czwartek, 31 marca 2016

Podsumowanie marca i kwietniowy TBR


Mile jest przedłużyć sobie świąteczne odpoczywanie i sprawić, że stosunek dni pracujących do tych wolnych w danym tygodniu wynosi dokładnie 1 do 6. I cholernie szkoda, że nie można pozwolić sobie na to by tego typu sytuacje występowały częściej - powiedzmy raz na miesiąc. Kontynuując wcielenie w życie zasady by nie narzekać i zadowalać się tym co otrzymujemy - cieszmy się z małych rzeczy. Owy tydzień pozwolił mi ostatecznie pozamykać pewne sprawy i dopracować szczegóły związane z blogiem. Może zauważyliście drobne zmiany w nagłówku czy wzmożoną aktywność na facebookowym fanpage'u. Zapragnęłam sobie by było to miejsce gdzie nie tylko informuję was o nowych postach, ale by "po prostu działo się więcej". Od niedawna publikuję więc informacje o bliższych i dalszych zapowiedziach, które powodują szybsze bicie mojego serca, przypominam wam o starszych postach, które warte są waszej uwagi i po prostu staram się nawiązać z wami bliższych kontakt. Jeśli nie polubiliście jeszcze Złodziejkowego fanpage'a, gorąco was do tego zachęcam i po cichu liczę na to, że częściej będziemy się tam spotykali.

Dzisiejszy post poświęcony jest jednak podsumowaniu a nie fanpage'owi. Nie wiem jak zmienił się wasz stosunek do tego typu postów odkąd rozpoczęła się wasza przygoda z blogowaniem, ale ja lubię je zarówno czytać jak i pisać. Wydaje mi się że to tworzy ona idealne warunki do tego by powiedzieć wam co w najbliższym czasie może pojawić się na blogu i co już się wydarzyło. A biorąc pod uwagę jak wszyscy jesteśmy zajęci i zabiegani wydaje mi się że to jedna z niewielu okazji by sprawdzić czy nie pominęliście jakiegoś posta, który mógł być dla was szczególnie interesujący.  A zanim ostatecznie powiem wam co przeczytałam, co planuję przeczytać i co dla was opublikowałam, krótkie wyjaśnienie - tak, wiem że na zdjęciu nie ma Mary Dyer, ale o tym że o niej zapomniałam zorientowałam się dopiero w chwili pisania posta, czyli cały dzień po robieniu zdjęć (na dodatek przy niekorzystnym świetle). I tak, okazałam się zbyt leniwa by przełożyć to na kolejny dzień. 

A teraz przejdźmy nareszcie do meritum. 

PRZECZYTANE:

NAPISANE:

Jak już chyba wspomniałam przy okazji innego posta nareszcie zaczęłam publikować w miarę regularnie i nareszcie nie czuję nawet lekkich wyrzutów sumienia że was zaniedbuję. Oczywiście, jak zwykle najbardziej cieszą mnie napisane recenzje - w tym miesiącu konkretnie sześć (czyli dokładnie połowa z wszystkich marcowych postów).  Opowiedziałam Wam w marcu o drugim tomie serii After, moich wrażeniach z relektury "Miasta kości", najnowszej części cyklu o Cormoranie Strike'u, fenomenalnym "Pojedynku", nowej książce cenionej przeze mnie Agaty Kołakowskiej i całkiem dobrym thrillerze Joy Fielding. Ale to nie wszystko co działo się na Złodziejce. Już tradycyjnie wybrałam dla Was najciekawsze premiery marca i najbardziej interesujące linki. Ponad to podzieliłam się z Wami moją absolutną topką ulubionych lektur z jakimi zapoznałam się w trakcie zimy i ulubionymi kontami książkowymi na instagramie (polish version). A wisienką na torcie był post, w którym podsumowałam wszystkie serie jakie udało mi się skończyć do tej pory w 2016 roku. (Wiem że często do niego zaglądacie i bardzo się cieszę że przypadł wam do gustu).

TBR:


W marcu (początkowo napisałam w tym miejscu luty! Może jednak mi rownież czas ucieka między palcami!) narzuciłam sobie za duże tempo i rozczarowałam samą siebie nie wywiązując się z prawie połowy wybranych tytułów. Dlatego w kwietniu obrałam całkowicie odwrotną strategię - absolutnego chilloutu. "Ekspozycje" podczytywuję sobie obecnie. Jest to pierwsza pozycja Kryminalnego Klubu Książki i tak czy siak muszę się z nią zapoznać do końca miesiąca, ale wasze pozytywne opinie na Instagramie sprawiły że podchodzę do lektury z optymizmem ;) Za "Układ" najchętniej rzuciłabym się od razu bo tak mnie zachęciły wasze pozytywne opinie, ale trochę staram się powstrzymać. A "Miasto popiołów" to mój kolejny krok w kierunku skończenia Darów Anioła (bo chce przeczytać "Panią Nocy"!). Oczywiście już raz czytałam ten tom ale to było dawno temu. No i moze jak go przeczytam to wreszcie kupię czwarty (albo nawet wszystkie trzy brakujące). Łudzę się że posiadanie na półce całej serii przyspieszy proces mojej lektury (i naprawdę nie wiem co jest ze mną nie tak, przecież uwielbiam twórczość pani Clare więc powinnam przefrunąć przez jej powieści).

A jak tam Wasz marzec i plany na kwiecień?

wtorek, 29 marca 2016

Marcowe linki miesiąca


Nie wiem w jakich zakątkach Polski czy też świata się znajdujecie, ale mam nadzieję, ze wszyscy macie okazję cieszyć się tak piękną pogodą jak ta, która zachwyca dzisiaj Krakowian; że spędziliście cudne święta w gronie najbliższych i nabraliście trochę energii na kolejne ciężkie dni; i że spałaszowaliście nie tylko imponującą ilość serników czy innych wypieków, ale także chociaż jedną pyszną lekturę. Osobiście powitałam wiosnę z westchnieniem ulgi, ale i optymizmem. Panna M. nie lubi, kiedy "robię z siebie męczennice", toteż niejako zmusza mnie do bardziej radosnego spojrzenia na świat i własne życie. I dlatego też z zadowoleniem stwierdzam, że powoli dochodzę do perfekcji w publikacji postów na czas. Zaplanowałam sobie około trzech notek na każdy tydzień żeby Złodziejka książek nie świeciła pustkami i żebyście zawsze mieli coś nowego do przeczytania i już trzeci miesiąc z kolei konsekwencje udaje mi się podążać za owymi planami.

Wbrew pozorom nie Złodziejka jest dzisiaj tematem posta, co pewnie wywnioskowaliście z tytułu. Jak co miesiąc zebrałam kilka artykułów, które w moim mniemaniu szczególnie warte są waszej uwagi. Trochę obawiam się, że te zestawienia stają się wtórne, bo miesiąc w miesiąc powtarzają się te same blogi, ale nic nie poradzę na to, że zwykle zwracają one moją uwagę. Jeśli chcielibyście polecić mi jakiś własny post, albo taki, który po prostu zwrócił waszą uwagę, koniecznie zostawiajcie linki w komentarzach. Blogosfera, w tym także ta książkowa, rozrasta się tak szybko, że nie zawsze za nią nadążam.



sobota, 26 marca 2016

Serie skończone w 2016 roku


Pewnie doskonale zdajecie sobie już z tego sprawę bo wspominałam o tym wielokrotnie na przestrzeni tych trzech miesięcy, ale jednym z moich głównych celów na rok 2016, jest kończenie serii. Cel spowodowany faktem, że z niezrozumiałych przyczyn zawsze miałam problem z zamykaniem danych historii i poznawaniem ich finału. Czytałam pierwszy tom serii, czasami jeszcze drugi, a potem zamiast kontynuować daną przygodę  rozpoczynałam kolejny cykl. Na swoich półkach posiadam wiele takich pierwszych części, niektórych pozbyłam się na przestrzeni lat bo straciłam zainteresowanie ich lekturą czy po prostu nie spodobały mi się na tyle by dalej inwestować w nie swój wolny czas. I chociaż nadal preferuję sięganie po tomy otwierające jakąś serię - jest w nich coś niebywale pociągającego - sukcesywnie staram się walczyć z owym nałogiem.

Przez ostatnie trzy miesiące zrobiłam ogromny krok milowy w realizacji swojego postanowienia. Nie wiem ile serii rozpoczęłam do końca 2015, ale do marca udało mi się zmniejszyć ową liczbę o pięć - chociaż lojalnie uprzedzam, że pewnie część z was uzna niektóre z tych osiągnięć za oszustwo (i być może będziecie mieć w tym odrobinę racji, ale zrzucimy na to zasłonę milczenia). Ten post powstał po to by trochę się przed wami pochwalić, ale przede wszystkim żeby podzielić się moimi ogólnymi odczuciami na temat danej serii - zdradzić ulubiony aspekt historii, ocenić czy cykl jako całość wart jest waszego zainteresowania. Nie zdradzę żadnych spoilerów (a przynajmniej nie bez uprzedzenia), nie będę rozwodzić się nad fabułą - będzie krótko i na temat a przynajmniej taką mam nadzieję, ale zobaczymy jak rozwinie się to w praniu.


1. Trylogia Selekcja, Kiera Cass
Rywalki, Elita, Jedyna

"Oszustwo" numer jeden. Po pierwsze, wiem że w skład serii wchodzą jeszcze nowelki, ale z reguły nie przykładam do nich zbyt dużej uwagi. Po drugie, teoretycznie cykl ten nie jest jeszcze zakończony bo posiada dodatkowe dwa tomy. "Jedyna" definitywnie zamyka jednak wszystkie wątki pierwotnej trylogii. "Selekcja" przypomina mi trochę nieco bardziej młodzieżową wersję Disney'owskich bajek w dystopijnym świecie - mamy księcia, mamy pretendentkę do roli księżniczki i mamy mnóstwo dramatów po drodze. Kiera Cass nie tworzy dzieła wybitnego. Cała historia niemal za bardzo skupia się wokół miłosnych dramatów głównej bohaterki (która, swoją drogą, niemiłosiernie działa człowiekowi na nerwy) i ignoruje polityczne problemy i dystopijny klimat. Ale równocześnie jest w niej coś niesamowicie pociągającego i wciągającego.

Zdecydowanie nie żałuję czasu jaki poświęciłam na lekturę tych tytułów. To taka typowa guilty pleasure - silnie oparta na tym by czytelniczki podzieliły się na rożne "teamy" i shipowały swoje OTP. Ale takie uzależniające historie tez trzeba umieć tworzyć. Dodam tylko że seria zalicza drobny spadek formy w drugim tomie i że chyba, mimo wszystko, pierwsza część prezentuje się najlepiej. Owszem, zakończenie jest satysfakcjonujące i przynosi wszystkie odpowiedzi, ale następuje niejako zbyt szybko w porównaniu do poprzednich wydarzeń. A to co zraniło mnie najbardziej, to fakt, że Kiera Cass tak lekko przeszła nad śmiercią niektórych bohaterów. Po prostu można było to rozegrać trochę lepiej. 

★★


2. Trylogia Pułapka uczuć, Colleen Hoover
Pułapka uczuć, Nieprzekraczalna granica, Ta dziewczyna

Trylogia stanowi kwintesencje twórczości Colleen Hoover i gatunku New Adult ogółem. Fabuła w dziewięćdziesięciu procentach skupia się nad miłosnymi rozterkami bohaterów, a w pozostałych dziesięciu nad przeszłymi i obecnymi dramatami ich codziennego życia. Czy mi to przeszkadzało? Niekoniecznie. Colleen Hoover umie tworzyć wciągające i bardzo emocjonalne historie, a "Pułapka uczuć" zyskuje jeszcze sporo dzięki poezji wplecionej w fabułę tzw. slammów. Zdecydowanie jednak nie jest to najlepsze dzieło jakie wyszło spod pióra owej autorki. O ile uwielbiam tom pierwszy i pozostaję ślepa na jego wady o tyle nawet ja dostrzegam, że seria, z części na część, zalicza poważny spadek poziomu. I niestety nie da się tego zignorować.

Już drugi tom został napisany wyraźnie po to by sprawić przyjemność czytelnikom, a nie dlatego że wymagała tego fabuła. Koniec końców "Nieprzekraczalna granica" osobiście przypadła mi do gustu, ale wiem że wiele osób nie podziela mojego zdania. "Ta dziewczyna" była już natomiast zdecydowanie zbędnym dodatkiem. Jeśli autorka koniecznie chciała dodać coś do historii naszych bohaterów, mogła to zawrzeć w nowelce a nie oddzielnej powieści. Zdecydowanie polecam wam lekturę "Pułapki uczuć". Jeśli wam się spodoba - sięgnijcie także po "Nieprzekraczalną granicę". Ale "Ta dziewczyna" zdecydowanie jest tytułem, który możecie pominąć zapoznając się z ową historią. 

★★½


3. Seria Dziesięć płytkich oddechów, K. A. Tucker
Dziesięć płytkich oddechów, Jedno małe kłamstewko, Cztery sekundy do stracenia, Pięć sposobów na upadek

Podtrzymuję swoje zdanie, że twórczość K. A. Tucker to kwintesencja tego co dobre w literaturze New Adult. Fabuła skupia się głownie wokół miłosnej historii i demonów z jakimi zmagają się bohaterowie, ale żadna z przedstawionych opowieści nie jest wtórna i wprowadza coś nowego. K. A. Tucker ma tez doskonałe wyczucie jeśli chodzi o łączenie romantyzmu, erotyki, dramatu i humoru - wszystko występuje w odpowiednich proporcjach i nie budzi niesmaku w czytelnikach. Poza tym, autorka nie zapomina o tym, że New Adult również może zostać wzbogacone o ciekawe wątki poboczne i dobrze wykreowanych bohaterów drugoplanowych (zwłaszcza że niektórzy z nich powracają nieustannie przez wszystkie cztery tomy).

Seria stanowi tak naprawdę cztery niezależne historie i można je czytać samodzielnie, w dowolnej kolejności, bez znajomości poprzednich tomów. Bohaterowie drugoplanowi w następnych częściach zyskują swoje własne historie. Jeśli zdecyduje się na to by nie zachować chronologii pamiętajcie że możecie natrafić na drobne spoilery z poprzednich tomów. Osobiście polecam wam wszystkie tomy - chociaż moimi ulubieńcami są Pięć sposobów na upadek oraz Dziesięć płytkich oddechów - bo wydaje mi się że warto poświecić im chwile uwagi, ale jeśli koniecznie nie chcecie poznawać historii w kolejności jej publikacji, zróbcie sobie tą przyjemność i rozpocznijcie swoją przygodę od tomu pierwszego. To właśnie do tej powieści K. A. Tucker najczęściej nawiązuje w pozostałych częściach. 

★★½


4. Seria After, Anna Todd
After. Płomień pod moją skórą, After. Już nie wiem kim bez ciebie jestem, After. Ocal mnie, After. Bez siebie  nie przetrwamy

Kolejne małe oszustwo bo przecież autorka napisała prequel owej historii, który doczekał się ostatnio polskiej premiery, ale - prawdę powiedziawszy - po prostu nie jestem nim zainteresowana a historia Hessy została już zamknięta w After. Bez siebie nie przetrwamy. Seria Anny Todd to kolejna opowieść New Adult, skupiona wokół historii (strasznie destrukcyjnej) miłości, uzależnień, podejmowania cholernie głupich decyzji i nieustannych kłótni. Zdecydowanie jest to lektura guilty pleasure, w której w oczy rzuca się sporo wad i niedociągnięć (by wymienić choćby wtórność fabuły, irytujących bohaterów  i absurdalne zwory akcji). Rownocześnie jest to jednak najbardziej uzależniający i przez to najszybciej przeze mnie przeczytany cykl w życiu. 

Wciąż uważam, że After to pozycja dla wielbicieli fanfików. Anna Todd prezentuje podobny styl, tempo akcji i chwyty fabularne. Owszem, pierwszy tom - After. Płomień pod moją skórą - nie powala poziomem, ale Annie Todd udaje się go utrzymać a nawet odrobinę podwyższyć wraz z rozwojem fabuły a nie każdej autorce się to udaje. No i nie mogę zignorować faktu jak szybko czytało się wszystkie tomy mimo ich monstrualnych rozmiarów. Zanim zdecydujecie się na lekturę bądźcie świadomi że seria zawiera wulgaryzmy i sporo scen erotycznych. Sama drugi raz raczej do owej historii nie wrócę (chociaż wiecie, nigdy nie mów nigdy), ale nie żałuje że się na nią zdecydowałam.

★★


5. Trylogia Mara Dyer, Michelle Hodkin
Mara Dyer. Tajemnica, Mara Dyer. Przemiana, Mara Dyer. Zemsta 

Trylogia, którą trudno mi zakwalifikować jakoś gatunkowo bo przez dużą część historii nie jesteśmy świadomi tego co stanowi prawdę a co obrazy podsuwane przez wyobraźnie. Mara Dyer zachwyciła mnie pierwotnie swoim klimatem i właśnie ową tajemniczością. Byłam pod wrażeniem kreacji głównych bohaterów i wątku miłosnego, który ciekawie uzupełnia ale nie przytłacza fabuły. Poza tym podziwiałam autorkę za umiejętność tworzenia zakończeń, które sprawiają że natychmiastowo mamy ochotę na kolejny tom (cliffhanger? Coś mi podpowiada że doskonale wiecie co mam w tym miejscu na myśli). Zdecydowanie nie jest to seria dla młodszej młodzieży - jest bardziej mroczna, bardziej brutalna - a im dalej w las tym więcej drzew czego apogeum dostrzegamy w trzeciej części.

Nie potrafię jednak pozbyć się wrażenia, że Michelle Hodkin nie udźwignęła ciężary owej historii. Po dwóch fantastycznych tomach (zwłaszcza dwójka zwala czytelnika z nóg), trzeci można nazwać jedynie jako zadowalający a to trochę za mało.  Osobiście nie żałuje lektury. Mimo wszystko to jedna z najbardziej oryginalnych pozycji z gatunku Young Adult i dla dwóch tak dobrych pozycji uważam że warto poświęcić całej serii chwile uwagi. Ale jeśli należycie do wąskiego grona czytelników, dla których zakończenie stanowi fundamentalne znaczenie - ratuje serie albo spisuje ją na straty - powinniście jeszcze raz zastanowić się czy warto inwestować w nią swój czas. 

★★½

czwartek, 24 marca 2016

Morderstwa nad Shadow Creek, Joy Fielding

Thriller, zaraz obok kryminału, jest jednym z tych gatunków, po które lubię sięgać w ciemno, nie wiedząc za wiele na temat danej pozycji a tym bardziej jej fabuły. Kiedy decydowałam się na lekturę "Morderstw nad Shadow Creek", nie byłam więc świadoma za bardzo o czym opowiada owa historia.  Zasugerowałam się natomiast nazwiskiem autorki, które wielokrotnie mignęło mi gdzieś przed oczami, do tego stopnia, że byłam niema przekonana, że zetknęłam się już wcześniej z jej twórczością (gdybyście byli ciekawi - tylko mi się zdawało) Czy to był dobry pomysł? Chyba tak bo gdybym wcześniej zetknęła się z falą negatywnych opinii na portalu goodreads, pewnie długo zwlekałabym z lekturą a koniec końców nie byłam rozczarowana.

Valerie ma spędzić swoje czterdzieste urodziny z dwójką nieco ekscentrycznych przyjaciół z dala od kłopotów związanych z matką alkoholiczką, zbliżającym się rozwodem i swoją rozluźniającą się więzią  z nastoletnią córką. Nic nie idzie jednak zgodnie z planem. Koniec końców, Valerie ląduje w górach w Shadow Creek ze swoimi przyjaciółmi, zbuntowaną córką Brianne i narzeczoną swojego wkrótce-byłego-męża Jennifer. Wycieczka, która z góry wydaje się być skazana na  katastrofę, z każdą chwilą zmienia się w jeszcze większy koszmar. A gdyby mało było napiętej atmosfery między jej uczestnikami, okazuje się że w okolicznych miejscowościach grasuje dwójka seryjnych morderców a z hotelu znika kolejny gość.

To nie jest thriller, który fabułę opiera na wątku odkrycia tożsamości morderców albo tego gdzie się oni znajdują i jakie będą ich kolejne kroki. Joy Fielding przeplata historię naszych nietypowych wycieczkowiczów z perspektywą dwójki morderców i stosunkowo szybko pozwala nam poznać odpowiedzi na przynajmniej część z tych pytań. Zaletą owej powieści jest natomiast niewątpliwie jej klimatyczność. Joy Fielding sprawia, że od początku jesteśmy świadomi zbliżającego się niebezpieczeństwa i pozwala nam obserwować jak kolejne kroki bohaterów nieuchronnie prowadzą ich w sam środek zagrożenia. Ów klimat zostaje tylko podkreślony przez, moze odrobinę zbyt przerysowaną, scenierię odludzia, lasu i szalejącej w okolicy burzy. 

Sam pomysł na fabułę, a konkretnie zebranie całej piątki wycieczkowiczów w jedną grupę, ma w sobie coś z absurdu, ale nie wypada to tak sztucznie jak się obawiałam. Co więcej, niecodzienne połączenie zdradzonej żony, jej zbuntowanej córki, kochanki, przyjaciela geja (który wydaje się być wykreowany z samych stereotypów, ale dla obrony autorki - sama to dostrzega i przyznaje) i ekscentrycznej przyjaciółki stało się źrodłem humoru, którego absolutnie się nie spodziewałam sięgając po lekturę i który nieoczekiwanie dobrze komponował się z pozostałą częścią powieści - może dlatego że został ograniczony do absolutnego minimum  i nie został użyty w nieodpowiednim momencie.

Całość, jak na thriller przystało, czyta się szybko, niecierpliwie i z niepokojem wypatrując finału. Pojawia się kilka niesmacznych, odrobinę przerysowanych momentów, ale chyba powinnam być na to przygotowana biorąc pod uwag , że występują one w partiach przedstawionych niejako z perspektywy morderców. To co zepsuło moje pozytywne wrażenie to niestety samo zakończenie. Biorąc pod uwagę tak starannie budowaną atmosferę i klimat, spodziewałam się czegoś bardZZiwj spektakularnego. A już na pewno nie oczekiwałam takiego rozwiązania wątku obyczajowego.

Czy "Morderstwa nad Shadow Creek" to thriller, który warto polecić? Jak powiedziałby to jeden z moich profesorów - to zależy. Pozycja Joy Fielding nie jest typowym thrillerem, który przeraża swą autentycznością i zaskakuje. Jest jednak w tej pozycji coś filmowego - świadomość że wiemy więcej niż bohaterowie, tempo akcji i budowany klimat a nawet wszelakiego rodzaju przerysowania. Jeżeli przepadanie za tergo typu klimatami albo jesteście wielbicielami twórczości Joy Fielding, prawdopodobnie powinniście dać tej pozycji szanse. Ja co prawda nie zostałam powalona na kolana, ale jestem wystarczajaco zadowolona by dać autorce kolejną szansę.

"Morderstwa nad Shadow Creek" Joy Fielding; wydawnictwo Świat Książki; Warszawa 2016 ★★

wtorek, 22 marca 2016

5 najlepszych książek zimy


Nie będę pisać o tym jak czas przecieka mi między palcami i gnie do przodu z niesamowitą prędkością, bo nie do końca tak jest. Jako ciepłolubne stworzenie wypatrywałam pierwszych oznak wiosny prawdopodobnie od dnia, kiedy po raz pierwszy zostałam znowu zmuszona do założenia kozaków i szalika i nawet jeśli niekoniecznie dostrzegam ją jeszcze za oknami, przynajmniej widzę ją spoglądając na kalendarz (Wiecie, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się sama). A doskonałym sposobem na celebrację tego podniosłego wydarzenia niech będzie przygotowanie mojego ulubionego typu postów czyli zestawienie 5 najlepszych książek przeczytanych przeze mnie tej zimy. Dokonując selekcji, brałam pod uwagę wszystkie tytuły przeczytane między 22 grudnia a 20 marca - a więc 31 doprawdy cudnych opowieści, ale ostatecznie postanowiłam nie uwzględniać relektur (taki kaprys książkoholika!). I jestem strasznie zadowolona z finalnego rezultatu - mamy tu misz masz gatunkowo i każdy powinien znaleźć coś dla siebie ;)

1. Zanim się pojawiłeś, Jojo Moyes 

Miałam niewątpliwą przyjemność czytania pozostałych powieści autorki jakie zostały dotychczas wydane w Polsce. (A jedna z nich znalazła nawet swoje miejsce w zestawieniu najlepszych książek lata). Do lektury "Zanim się pojawiłeś" namówił mnie jednak tak naprawdę dopiero zwiastun zbliżającej się ekranizacji, który nomen omen trochę mi zaspoilerował pewne wątki. Co to była za powieść moi kochani! Książka, która rozdziera wasze serca na miliony maleńkich kawałeczków. Opowieść trochę o miłości; trochę o tym, że każdy z nas decyduje o własnym życiu; a trochę o obowiązku jaki posiada każdy z nas - obowiązku czerpania z życia pełnymi garściami. W najbliższym czasie jeszcze wam o tym tytule opowiem (recenzja już jest nawet napisana, ale zaplanowałam ją sobie na kwiecień), ale już teraz wiedzcie że po prostu warto ten tytuł znać. 

2. Stacja jedenaście, Emily St. John Mandel

Opowiadałam wam o tym tytule jakoś na początku lutego i już wówczas zdradziłam jak zawładnął on moim serduchem. To liryczna, niespieszna opowieść, która próbuje odpowiedzieć na pytanie co by było gdybyśmy musieli zbudować świat na nowo - jak wytłumaczyć dlaczego jedni przetrwali a inni nie?; w czym odnaleźć sens?; i czy warto pamiętać o tym co było? Wiem, że ostatnimi czasy pojawiły się nieco mniej pochlebne opinie tego tytułu i że być może część z was spogląda na niego teraz z większą ostrożnością. Ale nie dajcie się temu zwieść. Tak jak wspominałam w recenzji - to nie historia dla każdego, ale ma ona ogromny potencjał by zatrząsnąć czyimś światem. A jeśli istnieje szansa, że może to dotyczyć właśnie was - chyba warto poświęcić jej chwilę uwagi i się o tym przekonać. 

3. Pojedynek, Marie Rutkoski

Dawno nie polecałam wam w tego typu zestawieniach młodzieżówki, a już na pewno nie takiej czysto rozrywkowej, ale jeśli uważnie śledzicie Złodziejkę ( a nie ukrywam, że trochę na to liczę), to wiecie że Marie Rutkoski podbiła ostatnio moje serducho. "Pojedynek" to dystopia YA, która czerpie trochę schematów z owego gatunku, ale rownocześnie dodaje czegoś od siebie. To historia, w której miłość nie zaślepia, ale rzeczywiście zmienia człowieka; w której umysł ma siłę znacznie większą niż przemoc i tężyzna fizyczna; i w której zgrabnie wpleciony został motyw pyrrusowego zwycięstwa. Jeśli wciąż lubicie młodzieżówki, ale dokonujecie nieco większej selekcji przy ich wyborze, myślę że powinniście dać Marie Rutkoski szansę. Zwłaszcza, że w komentarzach wielu z was przekonywało mnie, że kontynuacja jest równie udana jeśli nie lepsza.

4. Pięć sposobów na upadek, K. A. Tucker

O "Pięciu sposobach na upadek" również zdążyłam wam już opowiedzieć ( wyjątkowo produktywny rok w kwestii publikowania recenzji! Brawo ja!) i być może spodziewaliście się tutaj tego tytułu biorąc pod uwagę mój ówczesny entuzjazm. K. A. Tucker zakończyła po prostu serię mocnym akcentem i podbiła tym moje serce ostatecznie. "Pięć sposobów na upadek" to kwintesencja tego co dobre w literaturze New Adult. Ciekawa historia miłosna, z dobrze poprowadzonymi wątkami pobocznymi, w której dramaty w życiu bohaterów zostają zrównoważone sporą dawką humoru i ironii. Jeśli szukacie powieści, która pozwoliła by wam się wgłębić w gatunek New Adult, śmiało sięgajcie po coś autorstwa K. A. Tucker (a w tajemnicy dodam coś z czym podzieliłam się już z wami na fanpage'u - wydawnictwo Filia wykupiło prawa do kolejnej pozycji autorki!)

5. Motylek, Katarzyna Puzyńska

Wiele z was namawiało mnie do tego by przyjrzeć się bliżej twórczości Katarzyny Puzyńskiej i całkowicie rozumiem teraz dlaczego. Mamy tyle kryminalnych talentów wśród polskich autorów! A autorka serii o Lipowie zdecydowanie jest jednym z nich. "Motylek" to takie połączenie kryminału i powieści obyczajowej. Autorka broni się ciekawie skonstruowaną intrygą kryminalną oraz doskonale nakreślonym obrazem społeczności z małej miejscowości, w której dosłownie każdy ma coś za uszami. Katarzyna Puzyńska absolutnie wyprowadziła mnie w pole jeśli chodzi o tożsamość podejrzanego, ale nawet gdyby tak nie było - ofiaruje swoim czytelnikom tak wiele, że chyba i tak byłabym usatysfakcjonowana. "Motylek" porównywany jest do serii autorstwa Camilli Lackberg, ale sugerując się znajomością zaledwie jednego tomu (w przypadku obu cykli), ustawiłabym Katarzynę Puzyńską o oczko wyżej. 

A jakie tytuły podbiły Wasze serca w trakcie zimy? Koniecznie podzielcie się nimi ze mną w komentarzach bo szukam obecnie czegoś co zwaliłoby mnie z nóg!

niedziela, 20 marca 2016

Niewypowiedziane słowa, Agata Kołakowska


Nie wiem czy pamiętacie, ale gdzieś w okresie wakacji zachwycałam się najnowszą wówczas powieścią Agaty Kołakowskiej. "We dnie, w nocy" zrobiło na mnie tak pozytywne wrażenie, że postanowiłam bardziej zagłębić się w jej twórczość. Okazja by od słów przejść do czynów nadarzyła się jednak dopiero ostatnio. "Niewypowiedziane słowa" nie przyciągnęły mnie może za bardzo swoim opisem, ale nie pamiętam żeby było tak poprzednio a samo nazwisko autorki stanowiło dla mnie wystarczającą rekomendację i bodziec by siegnąć po owy tytuł raczej szybciej niż później. I chociaż nie zachwyciłam się tak jak za pierwszym razem, nie mogę powiedzieć żebym była niezadowolona z lektury.

Andrzej zawsze żył w cieniu swojego młodszego brata. Małżeństwo z piękną i inteligentną Łucją - pracującą jako okulistka i prowadzenie rodzinnej apteki teściów przegrywa w przedbiegach z własną firmą kateringową. Andrzejowi ciągle brakuje czegoś do szczęścia a i Łucja coraz cześciej czuje rozczarowanie z życia. Mariusz - utalentowany muzyk orkiestry, dobiegający czterdziestki, dopiero szuka właściwej drogi. Nacisk ze strony matki i docinki kolegów sprawiają, że coraz częściej zaczyna rozważać przeniesienie swojego związku z Hanią na kolejny etap. Młoda pedagog, zmagająca się z nieustannym porównywaniem do zmarłej siostry, nie jest może uosobieniem jego ideału, ale Mariusz gotowy jest na podjęcie ryzyka. Tylko czy owa czwórka rzeczywiście podjęła słuszne decyzje? I czy przypadkiem nie powinni zmienić czegoś w swoim życiu?

Agata Kołakowska po raz kolejny podejmuje w swojej powieści trudny, życiowy temat. Tym razem bliższy jeszcze szerszemu gronu czytelników, ze względu na bardziej życiową problematykę. Nie da się jednak ukryć, że jest to opowieść skierowana do nieco dojrzalszego czytelnika - z większym życiowym doświadczeniem. To właśnie oni mają możliwość bardziej zidentyfikować się z bohaterami. Mimo że cała czwórka głównych postaci to ludzie dobrze wykształceni - lekarze, artyści, pedagodzy ich problemy są bliskie temu z czym zmaga się większość z nas. Pogoń ku lepszemu; zazdrość za życiem bogatszych, lepiej ustawionych znajomych; próba dorównania innym.

"Niewypowiedziane słowa" to w dużej mierze opowieść o małzeństwie. Agata Kołakowska przedstawia nam różne pobudki do zawierania związków i skrótowo ukazuje co może z nich wyniknąć. Sporą uwagę poświęca zdradzie - temu, w którym momencie tak naprawdę się zaczyna; dlaczego do niej dochodzi; i czy można po niej powrócić do normalnego związku. Ale nie tylko. Tak naprawdę Agata Kołakowska wplata do swojej opowieści wiele różnorodnych wątków, w dużej mierze związanych z bogatą przeszłością naszych bohaterów. Trudno pozbyć się wrażenia, że czasami jest ich aż za dużo i odwracają naszą uwagę od ważniejszych punktów fabuły.

To co najbardziej kłuło mnie w oczy w trakcie lektury to fakt jak niejednokrotnie fabuła zostaje oparta na przypadku - dziwnym i, prawdę powiedziawszy, mało prawdopodobnym zbiegu okoliczności. Trochę odbiera to całości wrażenie autentyczności. Rozumiem zamysł autorki na zakończenie - jest nieoczywiste i nieco słodko-gorzkie, ale zdecydowanie nie był to finał jaki sobie wymarzyłam. Zwłaszcza że punkt kulminacyjny był jak na moje gusta odrobinę za bardzo naciągany, a historia całej naszej czwórki - zbyt zbliżona do siebie.

"Niewypowiedziane słowa" to niebanalna historia o niskich i rozczarowaniu. Agata Kołakowska kreuje wyraziste, po ludzku nieidealne postacie, z którymi łatwo się utożsamić a tematyka jaką porusza wydaje się bliska szerokiemu gronu czytelników. Momentami autorka pozostawia jednak zbyt dużo kwestii przypadkowi a samo zakończenie niesie odrobinę rozczarowania. "Niewypowiedziane słowa" nie są tak uniwersalną powieścią jak choćby "We dnie, w nocy", ale posiada ona spory potencjał i myślę, że wielu czytelniczkom, zwłaszcza tym ociupinkę starszym, przypadnąone do gustu.

"Niewypowiedziane słowa" Agata Kołakowska; wydawnictwo Prószyński i S-Ka; Warszawa 2016 ★★½

czwartek, 17 marca 2016

Pojedynek, Marie Rutkoski


"Pojedynek" Marie Rutkoski był jedną z tych powieści, na które bardzo długo czekałam. Owszem, nie będę zaprzeczać, że w dużej mierze była to kwestia przepięknej oprawy graficznej, ale nie tylko. Pierwszy tom trylogii "Niezwyciężona" cieszy się dużą popularnością za granicą. Co więcej, idzie ona w parze z pochlebnymi recenzjami. Zresztą, nasza polska blogosfera również ciepło przyjęła "Pojedynek" i byłam niemal pewna, że wkrótce sama dołączę do grona wielbicieli owej historii. Za lekturę zabrałam się nieco później niż początkowo planowałam, bo mój zapał ostygł po raczej ostrożnej opinii mojego mamutka, ale niepotrzebnie się obawiałam. "Pojedynek" okazał się tak dobry jak to pierwotnie zakładałam. 

Kestrel ma dopiero siedemnaście lat, ale coraz cześciej odczuwa presję ze strony swego ojca - generała i przyjaciół by zdecydować o swojej przyszłości. Jako wysoko urodzona Valerianka aby cieszyć się w pełni wolnością i swobodą powinna wybrać jedną z dwóch możliwych ścieżek - zostać wojownikiem jak jej ojciec albo znaleźć męża i założyć rodzinę. Tyle że Kestrel nie jest gotowa na żadną z owych ról. Chwile beztroski znajduje jedynie w muzyce. Kiedy na skutek przypadku znajduje się wraz ze swoją przyjaciółką na aukcji niewolnikami, nie działa racjonalnie. Wiedziona impulsem, wykupuje młodego chłopaka nazywanego Kowalem, którego już sama postawa zwiastuje kłopoty.

"Pojedynek" to niewielka objętościowo historia i przyznam się wam szczerze, że czytając pierwsze rozdziały spodziewałam się w jaką stronę potoczy się akcja - zwłaszcza, że Marie Rutkoski stosunkowo szybko ujawnia pewne fakty - i w jakim momencie zakończy się pierwszy tom. Myliłam się. Owszem, sama fabuła nie grzeszy oryginalnością i moje przewidywania okazały się prawdziwe, ale akcja zostaje popchnięta dalej. Punkt, w którym spodziewałam się zakończenia stanowi tak naprawdę moment kulminacyjny. Chociaż Marie Rutkoski troszczy się o to by zapewnić swoim czytelnikom moc wrażeń już od samego początku, od tamtej pory akcja powieści jeszcze bardziej przyspiesza.

Nie ma jednak co ukrywać, że fabuła "Pojedynku" w dużej mierze opiera się na wątku romantycznym. I chociaż wiem, że w oczach wielu czytelników ostatecznie skreśla to powieść, powinniście być świadomi jak ogromnym atutem owej historii jest uczucie między Kestrel a Kowalem (Arinem). Chemia między bohaterami jest dostrzegalna niemal od ich pierwszej wspólnej sceny i spodziewamy się w jakim kierunku potoczy się owa znajomość. Rownocześnie nie jest to jednak milosc od pierwszego wejrzenia, burząca cały dotychczasowy światopogląd bohaterów. Nawet w momencie, w którym uczucie między ową dwójką staje się faktem, ich postępowanie wciąż podyktowane jest raczej lojalnością do swojego narodu a nie uczuciem - zwłaszcza w przypadku Kestrel. To bohaterka, która zmienia się pod wpływem miłości do Arina, ale nie staje się przy tym kompletnie inną osobą - ta zmiana jest wyjątkowo subtelna i, cóż, po prostu realistyczna.

Walka odgrywa ważną rolę w fabule, ale ze względu na stanowisko i poglądy zostaje ona przez politykę i strategię, co rownież stanowi ogromny plus. Zazwyczaj młodzieżowe dystopia wskazywały czytelnikom siłę fizyczną jako jedyną drogę do sukcesu, tymczasem "Pojedynek" przekonuje, że umysł i wiedza mogą okazać się równie skuteczną, jest nawet nie lepszą, bronią. Warto rownież docenić jak umiejętnie autorka wplotła do tytułu motyw winner's curse czyli klątwy zwycięzcy tzw. Pyrrusowe zwycięstwo. Trochę szkoda, że wydawnictwo nie zdecydowało się na dosłowne przetłumaczenie tytułu bo lepiej oddaje on fabułę jak i historię, która stoi za powstaniem owej książki. Ale to tylko maleńki mankament.

Powtarzam to dosyć często, ale nie mogę się powstrzymać - nie każdy czytelnik będzie "Pojedynkiem" zachwycony w równym stopniu co ja. Marie Rutkoski jest przedstawicielką gatunku Young Adult i jej powieść posiada kilka charakterystycznych dla tego rodzaju pozycji cech, które niektórych mogą kłuć w oczy. Rownocześnie jednak mogę was zapewnić, że spośród wszystkich dystopi jakie przyszło mi ostatnio czytać, "Pojedynek" był zdecydowanie najlepszy. Absolutnie uwielbiam przedstawienie uczucia między Kestrel a Arinem, tak samo jak kreacje każdego z tych bohaterów z osobna; doceniam ciekawie poprowadzoną akcję; a przede wszystkim - pewne smaczki wyróżniające ową opowieść ma tle innych - jak choćby docenienie siły umysłu czy motyw pyrrusowego zwycięstwa. A po takim zakończeniu oczekiwane 16 marca, daty premiery drugiego tomu, wydawało się trwać w nieskończoność.

"Niezwyciężona. Pojedynek" Marie Rutkoski; wydawnictwo Feeria Young; Łódź 2015 ★★★★

poniedziałek, 14 marca 2016

10 książkowych kont na instagramie, które powinniście obserwować


Wydaje mi się, że każdy książkoholik zgodzi się ze mną, że książki są nie tylko piękne w rozumieniu historii jakie zawierają poszczególne tytuły, ale też jako przedmioty same w sobie. Nie wiem czy zdarzyło się wam siedzieć i po prostu podziwiać jakąś pozycję, ale mi przytrafia się to zbyt często. (Powtarzam sobie, że nie ma w tym nic złego. Wstydzić powinni się ludzie, którzy kupują książki tylko po to żeby ładnie wyglądały na półce - a po pracy w księgarni niestety jestem świadoma tego że takie osoby istnieją). Czasami przypatruje się pozycjom na własnej półce, czasami przeglądam zdjęcia książek na instagramie. A istnienie osobnej społeczności - bookstagramowiczy - jest dowodem na to, że nie jestem osamotniona. W dzisiejszym poście, który pełni funkcje przerywnika między kolejnymi recenzjami, postanowiłam podzielić się z wami dziesięcioma polskimi profilami na instagramie, które cenię sobie najbardziej. Ciężko było mi się ograniczyć do takiej liczby, ale myślę, że poradziłam sobie całkiem dobrze. Koniecznie przyjrzyjcie się im bliżej i, jeśli jeszcze tego nie robicie, zaobserwujcie je. Miłego oglądania!

P. S. No i wiecie że przede wszystkim polecam wam profil @kala_reads

niedziela, 13 marca 2016

Żniwa zła, Robert Galbraith


Przyznam się do tego raz i nie będę już wracać do tematu - watpię, że sięgnęłabym po "Wołanie kukułki" czy którykolwiek tom z serii o Comoranie Strike'u gdyby autorką nie była J. K. Rowling. Mimo źe przepadam za kryminałami, na rynku wydawniczym jest ich obecnie tak dużo, że naprawdę nie sądzę żebym zdecydowała akurat na ten gdzie główną rolę odgrywa weteran wojenny trudniący się aktualnie zawodem prywatnego detektywa. Powiem więcej, wydaje mi się, że nie byłabym w tej sytuacji odosobniona, bo dla wielu czytelników to właśnie nazwisko Rowling podziałało jako punkt zapalny do lektury.  A szkoda bo zarówno poprzednie tomy jak i "Żniwa zła" właśnie bronią się same.

Robin spełnia swoje marzenia. Po tym jak przysłużyła się swojemu szefowi w  poprzednich śledztwach oraz po ukończeniu kursu dla detektywów, nareszcie czuje że Cormoran zaczyna ją traktować jak partnera a nie sekretarkę. Względny spokój i porządek w agencji burzy jedna tajemnicza przesyłka zaadresowana do Robin. Ku przerażeniu kobiety wcale nie zawiera ona oczekiwanych aparatów jednorazowych dla gości weselnych, lecz obciętą, ludzką nogę. Wszystko wskazuje na to, że tajemniczy kurier powiązany jest z przeszłością Strike'a. Prywatny detektyw ma tak naprawdę trzech głównych podejrzanych, zdolnych do podobnego działania a kiedy policja obiera fałszywy, w jego mniemaniu, trop, postanawia rozpocząć własne śledztwo.

Jeśli porównać "Żniwa zła" do "Wołania kukułki" widać jakà drogę pokonała J. K. Rowling jako Robert Galbraith. Nie ukrywam, że od pierwszego tomu żywiłam sympatię do duetu Cormoran&Robin, ale mimo wszystko dostrzegam że z każdym tomem Rowling radzi sobie coraz lepiej jako autorka kryminałów. Chociaż momentami "Żniwa zła" wciąż posiadają pewne "dłużyzny" -opisy skupiające się nie tyle na akcji ile na przybliżeniu nam postaci - jest ich zdecydowanie mniej. Poza tym, świadomość tego jak blisko znajduje się niebezpieczeństwo - którą zyskujemy przez wprowadzenie co jakiś czas do historii perspektywy naszego szaleńca - sprawia, że w trakcie lektury nieustannie towarzyszy nam napięcie i przyjemna ekscytacja.

"Żniwa zła" zdecydowanie podążyły torem zapoczątkowanym przez "Jedwabnika". Trzeci tom skupiający się wokół losów Cormorana Strike'a i jego partnerki Robin należy do grona kryminałów dosyć brutalnych i obrazowych. Autorka kilkakrotnie przybliża nam szczegółowe i, cóż, po prostu ohydne efekty dokonanych zbrodni, więc lektura nie jest raczej wskazana dla osób przeczulonych na tym punkcie. To jednak nie jedyny zabieg kontynuowany z poprzedniego tomu. "Żniwa zła" stawiają kolejny krok w zmianie relacji między bohaterami. J. K. Rowling czy jak kto woli Robert Galbraith powoli zaznacza w jakim kierunku zmierza znajomość owej dwójki i że w obecnym punkcie nie jest już ona tak formalna i obojętna jak w "Wołaniu kukułki".

To kluczowy tom dla bohaterów i tego w jaki sposób mamy postrzegać ich my - czytelnicy. Po dwóch tomach możnaby przypuszczać, że znamy ich przynajmniej w zadowalający sposób, ale "Żniwa zła" zmuszają nas do zmiany owej perspektywy. Jako że śledztwo wiąże się z przeszłością Cormorana, logiczne jest, że otrzymujemy sporo informacji na jego temat, ale równie dużo, jeśli nie więcej, dowiadujemy się o Robin. I chociaż "Żniwa zła" nie zdradzają fabuły poprzednich tomów, właśnie dla takich subtelności warto zachować chronologie w poznawaniu owej serii - dla drobnych zmian w relacji Cormorana i Robin i dla sposobu w jaki autorka dawkuje nam informacje o życiu bohaterów.

"Żniwa zła" to niewątpliwie dobry kryminał. Mimo że mamy do czynienia z ograniczonym polem podejrzanych a akcja momentami zostaje spowolniona opisami, lekturze towarzyszy nieustanne napięcie a zakończenie kozę przynieść zaskoczenie. J. K. Rowling jako Robert Galbraith posługuje się mocnym, odrobine brutalnym piórem, ale to wciąż ta sama autorka która potrafi rozkochać czytelnika w swoich bohaterach. Myślę że tych którzy raz poznali Cormorana, do lektury zachęcać nie muszę, a ci którzy wciąż się wahają - serdecznie zachęcam was do lektury, zwłaszcza jeśli jesteście wielbicielami dobrze napisanych kryminałów.

"Żniwa zła" Robert Galbraith (J. K. Rowling); wydawnictwo Dolnośląskie; Poznań 2016 ★★★


piątek, 11 marca 2016

Miasto kości, Cassandra Clare


Myślę, że twórczość Cassandry Clare nie jest nikomu obca - jeśli nie znacie jej z własnego doświadczenia to na pewno chociaż obiło się wam o uszy owe nazwisko, zwłaszcza w kontekście styczniowej premiery serialu Shadowhunters. Osobiście czytałam pierwotną trylogię Darów Anioła tuż po jej premierze, jeszcze zanim stała się tak naprawdę popularna. I wówczas byłam nią absolutnie zachwycona. Z racji na to że postanowiłam jednak wreszcie przeczytać ostatnie trzy tomy, zdecydowałam się odświeżyć w pamięci początki historii Nocnych Łowców. I uważam że był to doskonały wybór. 

Clary Fray jest całkiem zwyczajną nastolatką, z ogromnym zamiłowaniem do sztuki. Wspólny wypad z przyjacielem - Simonem do okolicznego klubu Pandemonium całkowicie odmienia jednak jej życie. Clary staje się mimowolnym świadkiem misji Nocnych Łowców a to dopiero początek problemów. Jej matka znika w tajemniczych okolicznościach, sama cudem uchodzi z życiem po ataku demona i okazuje się że wszystko w co do tej pory wierzyła jest kłamstwem. Świat pełen jest demonów, wampirów i wilkołaków a ona - Clary, tak samo jak Jace, Alec i Isabelle, jest Nocnym Łowcą. Okazuje się, że wcale nie jest tak zwyczajna jak zakładała. 

"Miasto kości" to debiutancka powieść Cassandry Clare i momentami jest to widoczne, zwłaszcza gdy porówna się je do kolejnych pozycji autorki. Jest to jednak bardzo mocny debiut na wielu płaszczyznach - kreacji przedstawionego świata, rozplanowania fabuły a przede wszystkim - portretów bohaterów.  Postacie ożywione przez Cassandrę Clare na kartach powieści są wielowymiarowe i prawdziwe. Nie wszystkie z nich budzą sympatię czytelnika, ale przynajmniej wywołują w nim jakieś emocje. A choć każda zasługuje na chwile uwagi zdecydowanie najjaśniejszym blaskiem świeci jednak postać Jace'a Waylanda.

Sylwetka młodego Nocnego Łowcy wprowadza do serii humor, który odróżnia ją od innych, pozornie podobnych cykli fantastycznych. Ironiczne wypowiedzi i dystans do samego siebie a także prawdziwa twarz, którą młody Wayland ujawnia powoli i raczej niechętnie, sprawiają że nie można go nie pokochać. Cassandra Clare radzi sobie zresztą dobrze nie tylko w kwestii sportretowania bohaterów, ale także ukazania ich wzajemnych relacji. Uczucie jakie rodzi się między Clary i Jacem stanowi ważny element fabuły, ale to nie jedyna więź przybliżona nam przez autorkę - warto tez zwrócić uwagę na bliskość młodych Lightwoodów z Jacem (zwłaszcza dwójki parabatai - Jace'a i Aleca) czy przyjaźń Clary z Simonem.

Oczywiście, że "Miasto kości" nie jest wolne od wad - a by nie być gołosłowną niech wystarczy przywołanie miłosnego trójkąta. Różnica polega na tym, że Cassandra Clare potrafi je zrekompensować czytelnikowi. Świat Nocnych Łowców intryguje swoją złożonością, zwłaszcza biorąc pod uwagę detale z jakimi został stworzony. Poza tym autorka robi wszystko by utrzymać zainteresowanie czytelnika - poczynając od scen walk a na twistach fabularnych kończąc. Kiedy przewrócicie ostatnią stronę, nie będziecie nawet pamietać co konkretnie nie przypadło wam do gustu. 

"Miasto kości" to mocny początek serii, ale też doskonale zaproszenie do świata Nocnych Łowców. Pewnie większość z was zaczęła już swoją przygodę z twórczością Cassandry Clare, ale osoby które wciąż zwlekają powinny to jeszcze raz rozważyć. Cassandra Clare oferuje w swojej powieści to co najlepsze w gatunku Young Adult - pędzącą akcję, ciekawie wykreowany świat i historie, która z miejsca angażuje czytelnika. Miło było się przekonać źe po takim upływie czasu, owa opowieść wciąż potrafi mnie w sobie rozkochać i nie mogę się doczekać aż znowu nie trafię do świata Nocnych Łowców.

"Miasto kości" Cassandra Clare; wydawnictwo MAG; Warszawa 2013 ★★★½

niedziela, 6 marca 2016

Zapowiedzi marcowe


Nauczyłam się nie przykładać zbyt dużej wagi do statystyk, ale nie ignoruję ich całkowicie, stąd też wiem, że książkowe zapowiedzi są waszym ulubionym typem postów (a przynajmniej najcześciej przez was przeglądanym). Mam więc dla Was dobrą wiadomość - mimo kontrowersji wokół tego rodzaju postów, absolutnie nie zamierzam z nich rezygnować. Chociaż wiecie - to spore poświęcenie z mojej strony bo jednak nie mam aż tak silnej woli a kiedy człowiek napatrzy się na dziesiątki pięknych i dobrze zapowiadających się pozycji, zaczyna odczuwać potrzebę ich posiadania. W lutym poradziłam sobie nadzwyczaj dobrze, z czego powinni zdawać sobie sprawę osoby obserwujące moje konto na instagramie (@kala_reads), ale w tym miesiącu nie czuję potrzeby by się powstrzymywać - zobaczymy co z tego wyniknie.


Absolutnym numerem jeden w marcu jest dla mnie Zdrada. Być może jeszcze o tym nie wiecie bo nie opublikowałam nadal recenzji pierwszego tomu, ale absolutnie się w nim zakochałam. Jeśli chodzi o  Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender kndf nie ukrywam, że dużą rolę odgrywa przepiękna oprawa, ale żebyście nie musieli oskarżać mnie o ocenianie książki po okładce dodam że naczytałam się mnóstwo optymistycznych recenzji przedpremierowych. Na W ramionach gwiazd  czekałam już w lutym, więc kiedy przesunięto premierę na marzec automatycznie umieściłam owy tytuł w tych zapowiedziach. Twórczością Jennifer L. Armentrout interesuje się już od dawna, ale jakoś nie było nam po drodze. Może uda się z Ognistym pocałunek  właśnie. Wciąż mam braki w znajomości serii Dary Anioła, ale nie przeszkadza mi to w odczuwaniu ekscytacji na myśl o premierze Pani noc, zwłaszcza że okładka jest absolutnie piękna. Ostatnio na nowo zachwycam się New Adult stąd moje zainteresowanie pozostałymi pozycjami -  Bez słów  Art&Soul  i  Stinger. Żądło namiętności  Czytałam poprzednią pozycje Brittainy C. Cherry i była absolutnie fantastyczna. Natomiast o Mii Sheridan słyszałam mnóstwo dobrego.  


O pozycji  Siostry  naczytałam  się mnóstwo dobrego na fanpage'u Ona czyta i jestem strasznie ciekawa czy wszystkie te pozytywne reakcje są słuszne. Natomiast najnowszą powieść Magdaleny Witkiewicz czyli Ballada o ciotce Matyldzie już czytałam w starym (brzydszym) wydaniu i mogę was zapewnić że jest świetna. Zanim zrozumiem zainteresowało mnie zarówno oprawą jak i opisem. Poza tym wiecie, że lubię znajdować nowych, dobrych i polskich autorów. Pokalane poczęcie  to najnowsza pozycja wydana w ramach klubu Kobiety to czytają, która - jak to pozycje z tego klubu - zapowiada się na dobrą, wzruszającą historię. Jeśli chodzi o Nie powiesz nikomu? bkhv to wiecie że mam za sobą jedno spotkanie z autorką i ochotę na to by sprawdzić jak poradziła sobie w innych pozycjach. A  REAL  to kolejny tytuł, o którym słyszałam za granicą i któremu chętnie bym się bliżej przyjrzała. 


Spora dawka thrillerów i kryminałów! Po fenomenalnej powieści "Natalii 5" chciałabym się bliżej przyjrzeć innym pozycjom Olgi Rudnickiej, a Były sobie świnki trzy zapowiadają się ciekawie.  Rewizja klsedgnj to kolejna porcja Chyłki i Zordona - nie można tego przegapić. Wciąż mam do nadrobienia "Zaginięcie", ale myślę, że nie będzie z tym najmniejszego problemu.  Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie z hukiem zapowiadana jest na Facebooku i jakoś tak zaczęła mnie intrygować. Zresztą rzecz ma się podobnie z pozycją  Prawda o dziewczynie nawet pomimo paru negatywnych opinii. O pozostalych tytułach - Obrona,  Drugie życie Dziewięć dni i  Morderstwa  nad Shadow Creek  nie wiem tak naprawdę za wiele poza tym że po prostu dobrze się zapowiadają. 


Na koniec mały misz masz. Czuję się trochę winna że wciąż nie znam twórczości Sue Monk Kidd stąd moje zainteresowanie pozycją  Podróże z owocem granatu  Zielone koktajle  to faworyt Panny M. Śledzi instagramowe konto autorów i mowi że to dobra porcja inspiracji, a że zazwyczaj efektami swoich działań dzieli się ze mną - co ogromnie mnie cieszy - z pewnością zapolujemynna owy tytuł.  Jeśli chodzi o  Niegrzeczne księżniczki  to znam inne pozycje wydane w owej serii i zdecydowanie są to pozycje na poziomie. No a Księga zachwytów adnj to najnowsza pozycja Filipa Springera. Panna M. podczytuje teraz "13 pięter" jego autorstwa i mówi, że to zacna pozycja a ja jej ufam bezgranicznie. 

A Wy jakie pozycje upatrzyliście sobie w marcowych zapowiedziach?

piątek, 4 marca 2016

After. Już nie wiem kim bez Ciebie jestem, Anna Todd


Fakt jak szybko zdecydowałam się na przeczytanie kolejnego tomu serii After powinien coś wam powiedzieć. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę jak wiele miałam do zarzucenia pierwszemu tomowi; jak opornie zazwyczaj idzie mi sięganie po kolejne części cyklu; i jak przeraźliwe obszerne są to pozycje. Tak jak już jednak wam wspominałam - w twórczości Anny Todd jest coś tak pociągającego, że, mimo iż czytelnik niejednokrotnie zgrzyta zębami, i tak kontynuuje lekturę. I to dlatego skorzystałam z faktu, że moja lokalna biblioteka posiada wszystkie cztery tomy serii.

Hardin wprowadził w uporządkowane życie Tessy chaos. Plany i marzenia dziewczyny już raz uległy przemianom pod wpływom jego osoby a teraz wszystko zaczyna się na nowo. Tessa naprawdę wierzyła w uczucia Hardina i w to, że razem udało im się zbudować coś na kształt związku i dlatego jego zdrada boli jeszcze bardziej. Pobudki Hardina i jego kłamstwa wydają się ostatecznym zakończeniem wspólnej przyszłości. Tessa rzuca się w wir pracy i przynajmniej próbuje ruszyć do przodu ze swoim życiem. Tyle że Hardin, świadomy jak wielki popełnił błąd, wcale nie zamierza się poddać. 

To mogłaby być bardzo krótka recenzja. Gdyby nie wdawać się w szczegóły, wystarczyłoby bowiem powiedzieć, że nie wiele się zmieniło i resztę przykryć kurtyną milczenia. Ale nie zrobię wam tego. Zwłaszcza, że "After. Już nie wiem kim bez Ciebie jestem" jednak odrobinę różni się od pierwszego tomu. Przede wszystkim Anna Todd decyduje się na lekką zmianę i urozmaica narrację naprzemienną perspektywą Hardina i Tess. I chociaż nie uznałabym samej siebie za ogromną wielbicielkę młodego Scotta muszę przyznać, że ten zabieg wychodzi powieści na dobre. Perspektywa Hardina jest mniej rozchwiana emocjonalnie i wyjaśnia pewne kwestie - przynajmniej jesteśmy świadomi tego, kiedy bohaterowie mijają się z prawdą.

"After. Już nie wiem kim bez Ciebie jestem" podąża śladem poprzedniczki i fabuła skupia się głównie na ping-pongowej relacji Hessy. Oczywiście, wiele jest małych wielkich dramatów; sporo kłótni i seksy jako antidotum na wszystko a jakby tego była mało Anna Todd wplata do dramatu personę numero tres - przy czym w każdej połowie książki jest to inny mężczyzna. Po raz kolejny mamy więc do czynienia z brakiem konsekwencji w kreacji postaci - bo każdy rozpad "związku" obwinia się Hardina a tymczasem to niewinna Tessa wpada w coraz to inne ręce. Anna Todd odchodzi przy tym od tematyki typowo studenckiej - gdyby nie pojedyncze wzmianki o zajęciach można by pomyśleć, ze bohaterowie mają już ten etap za sobą.

Jest kilka momentów, które sprawiają, że nadal nie potrafię spisać owej  serii na straty. Zwłaszcza, że druga połowa powieści jest jakby ociupinkę lepsza od tej pierwszej. I że pojedyncze wzmianki wskazują na to, że tom trzeci będzie opowiadał o czymś więcej niż tylko miłosne perypetie naszej głównej pary. Poza tym nie ukrywam, że podoba mi się konsekwencja z jaką Anna Todd porównuje Hessę do znanych, literackich par - nawet jeśli tego podobieństwa nie dostrzegam; a także powolna przemiana jaka zachodzi w bohaterach - przy czym trochę szkoda, że podczas gdy Hardcin wykonuje krok w przód, Tessa stawia dwa do tyłu.

Jeśli jesteście wielbicielami pierwszego tomu, "After. Już nie wiem kim bez Ciebie jestem" nie powinno Was rozczarować. Anna Todd dokonuje pewnego progresu a na pewno nie stawia kroku w tył jeśli chodzi o pisarskie  umiejętności. Pozostaję przy swoim zdaniu, że After z wszystkimi swoimi wadami nie jest serią, która zachwyci każdego czytelnika, ale wielbiciele fanfików  powinni znaleźć w niej coś dla siebie. Osobiście zamierzam niedługo sięgnąć po trzeci tom i zobaczyć czy Anna Todd rzeczywiście obierze nieco ciekawszy kierunek . Jasne, że istnieje dużo lepszych historii, ale czasem trzeba przeczytać coś wyłącznie dla samej rozrywki.

"After. Już nie wiem kim bez Ciebie jestem" Anna Todd ; wydawnictwo Między Słowami; Kraków 2015 ½