środa, 21 września 2016

Następczyni, Kiera Cass


Istnieją takie książki, których nie jesteśmy w stanie odłożyć na bok, mimo że doskonale zdajemy sobie sprawę z wszelkich ich wad i niedoskonałości. A seria Kiery Cass zdecydowanie zalicza się do tej "kategorii". Pierwotna trylogia  była chyba najszybciej zakończoną przeze mnie serią i nawet jeśli absolutnie nie popieram trendu na przedłużanie na siłę jakiegoś cyklu, wiedziałam, że sięgnę po "Następczynią" przy pierwszej nadarzającej się okazji. Bo to taka pozycja guilty pleasure, której naprawdę nie byłam w stanie sobie odmówić. 

Po wprowadzeniu w Illei różnorodnych reform, działania rebeliantów ustały, ale sytuacja w państwie, nawet mimo upływu lat, pozostaje niezwykle napięta. By odwrocić uwagę społeczeństwa od szerzącego się niepokoju i niezadowolenia, zapada decyzja o przeprowadzeniu kolejnych Eliminacji. Tym razem ma je przeprowadzić Eadlyn - pierwsza kobieta, która w przyszłości ma zasiąść na tronie i objąć władze w Illei. Tyle że księżniczka wcale nie marzy o mężu a obecność trzydziestu pięciu młodych mężczyzn walczących o jej uwagę, zupełnie nie jest jej na rękę. 

Przyznaje że nie byłam przekonana do pomysłu kontynuowania trylogii "Selekcja", ale w pewnym sensie Kiera Cass mnie do niego przekonała. I to pomimo tego, że w porównaniu do pozostałych tomów, "Następczyni" wypada nieco gorzej. O ile tak jak i ja byliście zauroczeni pierwszą trylogie i trochę od niej uzależnieni, pewnie zrozumiecie że jest coś fascynującego w oglądaniu Eliminacji od drugiej strony. Założenie, że tym razem obserwujemy je z perspektywy osoby eliminującej a nie eliminowanej przynajmniej z założenia sprawia, że decydujące wybory nie są tak przewidywalne. Poza tym, daje nam to możliwość zerknięcia w przyszłość bohaterów, których już znamy. 

Kiera Cass zdecydowanie nie utraciła swojej umiejętności do tego by całkowicie zaangażować czytelnika w fabułę i sprawia że nie jest on w stanie odłożyć lektury na bok. Niestety, okazało się, że tym razem to trochę za mało by odwrocić moją uwagę od niedociągnięć "Następczyni". Nie wiem z czego to wynika, ale pani Cass ewidentnie wykazuje tendencje do kreowania irytujących głównych bohaterek. Tym razem nie chodzi nawet o niezdecydowanie, ale o całokształt postawy Eadlyn - przekonanej o tym, że jest kimś lepszym i użalającej się nad własnym losem. 

Chociaż w porównaniu z Eadlyn, męscy bohaterowie prezentują się lepiej, trochę szkoda że od samego początku Kiera Cass wypycha przed szereg kilku z nich i sugeruje nam kto dotrą do kolejnych punktów Eliminacji. Do tego stopnia że gdy przychodziło do wyrzucania uczestników, nie miałam pojęcia że ktoś taki istniał. Na dodatek Kiera Cass niepotrzebnie zepchnęła na dalszy plan niemal wszystkie wątki poza Eliminacją, łącznie z sytuacją w jakiej znajduje się Illea, która przecież wszytsko rozpoczęła. Szkoda, bo mogła w prosty, ale ciekawy sposób urozmaicić fabułę. 

Nie uważam, że "Następczyni" jest pozycją, ktorej nie warto poświęcać uwagi, zwłaszcza jeślipoprzednie tomy przypadły Wam do gustu. Kiera Cass miała pomysł na fabułę i wciąż doskonale radzi sobie z tym by niejako przyssać czytelnika do lektury. Po prostu nie wszytsko potoczyło się tak jakbym sobie tego życzyła i Wy też powinniście się na to przygotować. Jeśli natomiast nie znacie pierwotnej trylogii, wydarzenia "Następczyni" nie powinny być dla Was niezrozumiałe, ale myślę, że wiele wówczas stracicie z tego klimatu "sentymentalnego powrotu do Illei".  

"Następczyni" Kiera Cass; wydawnictwo Jaguar; Warszawa 2015 ★★★½

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala