wtorek, 6 października 2015

Światło, którego nie widać, Anthony Doerr


Są takie książki, na które napotykacie się przypadkowe, bez żadnych skonkretyzowanych oczekiwań i te, których oczekujecie jeszcze na długo przed faktyczna premierą. Problem z tymi drugimi polega na tym, że czasami stawia się im zbyt wysoko poprzeczkę, którą każda kolejna pozytywna opinia wynosi jeszcze o stopień w górę, aż w końcu staje się niemal niemożliwa do przeskoczenia. "Światło, którego nie widać" było właśnie taką oczekiwaną z niecierpliwością powieścią i kiedy w końcu znalazła się w moich rękach, byłam sparaliżowana ze strachu, że jednak mi się nie spodoba. I nawet teraz nie mogę wyjść z podziwu, że Anthony Doerr spełnił wszystkie moje oczekiwania.

Marie-Laure mieszka w Paryżu, wychowywana jedynie przez ojca - uzdolnionego twórcę sejfów i klucznika w muzeum. Kiedy w wieku sześciu lat traci wzrok, dziewczynka na nowo uczy się żyć. Odtąd poznaje otaczający ją świat głównie dzięki miniaturze okolicy stworzonej przez ojca i książkom przygodowym. Walter jest z kolei wrażliwym, wychowywanym w domu dziecka Niemcem, który obawia się, ze podzieli los swojego ojca - przysypanego w trakcie pracy w kopalni. Kiedy znajduje stary odbiornik radiowy, jego życie ulega zmianie. Walter staje się specjalistą od naprawy radioodbiorników a jego niezwykłe umiejętności i bystry umysł zapewniają mu miejsce w Wermachcie. Mijają jednak lata i rzeczywistość owej dwójki zostaje naznaczona przez wojnę. Wojnę, która zmusza ich do podejmowania niemożliwych wyborów.

Ciężko jest tak naprawdę opowiedzieć o "Świetle, którego nie widać" i uchwycić w słowa to co w tej historii najpiękniejsze i najbardziej wyjątkowe. Zwłaszcza, ze sama fabuła nie odbiega dalece osadzonych na tle wydarzeń z II wojny światowej. Ale bez wątpienia w prozie Anthony'ego Doerra jest coś wyjątkowego; coś co dojrzewa w czytelniku nawet po skończonej lekturze i coś co sprawia, że wszystkie te wyróżnienia, którymi ów tytuł został nagrodzony wydają się znajdować jak najbardziej na swoim miejscu.

"Światło, którego nie widać" to historia przedstawiona dwutorowo - z jednej strony poznajemy losy naszych bohaterów krok po kroku od roku 1934, kiedy byli jeszcze dziećmi; z drugiej co pewien czas autor wplata wydarzenia z okresu współczesnego postaciom a dokładniej dnia 7 sierpnia 1944 (i dni  kolejnych) jak się potem okazuje kluczowego dla życia owej dwójki. Mimo że to opowieść silnie osadzona w czasach II wojny światowej, Anthony Doerr nie skupia się raczej na ukazaniu walki; nie opisuje też historii miłosnej czego nie wiedzieć czemu się spodziewałam; ani nie opowiada dziejów pewnego szlachetnego, drogocennego kamienia - nawet jeśli stanowi on ważny element fabuły. "Światło, którego nie widać" to historia o tym, kim mogą się stać dzieci wrzucone w trybiki wojny.

Dzięki temu, że Anthony Doerr rozciąga w czasie fabułę, mamy okazję dokładniej przyjrzeć się zachodzącej w bohaterach przemianie. Ale chociaż to Marie-Laure jest postacią budzącą sympatię i szacunek czytelnika - czy to za determinację by się nie poddawać mimo swojej niepełnosprawności; czy przez miłość do literatury czy dzięki swojemu zaangażowaniu w walkę i rozpaczliwej woli przetrwania - to właśnie Walter stanowi najbardziej kompleksową osobowość owej historii. Anthony Doerr ukazuje Waltera niezwykle realistycznie, nie starając się go wyidealizować  czy choćby w pewien sposób tłumaczyć. Chociaż to też już było - przedstawienie wydarzeń wojennych z punktu widzenia Niemca, na dodatek aktywnego w walce - nie było to równie pełne emocji.

"Światło, którego nie widać" to pozycja o której dużo się teraz mówi, na dodatek w większości wypadków w samych superlatywach i być może niektórzy przez to wstrzymują się z lekturą. Ale niektóre historie powinny być czytane i omawiane, a powieść Anthony'ego Doerra właśnie do nich należy. To pięknie napisana opowieść, która uświadamia czytelnikowi ogrom wojennego cierpienia - smutek za utraconymi życiami, ale także za tym co mogłoby się wydarzyć gdyby nie II wojna światowa. Opowieść, którą być może nie wszyscy pokochają, ale którą w pewnym momencie życia po prostu powinno się poznać. 

"Światło, którego nie widać", Anthony Doerr; wydawnictwo Czarna Owca; Warszawa 2015 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala