grudnia 2015 - Zlodziejka Ksiazek

środa, 30 grudnia 2015

Podsumowanie grudnia i styczniowy TBR
grudnia 30, 20150 Comments

Kiedy przeglądałam listę lektur przeczytanych w tym miesiącu uświadomiłam sobie jak wiele pozycji udało mi się pochłonąć. Bardzo często z zaskoczeniem patrzycie na te liczby i zadajecie mi pytanie jakim cudem udało mi się tego dokonać, a ja wciąż nie znajduje na to odpowiedzi. Uznajmy więc, że po prostu posiadam swego rodzaju super moc, która pozwala mi na szybką lekturę. A w tym miesiącu wszystko ułatwił fakt, że, o dziwo!, sięgnęłam po dużo pozycji z pogranicza Young Adult. Widocznie na zakończenie roku chciałam się trochę odmłodzić, a że w inny sposób nie potrafię, więc po prostu dokonałam tego  przez dobór lektur ;) Niektórzy z Was mogą być też odrobinę zdziwieni drugą częścią tytułu posta. Dawno, bardzo dawno nie tworzyłam żadnych konkretnych planów czytelniczych na dany miesiąc, ale w 2016 roku chciałabym to zmienić i zobaczyć jak będę sobie  z tym dawać radę ;)

PRZECZYTANE


NAPISANE

Nawet nie zauważyłam jak bardzo Was rozpieszczałam postami w tym miesiącu. Ale może to lepiej bo przy sesji pod koniec stycznia, może pojawić się chwilowy zastój na Złodziejce ;) Wspominałam już o YA w moich grudniowych lekturach, ale ten gatunek zawitał też na bloga. Opowiedziałam Wam trochę o Niebo jest wszędzie, Althea&Oliver oraz Złodziej pioruna. Z racji na małą ilość zapowiedzi post się nie ukazał, ale było dużo innych pyszności. Podsumowałam swój udział w Bookathonie oraz książkowe wyzwania, które postawiłam przed sobą na początku roku; podzieliłam się z Wami cudnymi linkami grudnia; podrzuciłam Wam kilka pomysłów na książkowe prezenty; powołałam do życia zagraniczny tag książkowy Time&places; wymieniłam 5 ulubionych książek jakie czytałam tej jesieni; zdradziłam Wam 5 swoich ukochanych seriali tego roku; no i opublikowałam pierwszy od dawna stos (listopadowy). Słowem - działo się!


TBR


Chcę wrócić do tworzenia planów czytelniczych, ale bez zbytniej presji. Podejrzewam, że zdołam przeczytać więcej niż powyżej zobrazowane 5 tytułów, no chyba, ze sesja nieźle da mi w kość ;) Dante na tropie rozpoczęłam już czytać i będzie mi towarzyszyć w trakcie podróży pociągiem do Poznania ;) A Więzień z labiryntu to drugi pewniak - przytargałam go z biblioteki i nie chcę po prostu w nieskończoność zajmować kolejkę po ten tytuł. Poza tym, idealnie wpasowuje się w akcje Marthy #SecretFirstBook. Na lekturę Niezwyciężonej czekałam na długo przed premierą więc wprost nie mogę się doczekać. Stacja jedenaście miała do mnie trafić do recenzji, co prawda jeszcze nie dotarła, ale wszyscy wiemy jak działa Poczta Polska - mam nadzieję, że do końca stycznia zdąży ;) No a Miasto kości to must read (a raczej re-read ;) ) w oczekiwaniu na serial.

A jak to wygląda u Was? Co zdołaliście przeczytać w grudniu i co planujecie na styczeń?


Read more

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Podsumowanie książkowego wyzwania '15
grudnia 28, 20150 Comments

Na początku tego roku, chociaż wydaje się że było to znacznie pózniej, postawiłam przed samą sobą 15 wyzwań książkowych. Nie mogę powiedzieć, że myślałam o nich zbyt często, albo że to one wyznaczały mi kolejne tytuły do lektury, ale kilka z nich, spore zaskoczenie!, udało mi się wykonać. A teraz, kiedy nieubłaganie zbliżamy się do końca '15 roku, chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać dźwięk tego zdania, nadeszła najwyższa pora by przyjrzeć się moim wątpliwym osiągnięciom nieco bliżej.

1. Czytać więcej pozycji z własnej półki
Nie do końca wiem co miałam na myśli tworząc owe wyzwanie. Czy chodziło mi tylko i wyłącznie o pozycje zakupione przed 2015 rokiem czy ogólnie o pozycje z mojej biblioteczki. Obierając ten bardziej optymistyczny scenariusz (czyt. ten drugi), spełniłam owe wyzwanie i to z nawiązką. Przy założeniu 20 tytułów przeczytałam ich aż 30! O dziwo, pozostałe przeczytane przeze mnie tytuły w większości nie należały do egzemplarzy recenzenckich (te drastycznie ograniczyłam w tym roku) czy ebooków, ale to pozycji przytachanych z miejscowych bibliotek. Możliwe więc, że Panna M. ma odrobinkę racji w tym że powinnam nieco przystopować. A co przeczytałam z własnych zbiorów?
Lawendowy pokój; 7 razy dziś; Mara Dyer. Tajemnica; Pułapka uczuć;Love, Rosie; Cząstka Ciebie; Wybacz mi, Leonardzie; Jak oddech; Czerwona królowa; Kłamstwa; Na krawędzi nigdy; Eleonora&Park; Cztery sekundy do stracenia; Maybe someday; Ona już nie wróci; Pół życia; Księżniczka z lodu; Razem będzie lepiej; Wieczna wiosna; Cicho sza; Szczygieł; Między książkami; Wybrani; Kasacja; Kochając pana Danielsa; Dziewczyna z pociągu; Pochłaniacz; Wybrana; Księga wyzwań Dasha i Lily; Podaruj mi miłość 

2. Wrócić do ulubionych tytułów 
Jestem zaskoczona jak dobrze poradziłam sobie z tym wyzwaniem, mimo że praktycznie rzecz biorąc go nie ukończyłam. Założyłam sobie powtórkę z sześciu tytułów a sprostałam pięciu (so close!). Ale sprawiło mi to tyle radości, że z pewnością do takiej relektury wrócę w roku '16. Przeczytałam ponownie Marę Dyer. Tajemnicę, Maybe someday, Obcą; Nie opuszczaj mnie i Jeźdźca miedzianego

3. Wrócić do lektur zaczętych, ale nie skończonych
Strasznie byłam pobłażliwa przy stawianiu sobie tego konkretnego celu. Wspomniałam tylko o dwóch tytułach a i tak nie zdołałam tego dokonać. Owszem, nareszcie skończyłam czytać Księżniczkę z lodu, którą porzuciłam gdzieś przed rokiem, ale na tym koniec. Zrobiłam drugie podejście do Amerykańskich bogów, ale po raz kolejny poległam. Doszłam do wniosku, że to lektura chyba nie dla mnie i oddałam swój egzemplarz do biblioteki. 

4. Czytać ksiazki sprzed 2010 roku
Kolejny sukces. Stawiając przed sobą powyższe wyzwanie myślałam, że skończy sie na lekturze samych klasyków i powieściach Agathy Christie. Słowem, że upiekę dwie pieczenie na jednym ogniu. Tymczasem przeczytałam 12 książek wydanych przed 2010 rokiem, które nie spełniły żadnych z tych kategorii  (nie były ani klasykami ani też pozycjami spod pióra Christie). Jeden z plusów nałogowego uczęszczania do biblioteki.
Zaklęci w czasie; Zawód: Wiedźma. Część 1; Zawód: Wiedźma. Część 2; Bez skrupułów; Zapomniany ogród; Służące; Gra o tron; Rzeka tajemnic; Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet; Wyspa skazańców; Złodziej pioruna; Morze potworów; +wszystkie powieści Christie; +wszystkie pozostałe klasyki

5. Czytać książki w oryginale
Biorąc pod uwagę, że otrzymałam swój wymarzony czytnik - Kindelka Kundelka mój wynik powinien być nieco bardziej imponujący. Po pierwszym zachłyśnięciu się lekturą anglojęzycznych tytułów, zaczęłam częściej wybierać polskie ebooki. Nie będę jednak narzekać, zamierzony cel osiągnęłam. Przeczytałam cztery tytuły w języku angielskim (technicznie rzecz biorąc trzy powieści i nowelkę, ale cicho sza!), a więc dokładnie tyle ile sobie pierwotnie założyłam. Być może w następnym tomu będzie odrobinkę lepiej.
Finding Cindrella; The story of Awkward; Significance; Killing Sarai

6. Skończyć serię
I to jest chyba mój największy wyrzut sumienia. Mówiłam wam, że kiepsko wypadam jeśli chodzi o kończenie rozpoczętych cykli, ale nie spodziewałam się, że wypadam aż tak źle. Teoretycznie możnaby powiedzieć, że skończyłam cykl Jeźdźca miedzianego bo za pierwszym razem nigdy nie przeczytałam drugiego tomu (jedynie pierwszy i trzeci), a w tym roku nie tyko odświeżyłam sobie Jeźdźca miedzianego, ale też zapoznałam się z Tatianą i Aleksandrem. Tylko że to takie małe oszustwo. Tym razem po prostu musi być lepiej w 2016.

7. Czytać klasykę 
Po raz kolejny nie rozumiem samej siebie. Założyłam cztery tytuły a w innym punkcie wspomniałam o 12 pozycjach spod pióra Agathy Christie, która przecież też jest twórczynią klasyki literatury angielskiej i gatunku kryminałów ogółem. Zakładając, że miałam na myśli klasykę oprócz tej autorstwa królowej kryminałów, nie sprostałam postawionemu wyzwaniu, ale osobiście wolę być optymistką. 
Rozważna i romantyczna; Zabić drozda; Przekleństwa niewinności; + pozycje spod pióra Agathy Christie

8. Czytać literaturę non-fiction
Kolejny wyrzut sumienia. Pierwotnie myślałam o czterech pozycjach a skończyło się na lekturze jednego jedynego tytułu - biografii Astrid Lindgren. Opowieść o życiu i twórczości. Żałuje zwłaszcza tego, że znowu odwlekali lekturę Lekko stronniczych. Już teraz nieco straciłam zapał odnośnie tego tytułu - co będzie za rok?

9. Poznać twórczość polskich autorów 
Gdzieś w trakcie roku to przestało być wyzwanie a stała się czysta przyjemność . Autentycznie zaskakuje mnie że potrzebowałam jakiejkolwiek zachęty do lektury polskich autorów. Mamy tyle cudnych autorów, że spokojnie moglibyśmy konkurować z Zachodem (no, może pominąwszy literaturę YA. Tu nadal perełek nie znalazłam). Założyłam  sobie 6 pozycji a chyba nawet podwoje ten wynik.
Jak oddech; Stojąc pod tęczą; Miłość przychodzi z deszczem; Wieczna wiosna; We dnie, w nocy; Natalii 5; Zabłądziłam; Ogród Kamili; Pochłaniacz; Kasacja; Ja, diablica; Stulecie Winnych. Ci, którzy przeżyli; + aktualnie czytane Dante na tropie i Nie oddam dzieci

10. Nie zamykać się jedynie na twórczość autorów polskich bądź anglojęzycznych
Szczerze mówiąc nie spodziewałam się tutaj sukcesu. Miałam jakieś irracjonalne wrażenie że czytam jedynie literaturę amerykańską, ewentualnie angielską. Pomocne okazały się jednak kryminały skandynawskie, z którymi zaznajomiłam się w 2015 roku. Oczywiście, rozpoczęłam dziesiątki nowych serii (a, jak przypominam, poprzednich nie skończyłam), ale cóż... Pociesza mnie fakt, że nie wszystkie wymagają znajomosci wszystkich tomów by odczuwać radość z lektury. No i nie czytałam samych kryminałów.
Lawendowy pokój; Wiadomość; Zawód; Wiedźma. Część 1; Zawód: Wiedźma. Część 2; Nauczycielka; Telefon od anioła; Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet; Księżniczka z lodu; Ona już nie wróci; Burza słoneczna; Ślubna suknia; Studio sex; Fioletowy hibiskus (? - nie mam pojęcia czy historia pisana była w języku angielskim, ale autorka jest Nigeryjką)

11. Czytać powieści na podstawie których nakręcono filmy 
W tym roku oglądałam BARDZO mało filmów, więc głównie zaliczyłam do tego wyzwania książki na podstawie których filmy już oglądałam. Było też kilka sytuacji, w których planowałam zrobić maraton - książka + film, ale zabrakło chęci i w konsekwencji zakończyło sie tylko na lekturze. No i jeden haniebny przypadek, gdzie obejrzałam film a książkę całkiem zignorowałam. Wbrew temu wszystkiemu wciąż udało mi się sprostać wyzwaniu - narzuciłam sobie 6 tytułów a zakończyłam rok z 7 (przy czym jeden tytuł to małe oszustwo)
Love, Rosie; Zaklęci w czasie; Obca; Niezgodna; Wyspa skazańców; Służące; Najdłuższa podróż 

12. Czytać powieści Agathy Christie
Chciałoby sie powiedzieć It was so close. Chciałam przeczytać dwanaście powieści królowej kryminałów a zdołałam tylko dziewięć. Ale to wciąż więcej niż wcześniej przez całe moje życie. Pewien sukces więc jednak jest. No i zarazilłam swoją fascynacją Pannę M. a to sukces na skale światową ;) Po lekturze tych kilkunastu już tytułów śmiało jednak mogę powiedzieć - Hercule Poirot wygrywa z Panną Murphy w przedbiegach.
Pięć małych świnek; Tajemnica siedmiu zegarów; Zerwane zaręczyny; Hotel Bertram; Pani McGinty nie żyje; Śmierć w chmurach; A. B. C.; Morderstwo na plebani; Morderstwo na polu golfowym

13. Czytać powieści Diane Chamberlain
Uwielbiam autorkę, ale to nie był jej rok. Zresztą, ogólnie porzuciłam nieco obyczajówki tego typu na rzecz innych gatunków m.in. kryminałów. Cieszę się, że udało mi chociaż przeczytać dwie pozycje Chamberlain. Poza tym, teraz mam przynajmniej większy zapas w przypadku głodu Chamberlainowego. 
Kłamstwa; Dar morza 

14. Czytać powieści Jodi Picoult
Sytuacja identyczna jak w przypadku Diane Chamberlain i tak samo jak tam tak i tu udało mi się przeczytać dwie pozycje. Co ciekawe, obie były do siebie trochę podobne. Oprócz poruszania trudnej bolesnej tematyki, nawiązywały tez do życia jakiegoś dzikiego gatunku zwierząt.
Pół życia; Głos serca

15. Czytać powieści Stephena Kinga
Im dalej w las, tym gorzej. I ta historia nie jest wyjątkiem. Chciałam spotkać się z Kingiem cztery razy, udało się tylko raz. Co gorsza, trafiłam na tego "gorszego Kinga" jeśli wiecie o co mi chodzi. Pan Mercedes trochę mnie rozczarował, siebie zniechęcam się zupełnie. W końcu parę razy udało mu się mnie już przekonać że potrafi pisać. Co polecacie na przyszły rok? Ja osobiście skłaniam się zwłaszcza ku Dallas'63, ale wasze sugestie są bardzo mile widziane.

A jak Wasze książkowe wyzwania? Udało  się im sprostać? 

Read more

niedziela, 27 grudnia 2015

Grudniowe linki miesiąca
grudnia 27, 20150 Comments

Kiedy na początku roku - pod koniec stycznia - publikowałam pierwszy post z linkami miesiąca nie spodziewałam się, że spotka się on z tak szerokim zainteresowaniem z Waszej strony i że, co chyba ważniejsze, wytrwam tak długi okres czasu z regularną publikacją postów. Mimo że zbliżający się wielkimi krokami nowy rok z pewnością przyniesie pewne zmiany zarówno dla mnie samej jak i bloga - w końcu kto stoi w miejscu tak naprawdę się cofa - z tych postów nie chciałabym akurat rezygnować. Podejrzewam jednak, że grudzień wyczerpał już Wasze pokłady cierpliwości, więc na wszelki wypadek nie będę dłużej przeciągać. Zapraszam Was na zestawienie najciekawszych linków miesiąca.

1. Wiem, że wśród Was jest chyba tyle samo zwolenników co i przeciwników literatury z gatunku New Adult. I jednych i drugich być może zainteresuje artykuł na Artemis Shelf o tym czym jest NA, dlaczego staje się popularny i do kogo jest on skierowany.

2, O tym jak ogromne zalety przynosi czytanie wspominało się już nie raz i nie dwa, ale redaktor lubimyczytac.pl zapiera się, ze tym razem będzie na serio. Nie mnie to oceniać, ale i tak warto sie zapoznać z artykułem. A nóż kogoś przekona!

3. Pod koniec roku okazują się moje ulubione posty - uwielbiam zestawienia Waszych top tytułów bo na ich podstawie najłatwiej wyłowić mi jakieś literackie łakome kąski do mojej listy do przeczytania. Z kilkoma możecie się zresztą zapoznać już teraz. Miłośnicy reportaży, albo czytelnicy, którzy dopiero zabierają się za ów gatunek koniecznie powinni się przyjrzeć temu zestawieniu

4. ... A na Krakowskim czytaniu prawdziwe zatrzęsienie tego rodzaju postów. Dla każdego coś miłego - najlepsze obyczajówki, młodzieżówki, kryminały (nawet w dwóch częściach! - pierwsza i druga)i reportaże (po raz drugi)

5. Tak naprawdę nigdy nie ma złej pory na to by zapoznać się z klasykami, ale Monika przekonuje nas, że zima to doskonały okres na czytanie angielskiej klasyki (a ja nie mogę się z tym nie zgodzić)

6. Grudzień być może już się kończy, ale prawdziwa zima dopiero przed nami - dlatego na miastoksiazek.blox.pl znajdziecie propozycje 15 książkowych rzeczy do zrobienia w czasie jej trwania

7. Koniec roku to doskonały okres na zmiany i porządki w naszym życiu - Niebałaganka podpowie Wam z jakimi rzeczami warto się pożegnać przed rozpoczęciem 2016 

8. A jeśli mowa o porządkach to warto rozważyć także te na naszym komputerze - co wymaga uporządkowania i jak zrobić to szybko i sprawnie podpowie Wam Joanna Glogaza

9. W dobie zainteresowania instagramem ten post powinien zwrócić waszą szczególną uwagę ;) - czyli jak robić zdjęcia swoim telefonem

10. O! A ten post powinnam Wam polecić przed świętami, ale teraz też warto mu poświęcić kilka chwil uwagi - każdy z nas zasługuje na trochę luksusu w życiu, ale istnieją rzeczy za które po prostu nie warto przepłacać. 

11. I na samo zakończenie, tradycyjnie miły akcent muzyczny. Kiedy znudzą się Wam już kolędy i album Michaela Buble - koniecznie dajcie szansę duetowi Tori Kelly&Ed Sheeran - coś cudnego <3

Read more

czwartek, 24 grudnia 2015

5 najlepszych książek jesieni
grudnia 24, 20150 Comments

Bardzo długo utożsamiałam grudzień z miesiącem typowo zimowym, ale teraz, patrząc na pogodę za oknem, znacznie łatwiej zaakceptować mi fakt, że nie do końca moje wyobrażenia pokrywają się z rzeczywistością. Jakkolwiek by na to jednak nie patrzeć, obecnie, przynajmniej w teorii, wreszcie zawitała do nas zima, przyszła więc najwyższa pora na to by podzielić się z Wami moimi absolutnie najlepszymi książkami jesieni. A uwierzcie mi, jest z czego wybierać. Brałam pod uwagę tylko tytuły czytane między 23 września a 21 grudnia, ale nawet ograniczając się do tych 31 lektur, ciężko mi było wybrać top 5. Chociaż po drodze napatoczyło się kilka pozycji przeciętnych a niekiedy nawet po prostu słabych i tak musiałam zrezygnować z kilku literackich frykasów. Cel został jednak osiągnięty a poniższe tytuły mogę wam z czystym sumieniem polecić. 

1. Szare śniegi Syberii, Ruta Sepetys

Wspomniałam o tym tytule w poście z polecanymi książkami na świąteczny prezent nie przez przypadek. Zdecydowanie jest to najpiękniejsza lektura jaką miałam okazję czytać tej jesieni i naprawdę nie dziwi mnie to, że ostatnimi czasy zagraniczny booktube ofiarował jej niejako "drugie życie". Mimo że to lektura z gatunku Young Adult (wiem, sama nie mogłam w to uwierzyć), tak naprawdę skierowana została do wszystkich potencjalnych czytelników, bez wiekowych ograniczeń. Ruta Sepetys przywołuje historie II wojny światowej, ale ze strony litewskiej inteligencji zesłanej na Syberię - wątek, który w innych powieściach nie jest zbyt często poruszany, przysłonięty innymi ludzkimi tragediami. Ogromnie żałuję, że nie posiadam własnego egzemplarza, bo to tego rodzaju opowieść, do której chce się jeszcze powrócić, ale obecnie jest on niemal nie do zdobycia (gdyby ktoś gdzieś widział, wiecie gdzie mnie znaleźć)

2. Światło, którego nie widać, Anthony Doerr

Myślę, że nie dziwi Was obecność tego tytułu. Wkrótce po premierze świecił on triumfy w blogosferze, zresztą, za sprawą zagranicznego booktube'a było o nim głośno nawet wcześniej. To kolejna  doskonała pozycja z gatunku fikcji historycznej, choć tym razem wyraźnie skierowana ku starszemu odbiorcy - i ze względu na język i sposób przedstawienia historii. Widać tutaj lata pracy autora i naprawdę nie dziwi mnie jego sukces. Nie chcę się za bardzo powtarzać, bo swego czasu opowiadałam Wam już o tym tytule w recenzji, o TUTAJ, więc po prostu spróbujcie sięgnąć po tą lekturę, dziękować będziecie mi później. 

3. Zabić drozda, Harper Lee

Wydanie drugiej powieści Harper Lee nareszcie zmotywowało mnie do lektury "Zabić drozda". Historia była niemal zupełnie różna od tego czego się spodziewałam, ale to nawet lepiej - był to dokładnie ten rodzaj literackich niespodzianek jakie uwielbiam. Szkoda, że w przeciwieństwie do, chociażby, amerykańskiego szkolnictwa u nas "Zabić drozda" nie stanowi lektury obowiązkowej. Bo to wyjątkowy tytuł, przedstawiający wiele ważnych, życiowych lekcji- w tym te o rasizmie - a nie przybierający przy tym zbyt moralizatorskiego tonu.Jeśli tak jak ja, zwlekaliście z lekturą, koniecznie nadróbcie zaległości. 

4. Między książkami, Gabrielle Zevin

Bałam się tej książki, powiem szczerze. Owszem, polecało ją wiele osób, których opiniom zazwyczaj ufam, ale podobnie było z inną pozycją autorki - "Gdzie indziej" i nie był to tytuł dla mnie. Dałam jej jednak szansę bo za mało jest ciepłych, chwytających za serce pozycji, w których książki odgrywają ważną rolę. I absolutnie się nie zawiodłam. To tego rodzaju tytuł, który powinien rozkochać w sobie każdego książkoholika, zwłaszcza gdy nie obca jest mu praca z książkami. Można więc powiedzieć, że ta pozycja trafiła na dobry moment w moim życiu.

5. Pisane szkarłatem, Anne Bishop

Nie jestem ani znawczynią, ani szczególną wielbicielką gatunku urban fantasy czy fantastyki w ogóle, ale od czasu do czasu sięgam po pozycje tego rodzaju licząc że może to właśnie TEN tytuł ową miłość zapoczątkuje. "Pisane szkarłatem" nie  były wybrane losowo , bo też i często o nim wspominacie, ale absolutnie się temu nie dziwię. Po swego rodzaju książkowym kacu, nie spodziewałam się że tak prędko zdołam przeczytać tak obszerny tytuł. Ale to pozycja tak przepełniona akcją i humorem, że nie sposób jej się oprzeć. Chyba muszę zrobić drugie podejście do innej serii autorki - być może nie wciągnęła mnie tylko dlatego, że zaczęłam jej lekturę od środka.

Read more

wtorek, 22 grudnia 2015

Złodziej pioruna, Rick Riordan
grudnia 22, 20150 Comments

Nie czytać serii o Percy'm Jacksonie to trochę jak nie znać przygód sławnego czarodzieja - zachowanie absolutnie karygodne, wymagające natychmiastowego sprostowania i nienadające się do wspominek w trakcie rozmów towarzyskich. A przynajmniej takie odniosłam wrażenie, gdy powoli wsiąkałam w świat książkowej blogosfery i booktube'a. Jak już jednak przyznałam w poście o 5 autorach, których twórczości nie znam, bardzo długo należałam do grona osób nie zaznajomionych z fenomenem Riordanowskiej rzeczywistości. To właśnie ten post dał mi zresztą swego rodzaju kopa do nadgonienia zaległości, I muszę przyznać, że strasznie żałuję, że nie nastąpiło to wcześniej - bo wiele przez te lata traciłam. 

Percy Jackson jest chłopcem sprawiającym spore trudności wychowawcze - przenoszony z jednej szkoły do drugiej, ma problemy z odpowiednim zachowaniem i nauką. Tym razem jednak sprawy wyglądają jeszcze gorzej niż dotychczas - wydaleniu z placówki towarzyszą wydarzenia nie z tej ziemi - i to dosłownie. Percy Jackson musi szukać schronienia w Obozie dla Herosów - miejscu gdzie dzieci takie jak on szkolą swoje umiejętności walki i strategii; miejsce dla potomków greckich bogów, w którym obecność leśnych nimf, centaurów czy satyrów wydaje się na porządku dziennym. A gdyby niespodziewanych nowin było mało, okazuje się, że nad światem wisi groźba wojny najpotężniejszych bogów i że to właśnie w jego - Percy'ego rękach spoczywa odpowiedzialność czy do niej dojdzie.

Nie chciałabym porównywać ze sobą Harry'ego Pottera z Percy'm Jacksonem, bo książki te wiele od siebie różni, ale faktem jest, ze równocześnie mają ze sobą coś wspólnego. Mimo że skierowane głównie ku dzieciom/młodszej młodzieży, posiadają w sobie to COŚ co czaruje nawet z wiekiem. Rick Riordan nie sprawił, ze czułam się na zbyt starą w trakcie lektury, ale dokładnie tak jakbym znów była dzieckiem. I choć "Złodziej pioruna" ma w zanadrzu sporo do zaoferowania, to właśnie ten aspekt ujął mnie najbardziej i sprawił najmilsza niespodziankę. Język jakim manewruje Riordan nie jest zbyt skomplikowany, ale nie razi prostotą i banalnością. To język którym posługuje się młody, ale świadomy otaczającego świata i inteligentny nastolatek, na dodatek obdarzony sporym poczuciem humoru.

Słynny Riordanowskich humor rzeczywiście ujmuje, wywołując nie delikatny uśmieszek, ale uśmiech od ucha do ucha, a niekiedy wręcz głośny wybuch radości. Komizm językowy, ale przede wszystkim sytuacyjny. Absurd goni tutaj absurd, ale w trakcie lektury wszystko wydaje się tak prawdziwe jakbyście doświadczali tych wydarzeń na własnej skórze. Rick Riordan fantastycznie wplata w znane realia , świat greckich bogów ii wydarzeń, nadając znanym imionom i nazwom nowe, bardziej współczesne oblicze. Oblicze, które zdecydowanie łatwiej się przyswaja co prowadzi do jednej z najważniejszych atutów twórczości autora - bez wątpienia ma ona nie tylko walor rozrywkowy, ale i edukacyjny. 

Lekkość i szybkość z jaką przychodzi lektura ma jednak źródło nie tylko w języku jakim posługuje się Rick Riordan, ale też jego niebywałej wyobraźni. "Złodziej pioruna" to ciągła akcja i przygoda, które ceni chyba każde dziecko - nawet jeśli tylko duchem - i to małe i to duże. A w połączeniu z niezwykłymi bohaterami tworzy to mieszankę wybuchową. Uwagę przykuwają zwłaszcza nieco oswojeni, nieco bardziej ludzcy bogowie i mityczne stworzenia, jednak duet Percy&Annabeth w niczym im nie ustępuje. To postanie, z którymi łatwo się utożsamić, mimo ponadludzkiego pochodzenia - ujmujący odwagą i sprytem, ale także, jakże nam bliskimi, słabościami.

"Złodziej pioruna" to idealny wstęp do wspaniałej przygody. Rick Riordan kreuje przed nami niezwykle pociągającą wizję świata, w którym w realną rzeczywistość wplatają się mitologiczne wierzenia. Jak w każdej dobrej literaturze dla dzieci, tak i tutaj przygoda i akcja stanowią tło dla rodzącej się przyjaźni i niebywałej odwagi. Ale "Złodziej pioruna" to lektura nie tylko dla młodszych odbiorców. Jestem pewna, że fabuła i Riordanowski humor mogą podbić niejedno, nawet odrobinę zgrzybiałe serducho. Czasami cholernie dobrze jest na chwile znowu poczuć się jak dziecko.

"Złodziej pioruna", Rick Riordan ; wydawnictwo Galeria Książki ; Kraków 2009 ½

Read more

niedziela, 20 grudnia 2015

5 najlepszych seriali 2015 roku
grudnia 20, 20150 Comments

Strasznie byłam podekscytowana możliwością podzielenia się z Wami najlepszymi, według mnie, serialami 2015 roku, bo wydawało mi się, że będę miała strasznie dużo na ten temat do powiedzenia. W tym roku popadłam w jakiś straszny serialoholizm i rozpoczęłam absurdalnie dużą liczbę produkcji, ale, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, od października wszystko się jakoś uspokoiło.Nie oglądnęłam większości odcinków obecnych sezonów, co ma chyba tyle samo wad co i zalet. Wiadomo, nie poświęciłam tyle czasu serialom i przelałam te energię na inne, prawdopodobnie ważniejsze sprawy; z drugiej jednak strony wiem, że to zainteresowanie wróci, prawdopodobnie bliżej sesji, i będę miała wówczas masę zaległości.

Ten okres serialowego marazmu uwydatnił też pewne wady poszczególnych produkcji, których wcześniej nie dostrzegałam. Tytuły, które Wam przedstawię również nie są ich pozbawiona, ale przy wyborze top 5 kierowałam się nie tyle obiektywnymi walorami, ile emocjami jakie we mnie wywołała dana produkcja. Brakło miejsca dla Netflixowych tytułów. które mimo że bardzo dobre, na przestrzeni tych 12-13 odcinków nie zdołały mnie w sobie rozkochać (Daredevil; Sense8); nie wspomnę o tytułach, które skończono za wcześnie (Eye Candy); ani tych, których poziom jest trochę jak sinusoido (Teen wolf; Arrow); i nie wymienię produkcji, do których w pewnym momencie jakoś zabrakło mi serca (iZombie, Outlander, Agents of S.H.I.E.L.D.). A co mogę Wam bez wątpienia polecić?


1. Once Upon A Time, sezon 5A

W 2015 roku mieliśmy tak naprawdę okazję obejrzeć dwa "sezony" OUAT. W sezonie wiosennym przedstawiony został wątek poszukiwania przez złoczyńców ich szczęśliwego zakończenia, w jesiennym nacisk został położony na historię nowego Mrocznego. Nie wymieniam jednak sezonu 4B celowo - wiem, że nie wszyscy się ze mną zgodzą ale pomijając jak zwykle fenomenalny (i 2 godzinny!) finał, miałam bardzo mieszane uczucia względem niego I byłam pełna obaw odnośnie 5 sezonu. Do tego stopnia, że długo zwlekałam z jego rozpoczęciem. Dla każdego wielbiciela wątku CaptainSwan był to jednak prawdziwy rollercoaster emocji. Nigdy nie płakałam tak długo w trakcie seansu, a już na pewno nie podczas oglądania fanowskich filmików. Za wątek CaptainSwan, który cały czas tylko nabiera rumieńców; za ten rollercoaster  emocji; i za fenomenalną grę Jennifer Morrison i Collina O'Donoghue.
I tylko wytłumaczcie mi proszę co się stało z Willem.


2. One Tree Hill, sezon 1-6

Rzadko zdarza mi się oglądać tego typu "teen dramy". Nie wciągnęła mnie ani Plotkara ani 90210, ani żadne pokrewne produkcje. Ale One Tree Hill posiada klimat, którego tak mi tam brakowało. Pomimo dramatów rodem ze słabych fanficków, mimo takiej mnogości epizodów - moja miłość do tego serialu nie zmalała. Na rok 2016 planuję seans trzech ostatnich sezonów i już teraz nie wiem co zrobię po ich zakończeniu. Jeśli szukacie serialu o życiu zwykłych nastolatków, koniecznie wypróbujcie OTH. U mnie to mocne 2 miejsce - za moje drugie OTP - Nathan&Haley (Naley?); za postać Brooke Davis; i za te "złote myśli", które zawsze trafiają w punkt.


3. The 100, sezon 2B

Ktoś miał cholernie dużo racji - The 100 bardzo szybko z produkcji poprawnej awansowała do rangi najlepszego tytułu stacji The CW. Zdaję sobie sprawę z tego, że to tego rodzaju produkcja, o której słyszycie teraz wszędzie i może część z Was myśli, że nic nie może być aż TAK dobre, ale zróbcie sobie tą przyjemność i przekonajcie się o tym na własnej skórze. The 100 ma akcję, znakomite sceny walki, nieustanne zwroty akcji i Bellamy'ego (niekoniecznie w tej kolejności). Szkoda, że szanowna stacja kazała nam czekać rok na kolejny sezon, ale trailer sugeruje, że było warto. Za Bellarke; i za trzymanie mnie na krawędzi krzesła w trakcie oglądania.


4. Orphan black, sezon 1-3

Kiedy zaczęłam się wkręcać w oglądanie tych wszystkich seriali i poszukiwałam coraz to nowszych tytułów, Orphan Black bardzo często figurował na szczycie polecanych produkcji. Ale ja byłam, jak zwykle zresztą, bardzo uparta i tak naprawdę dałam mu szansę dopiero ostatnio, w trakcie letnich hiatusów. To nie jest tego rodzaju produkcja za która zwykle przepadam i tym bardziej doceniam fakt, że udało jej się mnie przekonać. Pochłonęłam wszystkie trzy sezony, i chociaż mam wrażenie, że wciąż rozumiem mniej niż na samym początku, mam ochotę na więcej. Za to, że miesza mi w głowie, ale przede wszystkim za FENOMENALNĄ Tatianę Maslany.


5. Agent Carter, sezon 1

Bardzo długo Agents of S.H.I.E.L.D. przewyższało ową produkcje w moim prywatnym rankingu. Ale potem scenarzyści zaczęli notorycznie marnować potencjał moich ukochanych postaci/wątków i się na nich zdenerwowałam (do tego stopnia, że wciąż nie obejrzałam dwóch finałowych odcinków sezonu 3A). A Agent Carter to po prostu dobra produkcja - z idealnie rozpisanym głównym wątkiem, świetnie zagranymi postaciami i klimatem. Co więcej, mimo że zbliża się wielkimi krokami sezon 2, ten pierwszy spokojnie mógłby stanowić zamkniętą całość. Za silne, samodzielne postacie kobiece; za Jarvisa (równie doskonałego solo jak i w duecie z Peggy); i za świetne sceny akcji. 

Read more

czwartek, 17 grudnia 2015

Stos listopadowy
grudnia 17, 20150 Comments

Wspominam o tym nieustannie, za każdym razem, gdy zbieram w sobie energię by opublikować kolejny stos - tego rodzaju posty nie są mi chyba pisane. Ale się staram - podejmuje kolejne próby w miarę regularnego publikowania stosów, bo wiem, że lubicie je oglądać i chętnie dzielicie sie swoimi przemyśleniami w komentarzu. Jako że ostatni tego rodzaju post miał miejsce chyba prawie rok temu nie możliwe było bym skumulowała wszystkie pozycje, które wzbogaciły moją biblioteczkę od tego czasu, ograniczyłam się do tych pozycji, które zakupiłam tudzież otrzymałam po Targach Książki, ale przed grudniem bo wciąż łudzę się, że tym razem uda mi się dzielić z wami stosami co miesiąc.Trzymajcie kciuki by mi się udało, a tymczasem zapraszam Was serdecznie do wspólnego zachwytu nad nowymi książkami <3


Polski stos kryminalny. Na tegorocznych Targach Książki zaopatrzyłam się w "Pochłaniacza" oraz "Motylka", ale wciąż było mi mało czego efekty możecie podziwiać powyżej. "Kasację" upolowałam w miejscowej Biedronce. Wszyscy tak chwalą Remigiusza Mroza, że chciałam się przekonać na własnej skórze o co tyle szumu. Lekturę mam już za sobą i murze przyznać Wam sporo racji - Mróz zdecydowanie potrafi pisać ;) "Okularnik" przykuł moją uwagę na empikowskiej półce - o dziwo! bo nie pamiętam, kiedy ostatnio kupiłam książkę stacjonarnie. Ale oferowali tak fantastyczną promocję. 24,99 zł za takiego grubaska! "Sprawa Niny Frank" objęta była w tym samym czasie "nakasową" promocją - 19,99 zł. Jakoś udało mi się odejść bez własnego egzemplarza, ale Panna M. widziała wówczas moje spojrzenie i dzień później  nagrodziła mnie wymarzoną pozycją. Czyż nie jest najukochańszą siostrą pod słońcem?


Niewielki stos egzemplarzy recenzenckich, które w ostatnim czasie bardzo ograniczam, w całości już przeczytany i opisany. "Ścieżki północy" to genialna, choć nieco brutalna powieść o wojnie, o której wspominałam tutaj. "We dnie, w nocy" to moje odkrycie wśród polskiej literatury obyczajowej. Pisałam o niej tu i swojego zdania nie zmieniam - jest to pozycja, której zdecydowanie powinniście poświęcić swoją uwagę. A na koniec egzemplarz "Miłości, która przychodzi z deszczem" o której więcej możecie usłyszeć tutaj. Jak być może pamiętacie sama miałam dosyć mieszane uczucia względem owego debiutu, ale moje mamutkowi z kolei OGROMNIE się spodobał. 


I na koniec moje zakupowe szaleństwo na promocje 2 książka -50% taniej zorganizowanej w empiku z okazji Black Friday. Ostatnio na powrót naszła mnie ochota na czytanie literatury YA - chyba się starzeję ;) Wykupiono mi "Podaruj mi miłość" więc na świąteczne wieczory zaopatrzyłam się w "Księgę wyznań Dasha&Lily" - mam nadzieję, ze nie będę żałować. Pozostałe trzy pozycje - "Cień i kość", "Przypadki Callie i Kaydena" oraz "Pojedynek" - to efekty waszych pozytywnych opinii. I chociaż najchętniej przeczytałabym je wszystkie już teraz, w tej chwili, prawdopodobnie zachomikuję je na czas #SecretFirstBook organizowanego przez Marthę Oakiss w styczniu (kurcze, szkoda, że wówczas zaczynam już egzaminy). Ale zobaczymy co z tego wyjdzie.

Jestem ciekawa, które z pozycji już czytaliście i możecie mi podzielić, albo odradzić. Koniecznie doradźcie mi coś w komentarzach i pochwalcie się swoimi ostatnimi zdobyczami ;)

Read more

wtorek, 15 grudnia 2015

Time&places book tag
grudnia 15, 20150 Comments

To była miłość od pierwszego wejrzenia - moja do tego tagu książkowego, który, wiem to na pewno, zagości tutaj jeszcze nie raz. Już kiedyś wspominałam, że kocham w książkach nie tylko historie spisane na ich kartach, ale także te, które się z nimi wiążą - co skłoniło nas do danej lektury, na jakim byliśmy wówczas etapie w życiu, gdzie przebywaliśmy w trakcie czytania. Wbrew pozorom, wszystko to wpływa na sposób w jaki zapamiętamy daną pozycję. I właśnie dlatego tak ubóstwiam owy tag - bo kładzie nacisk na ten aspekt procesu czytania. Sam tag, jak zresztą większość, narodził się na zagranicznym booktubie (a dokładniej rzecz biorąc na kanale Jen Campbell) - i ku memu ogromnemu zdziwieniu nie znalazł jeszcze miejsca w naszym zakątku literatury - a polega na wybraniu kilku książek kojarzących się z jakimś szczególnym miejscem/okresem w waszym życiu i przywołaniu owej historii. Mam nadzieję, ze pokochacie go równie mocno i przyłączycie się do zabawy.


Zabawne jest to, że niemal zupełnie nie pamiętam fabuły owej powieści, za wyjątkiem kilku, wyjętych z kontekstu scen, które nawiedzają moją pamięć nagminnie Pamiętam za to doskonale, że pochłaniałam ją podczas wakacji w Grecji - a musicie wiedzieć, że było to gdzieś na początku XXI wieku, kiedy chodziłam jeszcze do podstawówki - na plaży, przed snem i w trakcie przeszło dwudziestoczterogodzinnej podróży autokarem czyli dosłownie wszędzie. A że byłam wówczas niedoświadczonym szkrabem, nieświadomym swoich czytelniczych zdolności, wzięłam ze sobą za mało książek i przeczytałam "Złotko, skarb, słoneczko" w trakcie tej podróży dwukrotnie. Jestem pewna, że gdybym posiadała swój własny egzemplarz, a nie biblioteczny, zachowałyby sie ziarenka pisaku między stronami.

Trzy metry nad niebem, Federico Moccia

Pamiętam, że wówczas, a był to rok 2011, jedyną szansą na lekturę było skorzystanie z zasobów biblioteki. Co gorsza, nie istniała wówczas elektroniczna funkcja rezerwacji, więc po każdy egzemplarz trzeba było wybierać się "w ciemno". Jak to miało miejsce stosunkowo często w tamtych latach, byłam chora, ale Panna M. poświęciła się specjalnie dla mnie i by umilić mi choć trochę choróbsko przytachała stosiszcze ksiąg, w tym także "Trzy metry nad niebem" właśnie. A że oczywiście byłam zachwycona historią miłości bad boy'a i grzecznej uczennicy, po lekturze urzeczona obejrzałam także ekranizację. Dziwne, ale po kontynuacje w końcu nigdy nie sięgnęłam.

Mroczny sekret, Libba Bray

Bardzo długo moja biblioteczka świeciła pustkami a ja ograniczałam się jedynie do lektury egzemplarzy bibliotecznych. W pewnym momencie zakochałam się jednak w idei posiadania własnego księgozbioru. "Mroczny sekret" był pierwszym tytułem, który rozpoczął świadomy proces budowania własnej, wymarzonej biblioteczki. Oczywiście, czytanym niemal natychmiast po zakupie, bo wówczas tak się właśnie robiło. Mam bardzo nostalgiczne podejście do tego egzemplarza i chociaż wątpię by na chwilę obecną seria spodobała mi się w takim samym stopniu co wtedy, jakoś nie wyobrażam sobie bym mogła się go pozbyć.

Pandemonium, Lauren Oliver

Pierwsze tak bolesne zetknięcie z rzeczywistością. Długo zwlekałam z lekturą "Delirium", ale kiedy się już do tego zabrałam zostałam absolutnie zaczarowana. I potrzebowałam kolejnego tomu już, teraz, natychmiast. Tylko, że nigdzie go nie było - ani na stronie empiku, ani matrasa, ani nawet wydawnictwa (a wówczas postrzegałam to jako jedyne możliwe opcje). Pamiętam też jak chodziłam po pamiętnym empiku na rynku, tuż przed jego zamknięciem, gdzie wszędzie wisiały plakaty z "ostateczną wyprzedażą". I jak rzuciłam się w kierunku jednego, jedynego egzemplarza. "Pandemonium". Nigdy wcześniej i nigdy później nie skończyłam serii tak szybko i przy takim natężeniu emocji.

Błękit szafiru, Kerstin Gier

Kupiłam swój egzemplarz na Targach Książki w Krakowie w 2011 roku i odłożyłam na półkę uznając, że to jeszcze nie jego czas i miejsce. Przeleżał tam kilka dobrych tygodni, jak większość tytułów, a potem jakoś tak zaczęłam się mu przyglądać. I znalazłam - krótki fragment recenzji pierwszego tomu serii, opatrzony adresem mojego bloga. Nie wiem co ucieszyło mnie bardziej - zobaczenie własnych słów wydrukowanych w książce czy właśnie ten element niespodzianki. To kolejna książka, do której posiadam ogromny sentyment, niekoniecznie ze względu na treść. 

Read more

niedziela, 13 grudnia 2015

Althea&Oliver, Cristina Moracho
grudnia 13, 20150 Comments

Zdaję sobie sprawę z tego, że powoli wchodzę już w wiek, w którym czytanie powieści młodzieżowych wiąże się ze sporym ryzykiem. Owszem, nie wierzę w to, że po przekroczeniu magicznej bariery "nastu" lat, nie powinno się już czytać powieści z gatunku Young Adult. Ale trzeba się też liczyć z faktem, że autor pisał dany tytuł z myślą o nieco młodszym odbiorcy, którego spojrzenie na świat, bądźmy ze sobą szczerzy, bywa czasami naiwne i skupione na jednym temacie. Miałam to gdzieś w zakamarkach podświadomości sięgając po tytuł "Althea&Oliver", równocześnie jednak wiedziałam, że to dokładnie to czego w danej chwili potrzebowałam - by chociaż przez moment przełamać marazm czytelniczy, który mi towarzyszył. 

"Althea&Oliver" skupia się wokół historii dwójki przyjaciół. Mimo dzielących ich różnic, Althea i Oliver są niemal nierozłączni. Mieszkają w bliskim sąsiedztwie, mają wspólnych znajomych i spędzają ze sobą niemal każdą wolną chwilę. Coś jednak się zmienia. Althea zaczyna odczuwać względem swojego przyjaciela całkowicie nie-braterskie uczucie i jest całkowicie zagubiona w nowej sytuacji, zwłaszcza, że to nie jedyna zmienna,. Oliver wydaje się cierpieć na dziwną, nieznaną chorobę - bez jakiegokolwiek ostrzeżenia, zasypia na długie dni czy nawet tygodnie a gdy budzi się na chwile w trakcie takiego "ataku" - zupełnie nie jest sobą. Podczas jednej z takich sytuacji między Altheą a Oliverem dochodzi do czegoś więcej i odtąd wszystko układa się jakby gorzej. Althea zmuszona jest na nowo zrozumieć kim jest - bez Olivera u boku.

"Althea&Oliver" nie spotyka się za granicą ze zbyt optymistycznym odbiorem i, będąc z wami zupełnie szczerą, muszę dodać, że dostrzegam w czym tkwi problem. Cristina Moracho podjęła dosyć ryzykowny krok i nie dziwi mnie to, że nie pozostał on bez komentarza. Sytuacja, która zachodzi między Altheą a Oliverem na początku książki (SPOILER scena w której Althea i Oliver uprawiają seks, w trakcie jednego z "ataków" chłopaka" SPOILER) jest tak moralnie niepoprawna, że może rzutować na odbiór całej powieści. Zwłaszcza, ze to nie jedyne co może razić czytelnika, bo pozostaje jeszcze kwestia tego, że zarówno Althea jak i Oliver należą do bohaterów, którzy budzą raczej niechęć i złość niż sympatię czytelnika. Tylko ze jak zawsze jest jeszcze jakieś "ale".

Cristina Moracho nie stworzyła bowiem powieści złej, a ja, pomijając nieszczęsną scenę z udziałem naszej dwójki bohaterów, czerpałam z lektury naprawdę dużą przyjemność. Warto docenić choćby wątek choroby Olivera - a więc zespołu Kleinego&Levina. Po sukcesie jaki odniósł swoją powieścią - "Gwiazd naszych wina" - John Green, wielu autorów podążyło jego śladem, decydując się na przedstawienie historii "chorych nastolatków". Tyle, że Cristina Moracho postawiła maleńki krok naprzód. "Althea&Oliver" nie tylko przedstawia historię nastolatka w obliczu choroby, ale tez zaznajamia czytelnika z samą chorobą (słusznie porównywaną z opowieścią o "Śpiącej królewnie") o której prawdopodobnie nigdy wcześniej nie słyszał. Zwłaszcza, ze udało jej się oddać jak bardzo jest ona przerażająca - może nie pozbawia życia w dosłownym znaczeniu tego słowa jak choćby białaczka, ale czyni to w bardziej podstępny sposób.

Tym czym Cristina Moracho przykuła jednak moją uwagę był wątek Althei. I możecie mi wierzyć, zaskakuje mnie to nawet teraz, po skończonej lekturze, bo w końcu dziewczyna strasznie działała mi na nerwy. Autorce udało się jednak oddać podróż jaką musiała przebyt bohaterka - podróż, która pozwoli jej zrozumieć, że nie tylko jest w stanie funkcjonować bez Olivera u boku, ale też że radzi sobie w tym naprawdę dobrze. Chociaż wiele jest w Althei cech zbyt przerysowanych (stanowiących hiperbolę buntowniczej samotniczki), akurat ta jedna - identyfikowanie swojej osoby przez pryzmat przyjaciela - zdecydowanie przybliża ją do zwykłej, może odrobinę zagubionej nastolatki, która dopiero próbuje zrozumieć samą siebie.

"Althe&Oliver" nie jest powieścią młodzieżową -ideałem. Trochę zabrakło mi tego, żeby gdzieś między wierszami powiedzieć, że to co zrobiła Althe BYŁO złe, zamiast zamiatać problem pod dywan. Pomijając jednak ten aspekt i postrzegając owa historię jako całość - Cristina Moracho spisała się całkiem nieźle. "Althea&Oliver" nie była dokładnie tym czego się spodziewałam - lekką, miłosną opowieścią - ale chyba też dlatego spodobała mi się bardziej. Jeśli chcielibyście przeczytać historię o poszukiwaniu samego siebie w okresie buntu, zwłaszcza taką, którą czyta się lekko i szybko, to "Althea&Oliver" warta jest chwili uwagi.



"Althea&Oliver", Cristina Moracho ; wydawnictwo Feeria Young; Łódź 2015 ½

Read more

środa, 9 grudnia 2015

Jakie książki kupować pod choinkę?
grudnia 09, 20150 Comments

Gdybym mierzyła wszystkich swoja miarą, każdy z moich bliskich otrzymałby pod choinkę książkę, a najlepiej parę - ślicznie zapakowaną, wciąż pachnącą drukiem i prawdopodobnie dosyć opasłą co by za szybko nie skończyć jej czytać. W rzeczywistości jednak rzadko sprezentuje komuś pod choinkę   jakąś pozycję i nawet nie chodzi o to, że nikt z nich nie czyta - jak być może już kojarzycie, mój mamutek jest ogromnym literackim łasuchem a i Panna M. rozsmakowała się od jakiegoś czasu w słowie pisanym i w konsekwencji jedynie tatulek opiera się czytelniczemu  szaleństwu. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że istnieje wiele innych rzeczy, które mogą ich uradować, a jakakolwiek książka,  nawet jeśli przez nich przeczytana, wylądowałaby koniec końców na mojej półce.

Byc może jednak sytuacja  w waszych domach wygląda trochę inaczej i teraz, wraz z początkiem grudnia, rozpoczynacie rozpaczliwe poszukiwanie książkowych pyszności, dźwigając na barkach dodatkowy ciężar - bo niektórym wydaje się, że już ktoś jest molem książkowym, odnalezienie idealnego tytułu jest dla niego proste niczym upieczenie babeczek z gotowej receptury Dr Oetkera. I chociaż nie twierdzę, że sama jestem w tej dziedzinie nieomylna, postanowiłam się podzielić z Wami tytułami w kilku moich ulubionych gatunkach. Żeby było przejrzyściej zdecydowałam sie na kolaże, a linki do ewentualnych recenzji znajdziecie obok. Byc może coś przykuje Waszą uwagę na tyle by pomóc Wam podjąć jakąś decyzję ;)

Young Adult & New Adult


1. Powiedz wilkom, ze jestem w domu, Carol Rifka Brunt <RECENZJA>; 2. Wybacz mi, Leonardzie, Matthew Quick; 3. Delirium, Lauren Oliver <RECENZJA>; 4. Szklany tron, Sarah J. Maas; 5. Fangirl, Rainbow Rowell; 6. Maybe Someday, Colleen Hoover <RECENZJA>; 7. Dziesięć płytkich oddechów, K. A. Tucker; 8.  Kochając pana Danielsa, Brittainy C. Cherry


Powieść obyczajowa


1. Fioletowy hibiskus, Chimamanda Ngozi Adichie <RECENZJA>; 2. Między książkami, Gabrielle Zevin; 3. Posłaniec, Markus Zusak; 4. Tajemnica Noelle, Diane Chamberlain <RECENZJA>; 5. Love, Rosie, Cecelia Ahern; 6. Razem będzie lepiej, Jojo Moyes; 7. Lawendowy pokój, Nina George; 8. We dnie, w nocy, Agata Kołakowska <RECENZJA>

Fikcja historyczna


1. Szare śniegi Syberii, Ruta Sepetys; 2. Światło, którego nie widać,Anthony Doerr <RECENZJA>; 3. Jeździec miedziany, Paullina Simons <RECENZJA>; 4. Złodziejka książek, Markus Zusak; 5. Ty jesteś moje imię, Katarzyna Zyskowska Ignaciak <RECENZJA>; 6. Miniaturzystka, Jessie Burton <RECENZJA>; 7. Dom w Riverton, Kate Morton; 8. Tysiąc wspaniałych słońc, Khaled Hosseini

Kryminał & Thriller


1. Ostre przedmioty, Gillian Flynn <RECENZJA> ; 2. Dziewczyna z pociągu, Paula Hawkins; 3. Dopóki Cię nie zdobędę, Samantha Hayes <RECENZJA>; 4. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet, Stieg Larsson; 5. Chirurg, Tess Gerritsen; 6. A.B.C., Agatha Christie; 7. Księżniczka z lodu, Camilla Lackberg; 8. Kasacja, Remigiusz Mróz

Jestem ciekawa jak sytuacja wygląda u Was - kupujecie bliskim książki pod choinkę? A jeśli tak - czy są to tytuły sprawdzone czy raczej zasugerowane przez kogoś innego? 

Read more

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Podsumowanie Bookathonu, zima 2015
grudnia 07, 20150 Comments

Jeśli nie śledzicie mojego fanpage'a na facebooku, prawdopodobnie jesteście zaskoczeni pojawieniem się tego posta. Nie wspominałam nigdzie o tym, że zamierzam uczestniczyć w drugiej edycji bookathonu a co za tym idzie - w przeciwieństwie do pozostałych osób - nie tworzyłam żadnego szczególnego TBR-u. Chęć uczestnictwa w książkowym maratonie narodziła się u mnie spontanicznie, pierwszego dnia całego wydarzenia (30 listopada). A że przez lwią część listopada towarzyszył mi dziwny marazm czytelniczy, tym chętniej postanowiłam wykorzystać ten nieco nieoczekiwany i zaskakujący entuzjazm by zmniejszyć stosy czekających na mnie pozycji.    

Podejrzewam, że większości z Was jest znajoma idea Bookathonu, ale na wszelki wypadek wyjaśniam, że chodzi o tygodniowy maraton wzmożonego czytania organizowany przez dwie cudowne polskie booktuberki - Ewelinę Mierzwińską z bloga i kanału Ewelina Mierzwińska oraz Anitę z kanału Book Reviews by Anita. W czasie jej trwania chodzi o to by czytać jak najwięcej i angażować się we wszelakiego rodzaju wyzwania, przede wszystkim jednak - by czerpać radość z lektury. Obecna edycja rozpoczęła się 30 listopada i trwała do wczoraj - 6 grudnia. A jak sobie poradziłam? Całkiem nieźle.

MOJE ZMAGANIA

Nieszczególnie przyjrzałam się wszystkim wyzwaniom i w gruncie rzeczy  służyły mi one tylko jako pomoc w doborze kolejnej lektury. Pierwszego dnia moim priorytetem było przede wszystkim skończenie "Wybranej" Naomi Novik, którą czytałam od początku listopada. Ostatnie 177  stron czytało mi się zdecydowanie lżej i szybciej niż resztę książki, ale  jednak nie dołączę do grona ochów i achów na temat tej pozycji. Za lekturę tramwajową obrałam tego dnia "Ogród Kamili" co przyniosło kolejne 43 strony, a przed samym snem rozpoczęłam jeszcze swoją przygodę z Rickiem Riordanem i jego "Złodziejem pioruna". Poniedziałek był całkiem imponującym dniem, ale to wtorek okazał się najbardziej owocny. Podróżując na i z uczelni przeczytałam kolejne 103 strony "Ogrodu Kamili" (widać jak długą podróż odbywam), a po południe i wieczór spędziłam znowu z Percy'm Jacksonem. Przeczytanie 204 stron "Złodzieja pioruna" wcale nie jest wyczynem - Rick Riordan ma tak fenomenalny styl pisania, że człowiek sam nie wie, kiedy kończy lekturę.

W środę skupiłam się głównie na "Ogrodzie Kamili". Przeczytałam ostatnie 221 stron, ale niestety muszę przyznać, że jest to albo a) bardzo słaba pozycja spod pióra pani Katarzyny Michalak albo b) po prostu ja wyrosłam z jej stylu pisania. Ogromnie się zawiodłam  i po skończonej lekturze szukałam czegoś co mogłoby mi to wynagrodzić i zmazać złe wrażenie  - stąd 38 stron "Pisanego szkarłatem". Czwartek był dniem "domowym", a przy tym najmniej owocnym. Czułam nad sobą widmo dwóch ważnych wystąpień i zdołałam się skoncentrować jedynie na tyle by przeczytać 111 stron "Pisanego szkarłatem".

Od piątego do siódmego dnia skupiłam się na dwóch pozycjach - "Zabić drozda" oraz "Pisane szkarłatem". Ta pierwsza służyła mi głównie jako lektura tramwajowa, mimo dosyć ciężkiego tematu i udało mi się ją skończyć (całe 394 strony) do ostatniego dnia bookathonu. Jeżeli chodzi o powieść Anne Bishop - wciąż mam przed sobą jeszcze kilka rozdziałów, ale w ciągu tych kilku dni przeczytałam kolejne 202 strony tej fantastycznej cegiełki.

Łącznie przeczytałam  zatem 1543 strony. Zdołałam w całości zapoznać się z trzema powieściami, zakończyć jedną pozycje rozpoczętą przed bookathonem i rozpocząć kolejną. Chyba jest z czego być dumnym. 

WYZWANIA

Tak jak mówiłam, nie do końca wybierałam lektury pod wyzwania, ale i tak znaczną większość udało mi się spełnić - czasami drobnymi oszustwami. Jako Książkę z czymś czerwonym na okładce mogłabym  uznać "Wybraną" - i zanim mnie wyśmiejecie przyjrzyjcie się jej czcionce. Książka z listy BBC i równocześnie lektura szkolna, której nie przeczytałaś to "Zabić drozda" Harper Lee. Wiem, że w naszym kraju pozycja ta nie znajduje się w kanonie lektur, ale jako że byłam porządnym uczniem i tak zapoznałam się z wszystkimi przewidzianymi dla mojego rocznika tytułami. Tytuł, który zdobył jakąś nagrodę literacką oraz pozycja, którą wybrał dla Ciebie ktoś inny to cudowny "Złodziej pioruna" Ricka Riordana. A książka polskiego autora to oczywiście nieszczęsny "Ogród Kamili". Biorąc pod uwagę, że przeczytałam 1543, czyli ponad wymagane 1500, możnaby więc uznać, że z moimi drobnymi oszustwami udało mi się wypełnić wszystkie rzucone przez organizatorki wyzwania.

Akcje tego typu zawsze napełniają mnie optymizmem i energią do dalszego czytania i dlatego nie wątpię, że to nie ostatni raz, kiedy wezmę udział w bookathonie- Was również gorącego do tego zachęcam. Życzę Wam cudnego zaczytanego tygodnia!

P. S. Zaszywam się w kacie i nie wychodzę z niego aż do marca. Finał OUAT całkowicie mnie zniszczył i pozostawił w rozsypce. Jak mam przeżyć w takim stanie sesje i doczekać nowych odcinków?
Read more