sobota, 30 stycznia 2016

Linia serc, Rainbow Rowell


Rainbow Rowell podbiła serca polskich czytelników zanim tak naprawdę przetłumaczono jej powieści na nasz rodzimy język. Zagraniczny booktube zrobił swoje i kiedy w zeszłym roku autorka zadebiutowała w Polsce swoją powieścią "Eleonora&Park" większość z nas - czytelniczych miłośników - była już zakochana w samej możliwości rozpoczęcia lektury. I chociaż koniec końców Rainbow Rowell nie skradła wszystkich serc, zdobyła sympatię sporej ilości czytelników - w tym także moją i mojego mamutka. I dlatego obie nie mogłyśmy się doczekać premiery jej najnowszej powieści "Linii serc", zwłaszcza z perspektywą akcji #czytamyrazem, którą zainicjowało wydawnictwo Otwarte i o której wspomniałam już kilka słów w osobnym poście (o tutaj).

Od czasu collegu marzeniem Georgie i Setha było uzyskanie zielonego światła dla ich wspólnej, komediowej produkcji Dzień po dniu,  a teraz - po latach ciężkiej pracy, nareszcie znajdują się o krok od osiągnięcia sukcesu. By przygotować ostateczny scenariusz Georgie musi jednak zostać w domu na święta i opuścić planowane od dawna odwiedziny u teściowej. Jej małżeństwo z Nealem już jakiś czas nie układało się tak jak powinno, ale tym razem znajduje się o włos od rozpadu. Neal wyjeżdża razem z córeczkami do Nebraski i nie odbiera od niej telefonów. Georgie nie wie co powinna zrobić - nęka ją wizja byłej narzeczonej Neala i zupełnie nie potrafi skupić się na pisaniu scenariusza. I właśnie wtedy znajduje w swoim dawnym pokoju stary telefon, który nareszcie umożliwia jej rozmowę z mężem - tylko, że z Nealem z przeszłości, z czasów po ich pierwszej poważnej kłótni.

"Linia serc" jest pierwszą wydaną w Polsce powieścią Rainbow Rowell skierowaną do dorosłego czytelnika, co już samo w sobie sugeruje, że będzie się odrobinę różniła od pozostałych tytułów. Wbrew pozorom różnice te nie są jednak tak znaczące i na dobrą sprawę nie rzucają się bardzo w oczy. Owszem, Rainbow Rowell porusza problematykę bliższą sercu dojrzalszemu czytelnikowi. Pisze o tym jak czasami ciężko pogodzić jest rolę żony i matki z pracą i jak w pogoni za zawodowym spełnieniem łatwo jest zapomnieć o tym co w życiu najważniejsze. Nie przybiera przy tym moralizatorskiego tonu. Wręcz przeciwnie - posługuje się lekkim, chwilami wręcz żartobliwym językiem, z którego dała się już poznać czytelnikom. 

Motyw telefonu umożliwiającego Georgie rozmowę z młodszą wersją jej męża - Nealem , z przeszłości wprowadza pewien element fantastyczny do powieści, stanowi on jednak pewien punkt wyjścia dla historii i nie zostaje mu poświęcone zbyt wiele uwagi. Czytelnicy stroniący od fantastyki nie powinni więc się niczego obawiać. "Linia serc" to przede wszystkim obyczajowa historia o miłości doprawiona pewnym fantastycznym smaczkiem  i mocno osadzona we współczesnej bohaterom kulturze. A całość czyta się jak dobry scenariusz komedii romantycznej. Do tego stopnia, że w trakcie lektury niemal widzicie "kolejne klatki filmu".

Mocnym atutem "Linii serc", pomijając powiew świeżości jaki wnosi motyw telefonu, pozostają jednak bohaterowie. I nie chodzi wcale o to, ze budzą oni z miejsca sympatię czytelnika, bo wcale tak nie jest. Rainbow Rowell sukcesywnie kreuje jednak swoje postacie niezwykle realistycznie. Georgie nie jest niebywałą pięknością, za którą ogląda się każdy facet i boryka się z problemami , które zna chyba każda pracująca kobieta posiadająca męża czy dzieci; Neal mimo kreacji na męża idealnego ma sporo wad za kołnierzem; a Seth ma w sobie trochę za dużo z zakochanego w samym sobie playboy'a, nawet jeśli wydaje się przy tym dobrym przyjacielem. Takie rysy na charakterze sa jednak potrzebne bo ułatwiają nam czytelnikom utożsamienie się z bohaterami. 

"Linia serc" to taka idealna lektura na poprawę nastroju. Rainbow Rowell w ciekawy sposób przedstawiła historię początków miłości i tego w jaki sposób się rozwinęła. Z charakterystyczną dla siebie lekkością i humorem, wplotła do swojej opowieści problematykę, z którą stykamy się na co dzień - próbę pogodzenia życia prywatnego z zawodowym , a także, choć w nieco mniejszym stopniu, potrzebę tolerancji zwłaszcza względem samego siebie. Ja, tak samo jak i moja mama, możemy Wam szczerze polecić lekturę "Linii serc". W przeciwieństwie do gorącej czekolady nie posiada żadnych kalorii, a po skończonej lekturze pozostawia czytelnika z podobnym uczuciem ciepła i lekkości na serduchu.

"Linia serc", Rainbow Rowell; wydawnictwo Otwarte: Kraków 2016  

#czytamyrazem

Żeby trochę urozmaicić recenzję i przedstawić pewne różnice w naszych spojrzeniach postanowiłyśmy odpowiedzieć z mamutkiem na trzy krótkie pytania związane z lekturą. Mam nadzieję, ze przypadną Wam one do gustu ;)

Ulubiona postać

Mama: Dla mnie niesamowity jest Neal. Chyba każda z nas chciałaby mieć taką drugą połówkę - zawsze można pomarzyć ;)

Kala: Georgie z czasów collegu. Może nie jest to zbyt popularna opinia, ale nic na to nie poradzę. W tamtej Georgie jest coś uroczo znajomego - jej upór by postawić na swoim; determinacja by nie być pierwsza osobą, która wyciągnie rękę na zgodę i skłonność do obdarzania uczuciem niewłaściwych mężczyzn.

Ulubiona scena

M: Najbardziej utkwiła mi w pamięci podróż Georgie do rodziny do Nebraski - zabawna, ale i pełna determinacji.

K: Darzę ogromną sympatią całą historie początków znajomości Georgie i Neala - jest w niej coś pocieszająco realistycznego, mimo jej uroku i romantyzmu, ale pewna scena szczególnie utkwiła mi w pamięci. Jest to moment,w którym Georgie postanawia przetestować uczucie Neala i postanawia nie wykonywać pierwszego kroku w ich spotkaniach. Sposób w jaki Seth stara się pocieszyć Georgie absolutnie mnie rozczula.

(...)- A może z Tobą zerwał? Uznał, że jesteś dla niego za wysoka? 
-Tak się składa, że jesteśmy tego samego wzrostu.
- No rzeczywiście, To doprawdy urocze. Jak pieprzniczka z solniczką."

Ulubiony aspekt historii

M: Chyba poruszona problematyka. Myślę, że moje pokolenie już nie tak bardzo, ale młode mamy mogą się zastanowić czy i im kiedyś nie przyjdzie gonić za rodziną... Aby nie było za późno i nie pozostała tylko praca i samotność!

K: Nie ukrywam, że "Linia serc" ujmuje mnie po prostu jako całość - idealne połączenie przedstawienia pewnego problemu z humorem. Ale tym razem Rainbow Rowell podbiła również moje serducho tym "komediowo romantycznym" klimatem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala