Najdłuższa podróż, Nicholas Sparks - Zlodziejka Ksiazek

piątek, 4 września 2015

Najdłuższa podróż, Nicholas Sparks


Był taki okres w moim życiu, kiedy miałam zwyczaj wymieniać Nicholasa Sparksa w czołówce swoich ukochanych autorów Zaczytując się w kolejnych jego historiach, wydawało mi się, że nie ma autora, który równie  pięknie pisałby o miłości. A w swoim rozkochaniu byłam  zaślepiona na to, że lwia część spisanych przez Sparksa historii opiera się na niemal identycznym szkielecie fabularnym. Jak każda młodzieńcza "miłość" tak i ta odeszła w końcu w zapomnienie - właściwie  bez konkretnego powodu, ale sentyment pozostał i chyba  z tego sentymentu właśnie sięgnęłam po "Najdłuższą podróż".

Historię rozpoczyna nieszczęśliwy wypadek samochodowy. Ira, samotny i schorowany mężczyzna, nie zdaje sobie nawet sprawy z tego z jak trudnymi warunkami przyjdzie mu się zmierzyć.  Doznane w trakcie wypadku obrażenia uniemożliwiają Irze jakąkolwiek próbę manewru, a szalejąca śnieżyca znacznie utrudnia szybką pomoc. Siłę do walki przynosi mężczyźnie Ruth - wyobrażenie zmarłej małżonki i ich wspólna podróż po wspomnieniach. Równocześnie poznajemy także historie Sophie - studentki mającej za sobą burzliwy związek i Luke'a - zawodowego ujeżdżacza byków. Mimo dzielącą ową dwójkę różnic, niemal od razu rodzi się między nimi silna więź. Tylko czy związek ludzi z tak odmiennych światów ma szansę na przyszłość? 

"Najdłuższa podróż" to taka powieść, która idealnie oddaje kwintesencję twórczości Nicholasa Sparksa - co stanowi zarówno wadę jak i zaletę. Mamy dwójkę ludzi, który na pierwszy rzut oka absolutnie do siebie nie pasują; uczucie, które rodzi się szybko i w najmniej oczekiwanym momencie; rodzinne dramaty i skrywane tajemnice; i mamy nieśmiertelną Karolinę Północną, którą Nicholas Sparks upodobał sobie w szczególności jako miejsce dla rozgrywających się w fabule wydarzeń. Wszystko to już kiedyś otrzymaliśmy choć nieco w odmiennym opakowaniu . Mimo to nie będę ukrywać, że czerpałam z lektury ogromną przyjemność i nie zakłóciła jej nawet swego rodzaju schematyczność.

 Chociaż twórczość Nicholasa Sparksa i Jodi Picoult raczej więcej dzieli niż łączy, mają pewien wspólny mianownik -  by w pełni się nią delektować, należy sobie ową przyjemność odpowiednio dawkować i stawiać dłuższe przerwy między poszczególnymi spotkaniami. A warto to robić, nawet jeśli po drodze trafi się na pozycje słabsze, choćby dla takich tytułów jak "Bezpieczna przystań" czy "Najdłuższa podróż" właśnie.

Historia uczucia Sophie i Luke'a jest opowieścią, która wywołuje uśmiech na ustach i przyjemne uczucie melancholii. Jest coś pociągającego i uzależniającego w pierwszej, młodzieńczej miłości a już zwłaszcza w jej pierwszym etapie. Sophie i Luke są uroczo nieświadomi dzielących ich różnic, przekonani o trwałości swoich uczuć i tacy zdeterminowani by zaprezentować się od jak najlepszej strony. Nawet jeśli momentami ich historia odarta jest z realizmu a sami bohaterowie wydaja się aż nazbyt wyidealizowani- w tego typu historiach nie jest to zjawisko aż tak niepożądane i piętnowane.

Atutem Nicholasa Sparksa w tym konkretnym przypadku jest jednak druga z opowiadanych historii. Owszem, wspólne losy Iry i Ruth również nie są wolne od  pewnej schematyczności, ale już sam sposób opowiedzenia owej historii nadaje całości pewnego powiewu świeżości. Trudno się nie wzruszyć i nie poddać urokowi owej opowieści - zwłaszcza w chwilach gdy poznajemy ja poprzez rozmowę i wspólnie snute wspomnienia Iry i Ruth. A problemy z jakimi przyszło im się zmierzyć i strata, z którą musieli się pogodzić wyważa nastrój i nadaje całości delikatnie słodko-gorzki posmak.

Ciekawie uchwycono paralelność obu historii. Mimo dzielących owe pary różnic i skrajnie różne warunki w jakich przyszło im żyć, trudno nie dostrzec punktów wspólnych owych historii. Co zresztą, mimo wielu odstępstw od pierwowzoru, dobrze oddaje także filmowa adaptacja. Co jednak w "Najdłuższej podróży" stanowi rysę na szkle? W moim odczuciu samo zakończenie - wielbiciele twórczości Sparksa czy chociaż osoby z nią zaznajomione, z pewnością oczekiwały happy endu z lekką domieszka goryczy, ale wydaje mi się, ze sama końcówka delikatnie przekroczyła granicę realizmu. A może po prostu się czepiam.

Chociaż z młodzieńczego uwielbienia do twórczości Sparksa już wyrosłam, lektura "Najdłuższej podróży" przypomniała mi co takiego mnie w tych historiach fascynowało. To taka ciepła, urocza historia z nutką goryczy - o miłości i o tym, że może ona połączyć nawet dwie, pozornie zupełnie źle dobrane osoby. Jeżeli szukacie jakiejś dobrej, ale niezbyt ambitnej miłosnej opowieści, twórczość Sparksa, choćby "Najdłuższa podróż " właśnie, będzie doskonałym wyborem.

"Najdłuższa podróż", Nicholas Sparks; wydawnictwo Albatros; Warszawa 2014 ★★½