piątek, 12 lutego 2016

Ta dziewczyna, Colleen Hoover


Jeśli jesteście tutaj ze mną już dłuższą chwilę z pewnością wiecie, że przepadam za twórczością Colleen Hoover i raczej z uwagą śledzę premiery jej kolejnych pozycji. Przeczytałam i pokochałam "Hopeless" oraz "Maybe someday" a także dwa pierwsze tomy serii "Pułapka uczuć". Pozostawałam jednak sceptyczna jeśli chodzi o najnowszy tytuł jaki ukazał się na naszym polskim rynku wydawniczym - "Tą dziewczynę" właśnie. Historia Layken i Willa otrzymała już satysfakcjonujące zakończenie i nie widziałam potrzeby by dodawać coś więcej. Właściwie sięgnęłam po ową pozycję tylko i wyłącznie dlatego, że postanowiłam sobie kończyć rozpoczęte serie , no i że do tej pory Colleen Hoover jeszcze mnie przecież nie zawiodła. Tyle, że koniec końców okazało się, że  moje obawy nie były do końca bezpodstawne. 

Uwaga! W opisie fabuły (akapicie poniżej) mogą pojawić się małe spoilery dotyczące finału drugiego tomu - "Nieprzekraczalna granica"!

Will i Layken doczekali się swojego szczęśliwego zakończenia. Po licznych nieporozumieniach, przeciwnościach losowych i dramatycznych chwilach, para nareszcie może odetchnąć i trochę się sobą nacieszyć. Zwłaszcza teraz, gdy jako świeżo upieczeni małżonkowie znajdują się daleko od trosk i obowiązków, na swoim wymarzonym "weekendzie miodowym". Wspólna podróż staje się jednak pretekstem do tego by spojrzeć jeszcze raz za siebie. Mimo początkowych oporów, na prośbę Lake, Will zgadza się opowiedzieć jak wyglądały początki ich związku z jego perspektywy. 

Przedstawienie tej samej historii z perspektywy męskiego bohatera nie jest niczym nowym. Autorzy, zwłaszcza ci z nurtu New Adult, coraz częściej decydują się na podobne rozwiązanie. Zresztą, nawet Colleen Hoover oparła na owym pomyśle duologię "Hopeless". Sama nie zetknęłam się z tym rozwiązaniem bezpośrednio (bo obawiałam się, ze otrzymam jedynie odgrzewanego kotleta), nie jestem więc w stanie wam powiedzieć czy kiedykolwiek ono wypaliło. To co mogę wam jednak zdradzić to to że w przypadku "Tej dziewczyny" wyraźnie coś nie gra.

"Ta dziewczyna" jest po prostu historia niesamowicie wtórną. Perspektywa Willa nie wnosi wiele do ogólnego obrazu - za wyjątkiem jednego czy dwóch slamów i tyleż samo "zaskakujących" informacji. co gorsza, Colleen Hoover nie zdecydowała się na ponowne opowiedzenie całej historii a jedynie wybranych, ponoć najważniejszych, fragmentów. Czytelnikowi ciężko jest więc na nowo całkowicie wczuć się w ową opowieść, zwłaszcza na gruncie emocjonalnym. Co nie ułatwia fakt, że co chwilę, na początku każdego rozdziału, jest nam przypominane w jakim punkcie obecnie znajduje się owy związek.

Sceny z miodowego weekendu stanowią zresztą najsłabszy punkt owej historii. O ile doceniam pomysł na to by Will opowiadał ową historię na prośbę Lake, o tyle zupełnie nie rozumiem po co nieustannie powracać do teraźniejszości owej pary. Reakcje Layken na historie Willa są niestety strasznie wtórne , a niekiedy po prostu infantylne. A czarę goryczy przelewają kolejne małe dramaty sztucznie nadmuchiwane do sporych rozmiarów. Owszem, epilog bardzo przypał mi do gustu a całość czytało się stosunkowo łatwo i przyjemnie, ale to jednak trochę za mało by w pełni usatysfakcjonować czytelnika.

W przypadku lektury "Tej dziewczyny" trudno pozbyć się wrażenia, że ostatni tom trylogii był, cóż, absolutnie zbędny. Colleen Hoover chciała sprawić przyjemność wielbicielom owej serii, ale chyba nie przemyślała wszystkiego do końca. "Ta dziewczyna" nie składa się z samych wad, ale przemawia przeze mnie spore rozczarowanie. W moim odczuciu historia Layken i Willa powinna się zakończyć na "Nieprzekraczalnej granicy" a jeśli Colleen Hoover naprawdę chciała coś dodać - mogła zamknąć wszystkie najmocniejsze punkty "Tej dziewczyny" w nowelce. Wtedy i wilk byłby syty i owca cała.



"Ta dziewczyna", Colleen Hoover; wydawnictwo WAB; Warszawa 2016  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala