poniedziałek, 5 września 2016

Totally should've book tag


Wakacje są cudne - nigdy nie wyrosłam z tego przekonania nawet gdy w pewnym momencie musiałam przestać utożsamiać je z wolnością i całkowitą swobodą. Ale szkoła też ma kilka zalet w zanadrzu i mam nadzieję, że przynosi Wam to jakieś pocieszenie teraz gdy musieliście wrócić do obowiązków i porannego wstawania. A jeśli nie - być może podniesie Was na duchu informacja, że solidaryzuje się z Wami - przynajmniej cześciowo, w kwestii wstawania o drakońskiej porze - w bólu. A żeby chociaż odrobinę poprawić samopoczucie sobie i Wam postanowiłam opublikować kolejny na blogu TAG. Wiem, że ich temat budzi pewne kontrowersje, ale w morzu tych dziwnych, znajduje się co najmniej kilka wartych uwagi - a Totally should've book tag zdecydowanie do nich należy. 

1. Książka, która absolutnie powinna mieć swój sequel

Zaczynamy dopiero ten tag a ja już mam ochotę się przeciw niemu zbuntować niczym romantyczny bohater. Widzicie, kiedy kończę naprawdę dobrą książkę często żałuje, że to już koniec i nie doczekamy się dalszego ciągu. Z drugiej jednak strony, doświadczenie nauczyło mnie, że takie tworzenie kontynuacji na prośbę czytelników bardzo często kończy się rozczarowaniem. Gdybym jednak miała podjąć jakąś decyzje byłaby to albo "Eleonora&Park", albo "Stacja jedenaście" - z całkiem innych powodów. Powieść Rainbow Rowell po prostu zakończyła się w punkcie, który wymaga dalszego ciągu (bo człowiek umiera z niepewności), natomiast pozycja Emily St. John Mandel to już mój totalny kaprys - wizja postapokaliptycznego świata i Szekspira absolutnie mnie rozkochała i wydaje mi się, że autorka wycisnęła sok tylko z połówki cytryny. 

2. Książka, która absolutnie powinna mieć swoją serię spin-off

Nie wiem czy początkowo moja odpowiedź brzmiała tak samo, ale po obejrzeniu kilku filmów na booktubie nie mogłaby być już inna - "Harry Potter". Jeśli J. K. Rowling nie ma pomysłu, ja mam ich nawet kilka. Wyobrażacie sobie historię czwórki założycieli Hogwartu?; opowieść o Huncwotach za czasów ich edukacji albo pózniej - kiedy spustoszenie niósł Sami-Wiecie-Kto?; losy nowego pokolenia?; a może spojrzenie na świat Czarodzieji poza Hogwartem czy Anglią? Z jednej strony rozumiem decyzje J. K. Rowling. Z drugiej, przy popularności spin offów - Cassandra Clare? Richelle Mead? Rick Riordan? - nie mogę pogodzić się z tym, że akurat tak cudownie wykreowany świat nie doczeka się dalszej eksploatacji. 

3. Autor, który absolutnie powinien napisać więcej książek

Nie wielu jest autorów, których twórczość  jest dla mnie już w stu procentach odkryta. Z reguły mam tyły jeśli chodzi o poznawanie w całości dorobku jakiegoś autora, nawet jeśli nazywam go swoim ulubieńcem. Zdecydowanie nie obraziłbym się gdyby Gillian Flynn wydała jakąś nową pozycje. Owszem, wiem że bierze ona udział w "Projekcie Szekspir" i jej historia ma być inspirowana "Hamletem", ale a) nie znamy żadnych konkretów (nawet daty premiery) i b) czekam na historie na miarę "Ostrych przedmiotów" czy "Zaginionej dziewczyny", która zwali mnie z nóg. 

4. Postać literacka, która absolutnie powinna być z kimś innym

Uwaga na drobne spoilery z trylogii "Mroczne umysły". Jestem odosobniona w swoim uczuciu, ale byłam naprawdę zawiedziona tym, że Ruby skończyła u boku Liama. Owszem, uwielbiałam ich relacje na początku, ale wydaje mi się, że każdy z nich przeżył dosyć dużą przemianę na przestrzeni serii i że w konsekwencji zbyt wiele ich dzieliło. Ten rozłam najlepiej widać w trzecim tomie i naprawdę byłam pewna, że Alexandra Bracken przygotowuje nas na rozstanie. Całej sytuacji nie ułatwia fakt, że zawzięcie "shipowałam" Ruby z Colem. Było między nimi więcej chemii, więcej zrozumienia i podobnie postrzegali świat. Czy wydarzenia "Po zmierzchu" złamały mi serce? Jak najbardziej. 


5. Książka, która absolutnie powinna skończyć się inaczej

Znalazłoby się kilka takowych pozycji, ale pierwsza przychodzi mi do głowy trylogia "Delirium". Pomimo tego że jest to jedna z niuchacza ukochanych serii dystopijnych, zwłaszcza pierwszy tom, nie mogę pozbyć się wrazenia, że zasługiwała ona na lepszy finał. Nie przepadam za otwartymi zakończeniami a już zwłaszcza takimi gdzie autor nie zostawia nam podpowiedzi jaki kierunek w jego zamyśle miała obrać historia. Chciałabym żeby Lauren Oliver nie uśmierciła jednego z moich ulubionych bohaterowych (zwłaszcza po tym co dowiedziałam się z nowelek), no i odpowiedziała na pytanie kogo ostatecznie wybrała Lena. 

6. Książka, która absolutnie powinna być zekranizowana

Nie jestem wielką miłośniczką ekranizacji ani filmów ogółem, ale gdybym miała wybrać jakiś tytuł wskazałabym na "Szare śniegi Syberii". Po pierwsze, dlatego że Ruta Sepetys tworzy niesamowicie mądrą i wzruszającą historie i przybliża fakty, o których większość z nas nic nie wie. Po drugie, bo książka ta jest obecnie praktycznie nie do zdobycia a zasługuje na to by się z nią zapoznać. Po trzecie, bo może zainteresowanie filmem zmobilizowałoby polskie wydawnictwa do wydania jej najnowszej powieści - "Salt to The sea", którą po prostu muszę przeczytać. 

7. Książka, która absolutnie powinna być scenariuszem serialu

Zdecydowanie obejrzałabyś serial na podstawie serii "Selekcja" (a przynajmniej pierwotnej trylogii). Już powieść stanowi doskonałe, wciągające a nawet uzależniające "guilty pleasure", w połączeniu z pięknymi sukniami i przystojną obsadą byłby to strzał w dziesiątke.  Osobiście nie postawiłabym w centrum uwagi Ameriki, ale Maxona i poświęciła wszystkim dziewczynom tyle samo uwagi - dla osób niezaznajomionych z powieścią doszedłby element niepewności, która z uczestniczek Selelkcji zostanie wybranką Księcia. Naprawdę nie rozumiem jak to się stało, że plany odnośnie serialu nie doszły do skutku. 

8. Książka, która absolutnie powinna mieć inna okładkę

Chciałoby się powiedzieć, że nie liczy się okładka tylko wnętrze, ale nie zamierzam zniżać się do kłamstwa - dobra oprawa graficzna to połowa sukcesu. Zdecydowanie zmieniłabym WSZYSTKIE okładki zdobiące, a raczej szpecące powieści Chimamandy Ngozi Adichie. Autork ma tak ogromny potencjał, a fakt iż jej pozycje utonęły w morzu innych tytułów i można je teraz znaleźć jedynie w antykwariatach lub składkach taniej książki naprawdę mnie boli. Zwłaszcza, że jestem niemal pewna, że przy innych okładkach i lepszej reklamie, Chimamanda Ngozi Adichie mogłaby podbić polski rynek wydawniczy. 

9. Książka, która absolutnie powinna zachować oryginalną okładkę

Wahałam się chwilę - bo nadal nie mogę odżałować cudownego, brytyjskiego wydania "Linii serc" - ale w końcu postawiłam na pozycje, która absolutnie mnie w sobie rozkochała. Chociaż okładka "Innych zasad lata" nie jest najgorszym co w życiu widziałam, niestety, w porównaniu z oryginałem odpada w przedbiegach. Amerykańska oprawa ma w sobie coś wyjątkowego - zresztą tak jak i tytuł - nasza ginie w natłoku setek zbliżonych grafik i nie zachęca należycie do lektury. 

10. Książka, która absolutnie powinna zakończyć się na części pierwszej

Wyznaję to z zaskoczeniem dla mnie samej, ale zdecydowanie do tej kategorii zaliczyłabym "Pułapkę uczuć" Colleen Hoover. O ile pierwszy tom trylogii mnie zachwycił, drugi wywołał już chwilowy grymas niezadowolenia, ale ogółem wciąż odbierałam go pozytywnie, o tyle trzeci uważam za absolutnie zbędny. To ten rodzaj kontynuacji napisany opis wpływ namowy czytelników i przynoszący jedynie rozczarowanie. Może to lepiej, że z reguły Colleen Hoover ogranicza się do jednotomowek. 

Jestem ciekawa czy czymś was zaskoczyłam albo czy nie zgadzacie się ze mną w jakiejś kwestii. Koniecznie podzielcie się swoimi odpowiedziami w komentarzach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala