czwartek, 25 lutego 2016

Noc poślubna, Sophie Kinsella


Momentami odnoszę wrażenie, że Sophie Kinsella za granicą to taka niekwestionowana królowa gatunku chick lit - lekkiej literatury kobiecej, ze sporą dozą humoru. Nazwisko owej pani przewija mi się nieustannie przed oczami, nawet wówczas gdy stykam się z osobami, które zazwyczaj nie sięgają po pozycje tego typu. Co więcej, bardzo rzadko reakcja na ową twórczość jest negatywna. Chociaż wydawnictwo Sonia Draga ostatnio skrupulatnie wydaje powieści Sophie Kinselli, jej fenomen nie dotarł jeszcze chyba do nas, ale postanowiłam go wypróbować na sobie i dać wam znać czy warto zainteresować się tematem. 

Lottie nigdy nie radziła sobie z rozstaniami. Po pozornym spokoju, zawsze następował wielki wybuch - tatuaż, zmiana mieszkania, przystąpienie do sekty... Ale teraz, teraz jest znacznie gorzej. Lottie była pewna, że jej chłopak zamierza poprosić ją o rękę. Niestety, Richardowi chodziło jedynie o zagraniczny wyjazd i rozżalona dziewczyna postanawia zakończyć ich związek bez przyszłości. Pocieszenie znajduje u swojego byłego chłopaka - zranieni przez los, postanawiają podjąć ryzykowną decyzję. Ślub - teraz, zaraz, natychmiast. Fliss jest załamana. Nie wie jak powstrzymać nieuniknioną katastrofę, ale przykre doświadczenia z mężem - wciąż świeże w jej głowie - działają motywująco. Fliss nie zamierza dopuścić do tego by jej młodsza siostra zmarnowała sobie życie. Za wszelką cenę.

Zacznijmy od tego, że sam pomysł na fabułę jest po prostu absurdalny. Dwójka ludzi, która nie utrzymywała ze sobą kontaktu przez piętnaście lat, teraz jest przekonana o tym, że jest dla siebie stworzona. A skoro Lottie postanawia, że nie zamierza kolejny raz popełnić tego samego błędu i nie chce skonsumować (ponownie) związku przed ślubem, cóż - para decyduje się na małżeństwo. Wierzcie mi - wiem jak absurdalnie to brzmi i początkowo, po przeczytaniu kilku rozdziałów, miałam ogromną ochotę na to by odłożyć lekturę na bok i wyrzucić ją z pamięci. Ale parłam do przodu, w przekonaniu że tyle osób nie może się mylić. I wiecie co? Koniec końców wcale nie żałuję.

Owszem, to nie jest rozrywka  na niewiadomo jak wysokim poziomie. Oś fabularna brzmi absurdalnie, jedna z głównych bohaterek - Lottie podobno jest inteligentną, wykształconą kobietą, ale nawet nie wiecie jak łatwo w to zwątpić zagłębiając się w lekturę; no i nie ukrywajmy - zakończenie raczej nie niesie ze sobą zaskoczenia. Dodatkowo, mimo że historia zostaje przedstawiona naprzemiennie z punktu widzenia Fliss i Lottie - dwóch całkowicie rożnych postaci, ich głosy są momentami za bardzo do siebie zbliżone.

Ale jedno trzeba autorce oddać - bawiłam się znakomicie. Po tym krytycznym momencie, kiedy przestałam szukać gruszek na wierzbie, otrzymałam naprawdę zabawną komedie romantyczną w formie książki. Taką, która w żadnym wypadku nie zdarzyłaby się w prawdziwym świecie; wyśmiewa pewne zakorzenione w kulturze schematy; a w odpowiednim momencie powoduje takie ciepełko na serduchu. A coś karze mi przypuszczać, że właśnie na tym zależało autorce.

Mogłabym wytykać "Nocy poślubnej" wszystkie te wady, o których już wspomniałam a może nawet pokusić się o znalezienie jeszcze kilku. Ale nie będę tego robić. Powieść Sophie Kinselli sprawdziła się jako pocieszasz na czas egzaminów. To taka zabawna opowieść, która z pewnością sprawdziłaby się jako komedia romantyczna i która może pomóc odegnać czytelnikowi smutki i smuteczki dnia codziennego. Jeżeli poszukujecie podobnej lektury, możecie spróbować skosztować trochę brytyjskiego humoru. Ja do twórczości autorki jeszcze wrócę, zwłaszcza że, sugerując się ocenami, teraz powinno być tylko lepiej.

"Noc poślubna" Sophie Kinsella; wydawnictwo Sonia Draga; Katowice 2015 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala