poniedziałek, 12 października 2015

Prawo panny Murphy, Rhys Bowen


Kryminały retro kojarzą mi się przede wszystkim z twórczością królowej gatunku - Agathy Christie, zwłaszcza z tą jej częścią, gdzie mózgiem śledztwa jest niezastąpiony Hercule Poirot. I chociaż uwielbiam, wszystkie te pozycje, postanowiłam tym razem zaryzykować  i w odpowiedzi na głód retro kryminałów spróbować czegoś nowego. Czegoś co swego czasu wzbudziło raczej pozytywne opinie wśród czytelników; i czegoś o czym ponownie przypomniała mi pewna przemiła starsza pani w księgarni -  mianowicie "Prawa panny Murphy" autorstwa Rhys Bowen.

Molly Murphy nigdy nie należała do grona łagodnych, grzecznych panienek, ale tym razem gorący temperament może ją naprawdę sporo kosztować. Kiedy broniąc swojej czci Molly zabija panicza, musi ratować się ucieczką. Zwrot okoliczności sprawia, że dziewczyna - pod przybranym nazwiskiem - trafia na statek Majestic do Nowego Świata. Nie dane jest jej jednak długo cieszyć się wolnością. N a Ellis Island dochodzi do morderstwa jednego z pasażerów, a kobieta, za którą uchodzi Molly jest jedną z podejrzanych.By ratować samą siebie i swojego pierwszego przyjaciela na obcej ziemi przed odesłaniem do Irlandii, dziewczyna podejmuje własne śledztwo w sprawie. 

Moje skromne doświadczenie z kryminałami retro przyzwyczaiły mnie do postaci leciwych detektywów płci męskiej (wyjątek stanowi chyba tylko panna Murple - chociaż i tam mamy do czynienia z niezwykle doświadczoną, wiekową bohaterką), tymczasem Molly dalece odbiega od ich sylwetek. To ten typ charakteru, który budzi sympatię w czytelniku a na który niestety nie natrafiamy często, zwłaszcza gdy mowa o damskich postaciach. Molly ujmuje swoim temperamentem i niezależnością (niezwykła zwłaszcza jak na tamte czasy), przede wszystkim jednak tym, że nie traci głowy w obliczu przeciwności losu. 

"Prawo panny Murphy" to taka idealna pozycja podróżna i nie chodzi mi wcale o to w jaki sposób zdecydowano się na wydanie owego tytułu. Rhys Bowen po prostu dobrze rozplanowała fabułę, niezmiennie utrzymując zainteresowanie czytelnika. Chociaż brak nagłych zwrotów akcji a i samo zakończenie, przy uważnym śledzeniu poszlak, nie jest niemożliwe do przewidzenia, całość czyta się lekko i szybko. Rhys Bowen nie poświęca dużej uwagi kreacji postaci - poza główną bohaterką - skupiając się na przedstawieniu intrygi kryminalnej i delikatnym zarysowaniu wątku romantycznego (czego efekty pewnie dostrzeżemy w kolejnych częściach).

Trudno jednak nie dostrzec jak wiele punktów fabuły wynika tutaj z przypadku - nieoczekiwanych splotów okoliczności. Rhys Bowen przydzieliła trochę za dużą rolę przypadkowi w tej historii - poczynając od szansy na rejs statkiem. I choć niewątpliwie nie pozbawia to całkowicie radości płynącej z lektury, psuje nieco dobre wrażenie i podważa realistyczność owej historii. Na całe szczęście to jednak mój najpoważniejszy i tak naprawdę jedyny zarzut względem twórczości Rhys Bowen  i skrycie liczę na to, że w drugim tomie wypadnie na tej płaszczyźnie nieco lepiej.

"Prawo panny Murphy" to kryminał, który klimatem odbiega od współczesnych pozycji. Brak tu zwrotów akcji i szaleńczego tempa a zamiast tego otrzymujemy klasyczny retro kryminał. Ale nie ma w tym nic złego, zwłaszcza gdy intryga kryminalna przedstawia zadowalający poziom a główna bohaterka szturmem zdobywa serce czytelnika. Jesień to wprost idealny czas na lekturę kryminałów, ale jeśli nie przepadacie za ostatnim trendem pozycji skandynawskich i nie macie akurat ochoty na twórczość klasyków gatunku, spróbujcie z Molly Murphy. Ja z pewnością skosztuję kolejnej części. 

"Prawo panny Murphy", Rhys Bowen ; wydawnictwo Noir Sur Blanc; Kraków 2013 ½


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala