynikami. No i oczywiście recenzje - "Błąd", "Gdzie jest Mia?", "Jak powietrze", "Mroczniejszy odcień magii", "Wiek cudów", "Nigdy nie gasną", "Utrata", "Mówiąc inaczej" i "Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie". 

TBR:

Tak naprawdę nie wiem na co się zdecyduje - ostatnio zdecydowanie dobieram lektury zgodnie z aktualnym nastrojem ;) Chciałabym jednak sięgnąć po jakiś DOBRY thriller i chyba zdecyduje się w końcu na niezastąpionego Cobena ("Nieznany"), a oprócz tego chciałabym przeczytać którąś z następujących trzech pozycji: "Małe życie", "Droga do domy" albo "Historia pszczół".

Jestem strasznie ciekawa jak upłynął Wasz sierpień. Czy tak jak ja spędziliście go w dużej mierze z książką w dłoni czy odpoczywaliście także od czytania?

Read more

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie, Jessica Knoll
sierpnia 29, 20160 Comments

Można by pomyśleć, że po tylu latach obcowania z bestsellerowymi powieściami, nauczyłam się by nie przykładać wagi do blurbów porównujących kolejne pozycje (często debiuty) do znanych tytułów, które odniosły światowy sukces. A jednak wciąż zdarza mi się nabierać na tą starą, wydawniczą sztuczkę i to m. in. dlatego zdecydowałam się na zakup "Najszczęśliwszej dziewczyny na świecie". Tylko, że, jak pewnie zdążyliście się już domyślić, debiut Jessiki Knoll niewiele ma wspólnego z "Zaginioną dziewczyną" a co więcej mam nawet pewne wątpliwości czy należy go określać mianem thrillera.

Jako 14-latka TifAni FaNalli doświadczyła w szkole strasznego okrucieństwa. To właśnie tamte doświadczenia ukształtowały jej charakter i doprowadziły do punktu, w którym znajduje się obecnie. Ani ma bogatego narzeczonego, bliską ideału sylwetkę (którą zawdzięcza niezwykle restrykcyjnej diecie) i perspektywę rychłego awansu. A teraz otrzymuje coś jeszcze - szansę na to by opowiedzieć swoją wersje historii. Po 14 latach kręcony jest film dokumentalny ów wydarzeniach jakie rozegrały się feralnego roku w Bradley. A tylko Ani zna pewne aspekty tej historii. 

"Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" jest historią poprowadzoną dwutorowo - naprzemiennie poznajemy rzeczywistość Ani jako dorosłej kobiety i dopiero wkraczającej w młodzieńcze lata TifAni. I chociaż nie jest to zabieg szczególnie oryginalny, zdecydowanie sprawdza się w przypadku debiutu Jessiki Knoll. Po pierwsze, pozwala autorce na to by dłużej utrzymać pewne kwestie w tajemnicy i pozostawić czytelnika w stanie ciagłego napięcia. Po drugie, podkreśla ogromną przemianę jaka zaszła w Ani, którą niejako reprezentuje zmiana imienia. 

Ani jako bohaterka nie budzi sympatii czy współczucia, ale wraz z upływem lektury czytelnik dojrzewa do tego by zrozumieć jej postawę. "Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" pod wieloma względami jest jedną z najbardziej przerażających opowieści  jaką miałam okazje czytać, mimo że nie mogłam pozbyć się wrażenia, że debiut Jessiki Knoll ma raczej więcej wspólnego z powieścią obyczajową niż thrillerem. Autorka pokazuje bowiem swoim czytelnikom przerażającą wizję - wizje tego co dzieje się w głowach nastolatków i murach szkół a także do czego są zdolne niektóre z nich by zdobyć czy też utrzymać popularność. 

Pomimo że dostrzegam wiele zalet owej powieści, jest jakiś powód dla którego lektura zajęła mi przeszło dwa tygodnie (co w moim przypadku, zwłaszcza gdy chodzi o thriller, wydaje się niemal wiecznością), a w niektórych momentach byłam nią wręcz zmęczona. "Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" pozbawiona jest pewnego klimatu, którego szukam w thrillerach. A chociaż kierunek jaki obrała fabuła mniej więcej w połowie mnie zaskoczył, ostateczne ujawnienie wielkiego sekretu TifAni było rozczarowujące. Odradzam Wam też zapoznawanie się z wypowiedziami autorki - Jessica Knoll ujawnia pewne aspekty ze swojego życia, które zainspirowały niektóre wątki jej debiutu. I chociaż nie jest to największy zwrot w fabule, szkoda psuć sobie efekt zaskoczenia. 

"Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" to kolejna powieść z potencjałem, której etykieta "następnej Zaginionej dziewczyny" przyniosła raczej więcej szkody niż korzyści. Jessica Knoll porusz a w swoim debiucie wiele ciekawych i wartych dyskusji tematów. Problem polega na tym, że czytelnik spodziewał się czegoś zupełnie innego po lekturze a specyficzna główna bohaterka nie sprzyja na dodatek szybkiej lekturze. Żałuję strasznie, że nie wiedziałam tego wcześniej bo myślę, że odebrałabym wtedy ów tytuł trochę lepiej. Nie popełniajcie mojego błędu i przed lekturą nie nastawiajcie się na zaskakujący, emocjonujący thriller. 

"Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" Jessica Knoll; wydawnictwo Znak; Kraków 2016 ★★½

Read more

sobota, 27 sierpnia 2016

Sierpniowe linki miesiąca
sierpnia 27, 20160 Comments

Czuję się niemal oszukana, że to koniec sierpnia i od rozpoczęcia roku szkolnego dzieli nas zaledwie kilka dni. Zawsze powtarzałam, że druga połowa wolnego mija szybciej niż pierwsza, ale ten jeden raz wolałabym nie mieć racji. Owszem, jako student teoretycznie cieszę się jeszcze miesiącem wolnym od wykładów i seminariów, ale a) rozpoczynam praktyki, którymi jestem na równi poddenerwowana jak i podekscytowana (a na dodatek przeraża mnie wizja wstawania przez cały tydzień przed godziną szóstą rano) i b) nieubłaganie zbliża się termin, w którym będę musiała podjąć decyzje odnośnie pracy licencjackiej, a to jakoś nie napawa mnie optymizmem. Żeby oderwać Wasze i moje myśli od tych przykrych tematów przychodzę do Was jednak dzisiaj z zestawieniem najciekawszych linków sierpnia.



Read more

piątek, 26 sierpnia 2016

Mówiąc inaczej, Paulina Mikuła
sierpnia 26, 20160 Comments

Publikacja powieści czy też, co zdarza się znacznie częściej, poradników znanych vlogerów i blogerów, jest zjawiskiem powszechnym za granicą. A na przestrzeni ostatnich lat ten swego rodzaju trend przywędrował także i do nas. Nie ukrywam, że wsród moich zbiorów znajduje się kilka tego rodzaju pozycji - Radzka, Style digger czy Lekko Stronniczy - nie miałam jakoś okazji ani prawdę powiedziawszy szczególnej ochoty by się z nimi zapoznać. Z tego też powodu, zakupując w kwietniu książkę "Mówiąc inaczej" autorstwa Pauliny Mikuły, trochę obawiałam się, że również podzieli los innych pozycji i przeleży długie miesiące nieczytana. A tutaj czekało mnie miłe zaskoczenie. 

Nie jest do końca tak, że język polski w jakiś szczególny sposób mnie fascynuje. Kocham czytać - i tak, wiem, że dla Was to spory szok - nie lubię popełniać błędów językowych ani obserwować jak robi to ktoś inny, zwłaszcza moi bliscy. Ale nie przykładam do tego tak dużej wagi jak niektórzy humaniści (a przecież sama postrzegam siebie jako humanistykę). Co więcej, podejrzewam że sprawa wygląda podobnie jeśli chodzi o moją ukochaną Pannę M. - która zabrała się za lekturę "Mówiąc inaczej" nawet przede mną. A mimo to obie bawiłyśmy się w trakcie lektury wybornie. 

Pierwsza książka Pauliny Mikuły porusza wiele zagadnień związanych z poprawną polszczyzną - zagadnień, które przewinęły się już przez jej kanał a teraz zostały po prostu zebrane w jednym miejscu. Cała wiedza zamknięta w pigułce. Autorka porusza temat najczęściej popełnianych błędów językowych, języka potocznego, wulgaryzmów, związków frazeologicznych, ortografii, interpunkcji i jeszcze kilku innych zagadnień jak choćby kwestia czytania ze zrozumieniem czy też dobrej dykcji. Jedne z nich są ciekawsze, inne - odrobine mniej, przynajmniej w moim odczuciu. Forma poradnika pozwala nam  jednak pominąć nieinteresujące nas kwestie, bez obawy, że nie zrozumiemy przesłania całej lektury. 

"Mówiąc inaczej" różni się od innych znanych mi poradników bo dokładnie widać w nim osobowość samej autorki. Każdy rozdział przepełniony jest anegdotami z jej życia czy też licznymi, często niekonwencjonalnymi przykładami. Jeśli nie oglądacie kanału Pauliny Mikuły dlatego, że nie zapałaliście do niej sympatią, z pewnością nie przypadnie Wam do gustu także jej książka. Owszem, autorka przywołuje sporo definicji i zasad wyznawanych przez znanych i cenionych znawców języka polskiego, ale to nie one przeważają w książce. Lekkość, humor i cięty język autorki przyczyniają się do tego, że "Mówiąc inaczej" staje się nie tylko pozycją wartościową, ale i przyjemną w lekturze.   

Podoba mi się też forma, którą zastosowała autorka i wydawca. I pomijam nawet kwestię krótkich, treściwych rozdziałów. Najważniejsze zasady i rady zostają dodatkowo wyeksponowane i wydrukowane w taki sposób, że czytelnik może je nie tylko łatwo znaleźć, ale także wyciąć z książki i powiesić w widocznym miejscu. Na samym końcu zamieszczony został zbiór kilkunastu zadań, które pomogą Wam sprawdzić co wynieśliście z lektury. 

"Mówiąc inaczej" nie jest lekturą dla każdego, ale myślę, że jeśli lubicie oglądać vlog Pauliny Mikuły, nie będziecie zawiedzeni. Autorce udało się bowiem zamknąć w owej pozycji trochę samej siebie. Sama książka to taka pigułka wiedzy o poprawnej polszczyźnie. Nie znajdziecie może odpowiedzi na wszystkie pytania, ale i tak możecie wynieść z niej porządną dawkę wartościowych informacji. 

"Mówiąc inaczej" Paulina Mikuła; wydawnictwo Flow Books (Znak); Kraków 2016 ★★
Read more

środa, 24 sierpnia 2016

Utrata, Rachel van Dyken
sierpnia 24, 20160 Comments

Już od jakiegoś czasu słyszałam sporo dobrego  na temat serii "Zatraceni" autorstwa Rachel van Dyken - a już w szczególności jeśli chodzi o jej pierwszy tom. Mimo mojej powszechnie znanej sympatii do gatunku New Adult, jakoś wcale nie spieszyłam się jednak do lektury. Jakkolwiek infantylnie to zabrzmi - odrzucała mnie od niej oprawa graficzna serii - i naprawdę zdaję sobie sprawę z tego w jakim mnie to stawia świetle, ale najpierw im się przyjrzyjcie a dopiero potem oceniajcie. Po raz kolejny gdyby nie lokalna biblioteka pewnie jeszcze długo nie sięgnęłabym po "Utratę" żeby nie powiedzieć, że mogłam tego nie zrobić wcale. A byłoby trochę szkoda. 

Kiersten pochodzi z małego miasteczka, gdzie każdy każdego zna a wiadomość o tym ile turystów przekroczyła granicę ich społeczności rośnie do rangi informacji dnia. Dziewczyna miewa koszmary, zażywa antydepresanty i boi się wszelkiego ryzyka. College jest jej szansą na to by stawić czoło swoim lękom i nareszcie zacząć żyć. Nawiązuje przyjaźnie z pewnym specyficznym i niezwykle pozytywnym kuzynostwem i, niemal dosłownie, zbija z nóg jednego z najprzystojniejszych i najbogatszych studentów. Wes wcale nie chce jednak angażować się w nowy związek. Mimo że Kiersten porusza w nim najczulsze strony, zdaje sobie sprawę z tego, że miłość nie jest tym co może jej aktualnie ofiarować. 

Rachel van Dyken tworzy cudną historię - dowcipną, uroczą a momentami może nawet wzruszającą - mimo że w bardzo dużym stopniu opiera ją na schematach gatunku. Autorka zdecydowanie najwięcej uwagi poświęca na rozwinięcie wątku miłosnego i tego jak zbawienny może mieć ona wpływ na życie człowieka. Owszem, od samego początku spodziewamy się jaki kierunek obierze znajomość Kiersten i Wesa, ale ich wzajemne przekomarzania i początkowa fascynacja w zupełności wystarczają by utrzymać zainteresowanie czytelnika. Zwłaszcza, że Rachel van Dyken zawsze trzyma w pogotowiu kilku drugoplanowych bohaterów, których żywe, entuzjastyczne osobowości stanowią miłą odskocznię - zwłaszcza Gabe skradł moje serducho. 

"Utrata" zaimponowała mi faktem, że autorce udało się oddać bliskość i wzajemny pociąg między bohaterami bez wplatania w treść scen erotycznych. Pod tym względem Rachel van Dyken odbiega trochę od gatunku, który wprost lubuje się w erotyce. Podobało mi się też to, że pomimo iż autorka sięga po trudniejszą tematykę, jej powieść nie traci na lekkości. Historia opowiadana naprzemiennie z perspektywy Kiersten i Wesa ma sporo dowcipnych i, nie mogę nie powtórzyć tego słowa, uroczych scen. I w przeciwieństwie do tego jak wpłynęła na wielu czytelników, nie wycisnęła ze mnie łez (ale może to być spowodowane faktem, że cierpiałam na ich niedobór po lekturze "Promyczka"). 

Żałuję tylko, że problemy z jakimi zmagała się Kiersten zostały zepchnięte na dalszy plan przez historię Wesa. Depresja jest mimo wszystko chorobą zdecydowanie częściej spotykaną wśród nastolatków a odniosłam dziwne wrażenie, że Rachel van Dyken nieco spłyciła ów problem. Rozumiem co chciała powiedzieć - że miłość przywraca chęć do życia i daje siłę do walki z przeciwnościami - ale nie wydaje mi się by było to tak proste. Zakochałam się, rzucam leki, jestem zdrowa! Nie jestem na tyle wyczulona na tym punkcie by pozbawiło mnie to przyjemności z lektury, ale wiem, że niektórym może to nieco bardziej przeszkadzać (zwłaszcza w kontekście nieco przesłodzonego zakończenia). 

"Utrata" jest powieścią, która nie powinna rozczarować żadnego wielbiciela gatunku New Adult. Rachel van Dyken ma lekkie pióro i doskonale radzi sobie z tym by wprawnie wpleść w swoją historie znane schematy. Nie było łez; obyło się bez zaskoczeń przy wyjawieniu sobie nawzajem sekretów. Ale dostałam dokładnie taką historię na jaką miałam w danej chwili ochotę. I dlatego z pewnością sięgnę po drugi tom serii - zwłaszcza, że Gabe ujął mnie w pewnym sensie bardziej niż główny bohater i jestem ciekawa jego historii. A wielbicielkom New Adult zdecydowanie polecam lekturę. 

"Utrata" Rachel van Dyken; wydawnictwo Feeria Young; Łódź 2015 ★★
Read more

wtorek, 23 sierpnia 2016

#7ReadUp - podsumowanie
sierpnia 23, 20160 Comments

Byłam strasznie podekscytowana rozpoczęciem maratonu czytelniczego #7ReadUp - do tego stopnia, że w nocy z 14 na 15 sierpnia (kiedy to maraton miał się właśnie rozpocząć) postanowiłam poczekać do północy i zacząć lekturę. Niewiele z tego wyszło, bo w niedzielę wróciłam do Krakowa niesamowicie zmęczona (tak to jest jak człowiek przyzwyczajony jest do spania we własnym łóżku) i nie dotrwałam nawet do godziny jedenastej żeby nie wspominać dalej. Byłam strasznie podekscytowana również tym, że akurat tydzień, w którym przypadał maraton spędzałam niemal zupełnie samotnie w domu - moim jedynym obowiązkiem było wyprowadzenie psa i przygotowanie obiadu dla Panny M. kiedy akurat wróci z pracy. Nie było nikogo kto absorbowałby mnie swoją obecnością i zagadywał. Problem polegał na tym, że mimo to jakoś nie byłam w nastroju do czytania. Żeby było śmieszniej - pomimo tego, że czytałam mało, absolutnie nie widać tego po moim rezultacie. Panna M. nawet się ze mnie podśmiewała - jak to się dzieje że praktycznie nie widzi mnie z książką w ręce a przeczytane strony i tak wzrastają z każdym dniem, a ja prawdopodobnie pobiłam swój rekordowy wynik w maratonie. Mówię wam - magia!

Przeczytane pozycje:

  1. "Ponad wszystko" Nicola Yoon (2,3 cm): Książka, w tytule której występuje przynajmniej jedno ośmioliterowe słowo; Książka, z przeczytaniem której ciągle zwlekasz i musisz się za nią zabrać teraz, zanim znowu rzucisz się w wir obowiązków; Książka, którą polecali polscy lub zagraniczni booktuberzy; Książka z uczniami lub studentami 
  2. "Koralina" Neil Gaiman (1,2 cm): Książka, w tytule której występuje przynajmniej jedno ośmioliterowe słowo; Przeczytaj książkę i obejrzyj jej ekranizację / adaptację
  3. "Inne zasady lata" Benjamin Alire Saenz (2,1 cm): Książka autora, którego nazwisko zaczyna się na literę S; Książka, z przeczytaniem której ciągle zwlekasz i musisz się za nią zabrać teraz, zanim znowu rzucisz się w wir obowiązków; Książka, którą polecali polscy lub zagraniczni booktuberzy; Książka z okładką w brązach i/lub pomarańczach; Książka z uczniami lub studentami
  4. "Panika" Lauren Oliver (2,2 cm): Książka, z przeczytaniem której ciągle zwlekasz i musisz się za nią zabrać teraz, zanim znowu rzucisz się w wir obowiązków; Książka z uczniami lub studentami; Przeczytaj ósmą książkę ze swojej półki
  5. "Przekonaj mnie, że to ty" Anna Karpińska (2,7 cm): Książka z motywem wody na okładce; Książka, z przeczytaniem której ciągle zwlekasz i musisz się za nią zabrać teraz, zanim znowu rzucisz się w wir obowiązków; Książka z uczniami lub studentami
  6. "Parabellum. Głębia osobliwości" Remigiusz Mróz (3,6 cm): Książka, którą polecali polscy lub zagraniczni booktuberzy; Zakończ serię, czyli przeczytaj ostatni tom lub zmaratonizuj całą serię

Tydzień z #7ReadUp:

  • PONIEDZIAŁEK: 328 str + 78 str = 406 str 
  • WTOREK: 106 str + 219 str = 325 str.
  • ŚRODA: 121 str + 257 str = 378 str
  • CZWARTEK: 191 str + 106 str = 297 str
  • PIĄTEK: 254 str + 34 str = 288 str
  • SOBOTA: 275 str
  • NIEDZIELA: 275 str + 33 str = 308 str

  • Trochę wbrew zasadom maratonu, nie zaliczyłam spektakularnego finiszu, a wręcz przeciwnie - towarzyszyła mi tendencja spadkowa - po prostu  miałam dobry start. Rzutem na taśmę (seans o godzinie 22 w niedzielę ;) ) udało mi się spełnić także wszystkie wyzwania związane z maratonem.
  • Jak być może zdążyliście policzyć przeczytałam razem 2 277 str - 6 książek w całości i 33 strony siódmej lektury, którą czytam obecnie. Przekroczyłam też wymagane 7 cm z grzbietów (ponad 14 cm!, czyli przeszło dwa razy więcej)
  • Z ciekawostek dotyczących maratonu - lwią część przeczytanych stron, przeczytałam w godzinach rannych, ewentualnie późno wieczornych.
  • Napisałam recenzje wszystkich tytułów czytanych w ramach #7ReadUp, ale będę się nimi z Wami dzieliła stopniowo ;)


Jestem strasznie ciekawa czy i Wy braliście udział w maratonie, a jeśli tak - jak Wam poszło? No i oczywiście czekam na kolejną edycję ;)
Read more

sobota, 20 sierpnia 2016

Premiery, na które czekam z niecierpliwością
sierpnia 20, 20160 Comments

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że co miesiąc publikuję przegląd najbardziej interesujących mnie zapowiedzi - byłoby ze mną naprawdę niedobrze gdyby sprawa prezentowała się inaczej - i dla większości z Was publikowanie tego posta pewnie mija się już z celem, ale, cytując Szekspira, "w tym szaleństwie" jest metoda". Przygotowując post z wybranymi zapowiedziami skupiam się nie tylko na sobie, ale i na Was - swoich czytelnikach. Staram się wyłowić z morza tytułów każdy, który zapowiada się choćby odrobinę ciekawie i w ten sposób zaprezentować Wam jak najbardziej rzetelny przegląd premier. Owszem, kieruję się wówczas moim gustem, bo dochodzę do wniosku, że skoro odwiedzacie Złodziejkę Książek, chociaż w niewielkim zakresie pokładacie w nim jakieś pokłady zaufania. Dzisiaj pozwalam jednak dojść do głosu mojej wewnętrznej egoistce. 

Chciałam się podzielić z Wami siedmioma tytułami, o których już samo myślenie wywołuje mój uśmiech. Tytułami, których planowana premiera (i miejmy nadzieje, że także ta "właściwa") ma miejsce jeszcze w tym roku - między wrześniem a grudniem. I tytułami, do których bardzo chciałabym dopisać jeszcze jeden tytuł - The winner's kiss, ale wydawnictwo Feeria Young milczy jak zaklęte, kiedy możemy oczekiwać premiery tomu trzeciego trylogii Niezwyciężona. Myślę, że większość z Was słyszała już wcześniej o poniższych tytułach i jestem ogromnie ciekawa czy wzbudzają u Was podobne emocje.


Harry Potter i przeklęte dziecko

Nie wspominam o Harry'm Potterze na blogu tak często jak niektórzy z Was nie dlatego, że nie kocham ów serii. Po prostu czytałam ją tak dawno, że czułabym się nie w porządku wymieniając ją jako "ulubioną" podczas gdy tak wiele szczegółów zatarło się w mojej pamięci. Jestem też chyba jedną z niewielu osób, która cieszy się, że polska premiera nie pokrywa się z tą zagraniczną. Owszem, nie mogę się doczekać "ósmej części" Harry'ego Pottera, ale Poerwsze negatywne opinie zadziałały na mnie jak kubeł zimnej wody i nie mam już AŻ TAK wygórowanych oczekiwań. Poza tym - październik nie jest już aż tak odległym miesiącem a czasami to właśnie okres oczekiwania jest tym najmilszym (zasada, które znajduje zastosowanie w przypadku KAŻDYCH świąt Bożego Narodzenia).

Heartless

Nie wiem czy słyszeliście, chociaż mam wrażenie, że ta wiadomość obiegła książkową blogosferę z prędkością światła, ale wydawnictwo Papierowy Księżyc zdecydowało się na to by wznowić i nareszcie dokończyć Sagę Księżycową (dostrzegacie analogie?). Ma to jednak nastąpić dopiero w 2017 roku (stąd oficjalnie serii nie ma na liście) a na otarcie łez wydawnictwo postanowiło zaoferować czytelnikom najnowszą powieść autorki - "Heartless". Wiecie jak to jest z Papierowym Księżycem - ich kalendarz ewidentnie odbiega od tego, którym posługujemy się na co dzień (wybaczam! I i tak kocham!) - ale wstępnie kazali nam odliczać do listopada. Przyznaję, zarys fabuły brzmi tak obiecująco, że przebieram nogami z niecierpliwości.

Szóstka wron

Czuję się trochę jak mały oszust, bo nie czytałam trylogii Grisha Leigh Bardugo i zdecydowanie powinnam to nadrobić przed lekturą jej nowej powieści. Poza tym, zostało udowodnienie naukowo - a jeśli nie to ktoś powinien to zrobić! - że osobom zakochanym w twórczości danego autora znacznie trudniej oczekuje się  na ich nowe powieści. Wszystkiemu winien jest zagraniczny booktube! Kiedy booktuberzy, którym ufasz i którzy zwykle nie sięgają nawet po popycie Young Adult, zachwycają się jakimś tytułem - jak możesz zapanować nas ekscytacją? Otóż to. A z perspektywy okładkowej sroki - jak nie dać się uwieść tej oprawie graficznej? A jeśli solidaryzujecie się razem ze mną w bólu powiem tylko tyle - jak to dobrze, że mamy już prawie wrzesień.

Truthwitch

Nie słyszałam samych peanów zachwytu odnośnie tego tytułu, ale to mnie akurat tylko przyciąga do "Truthwitch". A już zdecydowanie przekonuje mnie fakt, że fabuła w dużej mierze skupia się ponoć na prawdziwej damskiej przyjaźni (bo, spójrzmy prawdzie w oczy, brakuje nam tego w literaturze YA i fantastyce). Nie wiem czy słusznie, myśląc o Truthwith jakoś tak automatycznie przychodzi Mid o głowy Sarah J. Maas - co nie trzyma się kupy bo zarys fabuły w niczym nie przypomina Szklanego tronu.  Może chodzi o okładkę a może o fakt, że w życiu codziennym obie autorki się przyjaźnią. W każdym razie, dowiemy się wszystkiego w październiku dzięki wydawnictwu SQN.


November 9

Myślę, że zdajecie sobie sprawę z tego, że przepadam za gatunkiem New Adult a już w szczególności twórczością Colleen Hoover. Nadal nie zapoznałam się jeszcze z Never, Never, ale przyznaję, że jakoś November 9 bardziej do mnie przemawia.  Co więcej, mam wrażenie, że to właśnie powyższa pozycja podzieliła wielbicieli autorki - czytelnicy zakochani do tej pory w jej twórczości zdecydowanie nie szczędzili słów ostrej krytyki - i jestem ciekawa czy i u nas będzie podobnie. Cieszy mnie też, że wydawnictwo w końcu zdecydowało się na to by zachować oryginalną okładkę ( wyznaję zasadę, że nie warto rezygnować z czegoś co już jest wystarczająco dobre). Zagadka na koniec: kiedy jest premiera?

The nightingale

Ile ja się naszukałam informacji o tej premierze! Byłam przekonana, ż ena Facebooku mignęła mi oryginalna okładka i wertowałam kolejne fanpage'e wydawnictw by przekonać się czy miałam racje. Miałam. O powieści wspomniałam Świat Książki i obiecywał premierę na wrzesień. A co z tego wyjdzie? Zobaczymy, ale liczę na to, że plany nie uległy zmianie. Po pierwsze dlatego, że uwielbiam powieści osadzone w czasach II wojny światowej. Po drugiej, zagraniczny booktube zachwycał się ów pozycją w zeszłym roku a autorka otrzymała nawet za nią nagrodę czytelników od portalu Goodreads za najlepszą powieść "historical fiction".

The muse

Wybaczę Wam jeśli nie słyszeliście o tej pozycji dlatego, że, z tego co kojarzę, nie miała ona jeszcze swojej premiery nawet za granicą. Tym razem zostałam natomiast przekonana za sprawą nazwiska autorki. Jakiś czas temu, jakieś dwa lata, zachwyciłam się debiutem Jessie Burton Miniaturzystką.  Zarówno pomysł jak i wykonanie były na tyle udane, że wiedziałam że będę chciała wrócić do jej twórczości. Skrycie liczę na to, że Wydawnictwo Literackie zachowa oryginalną okładkę - bo jest cudna! - ale pewnie przekonamy się o tym trochę bliżej listopada. Tak czy siak, możecie być pewni, że trafi do mojej biblioteczki.

Jestem ciekawa czy i Wy czekacie z utęsknieniem na jakiś tytuł i czy w którymś przypadku możemy się trochę nawzajem powspierać?
Read more

czwartek, 18 sierpnia 2016

Nigdy nie gasną, Alexandra Bracken
sierpnia 18, 20160 Comments

Myślę, że znacie to uczucie - po zakończeniu pierwszego tomu, który absolutnie Was w sobie rozkochał siedzicie z drugą częścią serii w dłoniach i z jednej strony nie możecie doczekać się lektury, a z drugiej nie potraficie pozbyć się uporczywej myśli "co jeśli mam zbyt wysokie oczekiwania i tym razem się zawiodę?". W tym konkretnym przypadku ów myśl wydawała mi się jeszcze bardziej dotkliwa, Kiedy podzieliłam się z Wami informacją o tym, że czytam trylogię Alexandry Bracken na instragramie, pojawiło się sporo opinii, że ów seria jest przereklamowana i rozczarowująca. Ale wiecie co? Wyjątkowo się z Wami nie zgodzę.

Liga Dzieci jawi się Ruby jako zło konieczne, środek do uzyskania określonego celu. Wątłe doświadczenie jakie sama posiadała, ale przede wszystkim relacja Liama wystarczają by nastawić ją do całego przedsięwzięcia negatywnie. A jednak teraz jest jego częścią i to jako Liderka drużyny - niechętnie do niej nastawionej Vidy, pokiereszowanego przez los Nico i budzącego instynkt opiekuńczy Jude'a. Co więcej, odkrycie zaskakujących faktów na temat owej grupy sprawia, że, wyruszając na kolejną misje, Ruby nie tylko chce odnaleźć Liama, ale także pomóc jego bratu w uzyskaniu przedmiotu, który może uratować Ligę.

Drugi tom trylogii wydaje się najtrudniejszym etapem opowiedzenia historii z perspektywy autora. A przynajmniej na to wskazuje doświadczenie z innymi pozycjami tego typu. Ale zgadzam się z z zasłyszaną za granicą opinią, że Alexandra Bracken radzi sobie z tym doskonale, utrzymując wysoki poziom pierwszego tomu, a momentami nawet go przewyższając. "Nigdy nie gasną"  w znaczącym stopniu kontynuują wątki zaczerpnięte z poprzedniego tomu i znacząco poszerza perspektywę świata przedstawionego. Nie przynosi odpowiedzi na pytania jak doszło do epidemii, ale za to przybliża nieco bardziej historię Ligi Dzieci oraz różne warianty historii dzieci, które przeżyły epidemie i zostały obdarzone zdolnościami.

Wspominałam o tym już wcześniej, ale drugi tom tylko potwierdził moje spostrzeżenia. "Nigdy nie gasną" są historią mroczną - i to zarówno ze względu na to jak świat reaguje na zdolności jak i to w jaki sposób wpłynęły one na osobowość i zachowanie "uzdolnionych". Alexandrze Bracken udaje się też ukazać przemianę głównych bohaterów - zwłaszcza tych, których kojarzymy już z pierwszego tomu jak Ruby czy Pulpet - przesunięcie ich granic moralnych i przerażenie tym do czego są teraz zdolni.

Tym co wyróżnia drugi tom na tle "Mrocznych umysłów" jest jednak przyspieszenie akcji. Alexandra Bracken wciąż poświęca sporo uwagi szczegółowej narracji i oddaniu emocji, ale równocześnie dynamizuje fabułę zwrotami akcji czy scenami bezpośredniej walki miedzy bohaterami. Po raz kolejny autorka odsuwa również na bok wątek miłosny - choć w pewnym momencie i on odgrywa kluczową rolę - a uwagę poświęca przybliżeniu innych relacji na równi tych nowych jak i tych "z historią". Zresztą, już samo przedstawienie nowych sylwetek bohaterów zasługuje na uznanie.

" Nigdy nie gasną" stanowią doskonałą kontynuację pierwszego tomu. Alexandra Bracken poszerza perspektywę świata przedstawionego i sprawnie kontynuuje rozpoczęte wątki a przy tym znacznie dynamizuje akcję. Nie wiem co sprawiło, że historia Ruby nie zyskała sympatii szerszego grona czytelników, ale ja wciąż pozostaje pod jej urokiem, Alexandra Bracken utwierdziła mnie w przekonaniu, ze posiada świetny styl pisania i doskonale udaje jej się ukazać relacje między bohaterami. Osobiście gorąco polecam Wam lekturę a sama czekam na zakończenie owej historii.

"Nigdy nie gasną" Alexandra Bracken; wydawnictwo Moondrive (Otwarte); Kraków 2014 ★★

Read more

wtorek, 16 sierpnia 2016

Wiek cudów, Karen Thompson Walker
sierpnia 16, 20160 Comments

Od czasu do czasu przeglądam zagraniczny booktube w nadziei, że znajdę jakąś pozycję, która a) nie jest zbyt popularna czy zachwalana i b) nie wpisuje się w nurt powieści Young Adult ani New Adult. W taki sposób natrafiłam choćby na uwielbiany przeze mnie "Fioletowy hibiskus" czy "Skazaną" (którą co prawda zakupiłam, ale jakoś nadal nie zabrałam się do lektury), i tak też zdecydowałam się na lekturę "Wieku cudów". Trochę zdziwił mnie fakt, że ów tytuł już dwukrotnie został wydany w Polsce a do tej pory jakoś nie zetknęłam się z opiniami na jego temat, ale to tylko zmotywowało mnie do lektury - liczyłam na to, że wynajdę dla Was coś niesamowitego. Ale nie do końca tak było.

Początkowo zmiany są bardzo subtelne, prawie niezauważalne, ale wkrótce nie da się już ich ignorować. Następuje spowolnienie, dzień i noc stają się coraz dłuższe i postrzeganie doby w tych samych kategoriach wydaje się całkowicie bezcelowe. Część społeczeństwa postępuje zgodnie z zaleceniami rządu, pozostali porzucają dotychczasowe życie i formułują się w specyficzne grupy. Początkowo "spowolnienie" wydaje się oddziaływać tylko na zwierzęta, zwłaszcza ptaki, ale wkrótce i ludzie odczuwają jego negatywne działanie. A gdzieś w tle owych przemian  rozgrywa się normalne życie takie jak to Julii - odrobinę samotnej, skrywającej sekret nastolatki, która po raz pierwszy w życiu się zakochuje.

"Wiek cudów" jest kolejną historią, która wydaje się przekłamana jeśli patrzymy na nią z perspektywy okładkowego opisu. Przed lekturą zapoznałam się z blurbem wznowionej w 2016 edycji i spodziewałam się jakiejś wielkiej, romantycznej opowieści, rozgrywającej się w obliczu końca świata. Tymczasem debiut Karen Thomspon Walker  opowiada zupełnie inną historię. Chociaż bez wątpienia mamy do czynienia z powieścią post-apokaliptyczną, fabuła nie obfituje w wartką akcje czy też nagłe zwroty. Wręcz przeciwnie - jej tempo jest niespieszne a zwolennicy akcji mogą wręcz odczuwać chwilowe znużenie.

Karen Thompson Walekr ma zupełnie inną koncepcję zbliżającej się apokalipsy.  Objawiającej się bardzo subtelnymi zmianami, które na pierwszy rzut oka wydają się niemal błahe i niezwykle powolnej, a przy tym przerażającej tym, że wydaje się ona nieunikniona. I nawet jeśli momentami chciałam żeby wydarzyło się coś więcej i wyczekiwałam jakiegoś punktu kulminacyjnego, murze przyznać, że owa wizja świata wyjątkowo we mnie trafiła. Może dlatego, ze wydawała się tak bliska temu co znamy i przez to wydawała się o wiele bardziej prawdopodobna.

Pomijając ową post-apokaliptyczną wizję, debiut Karen Thompson Walker to jednak przede wszystkim napisana pięknym językiem opowieść o dojrzewaniu. Ze względu na specyficzne tempo nie zaryzykowałabym stwierdzeniem, że jest to powieść, która trafi do młodzieży. Trzeba jednak oddać autorce, że z problematyką dojrzewania radzi sobie lepiej niż niejeden pisarz Young Adult. Karen Thompson Walker udaje się oddać poczucie osamotnienia i niezrozumienia Julii a także jej silną potrzebę by znaleźć kogoś w kim miałaby oparcie - czy to przyjaciela, czy wreszcie miłość.

"Wiek cudów" bez wątpienia nie jest złym debiutem. Karen Thomspon walker tworzy jednak powieść, której trudno znaleźć adekwatnego odbiorcę - czy to z powodu powolnego, niespiesznego tempa czy problematyki bliskiej nastolatkom. Osobiście odnalazłam w tej subtelnej, melancholijnej powieści coś ujmującego a z drugiej strony oczekiwałam od niej czegoś zupełnie innego i być może nie byłam w nastroju na tego typu historię. Jeśli zdecydujecie się na lekturę, miejcie na uwadze, że opis bardzo przekłamuje rzeczywistość.

"Wiek cudów" Karen Thomspon Walker; wydawnictwo Znak; Kraków 2012 ★★½
Read more

niedziela, 14 sierpnia 2016

#7ReadUp TBR
sierpnia 14, 20160 Comments

Czekałam na ogłoszenie jakiś konkretów odnośnie kolejnej edycji 7ReadUp, już od jakiegoś czasu. I nawet nie chodziło o to, że mam jakieś ogromne zaległości czytelnicze - te udało mi się już trochę zminimalizować przez wakacje. Po prostu napatrzyłam się ostatnio na te wszystkie vlogi i wrap up-y odnośnie Booktubeathonu na zagranicznym booktubie i sama zapragnęłam wziąć udział w jakimś maratonie czytelniczym. Trzymałam przy tym jedynie kciuki by Martha nie zdecydowała się na edycje we wrześniu bo wtedy niestety wracam do obowiązków i nie wiem w jakim stopniu mogłabym się skupić na lekturze. 

Jak być może już wiecie 7ReadUp rozpoczyna się jednak 15 sierpnia i trwa cały tydzień czyli dokładnie do 21. Jak zwykle możecie wziąć udział w maratonie na dwa sposoby - jeden zakłada jedynie przeczytanie jak największej ilości książek, których grzbiety będą miały min. 7 cm, drugi - spełnienie dodatkowych wyzwań wymyślonych przez Marthę. A że osobiście nie lubię obierać w życiu drogi na skróty, zdecydowałam się na trudniejszą wersję. 

WYZWANIA:

S JAK SIERPIEŃ - Książka autora, którego nazwisko zaczyna się na literę S.

Wbrew pozorom wcale nie było to takie łatwe i musiałam trochę się pogłowić, ale w końcu znalazłam na swojej półce "Inne zasady lata". Raz zaczęłam już lekturę tej powieści, ale było to dawno, dobrnęłam chyba tylko do trzeciego rozdziału i niewiele z tego pamiętam. 

OŚMIOLITEROWY SIERPIEŃ - Książka, w tytule której występuje przynajmniej jedno ośmioliterowe słowo.

Kolejne wyzwanie, które wydawało się proste jedynie z pozycji osoby oglądającej filmik Marthy. Wierzcie lub nie, ale na swoich półkach wyszukałam dosłownie kilka pozycji spełniających ten warunek - zwłaszcza że chciałam wyszukać takiej książki, ktorej jeszcze nie czytałam. Na szczęście natrafiłam na "Ponad wszystko". 

WYPAD NAD MORZE - Książka z motywem wody na okładce.

"Przekonaj mnie, że to ty". Przyznaje że nie jestem zbyt pozytywnie nastawiona do tego konkretnego wyboru i możliwe, że na przestrzeni kolejnych dni ulegnie on jeszcze zmianie, ale a) jest to jedna z niewielu pozycji z wodą na okładce i b) potrzebuję w swoim TBR-ze czegoś co nie jest powieścią YA. 

OSTATNIE PODRYGI WAKACJI - Książka, z przeczytaniem której ciągle zwlekasz i musisz się za nią zabrać teraz, zanim znowu rzucisz się w wir obowiązków.

Tak naprawdę zwlekam z przeczytaniem niemal każdej książki w owym stosie, ale że "Ponad wszystko" już od pewnego czasu "oszczędzałam" na czas maratonu, powiedzmy że to ona najlepiej wpasowuje się w owe wyzwanie. 

SIERPIEŃ W HRABSTWIE OSAGE - Przeczytaj książkę i obejrzyj jej ekranizację / adaptację.

Zakładam, że nie spełnię tego wyzwania. Naprawdę. Nie jestem wielbicielką filmów i muszę być w nastroju żeby jakiś obejrzeć, a na domiar złego jedyna książka, którą posiadam na półce i spełnia ową kategorie jakoś nie wzbudza mojego zainteresowania. Gdybym jakimś cudem spełniła wszystkie inne wyzwania, albo coś mi odbiło - czekam obecnie na odbiór "Koraliny" z biblioteki. 

WAKACJE PRZED KOMPUTEREM - Książka, którą polecali polscy lub zagraniczni booktuberzy.

Akurat to była dla mnie najprostsza kategoria. Mam wrażenie, że mogę do nie podpasować większość tytułów. Jeśli chodzi o polski booktube - "Parabellum", a zagraniczny? "Inne zasady lata", "Ponad wszystko", "Simon oraz inni homo sapiens"

WAKACYJNA OPALENIZNA - Książka z okładką w brązach i/lub pomarańczach.

Trochę działam tutaj na własną korzyść, ale postanowiłam podpiąć pod ową kategorię "Inne zasady lata". Okładka jest raczej żółta, ale ma pomarańczowy napis i brązowo-pomarańczowe refleksy. 

ZARAZ POWRÓT DO SZKOŁY - Książka z uczniami lub studentami.

Mam wrażenie, że mogłabym wziąć pod uwagę kilka tytułów - w końcu większość pozycji YA dotyczy uczniów - ale zdecydowałam się na moj najświeższy nabytek "Simon oraz inni homo sapiens"

KONIEC WAKACJI - Zakończ serię, czyli przeczytaj ostatni tom lub zmaratonizuj całą serię.

Żeby spełnić to wyzwanie najpierw muszę narzucić sobie inne. W chwili gdy tworzyłam ten wpis nie przeczytałam jeszcze drugiego tomu i chciałabym to zrobić przed 15 sierpnia. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w trakcie 7ReadUp-a skończę trylogie Parabellum. 

ÓSMY MIESIĄC - Przeczytaj ósmą książkę ze swojej półki.

W mojej wyliczance wyszło na to, że mam dwa tytuły do wyboru. "Panikę" oraz "Cień i kość". Skłaniam się raczej ku tej pierwszej opcji, ale jeśli będę mieć dość YA osadzonych w naszym świecie, pewnie zdecyduje się siegnąć po powieść Leigh Bardugo. 

I naprawdę nie pytajcie mnie kiedy tego dokonam. Nie wiem. Ale trzymajcie mocno kciuki. I koniecznie pokażcie mi swoje TBR-y.  
Read more

piątek, 12 sierpnia 2016

Mroczniejszy odcień magii, V. E. Schwab
sierpnia 12, 20160 Comments

Chyba nie przesadzę mówiąc, że "Mroczniejszy odcień magii" stanowił jedną z najgorętszych premier lata. Zagraniczny booktube, a Jessethereader w szczególności, tak bardzo rozpływał się nad twórczością V. E. Schwab (czy też Victofii Schwab), że polscy czytelnicy z utęsknieniem oczekiwali premiery którejkolwiek z jej powieści. A w lipcu w końcu się doczekaliśmy. I kiedy tylko "Mroczniejszy odcień magii" trafił w moje ręce, niemal natychmiast rzuciłam się do lektury. 

W równoległych światach istnieją cztery Londyny - Szary rządzony przez szalonego króla i niemal całkowicie pozbawiony magii; Czerwony, gdzie w dużej mierze to właśnie magia decyduje o statusie człowieka; Biały sterroryzowany przez dwójkę bliźniaków i wycieńczony ciągłymi walkami oraz Czarny - odseparowany od reszty i zniszczony przez nieokiełznaną magię. Kell, ambasador Czerwonego Londynu i jeden z ostatnich antarich, może podróżować między równoległymi miastami. Wbrew zakazom w trakcie owych wędrówek młody antari dokonuje przemytu. Mimo ostrzeżeń, Kell nie rezygnuje z niebezpiecznego hobby a kiedy na skutek intrygi przemyca niebezpieczny artefakt Czarnego Londynu, wplątuje się w poważne kłopoty. U boku nieoczekiwanego sprzymierzeńca - złodziejki Lili - musi zwrócić kamień tam gdzie jego miejsce. Zwłaszcza, że stawką jest bezpieczeństwo wszystkich światów. 

V. E. Schwab rzeczywiście posiada dziwny talent do angażowania czytelnika w opowiadaną przez siebie historie. "Mroczniejszy odcień magii" ujął mnie niemal od pierwszej strony, mimo że na co dzień nie czytam zbyt dużo powieści fantastycznych, nawet nie akcją, ile już samą wizją wykreowanego na kartach świata. Już sama perspektywa równolegle funkcjonujących Londynów brzmiał zachęcająco, ale V. E. Schwab udało się wykorzystać ów pomysł w praktyce.  Poszczególne Londyny różni nie tylko nazwa - w trakcie lektury obserwujemy odmienny obraz miast, społeczność i obowiązującą hierarchię a nawet język. 

To prawda, że nie wszystko zostaje wytłumaczone i przybliżone, ale też trudno wymagać od autorki by w pierwszym rozdaniu odsłaniała wszystkie karty. Ważnym elementem wykreowanego przez autorkę świata stanowi antari o to o nim V. E. Schwab zdarza na razie najwięcej informacji - chociaż wciąż nie wszystko - choćby odpowiedź na pytanie dlaczego to właśnie Kell jest jednym z ostatnich przedstawicieli). Jako osoba nie przywykła do fantastyki, zwłaszcza tej skierowanej ku dorosłym, doceniam fakt jak jasno i klarownie udało się przedstawić autorce nową rzeczywistość. 

Zarówno Kell jak i Lila stanowią doskonały duet głównych bohaterów. Mimo że widać, iż V. E. Schwab wspierała się pewnymi schematami przy ich kreowaniu, ujmują czytelnika swoją osobowością i tym jak bardzo nie na miejscu czują się w sytuacji jakiej przyszło im żyć. Póki co w fabule nie ma miejsca na wątek romantyczny, ale obawiam się o drogę jaką obierze autorka w kolejnych tomach - przynajmniej pod tym względem V. E. Schwab pozostawiła zresztą kilka rozpoczętych kwestii sugerujących czego możemy spodziewać się dalej. 

"Mroczniejszy odcień magii" to naprawdę dobry początek dla trylogii. V. E. Schwab ujmuje czytelnika swoim pomysłem na świat przestawiony a bohaterowie z miejsca budzą sympatie czytelnika. Pomijając fabułę, jest to też powieść swietnie wydana. Dopracowane wnętrze (zwłaszcza zachwycający design poprzedzający każdy rozdział) stanowi doskonałe dopełnienie dla treści. Jeśli przepadacie za fantastyką (albo chcecie jej dać szansę) i macie co najmniej te 15/16 lat (bo mimo wszystko w fabule jest kilka brutalnych i dosyć graficznych scen), powinniście siegnąć po "Mroczniejszy odcień magii". 

"Mroczniejszy odcień magii" V. E. Schwab; wydawnictwo Zysk i S-ka; Poznań 2016 ★★★★
Read more

środa, 10 sierpnia 2016

Intimidating TBR Pile tag
sierpnia 10, 20160 Comments

Zastanawiałam się czym urozmaicić w tym miesiącu kolejne recenzje (które, nie ma co ukrywać, nie zawsze interesują Was w równym stopniu), pomijając stałe punkty programu jakimi są zapowiedzi i linki miesiąca. W końcu zdecydowałam się na TAG i to nie tylko ze względu na to, że wydaje się to najbardziej oczywiste rozwiązanie. Doszłam bowiem do wniosku, że Intimidating TBR Pile Book Tag, który świeci triumfy na zagranicznym booktubie, może być  jedną z niewielu okazji do opowiedzenia Wam o książkach, które zalegają na mojej półce nieprzeczytane. Być może samo wspomnienie o jakiejś pozycji zmotywuje mnie do lektury, a być może zrobicie to Wy - w komentarzach. 

Jeśli chodzi o to ile nieprzeczytanych tytułów zalega na mojej półce - nie jestem w stanie na to odpowiedzieć. Zapewne więcej niż spodziewa się tego mój mamutek - ale ona myśli w kategoriach nie przekraczających dziesięciu tytułów - a rownocześnie mniej niż było tego jeszcze pół roku temu. Niektóre pozycje potrzebują po prostu czasu bym do nich dojrzała - a przynajmniej tak sobie powtarzam.

1. Książka z twojej listy TBR, której nie byłaś w stanie skończyć

Jeszcze nie tak dawno takich tytułów było więcej - choćby "Księżniczka z lodu" czy - zaskoczenie! - "Tysiąc wspaniałych słońc". Na dzień obecny owa liczba zmniejszyła się do zaledwie dwóch pozycji (a będąc zupełnie szczerym do jednej, bo druga powędrowała do mojej lokalnej biblioteki czego teraz trochę jednak żałuję). Pierwszym tytułem jest "Szkarłatna tablica" Carla Montero, co dziwi mnie tym bardziej, że książka wydaje się wręcz napisana pod mój gust czytelniczy i dlatego zdecydowanie chciałabym jeszcze dać jej szanse. Drugim są "Amerykańscy bogowie" Neila Gaimana. Zabierałam się do tej powieści dwukrotnie i za każdym razem nie dobrnęłam nawet do połowy, aż w końcu się zdenerwowałam i podarowałam swój egzemplarz bibliotece. Trochę szkoda bo obejrzenie trailera serialu sprawiło, że na nowo zainteresowałam się tą pozycją, ale najwyżej kiedyś ją wypożyczę.

2. Książka, której nie miałaś jeszcze czasu przeczytać

Mam wrażenie, że ten podpunkt mógłby dotyczyć dosłownie każdej pozycji, która znajduje się aktualnie na mojej półce - oczywiście zakładając, że jeszcze jej nie czytałam. Ale gdybym koniecznie miała wspomnieć jakieś konkretne tytuły byłyby to dwa kolejne tomy trylogii o komisarzu Forstcie. Po TAKIM zakończeniu powinnam z prędkością światła sięgnąć po drugą część, ale wówczas nie miałam jej pod ręką a potem przyszła sesja i człowiek nie miał pojęcia w co ręce włożyć żeby się ze wszystkim wyrobić. Drugim takim tytułem jest z kolei "Małe życie". Gabaryty tej pozycji sprawiają, że wydaje mi się, że będę musiała zainwestować w nią sporo wolnego czasu, a ten niestety nie jest z gumy.

3. Książka, której nie przeczytałaś dlatego, że jest to kontynuacja serii

Zdecydowanie "Przez bezmiar nocy". Miałam spory problem ze znalezieniem tego tomu, a kiedy wreszcie upolowałam go w Głównej Księgarni Naukowej zorientowałam się, że nie pamiętam już praktycznie niczego co dotyczy fabuły pierwszej części i najpierw muszę ją sobie odświeżyć. Od czasu do czasu decyduje się na relekturę, ale wiecie, że nie zdarza się to aż tak często a ostatnio zrobiłam już wyjątek dla "Mrocznych umysłów" i serii Legenda autorstwa Marie Lu. Teraz czuję potrzebę czytania czegoś nowego.

4. Książka, której nie przeczytałaś dlatego, że jest to nowa pozycja na twojej półce

Przez ostatni miesiąc nie kupiłam żadnej pozycji! (Wiem, mnie też to boli. A rownocześnie sprawia, że jestem z siebie dumna) Ale jedna pozycja i tak do mnie przywędrowała i to dosłownie przedwczoraj. Jest to cudna powieść od wydawnictwa Papierowy Księżyc "Simon oraz inni homo sapiens", na którą naczekałam się tak długo, że myslałam już, że moja ukochana Poczta po raz kolejny nawaliła i zgubiła paczkę. Z przyjemnością rzuciłabym się na lekturę, ale a) męczę "Prawdę o dziewczynie" i b) oszczędzam ją na 7ReadUp. Jakoś mam wrażenie, że idealnie się nada na szybką, lekką lekturę.

5. Książka autora, którego powieść już kiedyś czytałaś, ale nie przypadła Ci wówczas do gustu

Nie mam takiej. Kilka miesięcy temu, przed lekturą "Oddam Ci słońce", wskazałabym właśnie na tamten tytuł, ale teraz - nie wiem. Najbliżej prawidłowej odpowiedzi znajduje się "Dwór cierni i róż". Początkowo byłam zachwycona debiutem Sarah J. Maas, ale im dłużej mam tą lekturę za sobą tym mniejszą darzę ją sympatią. A już jej ostatnie oświadczenia o wydłużeniu obu serii absolutnie mnie zraziły. Jakoś nie przekonuje mnie takie działanie dla pieniędzy. (Co m. in. jest powodem, dla którego nadal nie sięgnęłam po zakończenie Darów Anioła i utknęłam na tomie trzecim - pierwotnym zakończeniu)

6. Książka z twojej listy TBR, której nie przeczytałaś bo nie masz na to aktualnie ochoty

Osobiście jestem strasznej humorzastym czytelnikiem. Co chwilę zmieniam zdanie na temat tego co chciałabym przeczytać w następnej kolejności, stąd też wymieniam zawsze tak mało tytułów w TBR-ze. Automatycznie widząc to pytanie nasunęły mi się dwa tytuły. Pierwszy to "Droga do domu", bo wiem, że pokocham tą pozycje, ale muszę po prostu po nią sięgnąć w odpowiednim czasie. Drugi to "Czas żniw". Trzymałam ją nawet w dłoniach z zamiarem rozpoczęcia lektury, ale doszłam do wniosku, że to nie jest jeszcze ta chwila.

7. Książka z twojej listy TBR, której nie przeczytałaś ponieważ jest OGROMNA

Jakoś tak ostatnio nie kupuję zbyt dużo ogromnych książek. Nie wiem czy robię to celowo - bo dłużej zbieram się wtedy żeby po nie siegnąć - czy jest to raczej kwestia przypadku. Największą nieprzeczytaną na mojej półce pozycją jest chyba obecnie, wspomniane już wcześniej, "Małe życie", które otrzymałam z okazji imienin na początku lipca. Pierwotnie zamierzałam sięgnąć po ów pozycje w wakacje, ale te coraz bardziej się kurczą (zwłaszcza, że w tym roku wrzesień zapowiada się wyjątkowo pracowicie, albo w rozjazdach) i zobaczymy co z tego wyjdzie.

8. Książka z twojej listy TBR, którą kupiłaś tylko ze względu na okładkę

Chyba wyrosłam z tego okresu by kupować książkę tylko i wyłącznie ze względu na okładkę a potem jej nie czytać. Dodatkowo odkąd zaczęłam blogowanie i wkręciłam się w oglądanie booktube'a, naprawdę mało jest na moich półkach książek, o których nie słyszałam przed zakupem (czy to źle, czy dobrze).  Posiadam natomiast jedną pozycje, w ktorej to właśnie okładka ostatecznie przekonała mnie do zakupu mianowicie debiut Nicoel Yoon "Ponad wszystko".

9. Książka z twojej listy TBR, która najbardziej cię onieśmiela

Wydaje mi się, że jest to "Amerykaana" Chimamandy Ngozi Adichie. I to z kilku powodów. Przede wszystkim jest to pozycja, na którą trzeba poświęcić trochę wolnego czasu (patrz - jest po po prostu strasznie gruba). Ale poza tym obawiam się, że nie sprosta moim wygórowanym oczekiwaniom. Tylko jak tu się nie nastawiać pozytywnie gdy poprzednia powieść Chimamandy Ngozi Adichie tak bardzo mnie zachwyciła a ponad to nasłuchałam się o niej samych superlatywów. 

A jak wygląda Wasza lista TBR? I do której pozycji na tej liście najciężej jest się Wam zabrać?

Read more

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Jak powietrze, Agata Czykierda-Grabowska
sierpnia 08, 20160 Comments

"Jak powietrze" było powieścią, która zawładnęła internetem jeszcze przed oficjalną premierą.  Czytelnicy, zachwyceni cudną oprawą graficzną i chwytliwym (choć niestety przekłamanym) hasłem reklamowym, z niecierpliwością przebierali nogami oczekując lektury, a pierwsze pozytywne opinie recenzentów tylko podsycały ów ekscytacje. Kiedy sięgnęłam w końcu po "Jak powietrze", miałam już dosyć wygórowane oczekiwania i teraz, z perspektywy czasu, myślę, że na tym polegał mój błąd. Bo choć nie zaprzeczam, że powieść Agaty Czykierdy-Grabowskiej czyta się lekko i przyjemnie, nie zdołała mnie zachwycić.

Oliwia z pozoru wiedzie szczęśliwe i beztroskie życie. Jej ojciec jest dobrze zarabiającym lekarzem i dziewczyna nie musi troszczyć się o pieniądze; ma niezwykle przystojnego chłopaka, całkowicie w niej zakochanego; i otacza ją grupka przyjaciół przy której po prostu dobrze się bawi. A jednak Oliwia wcale nie jest szczęśliwa i często czuje się samotna. Jej życie obiera całkowicie nowy kierunek, kiedy przez nieuwagę potrąca chłopaka. Dominik musi opiekować się swoim młodszym rodzeństwem a noga w gipsie niemal mu to uniemożliwia. Trochę z powodu wyrzutów sumienia,  a trochę ze względu na czystą życzliwość, Oliwia postanawia pomóc chłopakowi w jego codziennych obowiązkach. A ta prosta decyzja całkowicie odmienia zarówno życie Oliwii, jak i Dominika. 

"Jak powietrze", wbrew sugestiom z okładki, wcale nie jest pierwszą powieścią New Adult, ale zdecydowanie przynależy do owego gatunku. Agata Czykierda-Grabowska, inspirując się zagranicznymi powieściami NA, opowiada historię dwójki pokiereszowanych przez los młodych ludzi i mocno osadza ową fabułę w realiach Warszawy. Autorka skupia się przy tym niemal wyłącznie na wątku rodzącego się na oczach czytelników uczucia. Jego intensywność i tempo w jakim się rodzi budzi co prawda pewne watpliwości, ale nie ujmuje to samej historii pewnego uroku. 

Pomimo dosyć sporego natężenia dramatyzmu w fabule, historia Oliwii i Dominika wydaje się w jakiś dziwny sposób realistyczna - i chyba tym ujmuje w szczególności. Agata Czykierda-Grabowska doskonale poradziła też sobie z wykreowaniem niektórych bohaterów. Owszem, ślepe przekonanie Oliwii, że jej ojcu na niej nie zależy i zmienne nastroje Dominika chwilami podnoszą ciśnienie czytelnika, ale za to Hania i Kacper szturmem podbijają jego serce. Chociaż "Jak powietrze" określana jest jako powieść New Adult, autorka nie nadużywa scen erotycznych w fabule. A dzięki temu sama historia wydaje się bardziej subtelna. 

Trochę szkoda, że Agata Czykierda-Grabowska poświęciła tak sporo uwagi na wątek romantyczny i decyduje się na motyw "Insta love". Szkoda bo przez to nie udało jej się uniknąć pewnej wtórności fabularnej - np. kilkakrotnie obserwujemy irracjonalny krok do tyłu w budowaniu relacji głównych bohaterów. Co więcej, ów wtórność występuje także przy niektórych zwrotach - początkowo niemal każdej wzmiance o Hani towarzyszy opis jej szczerbatego uśmiechu, kilkakrotnie czytamy też fragment, w którym Dominik określa sam siebie jako psychopatę, posiadającego obsesje na punkcie Oliwii. 

"Jak powietrze" to lekka, choć momentami przepełniona emocjami opowieść o pierwszym prawdziwym uczuciu, które staje się lekiem na bolesną przeszłość. I chociaż Agata Czykierda-Grabowska nie dodaje czegoś nowego do gatunku New Adult, już samo osadzenie fabuły w Warszawie stanowi pewien powiew świeżości. "Jak powietrze" nie zachwyciło mnie, ale i tak uważam, że to dobra, słodko-gorzka opowieść o miłości. I jeśli właśnie czegoś takiego szukacie, powinniście jej dać szansę. 

"Jak powietrze"  Agata Czykierda-Grabowska; wydawnictwo OMG (Znak); Kraków 2016 ★★½
Read more

sobota, 6 sierpnia 2016

Gdzie jest Mia?, Alexandra Burt
sierpnia 06, 20160 Comments

Przyznaję, kiedy widzę blurb porównujący kolejny thriller do "Zaginionej dziewczyny" czy też "Dziewczyny z pociągu", całkowicie go ignoruję i zdecydowanie nie pokładam w nim wiary. Szumne hasło z okładki "Gdzie jest Mia?" nie było więc tym co przyciągnęło mnie do lektury. Chodziło raczej o sam opis i o fakt, że brzmiał od podobnie do "Dziewięciu dni" (powieści która zachwyciła mnie kilka miesięcy temu). Ale choć zamysł na fabułę był podobny - porwanie dziecka i podejrzenia, które padają na matkę - te dwie pozycje zdecydowanie się od siebie różnią. Niestety, debiut Alexandry Burt wypada gorzej. 

Estelle Paradise zostaje znaleziona w samochodzie na dnie wąwozu - z dała od domu, z raną postrzałową i amnezją. Kobieta nie pamięta tego skąd się tam wzięła, co gorsza - nie potrafi także odpowiedzieć na pytanie gdzie jest jej siedmiomiesięczne dziecko - Mia. Estelle niejasno kojarzy, że dziewczynka zaginęła, ale jej chaotyczne zachowanie sprawia, ża zarówno w opinii publicznej jak i oczach policji to ona staje się główną podejrzaną. Kobieta nie radziła sobie z opieką nad Małą, w mieszkaniu nie ma śladów włamania a na domiar złego Estelle nie zgłosiła porwania od razu. Nawet sama Estelle nie jest pewna czy nie stoi za zaginięciem swojej córeczki. 

"Gdzie jest Mia?" to tego rodzaju thriller, który rzeczywiście wciąga od pierwszej strony i nie pozwala odłożyć lektury na bok. Alexandra Burt od samego początku wrzuca nas w wir akcji i i umiejętnie buduje napięcie. Amnezja głównej bohaterki i zarazem narratorki a także jej niestabilność psychiczna sprawiają, że nawet przez chwilę nie możemy pokładać wiary w relacjonowanych przez nią zdarzeniach. Tak jak i Estelle, musimy powoli nauczyć się oddzielać urojenia od faktów i ułożyć w całość poszczególne elementy układanki. 

Historia, którą opowiada w swojej powieści Alexandra Burt często składa się z retrospekcji, ale są one kluczowe by znaleźć odpowiedź na tytułowe pytanie i zrozumieć główną bohaterkę. Trochę szkoda, że Estelle jest tak naprawdę jedyną postacią wykreowaną z dbałością o szczegóły. Żeby oddać autorce sprawiedliwość - Estelle to naprawdę kompleksowa bohaterka. Alexandra Burt z sukcesem przedstawia zarówno jej miłość do córki jak i obłęd. Ale po tak zaostrzonym apetycie, chciałoby się czegoś więcej. 

Tym co sprawiło, że powieść Alexandry Burt nie zdobyła do końca mojej sympatii było jednak tempo powieści i rozplanowanie fabuły. W trakcie lektury miałam nieustanne wrażenie, że kolejne wydarzenia występowały bezpośrednio po sobie podczas gdy z narracji wynikało, że dzieliły je całe miesiące. Osobiście byłam też odrobinę rozczarowana zakończeniem. Alexandra Burt kilkakrotnie podsuwa nam fałszywe odpowiedzi na tytułowe pytanie, z tym że wiemy od pierwszej chwili, że nie są one ostatecznym rozwiązaniem. Niestety - domyśliłam się przez to rozwiązania zagadki na długo przed bohaterami. 

"Gdzie jest Mia?" to thriller, który pochłania się szybko i z przyjemnością. Alexandra Burt kreuje fabułę w taki sposób, że od początku angażuje czytelnika a ponad to udaje jej się ciekawie poprowadzić narracje. Wydaje mi się jednak, że jeśli czytaliście już kilka thrillerów, odgadnięcie tajemnice zaginięcia przed bohaterami i nie dacie sobie zamydlić oczu zagraniami Alexandry Burt. Czy polecam Wam lekturę powieści "Gdzie jest Mia?"?  Jeśli dopiero zgłębianie ten gatunek to tak. A ja jestem ciekawa jak dalej potoczy się kariera autorki. 

"Gdzie jest Mia?" Alexandr Burt; wydawnictwo Świat Książki; Warszawa 2016 ★★★
Read more

czwartek, 4 sierpnia 2016

Zapowiedzi sierpniowe
sierpnia 04, 20160 Comments

Jako że Panna M. i tak mianowała mnie już "Pogodynką" i sukcesywnie używa tego określenia od kilku tygodni, mogę Was chyba poinformować o tym, że Kraków nieustannie mnie zaskakuje jeśli mowa o zjawiskach meteorologicznych. Zawarłam układ sama ze sobą, że skoro 2 sierpnia i tak ma być zimno i raczej deszczowo, spokojnie mogę poświęcić ten dzień na zaplanowanie na zaś postów na kolejny tydzień. Tymczasem świeci słońce i jest ciepło (ale nie za gorąco!) i zarówno siedzenie w czterech ścianach jak i "zmuszanie" do tego Was (przez publikacje) wydaje się po prostu nie na miejscu. Zawrzyjmy więc kolejny układ, postaram się Wam opowiedzieć o sierpniowych premierach szybko i zwięźle a potem wszyscy pozwolimy sobie na chwile lenistwa z książką w dłoni gdzieś na zewnątrz. 


Nie czytałam pierwszej części duologii Mii Sheridan, ale miałam przyjemność zapoznać się z powieścią "Bez słów" i wiem, że chciałabym kiedyś nadrobić zaległości w twórczości autorki (już trzy tytuły w plecy!). Dlatego też i po Eden. Nowy początek na pewno w końcu sięgnę. // Przez niego zginę  jest zdecydowanie najbardziej wyczekiwaną przeze mnie premierą sierpnia. Poprzednia seria K. A. Tucker zrobiła na mnie naprawdę dobre wrażenie a jej nowy tytuł wydaje się łączyć dwa moje ulubione gatunki NA i thriller. // Od dawna czekałam na premierę powieści Amy Harmon w Polsce i nareszcie się doczekam. Co prawda bardziej zależało mi na "Making Faces" albo "A different blue", ale i Prawo Mojżesza brzmi zachęcająco. // Wiecie, że uwielbiam Colleen Hoover  i Never, never  od dawna znajdowało się na mojej liście TBR. Nie mam zbyt wygórowanych oczekiwań bo słyszałam trochę sprzecznych opinii, ale zobaczymy co z tego wyniknie. // Lektura "Błędu" uświadomiła mi, że potrzebuje lekkich, zabawnych powieści NA, a te napisane przez Alice Clayton takie ponoć są. Gorący związek jest chyba jakąś kontynuacją, ale i tak czuję się zaintrygowana. // A Razem będzie lepiej  to po prostu Jojo Moyes.  Czytałam już ten tytuł w poprzednim wydaniu i naprawdę warto mu się przyjrzeć bliżej. 

Jeśli śledzicie fanpage Złodziejki na Facebooku wspominałam tam o premierze pozycji Gniazdo. Jestem zauroczona oprawą graficzną, ale głownie "booktube temu winny". //    Ktoś we mnie to przypomnienie, że zabieram się za twórczość Sarah Waters jak sójka za morze (czyt. przeszło rok) // Byłam zafascynowana twórczością Diane Chamberlain i do pewnego momentu kolekcjonowałam wszystkie jej powieści. (Mam ich osiem - liczba sukcesu). Premiera W cieniu nie wzbudziła we mnie takich emocji jak oczekiwałam, ale i tak czuje się zaintrygowana.  // Zdecydowanie pozycja w ścisłej Top 3 premier tego miesiąca. Nieobecna zapowiada się fantastycznie, a dwie poprzednie pozycje autorki jakie znam sugerują mi, że na samych oczekiwaniach może się nie skończyć.  // Dawno nie czytałam powieści osadzonej w realiach historycznych (wstyd skoro tak je uwielbiam!), a Marianna zapowiada się na naprawdę dobrą pozycje. // Czaję się na twórczość pani Gargaś już od jakiegoś czasu, ale jakoś nam nie po drodze. Może akurat z Wybacz mi  będzie inaczej. 

A Wy na jakie premiery czekacie najbardziej?
Read more

wtorek, 2 sierpnia 2016

Błąd, Elle Kennedy
sierpnia 02, 20160 Comments

Odkąd tylko znalazłam w zapowiedziach najnowszą powieść Elle Kennedy, wiedziałam że będę musiała po nią sięgnąć. Co prawda autorka nie podbiła mojego serca w takim stopniu jak choćby Colleen Hoover czy Kim Holden, ale i tak zaskarbiła sobie moją sympatię. Po raz pierwszy udowodniła mi bowiem, że pozycje New Adult mogą nie tylko wzruszać i łamać serce, ale również wywoływać szeroki uśmiech na ustach. Co więcej, podobne wrażenie udało jej się na mnie wywrzeć także przy drugim podejściu - lekturze "Błędu" właśnie.

John Logan, prawdopodobnie po raz pierwszy od czasów liceum, nie może przestać myśleć o dziewczynie. Niestety, obiekt jego westchnień jest już zajęty i to przez jego najlepszego przyjaciela. Aby wyrzucić Hannah z pamięci, Logan "Zalicza" kolejne dziewczyny na studenckich imprezach, ale z żadną nie spędza zbyt dużo czasu. Kiedy przez pomyłkę trafia do akademika Grace - pierwszorocznej i niepewnej siebie studentki, wcale nie planuje się do niej zbliżyć. Sytuacja wymyka się jednak po prostu spod kontroli. Logan nie szuka też dalszego kontaktu z Grace - chce tylko naprawić swój błąd, poza tym zaczyna się czuć dobrze w jej towarzystwie. Problem polega na tym, że zanim to sobie uświadamia,  stawia pewien nierozważny krok. A tym razem Grace nie jest już tak skłonna by mu go wybaczyć. 

"Błąd" wyłamuje się nieco ze schematu zgodnie z którym pozycje New Adult przepełnione są dramatycznymi a często wręcz łamiącymi serce wątkami. Już "Układ" zrobił krok w tym kierunku, ale drugi tom serii Off Campus posunął się w tę stronę jeszcze dalej. Owszem, Elle Kennedy nie rezygnuje całkowicie z "poważniejszych" wątków, ale wplata je gdzieś między wierszami, trochę w tle właściwej fabuły. Poza tym, zdecydowanie stara się by ów problemy - alkoholizm w rodzinie czy nieco toksyczna znajomość - były równoważone pozytywnymi aspektami i nie definiowały bohaterów.

Historia Grace i Logana przepełniona jest namiętnością i humorem. Zagłębiając się w lekturę czytelnik na przemian uśmiecha się kącikiem ust albo rumieni przy bardziej "pikantnych scenach", ale zdecydowanie nie zostaje przytłoczony nadmiarem emocji. I chociaż uwielbiam twórczość wspomnianych już wcześniej autorek, t.j.  Kim Holden czy Colleen Hoover, propozycja New Adult zaproponowana przez Elle Kennedy niesie ze sobą przyjemny powiew świeżości. Romantyczna, zabawna historia z wyrazistymi bohaterami, która zostaje mocno osadzona w "świecie młodych ludzi" - w świecie, w którym przeplata się collage, kultura i sport.

Elle Kennedy doskonale radzi sobie z tworzeniem tzw. "companion novel" czyli powieści będącej uzupełnieniem serii, ale nie stanowiącej bezpośredniej kontynuacji. Zdecydowanie możecie sięgnąć po "Błąd"  bez znajomości "układu" bez obaw, że a) nie zrozumiecie treści czy też b) zostaną wam zaspoilowane ważne wydarzenia. A równocześnie jeśli znacie poprzedni tom, z przyjemnością będziecie obserwować jak rozwija się historia Hannah i Garretta w tle. Tak naprawdę jedyne co mogłoby was odrzucić od lektury to awersja do scen erotycznych i dosadne słownictwo autorki w tym temacie - Elle Kennedy zdecydowanie nie unika "momentów", zwłaszcza na początku.

"Błąd" to historia, którą poleciłabym każdemu czytelnikowi, który spragniony jest lekkiej, romantycznej lektury z pieprzykiem i sporą dozą humoru. Elle stworzyła powieść, którą czyta się szybko i z uśmiechem na ustach. A chociaż historia Hannah i Garretta spodobała mi się ociupinkę bardziej, skłamałabym twierdząc, że Grace i Logan nie zaskarbili sobie mojej sympatii. Pozostaje mi tylko jeszcze raz polecić wam "Błąd" i z niecierpliwością oczekiwać na premierę kolejnej powieści Elle Kennedy w Polsce.

"Błąd" Elle Kennedy; wydawnictwo Zysk i S-ka; Poznan 2016 ★★★★
Read more

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Podsumowanie lipca i sierpniowy TBR
sierpnia 01, 20160 Comments

Przyznaję, że jestem mile zaskoczona tym jak prezentuje się mój lipiec pod względem czytelniczym, ale wakacje - takie prawdziwe bez studiów i pracy - ewidentnie mają na to duży wpływ. Spędziłam wiele wieczorów na nadrabianiu kulturalnych zaległości - czy to czytelniczych czy w oglądaniu seriali/filmów, a jedyne czego brakowało mi w mojej czytelniczej rutynie to godziny spędzone w komunikacji miejskiej z książką w dłoni (do tego wrócimy jednak dopiero we wrześniu, kiedy czeka mnie prawie godzinna trasa na praktyki). Przepraszam Was też za to, że post z podsumowaniem nie pojawił się wczoraj, ale, jak wspominałam na facebooku, w Krakowie towarzyszyła nam dość kapryśna pogoda i dosłownie co chwilę lało i grzmiało. Obiecuję jednak, że postaram się by ten mały poślizg nie wpłynął na posty, które zaplanowałam na sierpień i że już jutro przywitam Was recenzją "Błędu". Tymczasem, nie przedłużając - zapraszam Was na podsumowanie i krótki TBR.

PRZECZYTANE:

NAPISANE

Jak do tej pory, za wyjątkiem bodajże dwóch lub trzech powieści, udało mi się zrecenzować każdą przeczytaną powieść i co miesiąc próbuję wyplątać się z zaległości ich publikowania, ale nadal mi się nie udaje. Teraz macie przynajmniej świadomość skąd na blogu wzięło się tyle recenzji w ostatnim czasie. Jeśli chodzi o lipiec zrecenzowałam dziewięć tytułów - Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha Jessiki Sorensen, Wybraną Naomi Novik, Księżniczkę z lodu Camilli Lackberg, Moje życie obok Huntley Fitzpatrick, Ugly love Colleen Hoover, Zdradę Marie Rutkoski, Idź, postaw wartownika Harper Lee, W ramionach gwiazd duetu Meagan Spooner i Amie Kaufman i wreszcie Mroczne umysły Alexandry Bracken. Oprócz tego niestety nie działo się dużo. Tradycyjnie pojawił się przegląd lipcowych zapowiedzi i najciekawsze linki miesiąca, podsumowałam także pierwszą połowę roku tagiem - Mid year freak out book tag.

TBR

W lipcu byłam z siebie ogromnie dumna, bo udało mi się przeczytać wszystkie książki, które wymieniłam w TBR-ze i teoretycznie powinnam teraz stawić przed sobą jakieś wyzwanie i wymienić więcej tytułów niż ostatnio. Ale tego nie zrobię. Nie zrobię tego dlatego że w sierpniu ma miejsce #7 ReadUp (dokładnie rozpoczyna się 15 sierpnia) i przed nim planuję opublikowanie osobnego posta z planami czytelniczymi na maraton, Biorąc pod uwagę pozostałe trzy tygodnie sierpnia chciałabym przeczytać na pewno trzy tytuły - "Wersje nas samych" (które czytam w chwili obecnej), "Króla kruków" oraz drugi tom serii Camilli Lackberg czyli "Kaznodzieję". Zobaczymy co z tego wyniknie. 

Mam nadzieję, że Wasz lipiec był równie udany pod względem czytelniczym (ale nie tylko) i że sierpień witacie pełni pozytywnej energii!
Read more