sobota, 3 września 2016

Kolekcjoner kości, Jeffery Deaver


Kiedy po raz pierwszy sięgałam po twórczość Jeffery'ego Deavera, nie byłam za bardzo obeznana wsród thrillerów czy kryminałów. Fakt, że ów tytuł nie przypadł mi do gustu zrzuciłam na karby mojej gatunkowej ignorancji, mimo to bardzo długo zwlekałam by zapoznać się z inną powieścią autora. Po raz kolejny do lektury zmobilizował mnie Kryminalny Klub Książki. "Kolekcjoner kości" został wybrany do drugiej sesji czytelniczej i po zawirowaniach związanych z poszukiwaniem tej powieści, zasiadłam do czytania absolutnie  nieświadoma tego co mnie czeka. 

Lincoln Rhyme był błyskotliwym i cenionym kryminalistykiem, kiedy tragiczny wypadek zniszczył jego karierę i przykuł go do łóżka. Sparaliżowany i uzależniony od innych myśli o tym by zakończyć swoje cierpienie i popełnić samobójstwo. Nieoczekiwanie byli znajomi z policji zwracają się do niego o pomoc w sprawie śledztwa. Sprawa dotyczy zmasakrowanego ciała, które młoda policjantka - Amelia Sachs znalazła na stacji kolejowej wraz z wskazówkami odnośnie kolejnych potencjalnych zbrodni. Lincoln, choć niechętnie, zgadza się pomoc, stawia jednak własne warunki. 

"Kolekcjoner kości" nie wywarł na mnie tak dobrego wrażenia jak można by oczekiwać po opiniach innych czytelników, co nie oznacza rownocześnie, że całkowicie mnie rozczarował. Zaskoczyło mnie to jak wiele uwagi Jeffery Deaver poświęcił na przybliżenie działań śledczych. Autor skrupulatnie moment zbierania dowodów z miejsca zbrodni czy sposób w jaki ów dowody są następnie badań. Owszem, jest to coś co wyróżnia thriller Deavera na tle innych pozycji gatunku, ale w moim odczuciu to właśnie te opisy zaburzały atmosferę napięcia i opóźniały akcje, utrudniając wczucie się w historie. 

Muszę przyznać, że "Kolekcjoner kości" nie należy też do lektur, po które powinny sięgać osoby o słabych nerwach. Zbrodnie popełnione przez tytułowego kolekcjonera charakteryzują się sporym okrucieństwem a Jeffery Deaver nie waha się ubrać obraz w słowa. Sam wątek intrygi kryminalnej wypada jednak niezwykle korzystanie. Nieliczne fragmenty, w których poznajemy wydarzenia z perspektywy kolekcjonera wprowadzają czytelnika w odpowiedni klimat a motyw nawiązania do historii Nowego Jorku stanowi dodatkowy smaczek powieści. 

Po raz kolejny w historii Kryminalnego Klubu Książki, mamy do czynienia z powieścią napędzaną przez bohaterów (tzw. character driven story). Lincoln Rhyme jest postacią nietuzinkową i wybijającą się na tle innych. Już sama jego inteligencja i podejście do pracy stanowią interesujący portret, ale wątek zamiaru popełnienia samobójstwa czyni go ostatecznie kompletnym. Co więcej, zarówno Lincoln jak i Amelia są bohaterami, o których wciąż nie wiemy wszystkiego, z ogromnym potencjałem na rozwinięcie wątku ich osobliwej relacji jak i indywidualnych kwestii - na co liczę w kolejnych tomach. 

Przyznaje że początkowo miałam bardzo mieszane uczucia odnośnie "Kolekcjonera kości". Skupienie się na opisach działań metod badawczych i makabryczne zbrodnie odrzuciły mniej na dobrą chwile od lektury. Z kolejnymi stronami zaczęłam jednak dostrzegać jej zalety. Jeffery Deaver kreuje oryginalnych i ciekawych bohaterów a na dodatek udało mu się mnie zaskoczyć w sprawie rozwiązania intrygi kryminalnej. Jeśli nie przeszkadzają wam dosyć plastyczne opisy zbrodni myślę, że warto posmakować twórczości tegoż autora. Ja się z nim jeszcze nie żegnam.

"Kolekcjoner kości" Jeffery Deaver; wydawnictwo Prószyński i S-ka; Warszawa 2005 ★★★½

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala