piątek, 4 listopada 2016

Głowa pełna duchów, Paul Tremblay


Czasami dobrze jest sięgnąć po powieść, o której nie posiadacie zbyt wiele informacji na temat fabuły. I nie chodzi mi nawet o element zaskoczenia w trakcie lektury. Gdybym wiedziała o czym tak naprawdę opowiada „Głowa pełna duchów” prawdopodobnie wcale nie sięgnęłabym po ów tytuł. Chociaż powieść Paula Tremblay’a określa się jako thriller, już sam opis, nie wspominając nawet o właściwej fabule, przywołuje raczej na myśl horror. A jak być może pamiętacie, nie do końca jest to moja para kaloszy. 

Rodzina Barrettów należy do całkiem zwyczajnych przedstawicieli klasy średniej z tą różnicą, że po utracie przez ojca posady, ciężar obowiązku utrzymania rodziny spadł na matkę. Pozorny spokój zostaje zakłócony chorobą starszej z dwóch córek. Czternastoletnia Marjorie zaczyna przejawiać symptomy schizofrenii. Lekarze nie potrafią pomóc dziewczynce, miejscowy ksiądz wydaje się z kolei przekonany, że została ona opętana przez demonami zaleca przeprowadzenie egzorcyzmu. W międzyczasie rodzina Barrettów staje się gwiazdami reality show „Opętanie”. Świadkami obłędu Marjorie są już nie tylko jej bliscy, ale także wpuszczona do domu ekipa telewizyjna. 

„Głowa pełna duchów” to powieść, której klimatem znacznie bliżej do horroru niż thrillera (chociaż nie mogę nazwać samej siebie specjalistką w tym gatunku). Niektóre sceny budzą autentyczny strach a niekiedy wręcz obrzydzenie a wrażenie to Paul Tremblay tylko jeszcze potęguje obierając za narratorkę ośmioletnią dziewczynkę, której spojrzenie na świat przepełnione jest niewinnością i pewną nieświadomością. Zresztą, poprzez blogowe wpisy stanowiące omówienie „Opętania” poprzedzające każdą część powieści, autor przywołuje kilkanaście znanych horrorów. 

Paul Tremblay w idealny sposób konstruuje historię i tak naprawdę nic nie wydaje się w niej przypadkowe. Wstępna scena, w której poznajemy dwudziestotrzyletnią Merry pomaga mu w zbudowaniu atmosfery napięcia i niepokoju - bo od samego początku jesteśmy świadomi, że historia Barrettów nie ma szczęśliwego zakończenia. Wspomniane wyżej wpisy blogowe wytracają krytykom z rąk broń w postaci zarzutu wykorzystania schematów - bo autor sam zwraca uwagę na podobieństwa niektórych scen z klasyką horroru. 

Co więcej, Paul Tremblay doskonale nakreśla także w swojej powieści dramat rodziny. Autor przybliża nam wpływ jaki choroba Marjorie wywiera na psychikę poszczególnych członków rodziny a szczególną wagę przykłada do więzi jaka łączy dziewczynkę z młodszą siostrą. Trudno nie dostrzec bliskości między siostrami, która powoli przeradza się w relacje toksyczną a wręcz wyniszczającą i co stawia samo zakończenie w jeszcze bardziej przerażającym świetle. 

„Głowa pełna duchów” nie jest powieścią po jaką sięgam na co dzień. Pewne sceny wydały mi się aż nazbyt przerażające i odrażające i utrudniało nie to niekiedy lekturę. Ale mimo to nie mogę nie dostrzec zalet ów tytułu - talentu Paula Tremblay’a do zbudowania odpowiedniego klimatu, precyzji przy rozplanowaniu fabuły i uchwycenia niezwykle przekonującej a przez to jeszcze bardziej przerażającej siostrzanej relacji. Nie widzę samej siebie żebym jeszcze raz zasiadła do lektury, ale jestem wdzięczna za to, że miałam okazję się z nią zapoznać - a i Was do tego zachęcam. 

Za lekturę dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc

Głowa pełna duchów” Paul Tremblay; wydawnictwo Papierowy księżyc;  Słupsk 2016 ★★★★

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala