poniedziałek, 7 listopada 2016

Muza, Jessie Burton


Czekanie na nową powieść autora, który zaskarbił już sympatię czytelnika bywa stresujące. Owszem, jest to okres przepełniony ekscytacją na kolejne spotkanie z jego twórczością, ale z drugiej strony trudno zapanować nad zdenerwowaniem czy dany tytuł spełni wszystkie oczekiwania. Nowa powieść autorstwa Jessie Burton, czyli „Muza” właśnie, nie była w tej kwestii wyjątkiem. Pomimo obaw zabrałam się jednak za lekturę jeszcze tego samego dnia, w którym otrzymałam od wydawnictwa tajemniczą paczkę. 

Odelle Bastien, czarnoskóra imigrantka z Trynidadu, poszukuje w Londynie lepszego życia. Jest utalentowaną i ambitną pisarką, ale w ksenofobicznym mieście ciężko jej znaleźć wymarzone zajęcie. W końcu zostaje zatrudniona jako stenotypistka a na skutek zbiegu okoliczności trafia na niesamowity obraz, który prawdopodobnie wyszedł spod pędzla młodego hiszpańskiego artysty z lat 30 XX wieku. Dzieło to wiąże się z niesamowitą historią rodziny Schlossów - Harolda, Żyda z Wiednia będącego marszandem sztuki, jego pięknej żony Sary i utalentowanej córki Oliwii. 

Jessie Burton po raz kolejny zachwyca - pomimo że „Muza” jest zaledwie drugą powieścią w jej dorobku, przebija w niej niesamowita dojrzałość i talent angielskiej autorki i aż strach pomyśleć o tym jak dalej potoczy się jej literacka kariera. Pisarka z niezwykłą precyzją nakreśla realia ówczesnych czasów - zarówno Londynu w latach 60 XX wieku (skupiając się zwłaszcza na ksenofobii społeczeństwa i trudnościach jakie piętrzyły się przed czarnoskórymi obywatelami), jak i Hiszpanii w latach 30 XX wieku (wplatając tym samym do historii wątek hiszpańskiej wojny domowej). 

„Muza” porusza niezwykle szeroki wachlarz tematów, ale w trakcie lektury nawet przez moment nie towarzyszyło mi poczucie przesytu a każdy z nich wydawał się rozwinięty w satysfakcjonujący sposób. Pomijając problematykę związaną z czasem w jakim rozgrywały się wydarzenia, Jessie Burton poświęca sporo uwagi sztuce i jej tworzeniu. Oba wątki przybliżają nam postacie wielkich artystek - Odelle, która zajmowała się słowem pisanym i Oliwię, która przenosiła swoje uczucia na płótno - i autorce udało się przemknąć w fabule związane z ich twórczością problemy - kwestie samodoskonalenia, poczucia zadowolenia z własnych dzieł czy poszukiwania inspiracji do ich tworzenia. 

Jessie Burton dojrzała jako autorka. Widać to w jej warsztacie i lekkości z jaką opowiada ów historię; w konstrukcji powieści i naturalności z jaką poszczególne wątki łączą się ze sobą; a także w kreacji bohaterów i przestawienie łączących ich relacji. W tym ostatnim zakresie pozytywnie wyróżnia się zwłaszcza wątek rodziny Schlossów. Jessie Burton udaje się doskonale oddać skomplikowane relacje łączące poszczególnych członków rodziny a także ich zaskakującą bliskość z rodzeństwem Robles. 

„Muza” to zachwycająca powieść, która potwierdza ogromny talent literacki Jessie Burton. Wielowymiarowa historia o byciu artystą, poszukiwaniu szczęścia i nieodwzajemnionych uczuciach angażuje czytelnika niemal od pierwszej strony i doprawdy trudno odłożyć ją na bok. Czy jest to opowieść lepsza od „Miniaturzystki”? Nie wiem. Osobiście postawiłabym je na równi pod względem fabularnym, ale widać, że Jessie Burton udoskonaliła swój warsztat. Zdecydowanie powinniście sięgnąć po „Muzę”. Polecam, polecam, polecam. 

Za lekturę dziękuję wydawnictwu Literackiemu

Muza” Jessie Burton; wydawnictwo Literackie; Kraków 2016 ★★★★★

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala