czwartek, 17 listopada 2016

Tańczący trumniarz, Jeffery Deaver


Byłam zaskoczona tym jak szybko wróciłam do twórczości Jeffery’ego Deavera, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że „Kolekcjoner kości” wcale nie zachwycił mnie w takim stopniu jak tego oczekiwałam. Zamawiając pozycje do wypożyczenia w lokalnej bibliotece jakoś tak mimowolnie natrafiłam kursorem myszy na drugi tom serii o Lincolnie Rhymie. A potem równie przypadkowo po niego sięgnęłam - ot! był jedynym thrillerem jaki miałam pod ręką a to właśnie pozycje tego typu sprawdzają się najlepiej gdy popadam w czytelniczy marazm. W sumie to dobrze, że czasami tak wiele zależy od przypadku. 

Wszystko wskazuje na to, że Percy, Ed i Brit znaleźli się w niewłaściwym miejscu i czasie, i zobaczyli coś czego nie powinni. Teraz jedno z nich nie żyje a pozostała dwójka stała się celem płatnego zabójcy - Tańczącego Trumniarza nazwanego tak przez wzgląd na charakterystyczny tatuaż na jego ramieniu. Za 45h ocalała dwójka ma być kluczowymi świadkami w procesie i utrzymanie ich przy życiu jest teraz priorytetem. Ekipa, która odpowiada za złapanie zabójcy jest dowodzona przez Lincolna Rhyme. Sparaliżowany mężczyzna, który od pewnego czasu pomaga policji, jako jedyny wydaje się dorównywać Trumniarzowi sprytem. Poza tym - kierują nim też osobiste pobudki. 

Już na wstępie mogę zdradzić Wam to, że „Tańczący trumniarz” przypadł mi do gustu bardziej niż pierwszy tom serii - nawet jeśli nie potrafię sprecyzować dlaczego. Thriller Deavera jest nie tylko bogaty w akcje, ale też brutalny i krwawy. W przeciwieństwie do „Kolekcjonera kości” nie zawiera jednak aż tak ohydnych i aż nazbyt graficznych scen. To wciąż nie lektura dla czytelnika o słabszych nerwach czy żołądku, ale autor znacznie ograniczył owe momenty i nie skupił się aż tak na detalach. 

Szczegółowość po raz kolejny towarzyszy jednak przedstawienie pracy techników (chciwy w trakcie badania śladów z miejsca zbrodni) czy pilotów (ze względu na profesję ofiar). Jeffery Deaver zachował przy tym jednak odpowiednie granice - ów detale mogą być dodatkowym atutem dla zainteresowanych tematem czytelników a równocześnie nie jest ich na tyle dużo by mogły zanudzić pozostałe grono. W zamian za to autor chętniej przedstawia pracę w terenie i, co najciekawsze, wplata w historię perspektywę zabójcy. 

Historia przedstawiona w powieści nie wymaga znajomości poprzedniego tomu. Co ważniejsze, nie spoiluje też rozwiązania tamtej intrygi. Fabularne twisty, co po raz kolejny udowadnia autor, stanowią jedne z najsilniejszych zalet jego powieści. Trochę żałuje, że „Tańczący trumniarz” nie skupił się bardziej na relacji Lincolna i Thoma, rzucił za to nowe światło na więzi łączące innych bohaterów. A samo zakończenie sugeruje, że kolejne tomy mogą nawet poszerzyć wątek obyczajowy. 

„Tańczàcy trumniarz” to zdecydowanie thriller napisany na poziomie. Z ciekawą intrygą, umiejętnie poprowadzoną akcją i mocnym (zaskakującym!) zakończeniem. Jeśli nie przeszkadzają wam nieco brutalne sceny, myślę że powinniście sięgnąć po powieść Jeffery’ego Deavera. Nawet jeśli kierunek jaki obiera relacja Amelii i Lincolna nie do końca mnie przekonuje, z niecierpliwością zamówię kolejny, tym razem trzeci tom serii. A jeśli z każdym kolejnym następnym moja opinia o twórczości autora będzie się poprawiać, myślę że zaprzyjaźnimy się na znacznie dłużej. 

"Tańczący trumniarz" Jeffery Deaver; wydawnictwo Prószyński i S-ka; Warszawa 2010 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala