kwietnia 2016 - Zlodziejka Ksiazek

czwartek, 28 kwietnia 2016

Kwietniowe linki miesiąca
kwietnia 28, 20160 Comments

Pierwotnie ten wstęp wyglądał całkiem inaczej. Psioczyłam tam strasznie na wszelakiego rodzaju sprzęty i na fakt, że technologia się na mnie uwzięła i jak zwykle utrudnia mi życie. A potem bardzo szybko ten wstęp usunęłam, kiedy zorientowałam się że winę nie ponosiła wcale żadna technologia tylko moja ślepa i zupełne nieogarnięcie. Ale może to lepiej bo co tak negatywnie spoglądać na zycie gdy przed nami rychła perspektywa wolnego weekendu majowego i świętowania. Strasznie świerzbi mnie język by zdradzić wam trochę wcześniej jakie nagrody przewidziałam dla was na konkurs, ale obiecałam sobie że tego nie zrobię i że nie zepsuję wam niespodzianki. Trzymajcie za mnie kciuki i bądźmy silni - wszyscy! Do 7 maja już w końcu niedaleko a póki co mogę wam przynajmniej podrzucić kilka ciekawych tekstów do lektury!


Read more

niedziela, 24 kwietnia 2016

After. Ocal mnie, Anna Todd
kwietnia 24, 20160 Comments

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam na żywo trzeci tom serii After czyli właśnie "After. Ocal mnie", byłam absolutnie przerażona. Mimo że po lekturze poprzednich części wiedziałam jak szybko przelatują kolejne strony, perspektywa przeszło ośmiuset stronnicowej relacji Tessy i Hardina raczej nie napawała mnie optymizmem. Zwłaszcza że już poprzednio zarzuciłam Annie Todd pewną wtórność. Pocieszał mnie jedynie fakt, że wielu czytelników sugerowało że to właśnie tom trzeci jest najlepszym w serii i że zakończenie "After. Już nie wiem kim bez Ciebie jestem" rozpoczynało kilka ciekawie zapowiadających się wątków. Cieszę się że wszyscy mieliśmy rację.

Burzliwy związek Tessy i Hardina wreszcie wydaje się obierać właściwy tor. Tym razem to jednak zachowanie dziewczyny może zakłócić ów względny  spokój. Tessa wie jak cieżko odbudować w związku zaufanie, w końcu niejednokrotnie wybaczyła Hardinowi kłamstwo. Teraz to jednak ona ukrywa prawdę. Seattle jest wielką szansą dla jej kariery i spełnieniem jej marzeń. Rownocześnie moze to być jednak definitywny koniec jej związku- Hardin z pewnością nie przyjmie jej decyzji ze spokojem. Żeby zatrzymać Tessę przy sobie, gotowy jest na wszystko - nawet na to by ponownie wystawić na próbę jej zaufanie.

Czytając "After. Ocal mnie" i porównując go z poprzednimi tomami, zdecydowanie widać pewien progres - i to zarówno jeśli chodzi o zakres fabularny jak i warsztatowy. Anna Todd trzyma się koncepcji, którą przedstawiła w "After. Już nie wiem kim bez Ciebie jestem" i prowadzi narracje naprzemiennie z perspektywy Tessy i Hardina, powoli odchodzi jednak z typowego dla fanfików stylu. Przede wszystkim większość rozdziałów jest odrobinę dłuższa niż miało to miejsce choćby w pierwszym tomie i zdecydowanie częściej autorka decyduje się na opisywanie emocji i wrażeń bohaterów (a nie opieranie się na niemal samych dialogach). Nie jest to może milowy krok naprzód i widać wciąż braki w warsztacie, ale pewien progres jest zauważalny.

Ping pongowa relacja Tessy i Hardina wciąż odgrywa pierwsze skrzypce, nawet w tym punkcie coś ulega jednak zmieni. Bohaterowie nareszcie stają się świadomi tego że chyba coś w ich związku nie układa się tak jak powinno i dokonują drobnych przemian. No i przynajmniej dramaty, które tym razem doświadczają mają mocniejsze oparcie w rzeczywistości. Anna Todd tak naprawdę po raz pierwszy daje nam szansę na to by przyjrzeć się bliżej bliskim Tessy. Wątek ej ojca zostaje co prawda niejako zepchnięty na dalszy plan, jako tło, ale i tak stanowi miłą odskocznię od miłosnych dramatów. 

Nie rozumiem natomiast dlaczego Anna Todd konsekwentnie dodaje do grona wielbicieli Tessy kolejne osoby. Jasne, wprowadzenie nowych postaci jest konieczne przy zmianach jakie zaszły w fabule, ale naprawdę nie widzę potrzeby by każda męska postać musiała zostawać adoratorem panny Young. Oby Annie Todd nie przyszło do głowy by ukierunkować w ten sposób relacje Tessy i Landona! No i mimo wszystko szkoda, że trzeci tom nie ma nieco mniejszych gabarytów. Lektura upływa może stosunkowo szybko i przyjemnie, ale autorka nie uniknęła pewnej wtórności u dłużyzn.

"After. Ocal mnie" zdecydowanie nie przyniosło mi rozczarowania. Po dwóch tomach wiedziałam juz czego powinnam się spodziewać i dokładnie to otrzymałam - historię o burzliwym związku, która, w niezrozumiały dla mnie sposób, całkowicie angażuje czytelnika. Trzecia część stanowi tez pewien progres w dorobku autorki. Tessa wciąż irytuje czytelnika; Hardin powiela własne błędy; a związek owej dwójki na zmianę robi krok do przodu i w tył, ale wrażenie że tym razem jest trochę lepiej nie znika. I miejmy nadzieję, że nie zniknie także przy czwartym tomie.

"After. Ocal mnie" Anna Todd; wydawnictwo Między Słowami; Kraków 2015 
Read more

wtorek, 19 kwietnia 2016

Zanim się pojawiłeś, Jojo Moyes
kwietnia 19, 20160 Comments

Mimo że kilkakrotnie wspominałam wam o mojej sympatii do twórczości Jojo Moyes, nie miałam do tej pory okazji zapoznać się z jej najsłynniejszą powieścią - "Zanim się pojawiłeś". Opublikowanie trailera ekranizacji było jednak doskonałą motywacją do tego by nareszcie coś w tym kierunku zmienić. Oczywiście, jak to zwykle bywa, właśnie wtedy zaczęły się pierwsze przeciwności - nakład się wyczerpał, wydawnictwo nie planowało jeszcze wówczas dodruku i książka stała się praktycznie białym krukiem. Ale wiecie, nie ma takich przeciwności których zdeterminowany książkoholik nie byłby w stanie pokonać. I od czego mamy w końcu biblioteki? Po wszelkich perturbacjach, książka nareszcie trafiła w moje ręce. I cholernie warto było na to czekać.

Lou, młoda fanatyczka nieco ekscentrycznego sposobu ubierania, jest zadowolona  ze swojego życia. Znajduje się w wieloletnim związku, ma pracę, którą lubi i brak większych oczekiwań na przyszłość. Kiedy kawiarnia w której pracuje Lou zostaje zamknięta, dziewczyna szybko musi znaleźć nowe zajęcie żeby wesprzeć rodzinny budżet. Po kilku nieudanych próbach, z braku innych możliwości podejmuje pracę jako opiekun Willa. Młody mężczyzna, były rekin biznesowy i zwolennik podróży oraz sportów ekstremalnych, cierpi na tetraplegię czyli paraliż czterokończynowy. Lou nie potrafi odnaleźć się w nowej pracy - Will ewidentnie darzy ją niechęcią a obowiązki napawają ją przerażeniem. Coś jednak ulega zmianie - zarówno Lou jak i Will zaczynają inaczej spoglądać na swoje życie.

Właściwie mogłabym powiedzieć tylko tyle - jaka to była piękna historia! Jojo Moyes ma ewidentny talent do tworzenia cudnych, chwytających za serce powieści, ale nawet znajomość innych jej tytułów nie przygotowała mnie na to co otrzymałam. Bo "Zanim się pojawiłeś" to taka tykająca bomba emocji, która w momencie wybuchu rozrywa wasze serca na maleńkie kawałeczki. Co ciekawe, mimo że problematyka paraliżu automatycznie nasuwa mi na myśl historię przepełnioną smutkiem i patosem, nie do końca tak jest. Owszem, czytelnicy radzący zaopatrzenie się w pudełko chusteczek  przed lekturą mają trochę racji, ale w całej historii przewija się trochę humoru,  ciepła i takiej radości z życia - zwłaszcza za sprawą Lou.

Nie dajcie się zwieść zwiastunowi filmu czy okładce bo "Zanim się pojawiłeś" nie jest tak naprawdę historią miłosną - chociaż to prawda że gdzieś między wierszami można się doszukać choćby zalążka tego wątku. Problematyka niepełnosprawności rownież nie zostaje wypchnięta na pierwszy plan a samo przesłanie jest dużo bardziej uniwersalne. Jojo Moyes pisze o życiu - o tym że nie możemy pozwolić na to by jedno wydarzenie miało decydujący wpływ na resztę podejmowanych przez nas wyborów i o tym że nie powinnismy godzić się na żadne półśrodki tylko czerpać z życia pełnymi garściami dopóki mamy jeszcze na to czas.

Jojo Moyes pisze przede wszystkim emocjami i to one sprawiają, że styl autorki wydaje się jakby bardziej plastyczny. To nie język stanowi jednak największy atut powieści lecz sama historia. Lou została może momentami aż nazbyt przerysowana, ale jej barwność czy podejście do życia doskonale równoważą bądź co bądź trudny temat i dodają do całości odrobiny humoru. W "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes udowodniła ponad to jak dobrze radzi sobie z przedstawieniem zmian jakie zachodzą w bohaterach - i chodzi mi zarówno o Lou jak i Willa. I chociaż nie jestem wielką fanką zakończenia, bo wolałabym raczej nieco inne rozwiązanie rozumiem, że było ono potrzebne.

"Zanim się pojawiłeś" to przepiękna historia skierowana zarówno do ludzi młodych jak i starszych. Jojo Moyes snuje swoją opowieść powoli by potem bez ostrzeżenia złamać swoim czytelnikom serce na milion kawałeczków. Ale historia Lou i Willa warta jest owych emocji. To opowieść o tym by się nie poddawać; o łapaniu życia garściami i podążaniu za swoimi marzeniami; opowieść, która na długo zapisze się waszej pamięci i prawdopodobnie zmieni pewne aspekty postrzegania przez was świata. Polecam wam "Zanim się pojawiłeś" całym serduchem. Tylko teraz sama nie wiem co mam ze sobą zrobić bo wyczerpałam limit wydanych w Polsce powieści autorki, a do czerwca jeszcze kawałek czasu. Proszę  o więcej.

"Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes; wydawnictwo Świat książki; Warszawa 2023 ★★★★★
Read more

niedziela, 17 kwietnia 2016

Serie skończone przed 2016 rokiem #1
kwietnia 17, 20160 Comments

Pomysł na ten post kiełkował w mojej głowie od dawna, ale prawdę mówiąc nie za bardzo miałam pojęcie jak dokładnie chciałabym go przedstawić i co miałoby odgrywać rolę główną - opis serii, moje prywatne odczucia czy coś jeszcze innego. Nie ukrywam też że większość serii skończyłam na grubo przed 2016 rokiem i moje opinie na ich temat są bardzo niewyraźne. Był jeden taki moment, kiedy pomyślałam sobie że może przed napisaniem tego postu zafunduje samej sobie jakąś relekturę owych pozycji żeby uporządkować własne uczucie, ale szybko z niego zrezygnowałam. Jest kilka takich serii które uwielbiałam jakieś trzy/cztery lata temu czyli jako pełnoprawna nastolatka, do których żywię ogromny sentyment a w przypadku których mam niemal pewność, że teraz nie ujęłyby mnie w podobnym stopniu.

W momencie, w którym już niemal zupełnie porzuciłam owy zamysł i postanowiłam że ograniczę się tylko do  tego jednego postu, w którym opowiedziałam  wam o seriach jakie udało mi się skończyć w tym roku, zaczęłam dostrzegać wasze zainteresowanie tego rodzaju postami. Wspominałam wam już kilkakrotnie że nie przykładam dużej wagi do liczb, ale zerkam na statystyki żeby przekonać się co najbardziej przykuwa waszą uwagę na Złodziejce książek. A post o którym wam teraz opowiadam znajdował się w czołówce najchętniej wyświetlanych. Ten przydługawy wstęp mógłby zostać zamknięty w zaledwie kilku zdaniach - cieszę się że mój pomysł przypadł wam tak bardzo do gustu i że zmobilizowaliście mnie do dalszych działań. 

A teraz konkrety. 


1. Trylogia Magiczny krąg, Libba Bray 
Mroczny sekret; Zbuntowane anioły; Studnia wieczności 

Trylogia "Magicznego kręgu" była swego czasu bardzo popularna wśród blogerów, ale potem jakoś utonęła w natłoku innych pozycji i teraz nie natykam się na nią wcale, co prawdę powiedziawszy odrobinkę mnie smuci. Wydaje mi się, że były to powieści, które czytałam jeszcze przed założeniem bloga - co wydaje się niemal niemożliwe biorąc pod uwagę że pięć lat to naprawdę szmat czasu. Bez wątpienia była to natomiast trylogia, w której czekałam z napięciem na ostatni tom, odliczałam dni do premiery, a potem pożarłam finał za jednym razem co już wiele mówi o owych tytułach (zwłaszcza jeśli spojrzy się na jej gabaryty). Mam wrażenie, że seria Libby Bray pozostała oryginalna nawet teraz, gdy na rynku wydawniczym pojawiły się dziesiątki jeśli nie setki nowych tytułów. 

"Magiczny krąg" to historia bardzo dziewczęca, mimo że wątek miłosny nie jest tutaj jakoś wyraźnie nakreślony i prawdę powiedziawszy nie rzuca się za bardzo w oczy. Libba Bray poświęca natomiast bardzo duże uwagi przyjaźni młodych kobiet, stojących przed trudnym dylematem jaką drogę powinny obrać w swoim życiu. Jest to jedna z tych serii, która nieco zatarła się w mojej pamięci, ale to co pamiętam doskonale to specyficzny, ciekawy pomysł na istnienie drugiego, pobocznego świata, w którym rządzi magia; niesamowity klimat wiktoriański, z ociupinką orientu i egzotyki; a także kilka fabularnych twistów, których nastoletnia wersja mnie nie potrafiła przewidzieć. Poza tym, mam jakieś dziwne wrażenie, że bardzo ujął mnie wówczas finał owej trylogii - trochę słodko-gorzki, w którym Libba Bray zdecydowanie nie obrała drogi na skróty.

★★


2. Trylogia czasu, Kerstin Gier
Czerwień rubinu; Błękit szafiru; Zieleń szmaragdu

Zauważyłam że ostatnimi czasy ta trylogia jest często poszukiwana na Facebookowej grupie wymiany i sprzedaży książek, bo podobno ciężko ją dostać w inny sposób niż "z drugiej ręki". Rownocześnie jest to trylogia która zbiera bardzo sprzeczne opinie i praktycznie dzieli czytelników na tych albo a) absolutnie zachwyconych, albo b) zupełnie rozczarowanych. Kiedy czytałam ową serie jakieś 4 lata temu byłam nią oczarowana ale nie mogę pozbyć się wrażenia że moje wrażenia po relekturze mogłyby wyglądać zupełnie inaczej. Zdecydowanie podoba mi się sam pomysł na podróżowanie w czasie i pewna tajemnica związana z główną bohaterką. Z tego co pamiętam byłam też absolutnie oczarowana humorem jaki zaprezentowała Kerstin Gier, zwłaszcza w kontekście postaci kamiennego gargulca.

Trylogia czasu skupia się jednak mocno na wątku romantycznym i wplata do fabuły zupełnie zbędny motyw miłosnego trójkąta. Trochę na opak z innymi pozycjami Young Adult, odnoszę wrażenie że postacią która wzbudzała moją irytację wcale nie była główna bohaterka lecz Gideon - potencjalny obiekt westchnień czytelniczek. Biorąc pod uwagę niewielką objętość owych pozycji i rozwój akcji, Kerstin Gier mogła ograniczyć się do napisania jednej, ale za to bardziej obszernej powieści. To taka lekka, czysto rozrywkowa lektura, która nie wyróżnia się aż tak poziomem na tle innych pozycji z gatunku i która spodoba się raczej trochę młodszym nastolatkom.

★★½


3. Saga Zmierzch, Stephanie Meyer
Zmierzch; Księżyc w nowiu; Zaćmienie; Przed świtem 

Czytałam "Zmierzch" gdzieś na początku gimnazjum i była to pozycja która obudziła we mnie zainteresowanie gatunkiem paranormal romance i Young Adult ogółem. To seria Stephanie Meyer sprawiła też że zaczęłam czytać więcej i chętniej - wcześniej miałam dziwny zwyczaj porzucania powieści w połowie i ich niekończenia. Dlatego też, mimo doprawdy wielu wad "Zmierzchu" jak choćby irytująca główna bohaterka, mam do niej ogromny sentyment. Pamiętam lekkość i szybkość z jaką pochłaniało się ową serię i zafascynowanie przebiegiem fabuły. Należę też do nielicznego grona osób które za absolutnego faworyta w owym cyklu obrałyby chyba drugi tom czyli "Księżyc w nowiu". Niestety, już tom trzeci zalicza porządny spadek poziomu, nie wspominając o czwartym - ostatnim, który - sorry not sorry - wydaje się napisany pod publikę.

Wydaje mi się że saga "Zmierzch" to teraz tego typu seria, którą kocha się nie za samą fabułę, ale za wspomnienia jakie ze sobą niesie - zwłaszcza że chyba nie jestem osamotniona w fakcie rozpoczęcia przygody z YA właśnie za pośrednictwem tego tytułu. Jeśli nie posiadacie tego sentymentalnego uczucia, prawdopodobnie będziecie odczuwać w trakcie lektury jedynie irytację. Jeżeli natomiast jakimś cudem ominęła was "moda na Zmierzch", a chcielibyście się zapoznać z twórczością Stephanie Meyer, zróbcie sobie tą przyjemność i skończcie lekturę na tomie trzecim. Jako że "Zmierzch" pierwotnie miał być trylogią, "Zaćmienie" przynosi absolutnie wystarczajaco satysfakcjonujące zakończenie.

★★½


4. Trylogia Igrzyska śmierci, Suzanne Collins
Igrzyska śmierci; W pierścieniu ognia; Kosogłos

"Igrzyska śmierci" nie są moją ulubioną trylogią dystopijną, ale znajduje się w ścisłej czołówce owego rankingu - prawdopodobnie gdzieś na drugim miejscu. Patrząc obiektywnie zawiera niemal wszystkie schematy młodzieżowej powieści dystopijnej, ale z drugiej strony - w dużej mierze to właśnie ona je zapoczątkowała. Poza tym to po prostu dobra pozycja, uniwersalna bez względu na wiek czy płeć odbiorcy. I mam do niej ogromny sentyment bo poleciła mi ją jedna ze znajomych - a zwykle to ja jestem tą osobą która komuś coś doradza. Mimo że Suzanne Collins wplata do fabuły wątek miłosny, a nawet trójkąt - nie jest on wypchnięty na pierwszy plan. A czytelnik na pierwszym miejscu znajduje się w teamie Katniss a dopiero potem Pete'a czy Gale'a. 

"Igrzyska śmierci" są bardzo mocnym początkiem trylogii - zarówno jeśli chodzi o wykreowanie postaci jak i rozplanowanie akcji. Ale to tego rodzaju trylogia, która nie traci w oczach wraz z rozwojem fabuły. Osobiście kiedy myślę o swoim ulubionym tomie mam przed oczami "W pierścieniu ognia", ale dwie pierwsze części mają bardzo zbliżony poziom. Jeśli chodzi o "Kosogłos", jest to po prostu pozycja bardzo rożna od swoich poprzedniczek i nie każdemu moze to przypaść do gustu - ja wciąż pozostaje rozdarta. Bez względu jednak na to jakbyście ją odebrali, warto zapoznać się z ową serią i wyrobić sobie własną opinię. I to bez względu na to że już nie należycie do grona nastolatków.

★★½

5. Saga o Ludziach lodu, Margit Sandemo
Zauroczenie:Polowanie na czarownice: Otchłań; Tęsknota: Grzech śmiertelny: Dziedzictwo zła: Zamek duchów: Córka hycla: Samotny: Zimowa zawierucha: Zemsta: Gorączka:Ślady szatana; Ostatni rycerz; Wiatr od wschodu: Kwiat wisielców: Ogród śmierci:Dom upiorów: Zęby smoka; Skrzydła kruka;Diabelski jar; Demon i panna; Wiosenna ofiara:Martwe wrzosy:Anioł o czarnych skrzydłach:Dom w Eldafjord; Skandal: Lód i ogień;Miłość Lucyfera: Bestia i wilki; Przewoźnik: Głód; Demon nocy: Kobieta na brzegu;Droga w ciemnościach;Magiczny księżyc; Miasto strachu; Urwany ślad; Nieme głosy; Więźniowie czasu; Córka demonów; Cisza przed burzą; Odrobina czułości; Fatalny dzień; Księże czarnych sal; Woda zła: Czy jesteśmy tutaj sami?

47 tomów. Kiedy patrzę na taką liczbę sama się sobie dziwię, że udało mi się ową serię skończyć. Miałam jednak pewną motywację - mój mamutek co tydzień zakupował kolejny tom i czytałyśmy je równolegle, wymieniając się opiniami. Oczywiście, była to wówczas lektura zupełnie dla mnie nieadekwatna, ale jeśli pamiętacie mój post "Dlaczego czytam literaturę Young Adult", wiecie że dawniej często zdarzało mi się sięgać po takowe tytuły. Jeżeli natomiast chodzi o moją opinie - wiem że seria ta ma bardzo wiele zwolenników, ze wskazaniem na damskie grono - ale osobiście mam do niej bardzo mieszane uczucia i nie wiem czy z perspektywy lat inwestowałabym w nią swój wolny czas. Saga o Ludziach Lodu jest bardzo nierówna.

Mimo że wszystkie tomy stanowią opowieści fantastyczne z wyraźnie wplecionymi wątkami miłosnymi i akcją, bardzo się od siebie różnią. Margit Sandemo miała naprawdę dużo różnorodnych  pomysłów - co było w jakiś sposób konieczne biorąc pod uwagę ogromny rozłam czasowy w jakim rozgrywa się owa saga - i niektóre z nich naprawdę dobrze sprawdziły się w formie powieści a inne - cóż - już niekoniecznie. Zdarzały się tomy zbyt udziwnione a momentami wręcz niesmaczne. I niestety, te które w całości mi się podobały, stanowiły początkowe tomy sagi - zwłaszcza dwa pierwsze, co w pewnym stopniu pokazuje na spadek poziomu owej serii. Osobiście nie wyobrażam sobie  siebie sięgającej po raz kolejny po wszystkie tomy i nie jestem pewna czy mogę je wam polecić.

★★

Jestem bardzo ciekawa czy znacie wymienione przeze mnie serie a jeśli tak to czy macie na ich temat zbliżoną opinię. W domyśle w cyklu Serii skończonych przed 2016 powinny jeszcze pojawić się dwie kolejne części ale zobaczymy co z tego wyniknie ;)
Read more

czwartek, 14 kwietnia 2016

Przypadki Callie i Kaydena, Jessica Sorensen
kwietnia 14, 20160 Comments

New Adult należy do tego rodzaju gatunków, które po prostu trzeba lubić żeby czerpać przyjemność i satysfakcję z lektury. To chyba jedne z najbardziej schematycznych pozycji i momentami sama zastanawiam się jak jeszcze mogłam nie znudzić się powieściami tego typu. Zwłaszcza że wciąż wyszukuję nowe tytuły i sukcesywnie się z nimi zapoznaję (co więcej, stosunkowo szybko po zakupie). "Przypadki Callie i Kaydena" intrygowały mnie od jakiegoś czasu. Przede wszystkim dlatego, że jetd to jedna z niewielu pozycji, o której nie słyszałam najlepszych opinii za granicą a za to nasza część polskich Książkoholików wydawała się nadzwyczaj zadowolona z lektury.

Callie i Kayden to dwójka młodych ludzi, których los zdążył już dotkliwie doświadczyć. Ona nie potrafi zapomnieć w traumatycznym przeżyciu sprzed lat, on - jest ofiarą agresywnego zachowania ojca. Mimo że dorastali w jednym mieście  a losy ich rodzin wydają się ze sobą splecione, znaczącym momentem dla ich relacji jest imprez, w której Callie (niejako wbrew wszelkim schematom) ratuje Kaydena. Kiedy kilka miesięcy pózniej widzą się po raz kolejny w college'u, oboje wydają się zaczynać nowe zycie. Ich zachowanie wciąż naznaczone jest trudnymi doświadczeniami i potrzebują pomocy by naprawdę zostawić przeszłość za sobą. 

"Przypadki Callie i Kaydena" to rodzaj takiej bardzo emocjonalnej historii New Adult, w której przeważają dramaty bohaterów i wątek miłosny. Jessica Sorensen nie zdradza wszystkich informacji na wstępie - przez sporą część powieści ukrywa w tajemnicy problemy z jakimi zmagają się Callie i Kayden. Pewne insynuacje, które snuje między wierszami sprawiają jednak, że czytelnik odkrywa owe sekrety na długo przed tym zanim zdradzają je sobie nawzajem postacie.  Nie powiedziałabym jednak że to wada owej powieści. Historie tego pokroju mają się bronić wydźwiękiem emocjonalnym i samym wątkiem romantycznym a nie efektem zaskoczenia - ten co najwyżej niże stanowić dodatkowy atut - i w tych aspektach Jessica Sorensen radzi sobiecalkiem nieźle.

Nie jest to najbardziej oryginalna historia, ale wprowadza w fabułę kilka miłych akcentów, które umilają lekturę - jak choćby lista Callie i Setha rzeczy które powinni w swoim życiu spróbować. Pomijając niejako oczywistą mocną stronę owej opowieści - czyli przepełnioną emocjami historie o silnym, uzdrawiającym uczuciu- Sorensen ujmuje mocno zarysowanym wątkiem przyjaźni. Chociaż w literaturze New Adult zawsze pojawia się jakaś postać "przyjaciela", autorzy rzadko poświęcają im należytą uwagę. Tymczasem rola zarówno Luke'a i Setha w życiu głównych bohaterów, zostaje wyraźnie podkreślona.

Jessica Sorensen korzysta z wytartej przez kolegów ścieżki i opowiada ową historię dwugłosem - z perspektywy Callie i Kaydena, ale biorąc pod uwagę skrytość owych postaci, traktować to należy raczej na plus. Warto też dodać, że autorka rezygnuje z motywu miłosnego trójkąta i znacznie ogranicza sceny erotyczne. To co natomiast kłuło mnie w oczy to nienaturalne stężenie dramatów w owej historii. Trudna przeszłość jest częstym elementem New Adult, ale tym razem Callie i Kayden mają więcej niż jedną skazę w swojej historii, a nawet poboczne postacie - jak Luke czy Seth - nie są od nich wolne.

"Przypadki Callie i Kaydena" to niezwykle emocjonalna historia, która chwyta za serce i którą połyka się jednym haustem. Jessica Sorensen z sukcesem wykorzystała mocne strony gatunku i stworzyła  z nich własną historię. Nie mam jednak watpliwości, że jeżeli nie przepadacie za New Adult, nie jest to lektura dla was (No chyba że jezdne co wam przeszkadzało w poprzednich tytułach to nadmiar erotyki). Ja byłam ogromnie zadowolona z lektury, nawet jeśli rownocześnie nie pozostałam ślepa na wszelkie wady. A po takim zakończeniu z pewnością sięgnę jeszcze po kolejny tom serii.

"Przypadki Callie i Kaydena" Jessica  Sorensen; wydawnictwo Zysk i S-ka; Poznań 2015 ★★★★
Read more

wtorek, 12 kwietnia 2016

Kasacja, Remigiusz Mróz
kwietnia 12, 20160 Comments

Wiecie jakim nazwiskiem zachwyca się niemal cała blogosfera książkowa? I czyje książki w pewnym momencie były niemal białymi krukami - pozycjami absolutnie nie do zdobycia? Tak, mam tutaj na myśli Remigiusza Mroza, na punkcie którego oszalała już nie jedna osoba i którego twórczość czułam się niemal w obowiązku poznać. Trochę obawiałam się, od którego tytułu zacząć żeby się na wstępie nie rozczarować. Sugerując się Waszymi opiniami (i biedronkowym zrządzeniem losu), zdecydowałam się w końcu na powieść w iście prawniczym klimacie czyli "Kasację". I teraz chyba już wiem o co chodziło wam z mrozowym fenomenem.

Piotr Langer, syn wpływowego biznesmena, zostaje oskarżony o morderstwo dwóch osób. Sprawa wydaje się przesądzona - mężczyzna spędził z ciałami swoich prawdopodobnych ofiar dziesięć dni w zamkniętym mieszkaniu a teraz nie wykazuje najmniejszej ochoty na współpracę. Nic nie zostało jednak jeszcze przesądzone. Sprawę ma bowiem poprowadzić bezwzględna i znana ze skuteczności prawniczka z jednej z warszawskich korporacji żyli Joanna Chyłka. Pomaga jej natomiast młody, niedoświadczony aplikant Kordian Oryński, nazywany przez swoją opiekunkę Zordonem. Są gotowi na wszystko by dojść do prawdy. Tylko czy biorąc pod uwagę grę jaką prowadzi oskarżony jest to w ogóle możliwe?

"Kasacja" to taka pozycja, która podbija serca czytelników przede wszystkim pędzącą akcją i ciągłymi twistami fabularnymi. Remigiusz Mróz kontynuuje fabułę w taki sposób że czytelnik nie ma pojęcia o tym co czyha na niego na kolejnej stronie a nawet jeśli zaczyna coś podejrzewać - prawdopodobnie tylko się myli. Owszem, w pewnym momencie fabuła traci trochę na autentyczności, ale mamy do czynienia z fikcją literacką a nie sprawozdaniem z rzeczywistych spraw. Nie uznałabym więc tego za wadę, a już na pewno nie za taką, która pozbawia czytelnika radości płynącej z lektury.

Powieść Remigiusza Mroza klasyfikowana jest jako thriller prawniczy i rzeczywiście ma ona taki "prawniczy" klimat. Przyglądamy się działaniom jakie nasi bohaterowie podejmują w czterech ścianach swoich gabinetów, obserwujemy próby znalezienia świadków i koniecznych dowodów, a także wgląd do ich pracy już na sali sądowej. Mimo że w powieści przewijają się rownież co jakiś czas fachowe terminy i zwroty, nie przytłaczają one czytelnika. Nawet jeśli zupełnie nie orientujecie się w meandrach polskiego systemu prawa, nie powinniście mieć problemu z przyswojeniem najważniejszych informacji. 

Asem w rękawie polskiego autora są jednak przede wszystkim bohaterowie, z duetem Chyłka&Zordon na czele. Brak konkretnego opisu wyglądu nie ma tutaj znaczenia skoro dostajemy tak wyraziste i rożne charaktery. Chyłka i Kordian idealnie ze sobą współgrają. Ich dialogi są nie tylko naturalne, ale też dowcipne i przyprawione pieprzykiem. Między bohaterami czuć po prostu chemię, która w kolejnych tomach może zaowocować nawet zmianą charakteru ich znajomości - i naprawdę nie wiem czy sama nie mogę się tego doczekać czy raczej wolę żeby nigdy do tego nie doszło.

"Kasacja" to idealny przykład na to, że nasza rodzima literatura dorównuje poziomem zagranicznym tytułom. Powieść Remigiusza Mroza to po prostu thriller prawniczy z wyższej półki - z barwnym duetem głównych bohaterów, pędzącą akcją i zaskakującymi twistami fabularnymi. A przy tylu zaletach możemy wybaczyć autorowi nawet brak prawdopodobieństwa. Powinnam chyba podziękować blogerom za przedstawienie mi twórczości Remigiusza Mroza. A jeśli wy nie mieliście jeszcze przyjemności zapoznać się z "Kasacją" a lubicie klimaty prawniczych seriali - koniecznie nadrabiajcie zaległości. W kolejce czekają już kolejne tomy o Chyłce i Zordonie.

"Kasacja" Remigiusz Mróz; wydawnictwo Czwarta Strona; Poznań 2015 ★★★★

Read more

niedziela, 10 kwietnia 2016

Stos lutowo-marcowy
kwietnia 10, 20160 Comments

Mimo że lutowe zapowiedzi niesamowicie mnie kusiły i że wymieniłam wam chyba conajmniej kilkanaście tytułów, które chociażby brzmiały interesująco, udało mi się pohamować w szale zakupowym. Zakupiłam wówczas tak naprawdę tylko jedną pozycje (+drugą otrzymałam) i doszłam do wniosku że to trochę za mało na publikacje stosu, nawet jeśli z reguły wyznaje zasadę że liczy się nie ilość a jakość. W marcu nadrobiłam owe "straty". Nie chodzi nawet o to, że byłam jakoś szczególnie zestresowana, co do tej pory stanowiło najczęstszy powód książkowych zakupów. Ale kilka razy wpadłam w "przed wiosennego" doła i korzystałam z jedynego sprawdzonego sposobu by poprawić sobie nastrój - i wiem jak strasznie to brzmi i że na dobrą sprawę nie powinnam się nawet do tego przyznawać. Ale patrząc na te cudne pozycje jakoś trudno mi wykrzesać z siebie chociaż odrobinę wyrzutów sumienia. 


"Magonia" i "Kochani dlaczego się poddaliście" to właśnie zdobycze lutowe. Pierwszy tytuł to zawartość mojego pierwszego Epicboxa. Planowałam wypowiedzieć się szerzej o całej inicjatywie, ale moja reakcja była taka trochę nijaka - ani szczególnej radości ani wielkiego rozczarowania - więc w końcu zrezygnowałam. Co do samej pozycji, lektura wciąż przede mną. Drugi tytuł znam w oryginale i kiedy czytałam go jakoś w zeszłym roku albo jeszcze wcześniej, podobał mi się. A że leżał na półce z Tanią książką w Saturnie po zawrotnej kwocie 9,99 zł, jakoś nie mogłam się oprzeć. Ciekawa jestem czy teraz odebrałabym ten tytuł podobnie więc z pewnością się za niego jeszcze zabiorę - prędzej czy później, choć na razie mam odrobinę inne priorytety. 

Dwie pozostałe pozycje czyli "Morderstwa nad Shadow Creek" i "Dziewięć dni" to dobroci od wydawnictwa Świat książki. O obu tych tytułach już wam opowiedziałam w oddzielnych postach i znacie moją opinie na ich temat. "Dziewięć dni" znajduje się obecnie w rękach mojego mamutka i jestem ciekawa jak jej się spodoba zwłaszcza że raczej nie da się jej nazwać wielbicielką gatunku. Oczywiście, z drobnymi wyjątkami. 


Moje bonitowe szaleństwo. Na zdjęciu nie ma jednej pozycji bo zakupiłam ją głownie z myślą o Pannie M. i nie chciałam jej podkradać pod jej nieobecność. Chodzi mianowicie o "Zielone koktajle. 365 przepisów". Pozycja jest cudnie wydana i zawiera mnóstwo inspiracji a ja jestem bardziej niż zadowolona że Panna M. testuje je na mnie. "Ekspozycja" to z kolei moja obecna lektura. Pewnie jeszcze długo bym jej nie zakupiła gdyby nie fakt że została wytypowana jako pierwszy tytuł w ramach Kryminalnego Klubu Książki. Mimo że powieści Remigiusza Mroza niebywale mnie intrygują jakoś nie po drodze nam ze sobą. Wszystkie pozostałe tytuły jego autorstwa zakupiłam w Biedronce przy okazji zakupów spożywczych ;) 

"Niezwyciężona. Zdrada" musiała się znaleźć w koszyku. Z recenzji pierwszego tomu wiecie że jestem absolutnie zakochana w tej historii, a z waszych komentarzy jednoznacznie wynika że dwójka jest jeszcze lepsza. Chciałabym powiedzieć że zapoznam się z owym tytułem w kwietniu, ale biorąc pod uwagę, że ostatnio każdy tytuł mnie do siebie wzywa a potem lektura jakoś nie idzie jak należy, wolę nie zapeszać. "Układ" podczytuje natomiast obecnie na zmianę ze wspomnianą już "Ekspozycją". Jak pewnie zdążyliście zauważyć w 2016 roku jakoś szczególnie upodobałam sobie gatunek New Adult i lubię mieć na półce zapas pozycji tego rodzaju. Słyszałam wiele dobrego na temat owego tytułu ale na razie wstrzymam się z opinią :)


A to już prezenty od zajączka wielkanocnego, doskonale znane tym osobom które śledzą mojego instagrama. "Genialna przyjaciółka" była zachwalana pod niebiosa przez jednego z cenionych przeze mnie zagranicznych booktuberów  czyli Maxa z Welldonebooks i chciałam sprawić czy i tym razem nasze gusta się ze sobą pokryją. (Na to właśnie liczę!) Natomiast jeśli chodzi o "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavander" to zarówno ja jak i Panna M. zostałyśmy absolutnie kupione przez piękną oprawę graficzną! No oczywiście fakt, że na chwilę obecną ta pozycja przewija mi się absolutnie wszędzie przed oczami, zazwyczaj w towarzystwie samych pochwalnych opinii. Liczę na to że pokocham treść równie mocno co i wygląd owej pozycji.


Ostatnia część owego stosu to moje małe szaleństwo na stronie znaku (przy okazji ostrzegam was by nie śledzić ich fanpage'a. Ja to robię i kiedy znudzona przeglądałam swoją facebookową tablice na wykładzie dowiedziałam się o ich kolejnej promocji. Także wiecie czego możecie oczekiwać na początku maja. (I tak, zamówienie zrobiłam w trakcie wykładu). "Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie" to taki trochę strzał w ciemno. Lubię thrillery, także te domestic noir i jestem ciekawa czy rym razem rzeczywiście tytuł dorównuje "Zaginionej dziewczynie". Poza tym, doceniam szeroką kampanie reklamową związaną z owym tytułem. Nie byłam przekonana do tej oprawy, ale sporo zyskuje na żywo. W kwietniu raczej braknie mi czasu, ale szykuje się na lekturę w maju.

I moje ostatnie perełki. "W ramionach gwiazd" już przeczytałam bo po takim długim okresie niepewności nie mogłam po prostu dłużej zwlekać z lekturą. Bardziej szczegółowo opowiem wam o tym tytule w maju, ale ogólnie byłam bardzo zadowolona z lektury i wprost nie mogę się doczekać tomu drugiego. A już zdecydowanie cieszy mnie informacja że wydawnictwo planuje wydać całą serie w tym roku. Moondrive ma u mnie ogromny plus! "Bez słów" to chyba najchętniej czytana pozycja New Adult ostatnich miesięcy a przynajmniej to sugeruje mi instagram. Zetknęłam się już z pierwszą negatywną recenzje, ale w morzu pozytywnych słów to wciąż nic i mam dobre przeczucia co do własnych wrażeń. Obym się nie zawiodła!

A jakimi pozycjami wzbogaciły się wasze biblioteczki w ostatnim czasie?
Read more

czwartek, 7 kwietnia 2016

Więzień labiryntu, James Dashner
kwietnia 07, 20160 Comments

Prawdę mówiąc nie planowałam lektury trylogii pana Jamesa Dashnera. Doszłam do wniosku, że mam na swoim koncie tyle porozpoczynanych serii, że nie potrzebuję kolejnej do kolekcji, zwłaszcza, że wizja roztaczana przez autora nie przemawiała do mnie w stu procentach. Dlaczego więc ostatecznie sięgnęłam po "Więźnia labiryntu" spytacie. Cóż, wszystkiemu winien jest Dylan O'Brien, który wciela się w rolę głównego bohatera w filmowej adaptacji. Strasznie nie sobą walczyłam, ale ostatecznie sympatia do aktora zwyciężyła. A że nie chciałam oglądać filmu bez znajomości pierwowzoru, przytargałam ze sobą książkę z miejscowej biblioteki.

Thomas nie wie kim są jego rodzice, kim jest on sam ani skąd wziął się w pogrążonej w ciemności windzie. Tak naprawdę jedyną rzeczą, którą pamięta jest jego imię. Kiedy winda dociera na miejsce, okazuje się że trafił do Strefy - otoczonej przerażającym labiryntem otwartej przestrzeni, zamieszkałej prze nastolatków, którzy - tak jak i Thomas - nie pamiętają nic z tego co się wydarzyło. Od czasu gdy trafili tym samym sposobem do Strefy, co dzień przeszukują Labirynt, szukając drogi wyjścia. Thomas różni się jednak od innych chłopców. A kiedy następnego dnia do Strefy po raz pierwszy trafia dziewczyna przynosząc dziwną wiadomość, wszyscy zaczynają dostrzegać zmiany. Czy to możliwe by Thomas i tajemnicza dziewczyna stanowili klucz do rozwiązania tajemnicy labiryntu?

Gdybym miała określić w skrócie swoje wrażenia po lekturze powiedziałabym tylko tyle - było OK. Bez fajerwerk, ale też i bez katastrofy. James Dashner posiada kilka asów w rękawie. Przede wszystkim trudno nie docenić całkiem odrębnego, nowego społeczeństwa. Biorąc pod uwagę wiek mieszkańców Strefy możnaby przypuszczać, że towarzyszy im nieustanny chaos. Tymczasem funkcjonowanie owego miejsca wydaje się doskonale przemyślane i realistyczne - nie każdy stara się odnaleźć drogę powrotną bo wszyscy mają własne zadania. To co stanowi najmocniejszy punkt "Więźnia labiryntu" to neologizmy wchodzące w skład strefowego slangu. Owszem, początkowo trudno się do nich przyzwyczaić, ale z czasem uczucie dyskomfortu mija.

Męskie grono czytelników powinno być szczególnie zadowolone z tego, że, przynajmniej w pierwszym tomie, nie mamy do czynienia z wątkiem miłosnym. James Dashner skupia się przede wszystkim na akcji. Niestety, w moim odczuciu odrobinę ona kuleje. Niektóre momenty zostają nadmiernie przeciągnięte w czasie - jak choćby pierwsza noc Thomasa za murami labiryntu, a inne wydają się być potraktowane po macoszemu jakby nie poświęcono im należytej uwagi. Trochę szkoda bo sam pomysł na fabułę ma predyspozycje do tego by nieco lepiej rozplanować dynamikę i potrzymać trochę czytelnika w niepewności.

Niestety, dużo w "Więźniu labiryntów" jest również rzeczy, które nie doczekały się wyjaśnienia. Owszem, to dopiero pierwszy tom serii więc z założenia jedynie nakreśla on świat przedstawiony, ale zupełnie mimo wszystko liczy na jakieś wytłumaczenie. Przez mnogość bohaterów niemożliwe jest też zżycie z każdą postacią z osobna. Kilka z nich natychmiast budzi sympatie - jak choćby Thomas, Minho czy Newt - ale pozostaje niedosyt że tak mało o nich wiemy. Tak samo jak w przypadku kreacji rzeczywistości jest to kwestia do nadrobienia w kolejnych tomach. Zobaczymy czy autor się o to pokusi.

"Więzień labiryntu" to kolejna propozycja młodzieńczej dystopii. James Dashner zachował pewną oryginalność przy kreowaniu owego świata - budzi podziw zwłaszcza przedstawione społeczeństwo czy specyficzny język streferów - ale nie jest to pozycja pozbawiona wad. Ja osobiście miałam dosyć mieszane uczucia i z łatwością wymieniłabym kilka lepszych pozycji w gatunku. Jeśli jesteście już zmęczeni dystopijnymi historiami, "Więzień labiryntu" to tytuł który spokojnie możecie sobie podarować. Ja po drugi tom jednak chyba mimo wszystko sięgnę - z czystej ciekawości czy autor rozwinie intrygujące mnie kwestie.

"Więzień labiryntu" James Dashner; wydawnictwo Papierowy Księżyc; Słupsk 2011 
Read more

wtorek, 5 kwietnia 2016

Zapowiedzi kwietniowe
kwietnia 05, 20160 Comments

Pamiętam jak jeszcze dwa lata temu bałam się kwietnia - przerażona wizją pożegnania z licealnymi przyjaciółmi i pisaniem matury (Swoją drogą, tegoroczni maturzyści, możecie wierzyć starszej koleżance - rzeczywistość wcale nie jest tak straszna jak wam malują, a od waszego wyniku nie zależą dalsze losy świata). Dziś witam go z uśmiechem i niecierpliwością - w moim majowym kalendarzu wiele jest dat zaznaczonych kolorowym cienkopisem a od kilku lat niezmienne wyznaje zasadę że najmilszy jest okres bliskiego oczekiwania na coś przyjemnego. Dreszczyk niepewności czy rzeczywistość sprosta oczekiwaniom, planowanie i doskonalenie owych planów. Owo uczucie jest tym przyjemniejsze że nie czuję jeszcze na sobie chłodnego powiewu sesji i mam wrażenie że mogę po prostu CIESZYĆ SIĘ ŻYCIEM I LEKTURĄ. 

W temacie dzisiejszego posta muszę wam powiedzieć, że po raz pierwszy w tym roku przeglądanie zapowiedzi nie skutkowało u mnie szybszym biciem serducha i nagle podwyższonym ciśnieniem. Daleka jestem od tego by wmawiać wam że nie pojawia się nic interesującego, ale osobiście czuję tylko naglącą potrzebę zakupu w przypadku dosłownie trzech nowości i delikatne zainteresowanie innymi tytułami. A to o wiele lepsza perspektywa niż choćby w marcu.



Tak naprawdę Dwór cierni i róż jest jedną z trzech kwietniowych pozycji, która automatycznie trafiła na moją prywatną listę "must-have". Silniej niż nazwisko Sarah J. Maas (której "Szklany tron" mi się spodobał, ale nie zachwycił) podziało na mnie nawiązanie do "Pięknej i bestii". Jeśli chodzi o  Inwazję na Tearling  i samą autorkę to jej pozycje są ostatnio wyjątkowo zachwalane w blogosferze i aż sama nabrałam apetytu. Premiera Red Rising. Gwiazda zaranna   pozwoliła mi odetchnąć głęboko - nie znam żadnego tomu, ale przynajmniej mam pewność że w Polsce zostanie wydana cała seria więc mogę śmiało sięgnąć po początek trylogii. Jeśli chodzi o pozycje Ocalona  czy Chłopak, który stracił głowę to po prostu zostałam zaintrygowana opisem, ale najpierw poczekam na wasze wrażenia z lektury. A Wybierz mnie to kolejne przypomnienie że nadal nie znam twórczości autorki.


Biorąc pod uwagę moją fascynacje gatunkiem NA i uwielbienie do Colleen Hoover chyba spodziewaliście się że wspomnę o Ugly love - mam nadzieję, że was nie zawiodłam. Jeśli chodzi o Emme Chase to byłam zaintrygowana już poprzednią serią autorki a z tym tytułem - Unieważnienie jest nie inaczej. Powieści Magdaleny Witkiewicz lubię choc mam spore braki, a akurat o Cześć, co słychać?  już teraz, przed premekrą słyszałam sporo dobrego. Wiem że Jutra może nie być fgmoevn to wznowienie, ale dopiero teraz przeczytałam opis i czuję się zaintrygowana. A Sanatorium pod zegarem brzmi tak absurdalnie że aż śmiesznie. Jest chodzi o Szczęście na wagę to czytałam dwie pozycje autorki i bardzo mi się podobały - planuję nadrobić resztę (z najnowszą aż trzy - ciekawe kiedy to zrobię)



Póki co na półce czeka "Bez słów" autorstwa Mii Sheridan, ale jeśli mi się spodoba - czuję że tak będzie to i na  Calder. Narodziny odwagi  przyjdzie pora (chociaż preferuje propozycje wydania wydawnictwa Otwartego).  Zwodnicza miłość przypomina mi, że na półce mam nieprzeczytaną poprzednią książkę autorki. O tytule Nocny film już wspominałam, ale wowczas przełożono premierę - a ja tak czekam! O pozycjach Obce dziecko i Złudzenie  nie wiem  za dużo ale zapowiadają się na dobre thrillery - a ja często mam na nie ochotę. No a Małe życie to przecież pozycja nominowana do Man Booker Prizw, tak wychwalana przez Maxa z kanału Welldonebooks - oczywiście że mam na nią chrapkę!

A wy na co czekacie w kwietniu?
Read more

niedziela, 3 kwietnia 2016

Dziewięć dni, Gilly Macmillan
kwietnia 03, 20160 Comments

Kierując się własną, dokładnie przemyślaną zasadą by w doborze lektury słuchać własnego instynktu, zdecydowałam się siegnąć po debiutancką powieść Gilly Macmillan, nie wiedząc jak odebrali ją inni czytelnicy. Zaintrygował mnie sam opis i obietnica dobrego thrillera psychologicznego. I chyba miałam dobrego nosa względem tego tytułu. Przyznam szczerze, że gdyby nie pewność, że Gilly Macmillan jest debiutującą autorką, prawdopodobnie wcale bym się tego nie domyśliła. "Dziewięć dni" to nie tylko dobry thriller, ale też doskonałe stadium psychologiczne bohaterów. 

Od pewnego czasu Rachel pełni rolę zarówno matki jak i ojca dla ośmioletniego Bena. Oboje ciężko przeżyli rozpad ich rodziny - rozwód i rozpoczęcie nowego życia przez ojca - i teraz pracują nad startem dla własnej przyszłości. Kiedy podczas co niedzielnego spaceru Ben wyrywa się przodem na plac zabaw, Rachel z trudem hamuje instynkt by go przy sobie zatrzymać i pozwala mu na odrobinę samodzielności. I jest to decyzja, którą przyjdzie jej długo żałować. Ben znika bowiem bez śladu. Podjęte przez policję próby poszukiwań nie przynoszą natychmiastowego rezultatu a zaalarmowane społeczeństwo zaczyna doszukiwać się winy w nieodpowiedzialnym zachowaniu Rachel.

Powierzchownie patrząc, "Dziewięć dni" to relacja w sprawie zaginięcia Bena i wgląd do śledztwa prowadzonego w owej sprawie. Gilly Macmillan prowadzi narrację z perspektywy dwóch bohaterów - Rachel i inspektora Jamesa Clemo a dodatkowo urozmaica jeszcze powieść różnorodnymi materiałami -  stenogramami z sesji terapeutycznej, artykułami prasowymi, wpisami internetowymi i związanymi z nimi komentarzami a także różnorodnymi statystykami i faktami w związku z zaginieciem dziecka. I chociaż już ten aspekt historii wystarczyłby w zupełności by zadowolić czytelnika , autorka oferuje nam znacznie więcej.

"Dziewięć dni" to także dokładne stadium psychologiczne głównych bohaterów - zarówno zrozpaczonej matki jak i inspektora zaangażowanego w śledztwo. I chyba właśnie to stanowi najmocniejszy atut pozycji. Gilly Macmillan doskonale radzi sobie z przedstawieniem sytuacji Rachel- jej paraliżującego strachu o zycie własnego dziecka; niedowierzania że znalazła się w określonym punkcie a ludzi dookoła dopatrują się w niej winy; a rownocześnie niegasnące nadziei mimo niesprzyjających okoliczności. Ale równie dobrze wchodzi w perspektywę Clemo ukazując początkowe podekscytowanie z powierzonego zadania; mimowolne zaangażowanie emocjonalne w sprawę i efekty jakie Bena odciska na życie jego i jego wspołpracowników.

Sugestywny język autorki - sprawiający wrażenie jakbyśmy wysłuchiwali owej historii bezpośrednio z ust Rachel i Clemo - a także umiejętnie rozplanowana akcja sprawiają, że całość, mini obszernych rozmiarów, czyta się niezwykle szybko. Gilly Macmillan umiejętnie dawkuje nam emocje i podrzuca kilka mylnych, rozpraszających uwagę tropów by na koniec zapewnić czytelnikom element zaskoczenia. I nawet jeśli nie jest to najmocniejszy punkt "Dziewięciu dni", stanowi miły akcent i uśmiech w kierunku tych czytelników dla których rozwiązanie zagadki jest najważniejszym punktem historii.

"Dziewięć dni" to trzymający w napięciu thriller, który zdecydowanie oddziaływuje na emocje czytelnika. Plastyczny i niezwykle sugestywny język; oryginalny sposób przedstawienia historii, wzbogacony o różnorakie materiały; bogate stadium psychologiczne bohaterów i z rozmachem rozplanowana fabuła sprawiają że niemal trudno było mi uwierzyć że mam do czynienia z pozycją debiutującej autorki. I aż ślinka leci na myśl o tym co autorka może zdobyć, kiedy zdobędzie odpowiednie doświadczenie. Jak pewnie się domyślacie, polecam wam "Dziewięć dni" z całego serducha a sama wyczekuje premiery kolejnej pozycji Gilly Macmillan.

P. S. Panna M. uznała za konieczne żebym zdradziła wam, że ostatnią ćwiartkę powieści przeczytałam za jednym zamachem tylko  i wyłącznie dzięki niej. Bo gdyby nie spóźniła się na nasze spotkanie musiałabym przerwać lekturę w najmniej odpowiednim momencie gdy emocje sięgały zenitu. Chyba mam jej za to podziękować.

"Dziewięć dni" Gilly Macmillan; wydawnictwo Świat Książki ; Warszawa 2016 ★★★½
Read more