listopada 2015 - Zlodziejka Ksiazek

poniedziałek, 30 listopada 2015

Podsumowanie listopada
listopada 30, 20150 Comments

Wraz z początkiem listopada popadłam w jakiś dziwny marazm czytelniczym, o czym wspominałam wam już nie raz i nie dwa. I chociaż nie mogę powiedzieć, że spędzało mi to sen z powiek, obawiałam się odrobinkę, że ostatniego listopada nie będę miała czym się z Wami podzielić.  Tymczasem okazało się, że nawet w trakcie owego "stanu" wystarczy znaleźć odpowiednią pozycję by przeczytać ją szybko, z wypiekami na policzkach  i na dodatek absolutnie ją pokochać.  Po lekturze "Światła, którego nie widać" i "Fioletowego hibiskusa" miałam wrażenie, że teraz niewiele już może mnie zaskoczyć  i zachwycić, a już na pewno nie w tym roku -  ale całkowicie się myliłam. 

PRZECZYTANE
NAPISANE

Od pewnego czasu znacznie ograniczyłam czas spędzany na komputerze, stąd też lekki spadek aktywności na blogu i pozostałych social mediach. Wciąż staram się wypracować sposób by nie siedzieć przed ekranem monitora zbyt długo, ale nie zaniedbywać Was jeśli chodzi o posty.   Zobaczymy czy mi się to uda. Z tego powodu wraz z początkiem miesiąca nadrabialiśmy jeszcze październikowe zaległości - podsumowanie miesiąca i najciekawsze linki. Przedstawiłam Wam ostatnie w tym roku zestawienie interesujących zapowiedzi, bo wszyscy wiemy, że grudzień nie jest zbyt obfity pod tym względem i zebrałam kolejne, tym razem listopadowe linki miesiąca. Ukazały się również dwie recenzje - w tym jednej z moich nowych ulubionych tytułów - Daru morza i Fioletowego hibiskusa..

Listopad przeleciał jak z bicza strzelił i powoli zbliżamy się do zakończenia roku. Oby było warte zapamiętania - i czytelniczo i prywatnie!

Read more

sobota, 28 listopada 2015

Listopadowe linki miesiąca
listopada 28, 20150 Comments

Jeśli śledzicie Złodziejkowy fanpage na facebooku (do czego zresztą bardzo Was zachęcam, a link jak zwykle znajdziecie na dole posta), wiecie że listopad jest dla mnie w tym roku wyjątkowo ciężkim okresem jeśli chodzi o lektury. Do połowy miesiąca nie przeczytałam ani jednego tytułu a jednej z rozpoczętych wówczas książek nie udało mi się dokończyć do tej pory. Wciąż mówię o tym z niejakim zaskoczeniem bo to chyba mój pierwszy "reading slump" w życiu. Z tego samego powodu, odrobinę zaniedbałam Was na blogu, ale mam nadzieję, że wszystko to nadrobimy w grudniu a jeśli nie - może listopadowe linki miesiąca odrobinę Wam to wynagrodzą ;)

1. Zdaję sobie sprawę z tego, że większość z Was nie jest już dzieckiem i a równocześnie wciąż nie posiada własnego potomstwa, ale myślę, że mimo wszystko i tak możecie docenić te posty. Pani Eliza po raz kolejny wybrała prawdziwe perełki pośród literatury dziecięcej (część 2 i część 3)- warto chociaż rzucić na nie okiem na żywo, w trakcie kolejnego buszowania po księgarnianych półkach. Zresztą, jak słusznie zauważyła niedawno moja znajoma - niektórzy z nas są już tak starzy, ze ponownie sami wracają do lektur typowo dziecięcych.

2. Do 6 grudnia wciąż możecie się jeszcze zapisać do wymianki mikołąjkowej na blogu Siostry w bibliotece. To świetna zabawa, zwłaszcza jeśli lubujecie się w książkowych prezentach a Wasi bliscy nieszczególnie chcą je Wam sprawiać, albo po prostu czerpiecie sporo frajdy z obdarowywania innych prezentami.

3. Od poniedziałku rusza kolejna, druga, edycja BOOKATHON-u. Nadal możecie jeszcze przyłączyć się do zabawy, albo przyjrzeć się bliżej zaplanowanym konkursom A warto! bo organizatorki przewidziały cudne nagrody. O szczegółach możecie posłuchać na kanale Book Reviews by Anita albo Ewelina Mierzwińska    

4. Jeśli lubicie wszelakiego rodzaju akcje czytelnicze, koniecznie zerknijcie również na propozycje Marthy Oakiss #SecretLastBooks i #SecretFirstBooks. Nie posiadam na swojej półce zbyt dużo ostatnich tomów serii (a szkoda, przydałoby się), ale prawdopodobnie przyłączę się w drugiej części ;)

5. Również u Marthy możecie przyglądnąć się zestawieniom książek o Supermocach - i to jak zwykle w wersji pisanej jak i wideo.

6. Osobiście nie jestem czytelniczym nocnym markiem, ale wiem, że sporo osób przepada za czytaniem do później godziny. Specjalnie dla Was post Natali z 5 sposobami jak nie zasnąć przy dobrej książce (swoją drogą, jak znalazł do wypróbowania w trakcie maratonu czytelniczego)

7. Trochę szerzej o hasztagu, który opanował naszą blogosferę - superbohaterowie wydawnictw.  

8. Co prawda zima zbliża się już wielkimi krokami, ale ona też oferuje nam długie wieczory (poza tym, jesień ma jeszcze ponoć do nas wrócić)U Kameralnej 10 pomysłów na to jak można je wykorzystać.  

9. Nawet jeśli jest się już blogerem z kilkuletnim doświadczeniem czasem trudno wymyślić sposób na zaangażowanie  w posty swoich czytelników, tymczasem Ewelina Mierzwińska podrzuca nam ich pięć

10. Myśl o stworzeniu newslettera kołacze mi w głowie już od jakiegoś czasu, ale co z tego wyjdzie - dopiero się okaże.  Jeśli natomiast również rozważacie taki pomysł, na jestrudo.pl znajdziecie przydatny poradnik jak stworzyć własny newsletter.  Krok po kroku.

11. I już na koniec post odrobinę refleksyjny dla każdego rodzica - czy potrafisz wymienić pięcioro dobrych znajomych twojego dziecka?

12. Myśleliście, ze obejdzie się bez muzyki? Oczywiście, że nie - zwłaszcza, że tym razem mam dla Was nieco odmienny utwór. Coś co od kilku dni niezmiennie chodzi mi po głowie


Read more

wtorek, 24 listopada 2015

Dar morza, Diane Chamberlain
listopada 24, 20150 Comments

Jeśli śledzicie Złodziejkę Książek dłuższą chwilę i zwracacie uwagę nie tylko i wyłącznie na recenzje, wiecie, że przepadam za twórczością Diane Chamberlain. Już dawno przestałam postrzegać jej powieści jako "te zbliżone do Jodi Picoult" (zwłaszcza, ze osobiście przepadam bardziej za pierwszą z owych pań) i sięgam po nie za każdym razem, gdy mam ochotę na naprawdę dobrą powieść  obyczajową. Wiedząc to wszystko nie zaskoczę Was chyba informacją, ze po najnowszą pozycję autorki sięgnęłam tuż po jej premierze i szybko dałam się ponieść  lekturze (oszukując nawet chwilowy czytelniczy marazm, który mi ostatnio towarzyszy).

Shelly była prawdziwym darem morza dla rodziny Cato. Kiedy w dzień swoich jedenastych urodzin Daria znalazła na plaży porzucone niemowlę, nikt nie spodziewał się jak ogromne będzie to miało znaczenie. Pojawienie się Shelly pozwoliło pani Cato na przezwyciężenie depresji, a Darii - pomóc w wyborze drogi życiowej - ochotniczej ratowniczki medycznej. Biologicznej matki Shelly nie udało się nigdy odnaleźć, ale nikt nie myśli o dziewczynie inaczej niż jako o członkini rodziny Cato. Po dwudziestu dwóch latach wszystko to może jednak ulec zmianie. Shelly chce się bowiem dowiedzieć  o tym co dokładnie wydarzyło się na plaży w Kill Devil Hills i kto ją tam porzucił. Tajemnicę "daru morza" ma rozwikłać  Rory Taylor - przyjaciel z dzieciństwa Darii, a obecnie znany producent telewizyjny. tylko czy grzebanie w przeszłości na pewno jest dobrym pomysłem?
"Dar morza" w wielu aspektach zbliżony jest do innych powieści Diane Chamberlain. Motywem, który przewija się przez całą historię jest nierozwiązana tajemnica z przeszłości. Diane Chamberlain dawkuje napięcie - niezwykle powoli ujawniając swoim czytelnikom poszczególne elementy układanki, podrzucając całkiem sporo fałszywych portretów potencjalnych matek i fundując kilka "wielkich" momentów, czyli inaczej mówiąc zarzucając ich niespodziewanymi zwrotami akcji. Wszystko to sprawia, że "dar morza" czyta się niezwykle szybko. Pomijając już niezwykle lekkie pióro autorki, czytelnik chce po prostu wiedzieć kim jest tajemnicza matka i nie wiedząc kiedy dociera do zakończenia.

Tajemnica porzuconego niemowlęcia nie jest jednak jedynym wątkiem jaki porusza Diane Chamberlain, tych pojawia się znacznie więcej, Co ciekawe, znaczna większość, tak jak i główny motyw, owiana jest aurą tajemnicy i wprowadza do całości niewielki chaos - owszem, możliwy do ogarnięcia, ale jednak odrobinę zbędny. Mamy więc niezrozumiałe porzucenie funkcji ratownika przez Darię po jednej z katastrof ; mamy pogrążonego w wyrzutach sumienia katolickiego księdza; mamy również Shelly znikającą na całe dnie i snującą wiele mówiące aluzje; i mamy wreszcie postać  Grace, która szturmem wbija się w życie Rory'ego i nie wydaje się przy tym posiadać  całkowicie niewinnych pobudek. A, wierzcie mi lub nie, to nie koniec zagadkowych wątków, które  tylko się mnożą wraz z rozwojem sytuacji.

Przez całą fabułę obawiałam się tego, że Diane Chamberlain sama zapętli się w gęstwinie owych niedopowiedzeń i nie udźwignie ciężaru, który na siebie nałożyła. Na szczęście nie miałam jednak racji- do finału otrzymujemy rozwiązanie wszystkich wątków. "Dar morza" traktuje jeszcze o tematach znacznie bliższych czytelnikowi. Przede wszystkim, jak można się tego było spodziewać , poruszona zostaje tematyka rodzicielstwa - tego jak czasami trudno porozumieć  nam się z bliskimi osobami a równocześnie jak wielki spokój taka rozmowa może przynieść , ale znajduje się tu również miejsce na wątek miłosny.

"Dar morza" nie jest może najlepszą pozycją w dorobku Diane Chamberlain, ale to wciąż dobra, warta uwagi powieść  obyczajowa . Autorka umiejętnie buduje napięcie - tym razem może nie tyle wzrusza co zaskakuje i zachęca do chwili refleksji. Jeśli poszukujecie ciekawej opowieści o tym jak czasami ciężko jest żyć  w kłamstwie i o tym, że pewne kwestie jest w stanie przeskoczyć  tylko prawdziwa miłość, to "Dar morza" będzie doskonałym wyborem.A jeśli po skończonej lekturze będziecie czuć  jeszcze lekki niedosyt, koniecznie sięgnijcie po inne pozycje autorki.

"Dar morza",Diane Chamberlain; wydawnictwo Prószyński i S-ka: Warszawa 2015 

Read more

wtorek, 10 listopada 2015

Fioletowy hibiskus, Chimamanda Ngozi Adichie
listopada 10, 20150 Comments

Przestaję się już dziwić, że niejednokrotnie bliscy niechętnie zakupują książkoholikom nowe pozycje do ich kolekcji, obawiając się, że nie trafią w ich gust czytelniczy. Bo i jak mają się tego nie obawiać, skoro zdarzają się sytuację, w których sam mól książkowy  wydaje się być nie do końca zorientowany w tym co mogłoby mu przypaść do gustu. Całe szczęście, że istnieją jeszcze inni literaccy fanatycy, rozprzestrzenieni na całym świecie, którzy podsuną niezdecydowanym prawdziwe nieoszlifowane perełki - bo właśnie w takich kategoriach postrzegam teraz "Fioletowy hibiskus". Najpiękniejsza niespodziankę tego roku, którą zupełnie nieświadomie sprawił mi Max z WellDoneBooks swoim filmikiem rekomendującym twórczość Chimamandy Ngozi Adichie.

Piętnastoletnia Kambili dorasta w Nigerii, ale tak naprawdę nie zna trosk i problemów, z jakimi boryka się reszta społeczeństwa. Jako córka Eugene'a - Omelora (Tego, Który Dba O Społeczeństwo, powszechnie szanowanego działacza, wydawcy opozycyjnej gazety i fanatyka religijnego - nie musi na co dzień zmagać się z głodem, brakiem prądu czy niedostatkiem paliwa. Kambili, tak samo zresztą jak jej brat Jaja, kocha swojego ojca, ale miłość i szacunek w ich przypadku bierze raczej źródło ze strachu niż faktycznego uczucia. Chociaż pozornie życie dziewczyny bliskie jest ideału, w rzeczywistości nigdy nie przyniosło jej chwili całkowitego szczęścia...

Chimamanda Ngozi Adichie pisząc "Fioletowy hibiskus" była zaledwie debiutującą autorką, ale zagłębiając się w lekturę, ciężko w to uwierzyć. Bo wszystko, poczynając od doboru narratora, przez delikatnie zaburzoną chronologię, aż po umiejętnie budowane napięcie, zdaje się być starannie zaplanowanym wybiegiem, który pozostawi czytelnika w stanie osłupienia i zachwytu. Co ciekawe, Chiamanda Ngozi Adichie nie stosuje przy tym żadnych szczególnych zabiegów i nawet piękno jej języka wynika głównie z prostoty, oszczędności w środkach.

Za narratorkę opowieści, Adichie obiera Kambili - piętnastolatkę, której świat zamykał się do tej pory w czterech ścianach domu i szkoły, i która nagle zostaje wrzucona do całkiem odmiennej rzeczywistości. Światopogląd Kambili nie zmienia się w jednej chwili, za pstryknięciem palców - chociaż my jako czytelnicy bardzo szybko orientujemy się, że bajka dziewczyna ma raczej więcej wspólnego z koszmarem, bohaterce zajmuje to znacznie dłuższy okres czasu. Co nadaje całości bardziej dramatycznego wydźwięku - bo do jakiego stopnia musi być skrzywdzony człowiek , że nawet nie jest w stanie dostrzec swojego prawdziwego położenia.

Chimamanda Ngozi Adichie wielokrotnie posługuje się kontrastem dla uwydatnienia treści, które chce przedstawić. Życiu Kambili i Jaji przeciwstawiona zostaje rzeczywistość ich ciotki i kuzynostwa, przypominając tym samym czytelnikom może oczywistą, ale ważną lekcję, że szczęście ma znacznie większą wartość niż dobrobyt. Przemoc domowa stanowi centralny punkt fabuły, ale Adichie przeplata go innymi wątkami, także tymi "jaśniejszymi". Pojawia się temat dorastania, pierwszej miłości czy poświęcenia, a całość okraszona zostaje smakami i zapachami Nigerii. Chociaż przez większość powieści akcja płynie raczej powoli - bo tak jak i w prawdziwym życiu, do największych tragedii dochodzi w ciszy - Adichie udaje się wytworzyć atmosferę ciągłego niepokoju. Pewności, że mamy do czynienia jedynie z ciszą przed burzą. I tak też się dzieje.

"Fioletowy hibiskus" to opowieść, która nokautuje czytelnika natężeniem smutku i cierpienia, ale która, mimo wszystko koniec końców, niesie ze sobą cień nadziei. Chimamanda Ngozi Adichie dotyka delikatnie problemów politycznych, ale przede wszystkim przedstawia dramat rodziny. Dawno żadna powieść nie sprowokowała mnie do tylu refleksji, równocześnie pozostawiając niezdolna do ich "sklecenia" - bo przecież wszystko co ważne zostało już powiedziane. Szkoda, ze tak mało się u nas   o tej autorce mówi, ale najwyższa pora to zmienić. Sama planuję w najbliższym zasie poznać jakąś inną historie spod pióra Adichie (skłaniam się zwłaszcza ku "Amerykaanie") a Was zostawiam z misją by dać "Fioletowemu hibiskusowi" szansę.

"Fioletowy hibiskus",Chimamanda Ngozi Adichie; wydawnictwo Zysk i S-ka;Poznań 2010 

Read more

czwartek, 5 listopada 2015

Zapowiedzi listopadowe
listopada 05, 20150 Comments

Mimo że mój portfel płacze za każdym razem, kiedy zabieram się za przygotowywanie posta z zapowiedziami książkowymi,  z miesiąca na miesiąc sprawia mi to coraz większą przyjemność - i nie, nie ma to nic wspólnego z moim wrodzonym masochizmem. Pamiętam jak jeszcze nie tak dawno oglądając zagraniczny booktube z zazdrością spoglądałam na dziesiątki cudnie zapowiadających się tytułów, tymczasem obecnie spora ich część trafia na nasze rodzime półki, niejednokrotnie wcale nie tak daleko od oryginalnej premiery (zwłaszcza gdy mamy do czynienia ze spopularyzowanym ostatnio gatunkiem YA).  To prawda, wciąż nie jest idealnie - bo istnieją dziesiątki pozycje, o  których marzę w polskiej wersji językowej; bo często po obietnicach wydania jakiegoś tytułów następuje długie, długie nic; bo wydawnictwa rezygnują z wydawania cudnych serii. Ale nie możecie zaprzeczyć, że jest coraz lepiej  i miejmy nadzieję, że taka tendencja się utrzyma.


Listopad dla mnie to chyba przede wszystkim premiera dwóch tytułów z szeroko pojętego Young Adult, które już dawno sobie wymarzyłam  Pojedynek  Marie Rutkoski i Imperium ognia Sabaa Tahir. Przy czym trochę żałuję, że w przypadku drugiej z tych pozycji wydawnictwo nie zachowało oryginalnej okładki. Jeżeli chodzi o Red Rising. Złoty syn (po raz kolejny, nie ukrywam, że preferuję oryginalna oprawę graficzną) Rozkaz zagłady czy Metro 2035 - są to kontynuacje serii, których nie miałam jeszcze okazji poznać, ale które mimo to wzbudzają moje zainteresowanie. Podaruj mi miłość oraz Księga wyzwań Dasha i Lily wyglądają na cudne, świąteczne lektury. Zeszłoroczna pozycja w tym klimacie, W śnieżna noc, tworzyła świetną atmosferę, może powinnam więc wypróbować teraz coś nowego. No i Feblik, mój mały wyrzut sumienia, o którego premierze nie miałam bladego pojęcia. A przecież nie przeczytałam jeszcze Wnuczki do orzechów!


Po raz pierwszy cieszę się, że nie posiadam na własność Jeźdźca miedzianego  bo kolejne wznowienie ma w sobie coś ładnego, no i posiada twardą oprawę. Dar morza to mój kolejny must have. Wiecie, że uwielbiam twórczość Diane Chamberlain i na półce brakuje mi jedynie Dobrego ojca oraz tego nowego cudeńka. Piękny gracz i Spisane własną krwią  to przypomnienie jakie mam tyły. Twórczości Christiny Lauren nie znam wcale, a jeżeli chodzi o Dianę Gabaldon -  moja przygoda z serią skończyła się na tomie 3 (a na własność posiadam tylko jeden). Jesteś tylko moja zapowiada się na całkiem przyjemny romans. Mimo, że nie przepadam za zbiorami opowiadań, Stephen King to jednak klasa sama w sobie i chyba dlatego zwróciłam uwagę na Bazar złych snów. A Zabić drozda i Idź, postaw wartownika chyba przedstawiać nie trzeba   


Dużo dobrego słyszałam o serii Katarzyny Puzyńskiej. Na półce czeka na mnie Motylek, ale jeśli mi się spodoba z pewnością sięgnę w końcu i po Utopce. Siedem życzeń to kolejny zbiór opowiadań w klimatach świątecznych. Tym razem dla "dorosłych" i napisany przez polskich autorów. Słyszałam wiele dobrego o poprzednim takim zbiorze, więc automatycznie zwróciłam na niego uwagę. Garść pierników, szczypta miłości, Czas pokaże i Amelia  to obiecująco brzmiące polskie obyczajówki. Wojna nie ma w sobie nic z kobiety oraz I była miłość w getcie to wznowienia reportaży, które zawsze budziły moje zainteresowanie.  A Żelazne damy to po prostu kolejny tytuł ze świetnej serii Znaku. 


Wzroku nie mogę oderwać od tych cudeniek! Roderick Hudson swoją drogą, ale na piękności w serii Angielskie ogrody naprawdę nie da się napatrzeć. I jakie to godne tytuły - Emma, Perswazje, Dziwne losy Jane Eyre! Cud, miód i orzeszki! Fascynują mnie książki naszych polskich vlogerów i blogerów. Co za szycie nie znam, ale Red Lipstick Monster. Tajniki makijażu już tak. Poza tym, widziałam tą pozycje na żywo i została cudnie wydana!  Nie wiedzieć czemu książki kucharskie zawsze kojarzą mi się ze świętami i chyba dlatego w okresie jesiennym i zimowym poświęcam im jakoś więcej uwagi. Tym razem mój wzrok przykuły zwłaszcza dwa tytuły - Smacznie Nigella i Pyszne na słodko  ("macane" na targach cudo!) 

Jakie tytuły przykuły Waszą uwagę? No i czy po październikowych szaleństwie myślicie jeszcze w ogóle o książkowych zakupach czy raczej odkładacie wszystkie tytuły na świąteczną listę życzeń?
Read more

wtorek, 3 listopada 2015

Podsumowanie października
listopada 03, 20150 Comments

Chociaż jako dziecko nie przepadałam za okresem jesieni, skłaniając się zdecydowanie ku cieplejszym miesiącom, w końcu zaczęłam je doceniać. Jesień, a październik już w szczególności, ma nam, molom książkowym, wiele do zaoferowania i trudno tego nie doceniać. I nie chodzi mi tylko i wyłącznie o Targi Książek czy Festiwal Conrada, ale również mniejsze przyjemności - coraz dłuższe wieczory, które można spędzić z kubkiem herbaty w dłoniach i ukochaną książką (w moim przypadku ostatnio prawdopodobnie kryminałem).  A że mój plan zajęć na obecny semestr nie jest zbyt wymagający naprawdę nie mam powodów by narzekać. No i, jak uroczyście stwierdziła moja wykładowczyni, listopad, który do nas zawitał to tak naprawdę już preludium świąt - Wszystkich Świętych, 11 listopada, Mikołajki a potem już tylko Boże Narodzenie. Same powody ku radości .

PRZECZYTANE  

NAPISANE

Biorąc pod uwagę fakt, że nie cierpiałam na brak czasu, na blogu mogło pojawiać się więcej postów, ale i tak ostateczna liczba nie rozczarowuje mnie tak bardzo. Zwłaszcza, ze wolne chwile wolałam po prostu spędzać z książką lub znajomymi, zamiast przy komputerze. Drugi miesiąc z rzędu udało mi się opublikować cztery recenzje - Tysiąc drzewek pomarańczowych Kathryn Harrison, Światło, którego nie widać  Anthony'ego Doerra, Prawo panny Murphy Rhys Bowen i Ścieżki północy Richarda Flanagana. Ponad to odpowiedziałam na Wasze pytania w Liebster Blog Award, przedstawiłam obszerne grono najciekawszych zapowiedzi października a na deser opowiedziałam jeszcze o swoim literackim tygodniu w Krakowie

Mam nadzieję, ze Wasz październik był równie bogaty we wspomnienia warte zapamiętania i piękne lektury. Oby listopad nas nie rozczarował i okazał sie cudnie zaczytanym miesiącem

Read more

niedziela, 1 listopada 2015

Październikowe linki miesiąca
listopada 01, 20150 Comments

Jest sporo prawdy w tym, że kiedy człowiek ma zbyt wiele wolnego czasu, tak naprawdę nie jest w stanie zrobić nic konstruktywnego. Mimo że miałam w zanadrzu zebrane w jednym miejscu najciekawsze linki października, nie mogłam znaleźć w sobie mobilizacji do tego by wreszcie je Wam przedstawić. Wybaczcie więc, że tym razem wyjątkowo linki miesiąca pojawiają się z lekkim poślizgiem, ale nie chciałam ich pominąć całkowicie. Jak zwykle mam nadzieje, że każdy znajdzie tu coś dla siebie ;)

1) To nie prawda, że książki młodzieżowe zostały skierowane tylko i wyłącznie do ludzi w pewnym określonym wieku. Po 20 a nawet i później również można czerpać radość z ich lektury a potwierdzeniem dla tej tezy niech będą słowa ultramaryny i filmik na kanale Book please

2) Z kolei u Natali_Leny trochę o jednej z najnowszych amerykańskich akcji #Weneeddiversebooks. Zajrzyjcie koniecznie, zwłaszcza, że autorka podrzuca kilka tytułów wpasowujących się w ów temat

3) Chyba strasznie się ostatnio starzeję, coraz częściej moją uwagę przykuwają pozycje skierowane do dzieci i nie mogę się wprost oprzeć by chociaż ich nie przekartkować. Dla osób z podobnym problemem, albo tych, które szukają pozycji dla własnych pociech - koniecznie zerknijcie na przegląd pięknych książek dla dzieci wydanych w tym roku 


5) Dla tych, którzy zaczynają już kompletować prezenty na święta i rozglądają się za jakąś książką kucharską, przyglądnijcie się najnowszym, jesiennym pozycjom

6) Uwielbiam poznawać nowe smaki, odkrywać nieznane miejsca i ogólnie próbować nowych rzeczy. Dlatego też post na styledigger ogromnie mnie inspiruje.

7) Pozostając na chwile w temacie odkrywania nowych rzeczy, ale też pracy  nad samym sobą, koniecznie zajrzyjcie na bloga Eweliny Mierzwińskiej. Ewelina proponuje  17 darmowych kursów internetowych, które pomogą wam w samodoskonaleniu.

8) U Aleksandry trochę o tym, że czasami każdemu z nas po prostu się nie chce  i że nie ma w tym tak naprawdę nic złego.

9) Postów o promowaniu bloga jest dużo w sieci, ale mam dziwne wrażenie, że ten temat wciąż jest aktualny i budzi zainteresowanie u czytelników. Poza tym, te które proponuje Renata są może proste, ale trafiają w sedno sprawy ;)

10) Nie wiem jak to wygląda w Waszym przypadku, ale "Piękna i bestia" to zdecydowanie moja ukochana bajka Disneya - i nigdy nie ma za dużo jej filmowych adaptacji

11) Jeśli z kolei nie pamiętacie, kiedy ostatnio odwiedziliście teatr a sama instytucja kojarzy się wam jedynie z nudnymi spektaklami i garniturami, koniecznie przeczytajcie tekst Natalii

12) Sama ostatnio ograniczam spożywanie alkoholu do absolutnego minimum i chyba dlatego tak trafił do mnie tekst Life managerki - o tym, że nie każdy z nas musi pic i że nie powinniśmy musieć się z tego tłumaczyć 

13) I na zakończenie jak zwykle coś do posłuchania. Mój hit ostatnich tygodni

Read more