Fioletowy hibiskus, Chimamanda Ngozi Adichie - Zlodziejka Ksiazek

wtorek, 10 listopada 2015

Fioletowy hibiskus, Chimamanda Ngozi Adichie


Przestaję się już dziwić, że niejednokrotnie bliscy niechętnie zakupują książkoholikom nowe pozycje do ich kolekcji, obawiając się, że nie trafią w ich gust czytelniczy. Bo i jak mają się tego nie obawiać, skoro zdarzają się sytuację, w których sam mól książkowy  wydaje się być nie do końca zorientowany w tym co mogłoby mu przypaść do gustu. Całe szczęście, że istnieją jeszcze inni literaccy fanatycy, rozprzestrzenieni na całym świecie, którzy podsuną niezdecydowanym prawdziwe nieoszlifowane perełki - bo właśnie w takich kategoriach postrzegam teraz "Fioletowy hibiskus". Najpiękniejsza niespodziankę tego roku, którą zupełnie nieświadomie sprawił mi Max z WellDoneBooks swoim filmikiem rekomendującym twórczość Chimamandy Ngozi Adichie.

Piętnastoletnia Kambili dorasta w Nigerii, ale tak naprawdę nie zna trosk i problemów, z jakimi boryka się reszta społeczeństwa. Jako córka Eugene'a - Omelora (Tego, Który Dba O Społeczeństwo, powszechnie szanowanego działacza, wydawcy opozycyjnej gazety i fanatyka religijnego - nie musi na co dzień zmagać się z głodem, brakiem prądu czy niedostatkiem paliwa. Kambili, tak samo zresztą jak jej brat Jaja, kocha swojego ojca, ale miłość i szacunek w ich przypadku bierze raczej źródło ze strachu niż faktycznego uczucia. Chociaż pozornie życie dziewczyny bliskie jest ideału, w rzeczywistości nigdy nie przyniosło jej chwili całkowitego szczęścia...

Chimamanda Ngozi Adichie pisząc "Fioletowy hibiskus" była zaledwie debiutującą autorką, ale zagłębiając się w lekturę, ciężko w to uwierzyć. Bo wszystko, poczynając od doboru narratora, przez delikatnie zaburzoną chronologię, aż po umiejętnie budowane napięcie, zdaje się być starannie zaplanowanym wybiegiem, który pozostawi czytelnika w stanie osłupienia i zachwytu. Co ciekawe, Chiamanda Ngozi Adichie nie stosuje przy tym żadnych szczególnych zabiegów i nawet piękno jej języka wynika głównie z prostoty, oszczędności w środkach.

Za narratorkę opowieści, Adichie obiera Kambili - piętnastolatkę, której świat zamykał się do tej pory w czterech ścianach domu i szkoły, i która nagle zostaje wrzucona do całkiem odmiennej rzeczywistości. Światopogląd Kambili nie zmienia się w jednej chwili, za pstryknięciem palców - chociaż my jako czytelnicy bardzo szybko orientujemy się, że bajka dziewczyna ma raczej więcej wspólnego z koszmarem, bohaterce zajmuje to znacznie dłuższy okres czasu. Co nadaje całości bardziej dramatycznego wydźwięku - bo do jakiego stopnia musi być skrzywdzony człowiek , że nawet nie jest w stanie dostrzec swojego prawdziwego położenia.

Chimamanda Ngozi Adichie wielokrotnie posługuje się kontrastem dla uwydatnienia treści, które chce przedstawić. Życiu Kambili i Jaji przeciwstawiona zostaje rzeczywistość ich ciotki i kuzynostwa, przypominając tym samym czytelnikom może oczywistą, ale ważną lekcję, że szczęście ma znacznie większą wartość niż dobrobyt. Przemoc domowa stanowi centralny punkt fabuły, ale Adichie przeplata go innymi wątkami, także tymi "jaśniejszymi". Pojawia się temat dorastania, pierwszej miłości czy poświęcenia, a całość okraszona zostaje smakami i zapachami Nigerii. Chociaż przez większość powieści akcja płynie raczej powoli - bo tak jak i w prawdziwym życiu, do największych tragedii dochodzi w ciszy - Adichie udaje się wytworzyć atmosferę ciągłego niepokoju. Pewności, że mamy do czynienia jedynie z ciszą przed burzą. I tak też się dzieje.

"Fioletowy hibiskus" to opowieść, która nokautuje czytelnika natężeniem smutku i cierpienia, ale która, mimo wszystko koniec końców, niesie ze sobą cień nadziei. Chimamanda Ngozi Adichie dotyka delikatnie problemów politycznych, ale przede wszystkim przedstawia dramat rodziny. Dawno żadna powieść nie sprowokowała mnie do tylu refleksji, równocześnie pozostawiając niezdolna do ich "sklecenia" - bo przecież wszystko co ważne zostało już powiedziane. Szkoda, ze tak mało się u nas   o tej autorce mówi, ale najwyższa pora to zmienić. Sama planuję w najbliższym zasie poznać jakąś inną historie spod pióra Adichie (skłaniam się zwłaszcza ku "Amerykaanie") a Was zostawiam z misją by dać "Fioletowemu hibiskusowi" szansę.

"Fioletowy hibiskus",Chimamanda Ngozi Adichie; wydawnictwo Zysk i S-ka;Poznań 2010