poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie, Jessica Knoll


Można by pomyśleć, że po tylu latach obcowania z bestsellerowymi powieściami, nauczyłam się by nie przykładać wagi do blurbów porównujących kolejne pozycje (często debiuty) do znanych tytułów, które odniosły światowy sukces. A jednak wciąż zdarza mi się nabierać na tą starą, wydawniczą sztuczkę i to m. in. dlatego zdecydowałam się na zakup "Najszczęśliwszej dziewczyny na świecie". Tylko, że, jak pewnie zdążyliście się już domyślić, debiut Jessiki Knoll niewiele ma wspólnego z "Zaginioną dziewczyną" a co więcej mam nawet pewne wątpliwości czy należy go określać mianem thrillera.

Jako 14-latka TifAni FaNalli doświadczyła w szkole strasznego okrucieństwa. To właśnie tamte doświadczenia ukształtowały jej charakter i doprowadziły do punktu, w którym znajduje się obecnie. Ani ma bogatego narzeczonego, bliską ideału sylwetkę (którą zawdzięcza niezwykle restrykcyjnej diecie) i perspektywę rychłego awansu. A teraz otrzymuje coś jeszcze - szansę na to by opowiedzieć swoją wersje historii. Po 14 latach kręcony jest film dokumentalny ów wydarzeniach jakie rozegrały się feralnego roku w Bradley. A tylko Ani zna pewne aspekty tej historii. 

"Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" jest historią poprowadzoną dwutorowo - naprzemiennie poznajemy rzeczywistość Ani jako dorosłej kobiety i dopiero wkraczającej w młodzieńcze lata TifAni. I chociaż nie jest to zabieg szczególnie oryginalny, zdecydowanie sprawdza się w przypadku debiutu Jessiki Knoll. Po pierwsze, pozwala autorce na to by dłużej utrzymać pewne kwestie w tajemnicy i pozostawić czytelnika w stanie ciagłego napięcia. Po drugie, podkreśla ogromną przemianę jaka zaszła w Ani, którą niejako reprezentuje zmiana imienia. 

Ani jako bohaterka nie budzi sympatii czy współczucia, ale wraz z upływem lektury czytelnik dojrzewa do tego by zrozumieć jej postawę. "Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" pod wieloma względami jest jedną z najbardziej przerażających opowieści  jaką miałam okazje czytać, mimo że nie mogłam pozbyć się wrażenia, że debiut Jessiki Knoll ma raczej więcej wspólnego z powieścią obyczajową niż thrillerem. Autorka pokazuje bowiem swoim czytelnikom przerażającą wizję - wizje tego co dzieje się w głowach nastolatków i murach szkół a także do czego są zdolne niektóre z nich by zdobyć czy też utrzymać popularność. 

Pomimo że dostrzegam wiele zalet owej powieści, jest jakiś powód dla którego lektura zajęła mi przeszło dwa tygodnie (co w moim przypadku, zwłaszcza gdy chodzi o thriller, wydaje się niemal wiecznością), a w niektórych momentach byłam nią wręcz zmęczona. "Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" pozbawiona jest pewnego klimatu, którego szukam w thrillerach. A chociaż kierunek jaki obrała fabuła mniej więcej w połowie mnie zaskoczył, ostateczne ujawnienie wielkiego sekretu TifAni było rozczarowujące. Odradzam Wam też zapoznawanie się z wypowiedziami autorki - Jessica Knoll ujawnia pewne aspekty ze swojego życia, które zainspirowały niektóre wątki jej debiutu. I chociaż nie jest to największy zwrot w fabule, szkoda psuć sobie efekt zaskoczenia. 

"Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" to kolejna powieść z potencjałem, której etykieta "następnej Zaginionej dziewczyny" przyniosła raczej więcej szkody niż korzyści. Jessica Knoll porusz a w swoim debiucie wiele ciekawych i wartych dyskusji tematów. Problem polega na tym, że czytelnik spodziewał się czegoś zupełnie innego po lekturze a specyficzna główna bohaterka nie sprzyja na dodatek szybkiej lekturze. Żałuję strasznie, że nie wiedziałam tego wcześniej bo myślę, że odebrałabym wtedy ów tytuł trochę lepiej. Nie popełniajcie mojego błędu i przed lekturą nie nastawiajcie się na zaskakujący, emocjonujący thriller. 

"Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" Jessica Knoll; wydawnictwo Znak; Kraków 2016 ★★½

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala