sobota, 21 maja 2016

Mara Dyer. Zemsta, Michelle Hodkin


"Mara Dyer. Zemsta" jest zakończeniem kolejnej serii z jakim udaje mi się w tym roku zapoznać. Tegoroczne postanowienie by kontynuować porozpoczynane cykle, ewidentnie idzie mi lepiej niż zakładałam, szkoda tylko, że czasami przynosi z sobą rozczarowanie. Trylogia o Marze Dyer była jedną z tych serii, o której wypowiadałam się w samych superlatywach. Owszem, słyszałam opinie, że ostatni tom wypada dużo gorzej na tle swoich poprzedniczek, ale chyba nie spodziewałam się, że będę je podzielać. I chociaż nie uważam by "Mara Dyer. Zemsta" stanowiła złe zakończenie, nie mogę zignorować faktu jak nierówna jest owa pozycja.

Mara po raz kolejny budzi się w nieznanym, tajemniczym pomieszczeniu - sama i zupełnie nieświadoma tego co z ostatnich wydarzeń jest prawdą a co jedynie wytworem jej wyobraźni. Z dala od przyjaciół, rodziny i Noaha, dziewczyna zaczyna podejrzewać, ze powoli popada w obłęd. Co gorsza, terapia jakiej jest poddawana, sprawia, że mara nie tylko traci swoje ponad naturalne zdolności, ale też znajduje się w dziwnym, otumanionym stanie, bez możliwości kontroli nad własnym ciałem. Ale nawet wtedy nie traci woli walki. Przy pomocy przyjaciół i kogoś kogo postrzegała jako wroga, Mara zamierza dowiedzieć się wreszcie prawdy - o tym co wydarzyło się na wyspie i o samej sobie.

Ostatni tom zdecydowanie odbiega klimatem od dwóch poprzednich. "Mara Dyer" uwodziła aurą tajemniczości i niepewności odnośnie tego, które z wydarzeń przedstawionych przez Marę są prawdziwe. Tymczasem "Mara Dyer. Zemsta", z wiadomych przyczyn, zostaje odarta z owych elementów. Jako że czytamy zakończenie trylogii, znamy już część odpowiedzi - w rzeczywistości fabuła ostatniego tomu snuje się tak naprawdę wokół jednego pytania czyli kto stoi za wydarzeniami w życiu naszych bohaterów. Brak znanych klimatów, niedobór wątków pobocznych i wydłużenie niektórych scen do granic możliwości, sprawiają że część powieści jest po prostu nudna i psuje wrażenie jakie wywołuje na czytelniku reszta historii. 

Finał trylogii jest rownież zdecydowanie bardziej mroczny od swoich poprzedniczek. Gdzieś na przestrzeni lat przesunięta została granica przemocy dopuszczalnej w gatunku Young Adult a powieść Michelle Hodkin jest tego żywym dowodem. Poderżnięte gardła, okaleczenia i ludzkie wnętrzności - krew leje się w owej historii niezwykle gęsto. Zresztą, wspomniany wyżej mrok pojawia się nie tylko w fabule, ale i samej bohaterce. Mary Dyer, którą pamiętacie z pierwszego tomu, już nie ma. Przemiana, jak najbardziej zrozumiała po tylu trudnych doświadczeniach, jest przy tym bardzo drastyczna. I chociaż z pewnością nie spotka się to z entuzjazmem wszystkich czytelnikowi, Michelle Hodkin należy się uznanie choćby i za samą odwagę.

To co nie zagrało to samo zakończenie. Mogłabym wybaczyć autorce te dłużyzny gdyby w zamian zafundowała swoim czytelnikom finał na miarę poprzednich tomów. Ale tak się nie stało. Owszem, uzyskaliśmy satysfakcjonującą odpowiedź na pytanie kto stoi za wydarzeniami i jaka jest przyczyna "zdolności" Mary, ale to wciąż za mało. Kulminacyjna scena, która z założenia miała chyba wzbudzić burzę emocji, irytowała swoją absurdalnością; autorka na siłę wplotła scenę zbliżenia między bohaterami; a ich ostateczna decyzja wręcz porażała ignorancją wobec tego jak wpłynie na resztę ludzi.

"Mara Dyer. Zemsta" pozostawiła mnie w głowie z mętlikiem, którego nadal nie uporządkowałam. Wciąż uważam, że cała uwaga wyróżnia się na tle gatunku Young Adult fabularną oryginalnością i klimatem i że warto poświęcić jej uwagę, ale równocześnie dostrzegam absurdalność i przerysowanie pewnych scen, zwłaszcza w finale. Michelle Hodkin mogła zrobić więcej i lepiej - atmosfera mroku, powrót do przyjaźni Mary i Jamiego i podanie na tacy najważniejszych odpowiedzi to nie to do czego nas przyzwyczaiła poprzednimi tomami. Pozostaje jednak pytanie - może po prostu oczekiwaliśmy zbyt dużo?

"Mara Dyer. Zemsta" Michelle Hodkin; wydawnictwo YA; Warszawa 2015  ★★★


Pamiętajcie o KONKURSIE

Zgłoszenia możecie  zostawiać TU

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala