niedziela, 17 lipca 2016

Zdrada, Marie Rutkoski


Gdybym miała być absolutnie szczera z Wami i samą sobą, byłam zaskoczona tym jak szybko pierwszy tom serii "Niezwyciężona" czyli "Pojedynek" podbił moje serducho i jak intensywne było to doznanie. Przebierałam nogami oczekując na kontynuacje a Wasze zapewnienia na temat tego, że "Zdrada" prezentuje jeszcze lepszy poziom, tylko podsycały mój apetyt. Po zakupie owego tomu nie rzuciłam się jednak od razu do lektury a wręcz przeciwnie - dałam mu trochę poleżeć na półce. Nie wiem czego tak naprawdę się obawiałam - że nie sprosta moim oczekiwaniom, czy może, że za długo przyjdzie mi potem czekać na finał - ale Marie Rutkoski absolutnie mnie nie zawiodła. Tylko utwierdziła fundamenty mojej sympatii do swojej twórczości.

Kestrel próbuje odnaleźć się w swojej nowej roli. Przygotowując przyjęcie zaręczynowe i towarzysząc valoriańskiemu Imperatorowi, nie potrafi jednak całkowicie zapomnieć o Arinie. Wbrew swoim uczuciom, Kestrel zdaje sobie sprawę z tego, że nie może wyjawić mu prawdy o powodach, dla których przystała na propozycje zaręczyn. Arin swoim zachowaniem udowodnił już, że w niektórych sytuacjach nie potrafi podjąć racjonalnych decyzji. By nie narażać chłopaka i Herrańczyków, Kestrel gotowa jest na samotne cierpienie a nawet - zdradę kraju. Kestrel zostaje szpiegiem, kładąc na szali własne życie. 

Marie Rutkoski znalazła sposób na to by trafić opowiadaną przez siebie historią wprost do mojego serducha. A dowodem na to jest fakt, że po raz kolejny pozostawiła mnie absolutnie ślepą na wszelkiego rodzaju wady i przepełnioną - nie, nie pragnieniem - potrzebą lektury kolejnego tomu. "Zdrada" bardzo łatwo mogła się obrócić w kolejną, schematyczną historię Toung Adult. Marie Rutkoski miała nawet kilka możliwości do tego by wprowadzić trójkąt miłosny do fabuły, pozwolić bohaterom na impulsywne i bezmyślne zachowanie podyktowane uczuciami a także wprowadzeniu do historii scen walki, które zdynamizowałyby całość. Ale tego nie robi. 

W porównaniu do tomu pierwszego, "Zdrada" jeszcze bardziej skupia fabułę wokół intryg i działań politycznych. Owszem, wątek romantyczny stanowi jej ważny punkt, ale nie w takiej formie jak się przyzwyczailiśmy. Miłość Kestrel i Arina wydaje się znacznie dojrzalsza. Nie objawia się w fizycznym pociągu - chociaż tzw. "swoon worthy" sceny też się pojawiają - ale raczej trosce o drugą osobę i przedkładanie jej dobra ponad własne, nawet jeśli wiąże się ona z koniecznością połamania drugiej strony. Marie Rutkoski, przez  przeskakiwanie perspektyw narratora, udaje się tężeje cudowny sposób uchwycić dwuznaczność pewnych sytuacji i pokazać dzięki temu jak łatwo przychodzi nam błędnie je zinterpretować. 

Drugi tom "Niezwyciężonej" pozwala nam też na rozszerzenie perspektywy świata przedstawionego. Priorytetem Marie Rutkoski nie jest zagłębianie się w detale w owej kwestii, ale i tak poznajemy bliżej Valorię i Dacre, a także wiążący się z owymi terenami styl życia. "Zdrada" utwierdziła mnie w przekonaniu, że Kestrel stanowi jedną z najlepiej wykreowanych bohaterek literatury YA, ale tym razem autorka udowodniła że równie dobrze radzi sobie z przedstawieniem czarnego charakteru. Kreacja Imperatora fascynuje czytelnika i przeraża jednocześnie - słowem, jest to dokładnie ten typ postaci, który uwielbia się nienawidzić. 

"Zdrada" w każdym aspekcie dorównuje swojej poprzedniczce a w niektórych być może nawet ją przewyższa. Marie Rutkoski wie w jaki sposób opowiadać swoje historie i jak wykreować bohaterów, którzy nie pozostaną obojętni czytelnikowi. A choć wiedziałam o tym już po "Pojedynku", miło utwierdzić się w przekonaniu że miałam racje. Jeśli wciąż nie zapoznaliście się z serią "Niezwyciężona", przypominam Wam jak wiele dobrego Was omija. A ja przebieram już nogami z niecierpliwości na premierę trzeciego tomu - zwłaszcza po TAKIM finale - i apeluje do wydawnictwa Feeria Young by nie kazali mi czekać zbyt długo. 

"Niezwyciężona. Zdrada" Marie Rutkoski; wydawnictwo Feeria Young; Łódź 2016 ★★★★★

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala