czwartek, 1 września 2016

Earl i ja, i umierająca dziewczyna, Jesse Andrews


Przyznaje, że nie byłam przekonana co do tego czy naprawdę powinnam sięgnąć po powieść Jessiego Andrewsa. Chociaż sam pomysł przedstawiał się nie najgorzej, zniechęciły mnie skrajne recenzje czytelników z zagranicy - zwłaszcza, że bardzo często zdarza im się wręcz zawyżać ocenę co niektórych pozycji. W tym przypadku górę wzięła jednak moja wrodzona ciekawość. Byłam na tyle zaintrygowana koncepcją nowego subskrypcyjnego pudełka - moondrive boxa, że postanowiłam zaryzykować i dać szansę także powieści "Earl i ja, i umierająca dziewczyna". 

Greg należy do osób odrobinę aspołecznych. Za punkt honoru przyjął sobie by pozostać niezauważanym w szkole - kolegować się z wszystkimi, ale nie pozostawać z nimi w zbyt zażyłych stosunkach - i póki co radzi sobie całkiem nieźle. Przez większą część czasu jest samotnikiem,  w pozostałych towarzyszy Earlowi - chłopakowi z trudnej rodziny, który wydaje się uzależniony od papierosów. Chłopców łączy miłość do filmów, a ostatnio także do ich kręcenia. Greg zostaje jednak zmuszany przez matkę do tego by dopuścić do siebie kogoś jeszcze. Rachel jest jego koleżanką ze szkoły Żydowskiej i właśnie zdiagnozowano u niej białaczkę. 

Powieść Jessiego Andrewsa zdecydowanie wyróżnia się na tle innych młodzieżówek i nie mam ku temu najmniejszych watpliwości. Pomijając wszystkie inne kwestie, autor prezentuje w swojej pozycji zdecydowanie nowatorskie spojrzenie o nastolatkach, które cieprią na ciężką chorobę. Po pierwsze, nie wplata w fabułę wątku miłosnego. A kilkakrotnie nawet wprost odcina się od takiego rozwiązania. Po drugie, nie stara się by jego opowieść przepełniona była złotymi myślami i cennymi lekcjami życiowymi. Po trzecie, nie stawia choroby w centrum wydarzeń a wręcz przeciwnie - spycha ją niejako na dalszy plan. 

Gdybym miała powiedzieć co spodobało mi się w powieści Jessiego Andrewsa najbardziej, byłby to sposób przedstawienia owej historii. Greg nie tylko stanowi narratora historii, ale także niejako jej autora, który często zwraca się wprost do czytelnika i co rusz wplata w fabułę rozmaite anegdoty. Co więcej, narracja urozmaicona zostaje scenariuszami filmowymi a nawet swego rodzaju recenzjami produkcji stworzonych wspólnie przez Grega i Earla. I chociaż podobny zabieg nie sprawdziłby się w każdej powieści, w przypadku powieści Jessiego Andrewsa decyduje on o oryginalności pozycji. 

A jednak i tym razem coś nie zagrało. Mimo że doceniam humor jaki nieustannie przewija się w powieści, ja i Greg mamy różne poczucie humoru. To które reprezentuje bohater jest dla mnie za bardzo przerysowane i obsceniczne a momentami także zbyt wulgarne. Pewne zgrzyty pojawiły się także na płaszczyźnie kreacji bohaterów. Nawet jeśli taki był zamysł autora - niektórzy wydali się zbyt płascy i jednowymiarowi. Do tego stopnia, że na postać Rachel wydaje się składać jedynie fakt, iż cierpi ona na białaczkę śmieszą ją żarty Grega. 

"Earl i ja, i umierająca dziewczyna" posiada coś co czyni ją wyjątkową - i to zarówno na tle innych "historii o raku" jak i powieści YA ogółem. Jesse Andrews prezentuje oryginalne spojrzenie na przedstawioną problematykę, nie wspominając nawet o niesamowicie urozmaiconej narracji. Osobiście specyficzny poczucie humoru  i lekko niedopracowani bohaterowie, zakłócili mój odbiór lektury, mimo to polecałabym Wam zapoznać się z tym tytułem i przekonać się o jego "fenomenie" na własnej skórze. 

"Earl i ja, i umierająca dziewczyna" Jesse Andrews; wydawnictwo Moondrive (Otwarte); Kraków 2016 ★★★

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala