maja 2016 - Zlodziejka Ksiazek

poniedziałek, 30 maja 2016

Podsumowanie maja i czerwcowy TBR
maja 30, 20160 Comments

Znajduję się teraz w dziwnym, zupełnie dla mnie nietypowym stanie, który prawdopodobnie stanowi kwintesencje wyrażenia "reading slump". Od tygodnia przeczytałam łącznie może 30/40 stron a patrząc na półkę uginającą się od nieprzeczytanych pozycji, jakoś nic do mnie nie przemawia. Nie wiem czy jest to podyktowane tym że właśnie rozpoczynam sesje, tym że w maju przeczytałam sporo bardzo dobrych pozycji czy po prostu tym że jedyne o czym w danej chwili potrafię myślec to - "Kiedy ach kiedy pojawi się w Polsce chociaż zapowiedź "The winner's kiss"?" Jest jak jest i nic na to nie poradzimy. Cieszy mnie natomiast fakt że udało mi się i tak skończyć aż 10 - w większości bardzo dobrych - pozycji. W maju kilkakrotnie podróżowałam poza granice Krakowa, no i uzbierało mi się trochę pilnych obowiązków na studiach (jak pisanie glosy czy tworzenie jakże interesującej prezentacji na warsztaty z Industrial property law), więc nie spodziewałam się tylu przeczytanych pozycji.

O! Napisałam recenzje dla wszystkich tych tytułów, ale póki co opublikowałam jedynie tą odnośnie "Promyczka". W tym roku recenzowanie książek przychodzi mi z zadziwiającą łatwością i kolejne teksty muszą trochę odczekać na swoją kolej ;)

PRZECZYTANE:



NAPISANE:

W maju zajęłam się już w dużej mierze nauką i dlatego korzystałam tylko z tekstów które juz albo a) napisałam (czyt. recenzje) albo b) ukazują się na blogu cyklicznie i nie chciałam ich pomijać. Miesiąc rozpoczęłam od nadrabiania zaległości czyli opublikowania podsumowania kwietnia i majowego TBR-u, z okazji 5 rocznicy bloga zorganizowałam dla Was konkurs  i tradycyjnie pochwaliłam się stosem kwietniowym, zebrałam najciekawsze linki maja oraz najbardziej interesujące zapowiedzi miesiąca. Poza tym królowały recenzje (aż 8!) - opowiedziałam wam o pierwszej pozycji Kryminalnego Klubu Książki czyli "Ekspozycji" Remigiusza Mroza, świetnej powieści sci-fi "Marsjaninie" Andy'ego Weira, historii New Adult, która całkowicie złamała mi serce "Promyczku" Kim Holden, niezwykle pouczającej młodzieżówce "Oddam Ci słońce" Jandy Nelson, dwóch finałach popularnych serii czyli "After. Bez siebie nie przetrwamy" Anny Todd i "Mara Dyer. Zemsta" Michelle Hodkin, a dla kontrastu także i o dwóch (fantastycznych!) pierwszych tomach mianowicie "Motylku" Katarzyny Puzyńskiej i "Pisane szkarłatem" Anne Bishop.

TBR:

W maju wykonałam 1,5 założenia. Przeczytałam "Zdradę" i zabrałam się za "Najszczęśliwszą dziewczynę na świecie", ale nie mogłam się w nią wciągnąć i wciąż tkwię gdzieś na początku. Jest chodzi o czerwiec, do 24 czerwca mam egzaminy (smutek ogromny) a później będę musiała rozglądnąć się za jakąś pracą albo chociaż praktykami ale oczywiście chce tez znaleźć czas na czytanie ;) Jeśli uda mi się zdobyć ten tytuł chciałabym siegnąć po "Kolekcjonera kości" (bo to tytuł Kryminalnego Klubu Książki). Poza tym chciałabym sięgnąć po "Powód by oddychać" i chociaż zacząć "Genialną przyjaciółkę". Ale zobaczymy co z tego wyjdzie ;)

Koniecznie dajcie znać jak upłynął wasz maj i która książka okazała się waszą ulubioną!vnprego
Read more

sobota, 28 maja 2016

Majowe linki miesiąca
maja 28, 20160 Comments

Maj przeleciał mi gdzieś między palcami. Tyle się działo - i w kwestii związanej z blogiem, i moim życiem prywatnym, że kiedy nadszedł czas na publikacje najciekawszych linków miesiąca, miałam  nie lada problem. Okazało się bowiem, że zebrałam ich znacznie mniej niż zazwyczaj. Trochę się tym zmartwiłam, zastanawiałam się czy jest sens publikacji takiego mniejszego zbioru, a potem przypomniałam sobie że ostatnio haniebnie pominęłam kilka świetnych tekstów (tak to jest jak człowiek zbiera materiały w rożnych miejscach) i że przecież zawsze mogę wam polecić także moje ulubione booktubowe filmy (na to akurat powinnam wpaść znacznie wcześniej!).  Miałam dobrą motywację bo na Złodziejce ostatnio publikowane były same recenzje - tak to jest jak zaczyna się sesja a człowiek ma tylko takie teksty w pogotowiu - i chciałam wam coś przynajmniej w taki sposób urozmaicić. Nie przedłużając, mam nadzieje że znajdziecie tu coś dla siebie a w komentarzach podzielicie się ze mną swoimi ulubionymi tekstami.

PS Oczywiście pamiętam o konkursie. Wszystkich uczestników juz spisałam i w najbliższym czasie postaram się opublikować wyniki (najpóźniej w czwartek!) Ale wiecie jak to jest jak człowiek ma mnóstwo nauki - przynajmniej z pozoru nie ma czasu na nic innego ;)


Read more

piątek, 27 maja 2016

Pisane szkarłatem, Anne Bishop
maja 27, 20160 Comments

Wspominałam wam o tym już kilka razy, ale na wszelki wypadek powtórzę to jeszcze raz - urban fantasy nie jest gatunkiem po który sięgam zbyt często, żeby nie powiedzieć, że nie robię tego praktycznie wcale. Co więcej, nie posiadam najlepszych skojarzeń z twórczością Anne Bishop - w czym sporo jest mojej winy, bo zaczęłam czytać serię od środka i byłam całkowicie zagubiona w wykreowanym przez autorkę świecie. Gdyby nie pozytywne opinie, które pod koniec zeszłego roku zaczęła zbierać seria "Inni" za granicą i u nas w Poslce, pewnie długo nie sięgnęłabym jeszcze po "Pisane szkarłatem". I dużo by mnie ominęło bo to absolutnie fantastyczna przygoda. 

Meg Corbyn jest wieszczką krwi - cassandra sangue. Dzięki precyzyjnym cięciom skóry potrafi spojrzeć w przyszłość, co czyni ją wyjątkowo cenną dla Komandora. Meg ma jednak dość życia w zamknięciu. Ucieka do miejsca, które trudno nazwać  oazą bezpieczeństwa, ale które dla niej jest jedyną szansą na wolność. Podejmuje pracę na Dziedzińcu Leakside - miejscu, w którym władzę sprawują Inni z Simonem Wilczą Strażą na czele. Meg staje się łącznikiem między Innymi a ludźmi, mimo watpliwości przywódcy. Simon wie, że dziewczyna cos ukrywa, ale rownocześnie go intryguje. Prawda zmusi go jednak do podjęcia trudnej decyzji. 

Cóż to jest za powieść! Może nie jestem wielbicielką gatunku i nie wiem jak wypada na tle innych pozycji, ale dawno nie miałam okazji czytać czegoś równie wciągającego i przemyślanego. Pomijając ogrom zalet jakie uosabia, "Pisane szkarłatem" ujmuje nade wszystko złożonością świata przedstawionego. Anne Bishop kreuje go z najmniejszymi detalami - to nie tylko nowe rasy, miejsca czy specyficzna hierarchia i zasady życia, ale także cała stojąca za tym wszystkim historia, o której autorka wspomina jakby mimochodem. Trudno pozbyć się wrażenia, że to wciąż nie wszystko i że w kolejnych tomach autorka szykuje nam jeszcze nie jedną niespodziankę. 

"Pisane szkarłatem" charakteryzuje się jednak nie tylko złożonością świata, ale również mnogością bohaterów. Na kartach powieści przewijają się ich dziesiątki, mimo to nawet przez chwile nie czułam się zagubiona. Anne Bishop wyraźnie podkreśla najważniejsze postacie i wspomina o nich na tyle często by przywyknąć do ich obecności i nauczyć się ich odróżniać. Poza tym, autorka doskonale radzi sobie z przedstawieniem ich relacji. W "Pisane szkarłatem" nie pojawia się typowy, mocno zarysowany wątek romantyczny, ale za to sporo miejsca zostaje poświęcone braterskiej więzi i takiej mocnej, opartej na wzajemnym zaufaniu przyjaźni. 

Mimo że to dopiero pierwszy tom serii, i tak został przepełniony akcją. W trakcie lektury towarzyszy nam nieustanne poczucie napięcia o zbliżającego się niebezpieczeństwa. Nie ważne jak obszerna wydaje się owa pozycja, kolejne strony szybko przewijają się między palcami. Zwłaszcza że - o dziwo! - "Pisane szkarłatem" charakteryzuje też niebywały humor. Właściwie nie wiem dlaczego, ale nieznajomość świata Meg i próby jakie podejmuje zarówno ona jak i Inni by zrozumieć zasady rzadzące rzeczywistością ludzi wywoływały u mnie nieustannie delikatny i absolutnie nieoczekiwany uśmiech. 

"Pisane szkarłatem" to fenomenalny wstęp do serii. Anne Bishop wykreowała z najmniejszymi detalami nowy i absolutnie zachwycający świat, który od pierwszej strony porywa czytelnika w sam jego środek. Mimo że juz teraz sporo się dowiedzieliśmy, lekturze towarzyszy taka delikatna, niezwykle klimatyczna atmosfera tajemnicy i napięcia. A to wciąż nie wszystko co Anne Bishop oferuje nam na kartach swojej powieści. Jeśli tylko lubicie takie wielowątkowe, pełne akcji historie z gatunku fantastyki czy specyficznie urban fantasy - nie wahacie się długo! Ja byłam zachwycona - i proszę o więcej! 

"Pisane szkarłatem" Anne Bishop; wydawnictwo Initium; Kraków 2013  ★★★★★ 
Read more

poniedziałek, 23 maja 2016

Motylek, Katarzyna Puzyńska
maja 23, 20160 Comments

Królowa polskiego kryminału została już podobno nominowana, ale Katarzyna Bonda nie jest jedyną autorką, która podbija serca wielbicielek gatunku. Nasi rodzimi pisarze ostatnimi czasy sukcesywnie pokazują kryminalnym miłośnikom, że dobrej, mrożącej krew w żyłach lektury wcale nie musimy poszukiwać za oceanem czy na półwyspie Skandynawskim, A obok takich nazwisk jak wspomniana już Katarzyna Bonda, Zygmunt Miłoszewski czy Remigiusz Mróz - Katarzyna Puzyńska jest chyba najchętniej wychwalaną autorką, zwłaszcza wśród blogerów książkowych. A po lekturze "Motylka" zupełnie się temu nie dziwię.

Lipowo to niewielka mazurska wieś, w której mieszkańcy znają się nawzajem i chętnie ofiarowują sobie pomoc a każda, nawet najmniejsza nowinka, szybko znajduje się na językach - czy to za sprawą nieco ekscentrycznej właścicielki sklepu Wiery czy tajemniczego redaktora bloga nasze-lipowo. Sielska atmosfera jest jednak złudnym wrażeniem. Kiedy zimowego ranka młoda fryzjerka i równocześnie żona jednego z policjantów, znajduje zwłoki potrąconej zakonnicy, wśród mieszkańców wzrasta napięcie. A kiedy an dodatek okazuje się, że ów wypadek był tak naprawdę morderstwem, na światło dzienne wychodzi coraz więcej tajemnic. Mieszkańcy Lipowa ukrywają więcej informacji niż można by przypuszczać.

Odkrywam powoli twórczość autorów, o których wam wspomniałam we wstępie i coraz bardziej się w niej rozsmakowuję. A "Motylek" jest kolejnym strzałem w dziesiątkę. Owszem, Katarzyna Puzyńska kreuje świetną intrygę kryminalną. Stawia przed czytelnikami zagadkę tego kto stoi za morderstwem i równocześnie rzuca im wyzwanie by rozwiązali ją przed bohaterami. I wcale nie zostawia nas bez żadnych podpowiedzi. Wręcz przeciwnie - podsuwa nam kolejne wskazówki i podejrzanych. Tylko, że i tak trudno wytypować tego właściwego i przez to zakończenie przynosi sporą niespodziankę. Ale wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Że owa intryga i tak nie jest jedynym co Katarzyna Puzyńska oferuje swoim czytelnikom.

"Motylek" to także historia po prostu dobrze napisana. Autorka przeplata wydarzenia teraźniejsze z przeszłością mordercy (a nawet całą jego historią) a chwilami daj nam nawet możliwość wejść do jego głowy. I chociaż nie ułatwia nam to wytypowania właściwej osoby, pozwala odkryć powody owej zbrodni od samej podszewki. A jeśli to was nie przekonuje to dodam tylko, że "Motylek" ma tez świetny klimat. Katarzyna Puzyńska doskonale radzi sobie z oddaniem atmosfery niewielkiego miasteczka, sprawiając że to właśnie Lipowo stanowi chyba największy atut całej powieści. Przedstawienie zasad obowiazujących na wsi, hierarchi owej miejscowości i spojrzenia na świat oczami jej mieszkańców - aż trudno uwierzyć że Lipowo nie istnieje naprawdę. 

To prawda że Katarzyna Puzyńska wplata do owej powieści sporą liczbę postaci i że przynajmniej początkowo może się to wydawać odrobinę przytłaczające.  Ale ani się obejrzycie a przywykniecie do tego i zaczniecie rozpoznawać poszczególnych bohaterów - choć nie wszystkich obdarzycie sympatią. Mnogość postaci nie przeszkadza bo każda z nich jest inna i Katarzyna Puzyńska wydaje się mieć pomysł na dalsze poprowadzenie owych historii. "Motylek" przestaje być tylko intrygą kryminalną a staje się opowieścią o ludziach i ich problemach - o przemocy w rodzinie, alkoholizmie, niezdrowych relacjach w rodzinie i skrywanych tajemnicach. I tylko to notoryczne powtarzanie stopni policyjnych kłuło trochę w oczy, ale przy wszystkich innych zaletach, można to autorce wybaczyć ;)

"Motylek" to świetna propozycja dla każdego wielbiciela zagadek kryminalnych, zwłaszcza takiego, który przepada za silnie zarysowanym tłem obyczajowym. Sporo przewija się porównań do twórczości Camilli Lackberg i być możecie w tym jest, ale po lekturze "Motylka" i "Księżniczki z lodu", postawiłabym Puzynśką o oczko wyżej. Za ciekawie skonstruowaną intrygę kryminalną, różnorodnych bohaterów i element zaskoczenia na końcu. Ale przede wszystkim za Lipowo. Nie obawiajcie się szumu wokół twórczości autorki, bo Katarzyna Puzyńska absolutnie na niego zasłużyła. Z czystym sumieniem polecam wam "Motylka" a sama powinnam się wybrać na polowanie na kolejne tomy.

"Motylek" Katarzyna Puzyńska; wydawnictwo Prószyński i S-ka: Warszawa 2014 ½


Pamiętajcie o KONKURSIE

Zgłoszenia możecie  zostawiać TU
Read more

sobota, 21 maja 2016

Mara Dyer. Zemsta, Michelle Hodkin
maja 21, 20160 Comments

"Mara Dyer. Zemsta" jest zakończeniem kolejnej serii z jakim udaje mi się w tym roku zapoznać. Tegoroczne postanowienie by kontynuować porozpoczynane cykle, ewidentnie idzie mi lepiej niż zakładałam, szkoda tylko, że czasami przynosi z sobą rozczarowanie. Trylogia o Marze Dyer była jedną z tych serii, o której wypowiadałam się w samych superlatywach. Owszem, słyszałam opinie, że ostatni tom wypada dużo gorzej na tle swoich poprzedniczek, ale chyba nie spodziewałam się, że będę je podzielać. I chociaż nie uważam by "Mara Dyer. Zemsta" stanowiła złe zakończenie, nie mogę zignorować faktu jak nierówna jest owa pozycja.

Mara po raz kolejny budzi się w nieznanym, tajemniczym pomieszczeniu - sama i zupełnie nieświadoma tego co z ostatnich wydarzeń jest prawdą a co jedynie wytworem jej wyobraźni. Z dala od przyjaciół, rodziny i Noaha, dziewczyna zaczyna podejrzewać, ze powoli popada w obłęd. Co gorsza, terapia jakiej jest poddawana, sprawia, że mara nie tylko traci swoje ponad naturalne zdolności, ale też znajduje się w dziwnym, otumanionym stanie, bez możliwości kontroli nad własnym ciałem. Ale nawet wtedy nie traci woli walki. Przy pomocy przyjaciół i kogoś kogo postrzegała jako wroga, Mara zamierza dowiedzieć się wreszcie prawdy - o tym co wydarzyło się na wyspie i o samej sobie.

Ostatni tom zdecydowanie odbiega klimatem od dwóch poprzednich. "Mara Dyer" uwodziła aurą tajemniczości i niepewności odnośnie tego, które z wydarzeń przedstawionych przez Marę są prawdziwe. Tymczasem "Mara Dyer. Zemsta", z wiadomych przyczyn, zostaje odarta z owych elementów. Jako że czytamy zakończenie trylogii, znamy już część odpowiedzi - w rzeczywistości fabuła ostatniego tomu snuje się tak naprawdę wokół jednego pytania czyli kto stoi za wydarzeniami w życiu naszych bohaterów. Brak znanych klimatów, niedobór wątków pobocznych i wydłużenie niektórych scen do granic możliwości, sprawiają że część powieści jest po prostu nudna i psuje wrażenie jakie wywołuje na czytelniku reszta historii. 

Finał trylogii jest rownież zdecydowanie bardziej mroczny od swoich poprzedniczek. Gdzieś na przestrzeni lat przesunięta została granica przemocy dopuszczalnej w gatunku Young Adult a powieść Michelle Hodkin jest tego żywym dowodem. Poderżnięte gardła, okaleczenia i ludzkie wnętrzności - krew leje się w owej historii niezwykle gęsto. Zresztą, wspomniany wyżej mrok pojawia się nie tylko w fabule, ale i samej bohaterce. Mary Dyer, którą pamiętacie z pierwszego tomu, już nie ma. Przemiana, jak najbardziej zrozumiała po tylu trudnych doświadczeniach, jest przy tym bardzo drastyczna. I chociaż z pewnością nie spotka się to z entuzjazmem wszystkich czytelnikowi, Michelle Hodkin należy się uznanie choćby i za samą odwagę.

To co nie zagrało to samo zakończenie. Mogłabym wybaczyć autorce te dłużyzny gdyby w zamian zafundowała swoim czytelnikom finał na miarę poprzednich tomów. Ale tak się nie stało. Owszem, uzyskaliśmy satysfakcjonującą odpowiedź na pytanie kto stoi za wydarzeniami i jaka jest przyczyna "zdolności" Mary, ale to wciąż za mało. Kulminacyjna scena, która z założenia miała chyba wzbudzić burzę emocji, irytowała swoją absurdalnością; autorka na siłę wplotła scenę zbliżenia między bohaterami; a ich ostateczna decyzja wręcz porażała ignorancją wobec tego jak wpłynie na resztę ludzi.

"Mara Dyer. Zemsta" pozostawiła mnie w głowie z mętlikiem, którego nadal nie uporządkowałam. Wciąż uważam, że cała uwaga wyróżnia się na tle gatunku Young Adult fabularną oryginalnością i klimatem i że warto poświęcić jej uwagę, ale równocześnie dostrzegam absurdalność i przerysowanie pewnych scen, zwłaszcza w finale. Michelle Hodkin mogła zrobić więcej i lepiej - atmosfera mroku, powrót do przyjaźni Mary i Jamiego i podanie na tacy najważniejszych odpowiedzi to nie to do czego nas przyzwyczaiła poprzednimi tomami. Pozostaje jednak pytanie - może po prostu oczekiwaliśmy zbyt dużo?

"Mara Dyer. Zemsta" Michelle Hodkin; wydawnictwo YA; Warszawa 2015  ★★★


Pamiętajcie o KONKURSIE

Zgłoszenia możecie  zostawiać TU
Read more

piątek, 20 maja 2016

Oddam Ci słońce, Jandy Nelson
maja 20, 20160 Comments

Przyznaję, że jeszcze przed rozpoczęciem lektury byłam przekonana, że "Oddam ci słońce" nie przypadnie mi do gustu i stanie się raczej obiektem rozczarowania. Doświadczenie zdobyte z debiutancką powieścią autorki, pokazało mi, że styl Jandy Nelson niezupełnie jest w stanie podbić serca wszystkich czytelników i że niestety sama zaliczam się do owych nieszczęśników. I byłam co do tego tak dogłębnie przekonana, że nie przemawiały do mnie nawet wasze zapewnienia, że "Oddam ci słońce" znajduje się o cały poziom wyżej od "Niebo jest wszędzie". Moja wina - nauczka na przyszłość, że czasami powinnam bardziej ufać waszym osądom.

Jude i Noah są bliźniakami - zakochanymi w sztuce i postrzegającymi świat inaczej niż reszta ludzi; niezwykle sobie bliskimi, mimo dzielących ich różnic. Noah jest zamkniętym w sobie, nieśmiałym chłopcem, któremu z trudem przychodzi nawiązywanie relacji z innymi ludźmi - nawet własnym ojcem. Jude to rozrywkowa, ciesząca się życiem nastolatka, która swoim buntowniczym zachowaniem stara się zwrócić na siebie uwagę matki. Trzy lata później, światy Jude i Noaha wyglądają zupełnie inaczej, zupełnie jakby wymienili je ze sobą nawzajem. Co więcej, z ich niezwykłej więzi pozostał jedynie cień dawnej świetności. Co wydarzyło się naprawdę? I czy fragmenty owej historii, które posiada każdy z nich, zostaną w końcu ułożone w całość?

"Oddam Ci słońce" to przepiękna historia, opowiedziana przez autorkę w oryginalny, całkowicie nieszablonowy sposób. Perspektywy Jude i Noaha przeplatają się ze sobą, przy czym Noah opowiada swoją część zaledwie jako trzynastolatek, a Jude - jako szesnastolatka, już po wydarzeniach, które tak znacząco wpłynęły  na ukształtowanie ich osobowości. Co ciekawe, mimo że autorka sugeruje nam, że bohaterowie niemal zamienili się spojrzeniami na świat i zachowaniem, ich głosy są całkowicie różne i piękne w swej oryginalności. Początkowo ciężko to dostrzec, ale oba fragmenty doskonale się ze sobą uzupełniają i tylko jako całość umożliwiają pełną perspektywę na wydarzenia.

Biłam się z myślami, która perspektywa chwyciła mnie za serce bardziej, ale wraz ze zmianą narratora, zmieniało się też moje zdanie i już choćby za to chylę czoła ku Jandy Nelson. Musicie być jednak świadomi osobliwości owej powieści. Jandy Nelson kreuje swoje postaci na jednostki niezwykłe, osobliwe przypadki, które niemal nie pasują do naszego świata. I w taki sam sposób prowadzi ich głosy. Język Nelson jest barwny i plastyczny a bardzo często wręcz poetycki - zwłaszcza jeśli chodzi o bogactwo metafor.  I chociaż osobiście postrzegam to jako dodatkowy walor owej powieści - bo język doskonale koresponduje z charakterem naszych bohaterów - rozumiem, że może on przeszkadzać.

Ale nie chodzi nawet o sposób przedstawienia czy warsztat Jandy Nelson. "Oddam Ci słońce" to po prostu powieść bardzo wartościowa, zwłaszcza z perspektywy nastolatka. Jandy Nelson z ujmującą szczerością i empatią pisze o tym z czym zmaga się wiele młodych osób - poczuciu osamotnienia i odmienności; dojmującej potrzebie akceptacji u problemach z tolerancją - nawet w stosunku do samego siebie. W powieści przewija się motyw LGBTQ - zadziwiająco rzadko poruszany  na polskim rynku wydawniczym, zwłaszcza w kontekście głównych bohaterów. A to co nieustannie przewija się między wierszami - to ogromna  miłość do sztuki.

"oddam Ci słońce" to niesamowita opowieść, skierowana głównie do młodzieży, ale o tak uniwersalnym wydźwięku, że powinna trafić do szerszego grona odbiorców. Historia opowiadająca o dorastaniu i bratersko-siostrzanej miłości, owiana nutką tajemnicy i niemal ponad naturalnej atmosfery. Miło przyznać się do takiego błędu - "Oddam Ci słońce" nie tylko spodobało mi się bardziej niż debiutancka pozycja autorki, ale też absolutnie mnie w sobie rozkochało. Jeśli nie mieliście przyjemności zagłębić się w lekturę, koniecznie dajcie Jandy Nelson szansę.

"Oddam Ci słońce" Jandy Nelson; wydawnictwo Moondrive; Kraków 2015  ★★★★★


Pamiętajcie o KONKURSIE

Zgłoszenia możecie  zostawiać TU
Read more

środa, 18 maja 2016

After. Bez siebie nie przetrwamy, Anna Todd
maja 18, 20160 Comments

Myślę że znacie mnie już na tyle dobrze, że wiecie jak wygląda u mnie sytuacja kończenia serii, a przynajmniej jak wyglądała ona aż do tego roku. Mimo niezwykle dobrych intencji, zawsze znajduje coś innego do przeczytania co skutkuje tym, że liczbę przeczytanych przeze mnie w całości cykli mogłabym zliczyć na palcach u rąk. I chociaż "After" potrafi całkowicie pochłonąć czytelnika, gdyby nie fakt że wypożyczyłam naraz dwa ostatnie tomy, w tym przypadku skończyłoby się podobnie. Zwłaszcza że zabierając się za lekturę, byłam już odrobinę zmęczona perturbacjami w związku Hessy i tylko rychła data konieczności zwrotu motywowała mnie do tego by czytać kolejne strony. Powinnam więc chyba samej sobie pogratulować zapobiegawczości. 

Związek Tessy i Hardina zmagał się już z wieloma przeciwnościami losu, za każdym razem udawało się im je jednak przezwyciężyć. Tym razem wszystko ulega jednak zmianie. Kiedy Hardin odkrywa prawdę na temat mrocznej przeszłości swojej rodziny, jest całkowicie zagubiony a w rozpaczy po raz kolejny odpycha od siebie Tessę. Mimo że dziewczyna nie przestaje kochać Hardina, zaczyna dostrzegać, że może rzeczywiście nie ma szansy na ich wspólną przyszłość. Wszystko wskazuje na to, że po wszystkich wzlotach i upadkach, tym razem to naprawdę koniec Hessy. Tylko czy Tessa i Hardin są jeszcze w stanie bez siebie przetrwać? 

Mam spore problemy ze sformułowaniem opinii na temat "After. Bez siebie nie przetrwamy" bo w moich oczach jest to najbardziej nierówny tom całej serii. Nie wiem czy problem tkwił we mnie - bo tak jak wam wspomniałam, na początku byłam juz delikatnie znużona ową historią - ale nie mogłam pozbyć się wrazenia że początkowe rozdziały stanowiły krok w tył w twórczości Anny Todd. Kilkakrotnie wspominałam wam o pewnej wtórności, ale tym razem autorka ewidentnie wykorzystała te same rozwiązania jako punkt zwrotny dla związku Tessy i Hardina. Nie wspominając o tym, że dopatrzyłam się co najmniej jednej  fabularnej dziury. 

Z drugiej jednak strony, pozostała część stanowi powrót do poziomu z "After. Ocal mnie" a może nawet jest kolejnym krokiem do przodu. Anna Todd bardzo dużo mówiła o zmianie jaka miała zajść w bohaterach, ale nie dawała nam na to tak naprawdę żadnych dowodów w ich zachowaniu. Po raz pierwszy za słowami poszły natomiast czyny. Och! Nie jest oczywiście tak, że Tessa czy Hardin stają się bohaterami bez skaz. Wciąż odrobine irytują, ale przynajmniej stają się świadomi błędów jakie do tej pory popełniali i robią cos by to zmienić. I to nie tylko jeśli chodzi o ich związkowe problemy, ale także rysy na ich własnym charakterze. 

Anna Todd stosunkowo dobrze radzi sobie także z tym by pozamykać wszystkie watki. After to przede wszystkim historia związku Hessy, ale na przestrzeni tych czterech tomów jednak pojawiło się kilka pobocznych wątków i jeszcze więcej postaci. I wiele z nich zostało zgrabnie zamknięte - czasem za pomocą jednego zdania, czasem tylko na podstawie snucia domysłów (SPOILERnobozkimożeniłsięLandonSPOILER). Nie czytałam oryginalnego fanfiku , więc nie powiem wam czy pierwotne zakończenie rzeczywiście było lepsze, ale wydaje mi się że to co otrzymaliśmy było wystarczająco dobre. Przynajmniej otrzymaliśmy jasną, klarowną odpowiedź na najważniejsze pytanie - czy Tessa&Hardin otrzymają swój własny happy end?

"After. Bez siebie nie przetrwamy" to satysfakcjonujący finał serii, nawet mimo słabszego początku. Anna Todd odpowiedziała na większość nękających czytelników pytań i udało jej się utrzymać klimat poprzednich tomów do samego końca. To nie wybitna historia o wielkiej miłości, ale coś w niej jest. Seria After wciąga. Mimo że człowiek dostrzega jej wady i tak nie może zaprzestać lektury. Jeśli nie przerażają was nieco irytujący bohaterowie i fanfikowy styl a przepadacie za opowieściami o wyboistym, wyniszczającym uczuciu, które jest w stanie zmienić człowieka - być może twórczość Anny Todd przypadnie wam do gustu. 

"After. Bez siebie nie przetrwamy" Anna Todd; wydawnictwo Między Słowami; Kraków 2015 ★★★


Pamiętajcie o KONKURSIE

Zgłoszenia możecie  zostawiać TU
Read more

sobota, 14 maja 2016

Stos kwietniowy
maja 14, 20160 Comments

Stos kwietniowy stanowi dla mnie samej ogromną niespodziankę. Nie dlatego że nie spodziewałam się że coś kupię - jeśli o to chodzi już dawno pogodziłam się z faktami - po prostu oczekiwałam że będą to raczej inne tytuły. Pozwoliłam sobie w kwietniu na kilka spontanicznych decyzji  podyktowanych a) dużymi promocjami czy też b) próbą zbliżenia się do spełnienia postanowienia by pokończyć w tym roku porozpoczynane serie. Ciekawa jestem jak to wpłynie na tempo w jakim zapoznam się z poniższymi pozycjami - chociaż muszę przyznać że póki co idzie mi całkiem nieźle z lekturą powieści tuż po ich zakupie. Stos majowy będzie pewnie sporo większy - urodziny i targi robią swoje ;) - i prawdę mówiąc zastanawiam się czy jakoś go nie podzielić. Wiecie, na część przed targową i po targową - jestem ciekawa czy podoba się wam taki pomysł i chętnie usłyszałabyn wasze opinie w komentarzach. A tymczasem zapraszam was do podziwiania zdobyczy kwietniowych.


Zaczynając od stosu po lewej stronie zdjęcia; "Real" przywędrowało do mnie od wydawnictwa. Lekturę mam już za sobą i możecie spodziewać się recenzji na przełomie maja/czerwca, ale juz teraz powiem wam że oczekiwałam czegoś zupełnie innego. "Mówiąc inaczej" jest wspólnym zakupem moim i Panny M. Ona ma już lekturę za sobą, ja właśnie podczytuję ową pozycje i póki co podoba mi się bardzo. "Earl i ja i umierająca" dziewczyna znajdowało się w Moondrive'owym boxie. Cieszę się że wydawnictwo zachowało oryginalną okładkę a nie wybrało filmowej i jestem ciekawa czy mi się spodoba. Na "Dwór cierni i róż" czekałam już od dawna i nie mogłam się pohamować przed zakupem. Mam nadzieje że się nie rozczaruję.

O "Zorkowni" naczytałam się sporo dobrego na jakimś blogu i kiedy znalazłam egzemplarz za 9,99 zł postanowiłam sprawdzić czy i mi się spodoba - chociaż nie jest to moja typowa lektura. Jeśli chodzi o "Zbrodnię w szkarłacie", rownież upolowałam ją za zawrotną cenę 9,99 zł na stronie Znaku, a jako że kiedyś zachwycałam się "Ablem i Kainem" tejże autorki jakoś nie wahałam się długo.

Historię "Patrioty" znają juz osoby które śledzą mojego instagrama. Znalazłam egzemplarz za 9,99 zł w Auchanie i pognałam do kasy ;) "Wielki błękit" pochodzi z tej samej promocji co "Zorkownia" czy "Zbrodnia w szkarłacie". Dawno temu zachwyciłam się pierwszym tomem i kiedy zobaczyłam finał serii po 9,99 zł postanowiłam uzupełnić kolekcje. Za "Przez bezmiar nocy" prawdopodobnie przepłaciłam - bo zapłaciłam cenę okładkowa - ale nie chciałam zostać bez drugiego tomu trylogii. Na "Ugly love" czekałam od bardzo dawna - bo wiecie że uwielbiam Colleen Hoover i zakupiłam swój egzemplarz tuż po premierze. A "Dom służących" to pozycja od wydawnictwa. Lektura juz za mną i tak jak w przypadku "Real" będziecie mieć okazje przeczytać moją opinię. 

Pamiętajcie o KONKURSIE

Zgłoszenia możecie  zostawiać TU
Read more

czwartek, 12 maja 2016

Promyczek, Kim Holden
maja 12, 20160 Comments

Pierwszą powieść z gatunku New Adult przeczytałam przeszło dwa lata temu i od tamtej pory zapoznałam się z kilkunastoma - jeśli nie więcej - pozycjami tego rodzaju. Sięgając po kolejne i stwierdzając, że wiem czego mogę się spodziewać nie przemawia przeze mnie cynizm - a przynajmniej taką mam nadzieję - tylko doświadczenie. Jedne pozycje mnie zachwycają, inne  - niekoniecznie. Ale przy każdej towarzyszy mi przekonanie, że, nawet jeśli nie znam całej historii, wiem z jakich schematów skorzysta autorka i do jakiego finału zmierza. "Promyczek", który zachwycał mnie już w trakcie akcji promocyjnej opublikowanymi na portalach społecznościowych cytatami, pokazał mi jak bardzo mogę się w tej kwestii mylić.

Kate Sedgwick nie miała łatwego życia. Pomimo wszystkich tragedii z jakimi musiała się zmierzyć, nie straciła jednak pogody ducha i teraz robi wszystko by zarazić nią ludzi dookoła - wywołać na ich twarzach uśmiech. Nazywana przez swojego przyjaciela - Gusa Promyczkiem, znajduje się teraz w zwrotnym punkcie swojego życja. Zaczyna studia w Grant, niewielkim miasteczku w Minnesocie, nawiązuje nowe, niejednokrotnie osobliwe, znajomości i spotyka mężczyznę, który sprawia, że jej dotychczasowy pogląd - prawdziwa miłość nie istnieje - zostaje zachwiany. Tyle że istnieją powody, dla których Kate wcale nie chce się angażować w związek. 

"Promyczek" nie jest typową powieścią New Adult, co nie oznacza, że rezygnuje z wszystkich motywów wykorzystywanych w owym gatunku - by wymienić choćby jeden, Kim Holden nie szczędzi swoim bohaterom trudnych, bolesnych doświadczeń. W przeciwieństwie do innych tytułów, "Promyczek" nie epatuje jednak seksem i nie czyni z wątku miłosnego najważniejszego aspektu fabuły. Wręcz przeciwnie, stanowi on jej ważny, ale niewielki fragment, subtelnie wpleciony w całość i dojrzewający gdzieś w tle pozostałych wydarzeń. Co w żaden sposób nie czyni go gorszym, czy jakoś go umniejsza. Kim Holden udaje się uchwycić niesamowitą czułość, bliskość i namiętność, nie nadużywając przy tym wielkich, patetycznych słów. 

Kim Holden pozostawia pewne kwestie w formie niedopowiedzenia - pozostawiając pewne wskazówki czytelnikowi, ale nie ujmując ich wprost. Nieprzewidywalność owej powieści dotyczy jednak emocjonalnej warstwy historii. "Promyczek" przepełniony jest optymizmem i nadzieją. Kim Holden, za pośrednictwem swojej głównej bohaterki, pięknym słowami przypomina nam o tym jak cudowne jest życie - o tym że musimy podążać za swoimi marzeniami i walczyć o ich spełnienie; i że powinniśmy czerpać radość nawet z małych rzeczy. A potem, kiedy już uśpi naszą czujność, łamie nasze serca na maleńkie kawałeczki.

Największą siłą "Promyczka" pozostaje jednak jej główna bohaterka - wymykającą się wszelkim schematom o inspirująca nie tylko swoimi słowami, ale i postawą. Owszem, Kim Holden nie stworzyła powieści absolutnie wolnej od wad - bo przyznaję, że irytowało mnie nagminne nazywanie bohaterów pet Młody/Młoda i pozostawienie jednego niedomkniętego wątku. Tyle że wszelkie inne zalety - poczynając od cudownego przesłania a kończąc na tym jak ogromną rolę dla fabuły odgrywa muzyka - sprawiają, że łatwo mi puścić te maleńkie niedociągnięcia w niepamięć i pozwolić sobie na to by pokochać ową historie. 

"Promyczek" to historia, która zatrząsnęła na chwilę moim czytelniczym światem. Kim Holden stworzyła historię nie tylko piękną, ale i wartościową - zwłaszcza dla ludzi wkraczających w dorosły świat, martwiących się tym co będzie i nie potrafiących docenić tego co jest teraz. Historię o miłości, przyjaźni i radości życia. Historię, która chwyta za serce, a potem roztrzaskuje je na maleńkie kawałki. Wiem, że są czytelnicy, którzy nie przepadają za opowieściami, które traktują o tak trudnych tematach podczas gdy otacza nas wystarczająco przytłaczających wydarzeń. Ale są historie warte bólu i myślę, że "Promyczek" jest jedną z nich. A dla pozycji New Adult to pozycja obowiązkowa. Choć z góry uprzedzam żebyście mieli przygotowane pod ręką chusteczki - ja płakałam, i to bardzo, a jak stwierdził mamutek - w moim przypadku to wiele mówi o czytanej historii. 

"Promyczek" Kim Holden; wydawnictwo Filia; Poznań 2016 ★★★★★


Pamiętajcie o KONKURSIE

Zgłoszenia możecie  zostawiać TU
Read more

wtorek, 10 maja 2016

Marsjanin, Andy Weir
maja 10, 20160 Comments

Literatura science fiction jest czymś co przeważnie unikam w moim czytelniczym życiu, zwłaszcza jeśli mówimy o pozycji skierowanej do dorosłego czytelnika a nie podgatunku Young Adult. W moich pierwotnych planach nie było mowy o zapoznawaniu się z "Marsjaninem". Pod koniec roku, kiedy blogo- i vlogosferę zalała fala zestawień najlepszych pozycji 2015 roku a w wielu z nich królowała właśnie debiutancka powieść Andy'ego Weira, postanowiłam mimo wszystko zaryzykować. W końcu jednym z moich czytelniczych planów było wychodzenie poza strefę moich typowych, "bezpiecznych" pozycji i poszerzanie czytelniczych horyzontów.

Mark Watney jest członkiem załogi Ares 3, pełniącym funkcje biologa i inżyniera. Straszliwa burza piaskowa zmusza jednak ekspedycje do opuszczenia Czerwonej Planety. Mark, omyłkowo uznany przez swoich towarzyszy za zmarłego, zostaje na Marsie całkiem sam. W zdewastowanym przez burze obozie, z minimalnymi zapasami wyżywienia i wody a co gorsza - bez łączności z Ziemią. Nawet gdyby Markowi udało się poinformować NASA o tym że żyje (co samo w sobie graniczy z cudem), ekipa ratunkowa dotalraby na Marsa za późno by mu pomóc. Tylko że Mark wcale nie zamierza się poddawać i w rytmach muzyki disco jest gotowy na wszystko by znaleźć wyjście z owej sytuacji. 

"Marsjanin" w dużej mierze składa się z wpisów do dziennika Marka Watneya, przeplatanych co jakiś czas przedstawieniem wydarzeń z NASA. A biorąc to pod uwagę, tak naprawdę Andy Weir mógł zrobić jeden błąd by na wstępie zaprzepaścić swoją debiutancką powieść - kreując płytkiego, niebrudzącego sympatię głównego bohatera. Tylko widzicie - Mark Watney jest absolutnym zaprzeczeniem owego opisu. To taka perełka wsród literackich postaci . Mimo sytuacji w jakiej się znajduje, Markto uosobienie humoru i inteligencji. Zamiast załamywać ręce, na każdy problem stara się znaleźć odpowiednie rozwiązanie. A każdą trudną sytaucję puentuje ironicznym komentarzem. 

Na tle Marka inne postacie wypadają odrobinę blado, zwłaszcza że poznajemy je jedynie przez pryzmat ich pracy. Nie rzuca się to jednak aż tak w oczy. Fragmenty powieści dotycząca pozostałych członków załogi czy pracowników NASA zostają przedstawione za pośrednictwem niemal samych dialogów,  a wiadomo że te sprzyjają szybkiej lekturze. Andy Weir wpadł na fantastyczny pomysł jeśli chodzi o fabułę. Coś z czym nie zetknęliśmy się jeszcze w literaturze i co czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem - nawet jeśli podejrzewamy do jakiego finału zmierza owa historia. Aż trudno uwierzyć że mamy do czynienia z debiutem!

Były jednak momenty trudne. Z całą moją symaptią do Marka Watneya, pozostaje jednak typowym humanistą i jego naukowe rozważania były dla mnie niekiedy niezrozumiałe. Choć nasz główny bohater okrasza wszystko humorem i nutką ironii, znaczna część jego dziennika to techniczne rozważania dla znalezienia rozwiązania coraz to nowszych problemów. Absolutnie podziwiam Andy'ego Weira za jego wiedzę w dziedzinie chemii, biologii, fizyki i wielu innych nauk ścisłyc. A rozważania Marka dla wielu czytelników mogą okazać się dodatkowym atutem, ale ja miałam z nimi kilka problemów.

"Marsjanin" to opowieść wykreowana z ogromnym rozmachem. Andy Weir zadbał o szczegóły w trosce o zachowanie autentyczności i to widać w trakcie lektury. Tym co czyni "Marsjanina" lekturą wyjątkową jest jednak jej główny bohater. Mark Watney jest jedną z najinteligentniejszych i najzabawniejszych postaci z jakimi zetknęłam się w literaturze a jego komentarze i usposobienie rekompensują wszelkie mankamenty. Skoro Andy Weir startuje z tak mocnym tytułem, aż strach pomysleć co będzie dalej!

"Marsjanin" Andy Weir; wydawnictwo Akurat; Warszawa 2014 ★★★★

Pamiętajcie o KONKURSIE - gdzie do wygrania "Ugly love", "Dwór cierni i róż" albo "Kasacja"

Zgłoszenia możecie  zostawiać TU
Read more

poniedziałek, 9 maja 2016

Zapowiedzi majowe
maja 09, 20160 Comments

Pod wieloma względami jeśli chodzi o rynek wydawniczy maj to taki drugi październik. Warszawskie Targi Książek nie zyskały jeszcze takiej renomy i zasięgu jak te krakowskie, ale wydawnictwa i tak wydają się prześcigać w tym by zwrócić zainteresowanie czytelników swoimi nowościami. Jednak nie narzekam. Cieszy mnie to, że coraz częściej nie musimy oczekiwać latami na polskie wydania popularnych tytułów; że nowym standardem, choć głownie w przypadku literatury pięknej, stało się zwracanie uwagi nie tylko na treść a nawet - nie tylko na okładkę, ale całą oprawę powieści ogółem; i że udało nam się odrobinę poszerzyć granicę i wydawać tytuły nie tylko Amerykanów i Polaków, ale także autorów innych narodowości. Jest dobrze, a oby z czasem było jeszcze lepiej.

W maju, jak będziecie mieli okazje wkrótce dostrzec, zainteresowało mnie sporo tytułów, które na pierwszy rzut oka nie wydają się wpisywać w schemat moich codziennych lektur. Nie wiem czy zwiastuje to powolne zmiany w moim guście czy raczej spowodowane zostało  moim irytującym zwyczajem oceniania książki po okładce. Czas pokaże a tymczasem my przejdźmy do konkretów ;)


Na Ponad wszystko czekałam już dobrą chwilę. Na tyle długą że po pierwszych falach zachwytu zaczęłam natrafiać i na negatywne recenzje. Mój entuzjazm nieco osłabł, ale to wciąż jeden z tych tytułów które muszę zdobyć. Jeśli chodzi o  Apollo i boskie próby. Ukryta wyrocznia  wiem że jestem strasznie do tylu z panem Riordanem, ale moze kiedyś się z tych zaległości wygrzebię. Fobos   zaintrygował mnie samym pomysłem na fabułę. Nie wiem jak wypada w oczach czytelników i nie mogę wręcz patrzeć na okładkę, ale opis brzmi świetnie. Z Beccą Fitzpatrick zetknęłam się tylko w trakcie lektury "Szeptem, ale Niebezpieczne kłamstwa brzmią... Inaczej niż inne powieści YA. Nie czytałam jeszcze "Następczyni", ale kiedyś się to zmieni i wtedy Korona będzie jak znalazł.  Promyczek to kolejna powieść na którą ogromnie czekałam - głównie dzięki dobrej reklamie na fanpage'u a po skończonej lekturze mogę już wam powiedzieć że warto było. O Mimo moich win* słyszałam od kogoś sporo dobrego i poczułam się zaintrygowana. To skomplikowane. Julię jest kolejną powieścią NA o której nie wiem za wiele i do pierwszych recenzji wstrzymam się na pewno z lekturą. Wymienianie w zapowiedziach powieści Abbie Glines a następnie ich nie czytanie to już chyba tradycja. Byłaś moja przypomina mi jak daleko w tyle pozostaje. A Jedyna to powieść klubowa "Kobiety to czytają!". Ostatnio nam ze sobą nie po drodze, ale sentyment pozostał.


Powieści Sarah Waters od dawna mnie do siebie przyciągają, ale jakoś nie mogę się za nie zabrać. Może z tytułem   Niebanalna więź się uda. Na półce mam za to "Genialną przyjaciółkę" i jeśli mi się spodoba z pewnością sięgnę kiedyś i po  Historię zaginionej dziewczynki.   Dom nad jeziorem to chyba mój numer jeden. Uwielbiam Kate Morton! Strażnik tajemnic to tylko wznowienie, ale nie mogłam o nim nie wspomnieć. Demelza  przypomina mi że a) tęsknię za serialem i b) nie czytałam jeszcze "Poldarka". W przypadku pozycji Oona i Salinger zadziałała magia opisu - który mnie jakoś zauroczył. Podobną rolę odegrała zresztą piękna oprawa powieści Ósme życie.  A o pozycji  Małe życie  wspominałam wam juz w kwietniu, ale teraz pozycja ta będzie dostępna nie tylko w empikach. 


Z powieściami Ceceli Ahern i Paulliny Simons mam tak że jedne mnie absolutnie rozkochały a inne - niekoniecznie. Ale zarówno Miłość i kłamstwa jak i Samotna gwiazda brzmią świetnie. O powieści  Pandora*  słyszałam sporo na booktube. Poza tym wiecie że mam słabość do dobrych thrillerów. Nie czytałam jeszcze "Przewieszenia", ale i tak czekam na Trawers z niecierpliwoscią i niepokojem. Podczytuje co jakiś czas Zwierza więc wiadomo że intryguje mnie  Dwóch panów z branży Zresztą, podobnie rzecz ma się z Slow life. Zwolnij i zacznij żyć* Poprzedniej książki nie przeczytałam ale ta jest mi bliższa tematem. Mój entuzjazm w związku z premierą pozycji   Kropki zdecydowanie minął ale i tak nie chciałam jej pominąć. A zarówno   Odnalezieni  jak i  Halo człowiek. Rozmowy o tym co ważne** to nie moje klimaty, ale po przeczytaniu opisów poczulam potrzebę ich lektury. Zwłaszcza w przypadku drugiego tytułu, gdyż podczytuje blog autora. 

*Majowa premiera wskazana jest tylko na stronie Znaku możliwe więc że właściwa data premiery jest nieco późniejsza.
**Konkretna data widnieje jedynie na fanpage'u bloga ale wydaje mi się to dosyć wiarygodne zródło ;)

A wy na co najbardziej wyczekujecie?

Pamiętajcie o KONKURSIE

Zgłoszenia możecie  zostawiać TU
Read more

sobota, 7 maja 2016

5 urodziny bloga + KONKURS
maja 07, 20161 Comments

Przyznam szczerze, że trochę ciężko mi uwierzyć w to, że Złodziejka książek obchodzi dzisiaj swoje 5 urodziny. Kiedy zakładałam bloga nie patrzyłam tak naprawdę daleko w przyszłość, ale znając samą siebie podejrzewałam, że wytrwam w blogowaniu 2/3 miesiące a potem stracę początkowy zapał i pomysły. Tymczasem Złodziejka książek stała się w pewnym momencie stałym, niezmiennym punktem w moim życiu podczas gdy tak wiele rzeczy w koło ulegało zmianie - kiedy kończyłam gimnazjum i zaczynałam liceum; kiedy pisałam maturę; kiedy dostałam się na studia; kiedy podjęłam pierwszą, prawdziwą pracę. Owszem, były momenty lepsze i gorsze - chwile, w których tryskałam pomysłami i takie gdy niemal zmuszałam samą siebie żeby coś opublikować. Ale na chwilę obecną nie wyobrażam sobie tego bym miała całkowicie porzucić ten mój mały kawałek blogosfery, bo na swój własny, pokręcony sposób kocham go całym serduchem. I w ten wielki dzień dla Złodziejki chciałam podziękować wam za to, że nie jestem tutaj sama i zawsze mam was - absolutnie fantastycznych czytelników.

Nie będę snuć tutaj żadnych mów dziękczynnych bo a) nie jestem w tym dobra i zawsze popadam w zbyt patetyczny ton i b) z pewnością kogoś bym pominęła. Podziękuje więc wam w taki sposób, który na pewno ucieszyłby i mnie samą. Pięknymi, nowymi bukami. Zastanawiałam się na jakie tytuły się zdecydować, ale jestem zadowolona z finalnego wyboru i mam nadzieję, że i wy podzielicie moje zdanie. Dwie pozycje czytałam i absolutnie się nimi zachwycałam, trzecią mam w niedalekich planach, ale słyszałam na jej temat sporo dobrego za granicą. No i każda z nich zupełnie się od siebie różni, dzięki czemu mam nadzieję, że każdy z Was znajdzie coś dla siebie. Gotowi na odkrycie tajemnicy?

Tam, tam, tam!

"Ugly love"; "Kasacja"; "Dwór cierni i róż"


1. ZASADY

  • Konkurs polega wyłącznie na zgłoszeniu się i zaobserwowaniu fanpage'a bloga/instagramowego konta (po kliknięciu zostaniecie przeniesieni w dany portal)) oraz odpowiedzeniu na banalne pytanie - jaka jest Wasza ulubiona książka?
  • W komentarzu wskażcie która z nagród was interesuje. Możecie wybrać więcej niż jeden tytuł żeby zwiększyć waszą szansę na wygraną, ale jedna osoba może wygrać tylko jedną pozycję. (jeśli np. wylosuje wasze imię najpierw w przypadku "Ugly love", a potem "Kasacji - otrzymacie tylko jedną z pozycji - "Ugly love")
  • Będzie mi bardzo miło jeśli wspomnicie o konkursie na swoich fanpage'ach, blogach tudzież instagramach, ale nie jest to warunek konieczny
Wydaje mi się, że nikt z Was nie powinien mieć najmniejszego problemu z wypełnieniem poniższych kroków, a warto powalczyć o nagrody ;)

WZÓR ZGŁOSZENIA

Obserwuję na instagramie jako:
Lubię na FB jako:
Mój e-mail:
Odpowiedź na konkursowe pytanie:

Regulamin rozdania:
1. Organizatorem rozdania jest Karolina Suder autorka bloga zlodziejkaksiazek.blogspot.com
2. Nagrodą w konkursie jest nowy egzemplarz książki "Ugly love" Collen Hoover, "Dwór cierni i róż" Sarah J. Maas oraz "Kasacja" Remigiusza Mroza
3. Rozdanie trwa od 07.05.2016 r. do 26.05.2016 r. do godziny 23:59. Zgłoszenia które pojawią się później, nie będą brane pod uwagę.
4. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest odpowiedzenie na pytanie konkursowe (jaka jest wasza ulubiona książka) oraz dołączenie do obserwatorów instagram @kala_reads 
 lub polubienie fanpage bloga na facebooku 
5. Można umieścić baner konkursowy na swoim blogu lub udostępnić go na FB/instagramie
6. Uczestnikiem może być każdy, kto posiada adres korespondencyjny na terenie Polski.
7. Zwycięzca zostanie wyłoniony w drodze losowania.
8. Wyniki konkursu zostaną opublikowane w osobnym poście, w ciągu 7 dni od daty zakończenia rozdania.
9. Jeśli zgłosi się mniej niż 15 osób - rozdanie zostanie anulowane.
10. Ze zwycięzcą skontaktuję się mailowo. W przypadku braku odpowiedzi w ciągu 3 dni, wylosuję inną osobę.

11. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr4, poz. 27 z późn. zm.).
12. Jako Organizator - zastrzegam sobie prawo wprowadzenia zmian w regulaminie w trakcie trwania konkursu.


UWAGA!

Wiem, że disqus bywa kapryśny i czasami nie ładuje się miejsce przeznaczone do komentowania! Z moich obserwacji wynika, że problem ten znika czasami po podobnym załadowaniu strony a na niektórych przeglądarkach (Mozilla Firefox) czy urządzeniach (tablety czy telefony) nie pojawia się on wcale. W razie jakikolwiek problemów proszę Was o kontakt za pośrednictwem facebooka albo na maila.

A w razie gdyby zawiodły wszystkie środki zostawiam wam link bezpośrednio do dyskusji ;)

https://disqus.com/home/discussion/zlodziejkaksiazek/5_urodziny_bloga_konkurs_zlodziejka_ksiazek/


POWODZENIA!
Read more

wtorek, 3 maja 2016

Ekspozycja, Remigiusz Mróz
maja 03, 20160 Comments

Po pierwszym pozytywnym spotkaniu z twórczością Remigiusza Mroza czyli "Kasacją", jakoś nie było nam z autorem po drodze. Zaopatrzyłam się co prawda w drugi tom skupiający się wokół duetu Chyłka&Zordon, ale mimo upływu kilku miesięcy wciąż leży on nieprzeczytany na mojej półce. Potrzebowałam chyba jakiegoś motywacyjnego kopa i okazał się nim dopiero Kryminalny Klub Książki organizowany przez Karinę z bloga Skrzynka pełna książek. "Ekspozycja" została wybrana na pierwszą lekturę do naszego dyskusyjnego klubu i nareszcie nie miałam już żadnych wymówek żeby zwlekać ze zgłębianiem twórczości autora. Tylko czy "Ekspozycja" dorównała poziomem "Kasacji"?

Widok nagiego mężczyzny powieszonego na krzyżu na Giewoncie mrozi krew w żyłach turystów, ale i policji. Ofiara umarła w strasznych męczarniach a osoba odpowiedzialna za ową zbrodnię z pozoru nie pozostawiła po sobie najmniejszego śladu. Sprawę ma poprowadzić niecieszący się dobrą sławą, ale nadzwyczaj skuteczny komisarz - Wiktor Forst. Jedna błędnie podjęta decyzja i nierozważny komentarz sprawiają że komisarz nie tylko zostaje odsunięty od śledztwa, ale rownież całkowicie zawieszony w obowiązkach. Tyle że Forst zupełnie się tym nie przejmuje. Przeczuwając że wszystko to jest fragmentem większej układanki, rozpoczyna prywatne śledztwo z nieoczekiwanym sojusznikiem u boku w osobie ambitnej dziennikarki - Olgi Szrebskiej. 

Coś co zaczyna się jako "niewinna" zbrodnia, bardzo szybko zyskuje miano międzynarodowej afery - i w żadnym wypadku nie wyolbrzymiam owej kwestii. "Ekspozycja" to historia napisana z ogromnym rozmachem, w której autor nie boi się wyrzucić swoich bohaterów nie tylko poza granice kraju lecz i kontynentu. Remigiusz Mróz rozpoczyna ową historię z przytupem, ale potem nawet na chwile nie zwalnia tempa, wręcz przeciwnie - tylko je przyspiesza. Jedyne momenty, w których autor daje odetchnąć czytelnikowi to te gdy przedstawiane są historyczne materiały związane ze śledztwem, ale nawet wowczas szybko powraca do dawnego tempa.

Remigiusz Mróz posiada przy tym chyba niewyczerpane źródło pomysłów. Zagadka, którą stawia przed bohaterami czy swoimi czytelnikami jest zawiła i silnie oparta na historii a przy tym niebywałe oryginalna. Biorąc pod uwagę wspomniane już tempo oraz złożoność owej intrygi, trzeba jednak uważać żeby nie pogubić się w fabule. Remigiusz Mróz wychodzi z owej próby obronną ręką, ale osobiście miałam z tym chwilowe problemy. "Ekspozycja" przypomina pod tym względem raczej powieść sensacyjną - która, prawdę powiedziawszy nie należy do mojego ulubionego rodzaju lektury - i myślę że jeżeli należycie do wielbicieli gatunku, powinniście być zachwyceni.

Tym co ujęło mnie w "Ekspozycji" jest, po raz kolejny w twórczości pana Mroza, duet głównych bohaterów. Forst i Olga nie są może tak łatwi do polubienia i posiadają zdecydowanie więcej za uszami, ale to zdecydowanie ten typ bohaterów które zapadają w pamięci czytelnika. Poza tym, jak nie docenić inteligencji, nieco zadziornego poczucia humoru czy niezaprzeczalnej chemii między bohaterami (nawet jeśli nie takiej typowi romantycznej)? Rozumiem też o co chodziło wam gdy powtarzaliście, Remigiusz Mróz do tworzenia zakończeń - to które prezentuje w "Ekspozycji", wbija w fotel.

"Ekspozycja" utwierdza mnie w moim przekonaniu o twórczości Remigiusza Mroza. Młody polski autor ma niebywały talent do tworzenia oryginalnych, złożonych opowieści, w których czytelnik zostaje porwany przez wartką akcje i wbity w fotel finalnym twistem fabularnym. Jego "Ekspozycja" to jednak nie tylko dobra intryga, silnie oparta na historii, ale też trochę specyficzny, ironiczny humor. I chociaż duet Chyłka&Zordon minimalnie bardziej podbił moje serce, nie mogę powiedzieć że "Ekspozycja" ustępuje w czymś "Kasacji". Oby mrozowa passa nie mijała.

"Ekspozycja" Remigiusz Mróz; wydawnictwo Filia; Poznań 2015 ★★★★
Read more

niedziela, 1 maja 2016

Podsumowanie kwietnia i majowy TBR
maja 01, 20160 Comments

Być może dostrzegliście pewne opóźnienia w publikacji tego posta. Od kilku miesięcy podsumowania ukazywały się dokładnie ostatniego dnia, tak żeby rozpoczynać nowy miesiąc z czystą kartą, no ale tym razem coś nie wyszło ;) Korzystając z cudownej pogody, odcięłam się na chwilę od blogowania i krakowskiego smogu i w towarzystwie niezastąpionej rodzinki odpoczywałam sobie przy grillu. Ale takie rozwiązanie okazało się mieć kilka plusów. Wczoraj udało mi się skończyć jeszcze dwie pozycje (nie myślcie że jestem jakąś czytelniczą maszyną - w jednej brakowało mi chyba 20 stron, w drugiej mniej niż 100 sporą czcionką), które w przeciwnym razie nie udało mi się zamieścić w kwietniowym podsumowaniu i potem cały miesiąc głowiłabym się co z tym fantem zrobić. 

Kwiecień był cudnym czytelniczym miesiącem - ze względu na ilość, ale także fakt że niemal każda z pozycji jakie czytałam niezwykle mi się podobała. A teraz praktycznie nie mogę usiedzieć na miejscu z radości że to już maj. Maj (dokładnie 4) to moje 21 urodziny; to 5 urodziny bloga (dokładnie 7); to konkurs dla was!; to wypad do  Wrocławia (juz jutro!); i Warszawskie Targi Książki (w moim przypadku 22). Poza tym, maj to po prostu mój ulubiony miesiąc - ot tak! I już choćby dlatego wyczekiwałam go od początku roku.

PRZECZYTANE:



NAPISANE:

Biorąc pod uwagę fakt, że w kwietniu ukazało się aż dziesięć postów, możecie być zaskoczeni tym, że początkowo zaplanowałam ich sobie odrobinę więcej. W ostatnich dniach uległam jednak odrobinę blogowemu lenistwu i zasiadanie przed komputerem było ostatnim co zaprzątało moją uwagę. Tak się kończy sytuacja gdy tęskni się za słońcem ;) Co natomiast udało mi się napisać? Recenzję thrillera psychologicznego na wysokim poziomie "Dziewięć dni"; dystopijnej młodzieżówki w wersji dla chłopców "Więźnia labiryntu"; fantastycznego thrillera prawniczego "Kasacji": całkiem wciągającego New Adult "Przypadki Callie i Kaydena"; rozdzierającego serce "Zanim się pojawiłeś"; czy trzeciej części serii After "After. Ocal mnie". Oprócz tego podzieliłam się z Wami moimi zdobyczami z dwóch poprzednich miesięcy, wybrałam najciekawsze linki kwietnia; przybliżyłam wam najlepiej zapowiadające się premiery i przybliżyłam wam w skrócie moją opinię o kilku seriach, które skończyłam jeszcze przed 2016 rokiem. Słowem, działo się bardzo dużo.

TBR:

W tym miesiącu pozostaje trochę większą realistką. Ostatnio wybrałam sobie trzy tytuły a i tak poległam więc w tym będą dwie! (I oby się udało). Zwłaszcza że, nie ma co ukrywać, koniec maja to w moim przypadku początek egzaminów więc gdzieś od połowy trzeba się będzie zacząć uczyć a i kilka projektów się uzbierało. Chciałabym więc przeczytać "Najszczęśliwszą dziewczynę na świecie" i "Zemstę" (nie wierzę, że nadal tego nie zrobiłam!)

A jak tam upłynął wasz miesiąc?
Read more