Bez słów, Mia Sheridan - Zlodziejka Ksiazek

poniedziałek, 19 września 2016

Bez słów, Mia Sheridan


Mam wrażenie, że Mia Sheridan co tylko debiutowała na polskim rynku wydawniczym a już doczekaliśmy się premiery czterech pozycji jej autorstwa  a każda kolejna wydaje się zaskarbiać sympatie coraz szerszego grona czytelników. A najlepszym przykładem na to jak szybko, w moim mniemaniu, upłynął ten okres, jest fakt, że dopiero teraz skończyłam lekturę "Bez słów", mimo że zakupiłam ten tytuł jeszcze przedpremierowo. Trochę nawet liczyłam na to, że tym razem nie podążę za głosem tłumu i pozostanę nieugięta na "fenomen" Mii Sheridan, ale chyba muszę pogodzić się z faktem, że autorkom New Adult stosunkowo łatwo przychodzi skraść moje serducho.

Bree potrzebuje spokoju - miejsca, w którym będzie mogła zaczerpnąć powietrza, odseparować się od bolesnych wydarzeń i nabrać dystansu. Nie mówiąc nikomu dokąd się udaje, razem z niewielkim psiakiem zatrzymuje się w miasteczku, gdzie spędzała w dzieciństwie wakacje. Urokliwy domek, praca w lokalnej restauracji i niespieszne spacery po płazy wydają się spełniać swoją rokę. Ale dopiero u boku Archera Bree odnajduje pełnie spokoju. Archera, który ukrywa się we własnych czterech ścianach a przez miejscowych postrzegany jest za samotnika a nawet dziwaka. Archera, który od śmierci wuja zmagał się z przerażającą samotnością. Archera, który od kilkunastu lat żyje w poczuciu winy, w cieniu tragedii i przytłaczającej tajemnicy. 

"Bez słów" głęboko czerpie ze schematów wypracowanych przez inne powieści New Adult, ale Mia Sheridan modeluje je według własnej potrzeby - obracając niektóre z nich o 180 stopni. I absolutnie mnie tym kupiła. Historia Bree i Archera jest piękna i niezwykle emocjonalna - nawet pomimo tego że domyślamy się ku jakiemu zmierza punktowi. Wyobcowanie Archera i jego całkowita dezorientacja na płaszczyźnie relacji międzyludzkich, sprawia że samo uczucie między ową dwójką rozwija się początkowo dosyć powoli by z czasem przemienić się w pełen namiętności i przyciągania związek. 

Mia Sheridan wprowadza do swojej powieści sporą dozę dramatu, ale w moim odczuciu nie przytłacza ono całej historii. Bolesne doświadczenia nie są bowiem jedynym co definiuje bohaterów a autorce udaje się na dodatek w fantastyczny sposób przedstawić walkę postaci o własne życie i ich próby zostawienia przeszłości za sobą. Samo rozwiązanie tajemnicy Archera nie zwala co prawda z nóg, ale w trakcie lektury pojawia się myśl, że nie taki był chyba cel Mii Sheridan. 

Tym czym ujęła mnie Mia Sheridan było, pomijając historie miłosną i kreacje bohaterów, sposób w jaki ujęła problematykę niepełnosprawności. Już pierwsze zdanie odnośnie sytuacji Archera "Chcieliśmy zapomnieć o tragedii, ale przy okazji zapomnieliśmy rownież o Archerze" - ujęło mnie swoją trafnością i przenikliwością autorki. Archer nie jest w stanie mowić, ale prawdziwą tragedią w jego sytuacji jest to, że nikt nie poszukuje z nim kontaktu a fakt, że usuwa się na ubocze, wydaje się miasteczku na rękę. Tym bardziej wzrusza droga jaką przebywa - problemy z obdarzaniem kogoś zaufaniem, radość z tego, że nareszcie nie żyje w ciszy i walka o to by nie dać się przeciwnościom narzuconym mu przez niepełnosprawność. 

"Bez słów" to kolejna opowieść New Adult, która mnie w sobie rozkochała. Mia Sheridan nie zaskakuje może niczym nowym, ale i tak chwyta czytelnika za serducho. Historia uczucia Bree i Archera niesie spory ładunek emocjonalny i nadzieje na to, że czasami los ofiaruje nam coś tak pięknego że nawet nie śmieliśmy o tym marzyć. A ukazanie życia osoby niepełnosprawnej jest tylko dodatkowym walorem. Myślę że wiecie już co chcę powiedzieć - polecam Wam "Bez słów" z całego serducha. A sama liczę na to, że w kolejnych powieściach Mia Sheridan nie przyniesie mi rozczarowania.

"Bez słów" Mia Sheridan; wydawnictwo Otwarte; Kraków 2016 ★★★★★