niedziela, 4 grudnia 2016

TBR na zimę


Co prawda do kalendarzowej zimy zostało jeszcze trochę czasu, ale jakoś trudno jest o tym pamiętać, kiedy rozpoczął się już adwent a za oknem zalega, cienka bo cienka, ale jednak, warstwa śniegu. Grudzień stanowi już dla mnie synonim zimy i dlatego właśnie kilka dni temu zaczęłam szperać po półkach w poszukiwaniu odpowiednich lektur. Sezonowy TBR na jesień sprawdził się w moim przypadku doskonale. Przeczytałam wszystkie pięć zaplanowanych pozycji, wśród których znajdowało się kilka tytułów, które od dawna odkładałam już “na potem”, a większość z nich w pozytywny sposób mnie zaskoczyła. Wiem, że mogłabym wydłużyć ów listę, ale z drugiej strony nie chcę kłaść na siebie zbyt dużej presji, a zima to pora roku wyjątkowo rodzinna (i zwiastująca sesję na uczelni, ale o tym akurat wolę nie pamiętać). Nie pokusiłam się o wybór pozycji typowo świątecznych bo nie posiadam ich na półce (a przynajmniej nic czego bym jeszcze nie czytała), ale nie wykluczam, że zaopatrzę się jeszcze w jakiś klimatyczny tytuł. 

Wszystkie jasne miejsca, Jennifer Niven

Wspominałam o tym chyba przy okazji jakiegoś tagu, bodajże Mid year freak out book tag, ale mam dziwne wrażenie że jeśli nie przeczytam powieści Jennifer Niven teraz, może się to już wcale nie wydarzyć. Nieco depresyjne młodzieżówki poruszające tematykę choroby przestały do mnie przemawiać w takim stopniu jak kiedyś, nasłuchałam się sporo negatywnych opinii na temat debiutu Niven, a doszły do tego jeszcze kontrowersje wokół opisu jej najnowszej powieści. Jest wiele powodów dla których „Wszystkie jasne miejsca” przestały do mnie przemawiać, ale jednak mimo wszystko swego czasu był moment, w którym byłam absolutnie zafascynowana tą historią, no i nie lubię pozbywać się książek, których nawet nie spróbowałam przeczytać. 

Droga do domu, Yaa Gyasi

Po lekturze „Amerykaany” miałam ogromną ochotę na powieść Yaa Gyasi, nie wiem tak naprawdę dlaczego. Powstrzymałam się wówczas od lektury bo obawiałam się, że debiut autorki nie dorówna Chimamandzie Ngozi Adichie, a chciałabym jej dać uczciwą szansę. Trudno jednak nie nastawiać się na coś wybitnego, kiedy wkoło i za granicą wszyscy zachwycają się twórczością Yaa Gyasi i jej „Homegoing” czyli „Drogą do domu” właśnie. Do lektury motywuje mnie też zagraniczny booktube. Ostatnio głośno tam o różnorodności w literaturze - czytaniu powieści o innych kulturach, zagranicznych autorów czy poruszające problematykę LGBTQ - i człowiek mimowolnie zaczyna się zastanawiać czy wśród jego lektur można znaleźć pozycje reprezentujące taką tematykę. 

Ósme życie (dla Briki), Nino Haratischwili  

Strasznie byłam podekscytowana, kiedy obie tomy sagi trafiły na moją półkę. Owszem, w dużej mierze jest to zasługa niesamowicie pozytywnych opinii, ale nie tylko. Mam wrażenie, że powieść Nino Haratischwili to coś całkowicie odmiennego. Czytałam kilka sag rodzinnych, ale zdecydowanie nic co rozgrywało by się w Gruzji i posiadało klimat tamtego kraju. Jestem ciekawa czy i ja pokocham tamtejszą kulturę i atmosferę na tyle by zamarzyć o podróży w tamte zakątki. No a poza tym głupio mi, że posiadam oba tomy, a nawet nie rozpoczęłam lektury pierwszego. Z racji na to jak ów pozycje trafiły na moje półki już teraz mam do nich ogromny sentyment. 

Trawers, Remigiusz Mróz

Wśród jesiennego TBR-u znalazło się miejsce dla „Przewieszenia” i po jego zakończeniu natychmiast wiedziałam, że „Trawers” trafi do edycji zimowej. Nie byłam zachwycona pierwszą częścią trylogii o Forscie - chociaż nie zaprzeczam, że była dobra - ale kolejny tom całkowicie zmienił moją opinie. W grudniu planuję opublikować recenzje więc nie chcę za dużo zdradzać, ale po TAKIM zakończeniu muszę wiedzieć co wydarzy się dalej. Poza tym, mam wrażenie, że ze względu na miejsce akcji ów trylogia idealnie sprawdzi się w roli zimowej lektury. Mam tylko nadzieję, że autor nie zakończy trylogii cliffhangerem. 

Pracownia dobrych myśli, Magdalena Witkiewicz

Od początku wiedziałam, że wśród zimowych lektur potrzebuję jakiejś ciepłej, otulającej historii i od razu skierowałam wzrok na półkę z powieściami Magdaleny Witkiewicz. Początkowo myślałam o pozycji „Cześć, co słychać?”, ale potem natrafiłam na kilka bardzo pochlebnych opinii na temat jej najnowszego tytułu i przypomniałam sobie, że sama zakupiłam go w trakcie Krakowskich Targów Książek. W kolejce do lektury czeka już mamutek i obie mamy przeczucia, że będzie to dokładnie taka lektura jakiej nam potrzeba na to by trochę się ogrzać w zimowe wieczory. A że mój instynkt czytelniczy rzadko mnie zawodzi, jestem dobrych myśli (w duchu tytułu powieści). 

Jeśli czytaliście któryś z tych tytułów koniecznie dajcie znać co myślicie na jego temat i może zachęćcie mnie do lektury. No i uchylcie rąbka tajemnicy co sami planujecie czytać tej zimy, jak zwykle zżera mnie ciekawość ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala