środa, 26 października 2016

Black ice, Becca Fitzpatrick


„Szeptem”, nie cała seria, ale właśnie pierwszy tom, była jedną z pierwszych powieści jaką przeczytałam na moim po-Zmierzchowym szaleństwie. Mimo że mam przez to ogromny sentyment do Becki Fitzpatrick jakoś nie złożyło się potem żebym sięgnęła po jakąkolwiek inną powieść jej autorstwa. Szaloną znakową promocję uznałam za znak, że powinnam to zmienić. „Black ice” to taka dziwna powieść - powieść, która zbiera raczej negatywne opinie wśród zagranicznych booktuberów a zaskarbiła sympatię polskich czytelników, co zdarza się niezwykle rzadko. A jeszcze dziwniejsze jest to, że osobiście rozumiem obie strony. 

Britt nie potrafi zapomnieć o swoim chłopaku i zależy jej na tym by go odzyskać. Zamiast wakacji na Hawajach wybiera wyprawę wzdłuż łańcucha górskiego Tenton, do której przygotowywała się cały rok i tym samym zwrócić na siebie uwagę Calvina. To czego nie przewidziała Britt to nieoczekiwana śnieżyca, która uniemożliwia dziewczynie i jej przyjaciółce dotarcie do domku w górach. Błądząc po okolicy dziewczyny znajdują jednak schronienie - niewielki domek na poboczu, w którym przebywa dwójka przystojnych młodych mężczyzn. Wymarzona wyprawa szybko zmienia się w koszmar, kiedy jeden z nich wyciąga broń i zmusza Britt do przeprowadzenia ich przez góry. Komu może ufać dziewczyna?

Już po lekturze „Black ice” zapoznałam się z kilkoma opiniami na Goodreads na jej temat i z zaskoczeniem odkryłam, że sama dostrzegłam niemal wszystkie błędy jakie wytykali Becce Fitzpatrick czytelnicy. Poczynając od bohaterki, która wydawała się ślepo zaślepiona swoim uczuciem do Cala a potem zaskakująco szybko przerzuciła zainteresowanie na innego bohatera - do którego powinna czuć niemal wyłącznie nienawiść; poprzez ukazanie chorej “przyjaźni”, która nie miała nic wspólnego z “siostrzaną więzią” a przypominała raczej rywalizacje; a kończąc na przesłodzonym zakończeniu, które nijak miało się z rzeczywistością. 

Mówię o zaskoczeniu bo,  pomimo że dostrzegłam w trakcie lektury „Black ice” wszystkie te wady, dawno tak dobrze nie bawiłam się w trakcie lektury, zwłaszcza Young Adult contemporary. Becca Fitzpatrick zdecydowanie stworzyła coś nowego - historia Britt ma coś z thrillera a atmosfera napięcia, niebezpieczeństwa i mroźnych gór niemal przebija z każdej czytanej strony. „Black ice” czyta się szybko i z zaangażowaniem a czytelnik, który raczej nie sięga po thrillery zbyt często, może być nawet zaskoczony fabularnym twistem. Ja nie byłam, ale, o dziwo!, nie wpłynęło to na moje odczucia. 

Jest w powieści Becki Fitzpatrick coś uzależniającego. W trakcie lektury towarzyszyło mi uczucie podobne do tego gdy oglądam jakąś dobrą “teen oprę” - doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, nie jest powieścią dobrą, ale kontynuowałam czytanie i zamiast irytacji, odczuwałam jedynie czystą przyjemność. Becca Fitzpatrick była bliska przekroczenia granicy “lekkiej i przyjemnej” a po prostu “złej”, momentami wręcz na niej balansowała, ale w moim odczuciu ostatecznie jej nie pokonała. 

„Black ice” to coś nowego w gatunku Young Adult. Becca Fitzpatrick pisze lekko i uzależniająco a ponad to nadaje powieści odpowiedni klimat. Kilka lat temu pewnie byłabym zachwycona, ale nawet teraz nie żałuję lektury. A jeśli i Wy przepadacie za literaturą YA, ale macie dość nieco już banalnych opowieści o wakacyjnej miłości; albo chcielibyście spróbować jakiegoś thrillera, ale do tej pory czytaliście same młodzieżówki - powinniście dać Becce Fitzpatrick szansę. 

Black ice” Becca Fitzpatrick; wydawnictwo Moondrive (Otwarte); Kraków 2014 ★★★

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala