wtorek, 14 lipca 2015

Jeździec miedziany, Paullina Simons


Zawsze miałam pewne obawy jeśli chodzi o ponowną lekturę ulubionych tytułów, zwłaszcza tych, które z jakiegoś powodu były dla mnie wyjątkowo ważne. Trochę bałam się tego, że na przestrzeni lat nieco wyidealizowałam je w swoich wyobrażeniach i teraz nie dosięgną tak wysoko postawionej poprzeczce, albo, że po prostu zmieniłam się ja i to co zachwycało mnie kiedyś, teraz jedynie zirytuje a ja pozbawię się miłych wspomnień. Lektury "Jeźdźca miedzianego" obawiałam się przy tym chyba najbardziej. Bo to właśnie historia Tatiany i Aleksandra zapoczątkowała u mnie miłość do opowieści osadzonych w czasach II wojny światowej. A niestety, co tu dużo ukrywać, żadna inna powieść Paulliny Simons już mnie tak nie urzekła. Tyle, że w "Jeźdźcu miedzianym" musi być jednak coś wyjątkowego skoro zdołał mnie ponownie tak porwać, tak w sobie rozkochać.

Tatiana jest młodą, niewinną, niespełna siedemnastoletnią Rosjanką. Kiedy w 1941 roku Niemcy wypowiadają wojnę Związkowi Radzieckiemu, nie odczuwa wcale lęku, ale swego rodzaju ekscytację. Możliwość opuszczenia rodzinnego Leningradu i dwupokojowego mieszkania, które dzielą całą rodzinę (w siódemkę!), wydaje się jej szansą na posmakowanie świata i zachłyśnięcie sie życiem. Rzeczywistość szybko jednak rewiduje jej spojrzenie. W wojennej rzeczywistości, kiedy nie można być pewnym ani tego czy zdoła się przeżyć kolejny dzień, ani czy dożyje go ktoś bliski jedynym pocieszeniem wydaje się obecność Aleksandra. Młody, przystojny żołnierz Armii Czerwonej zjawił się w życiu Tatiany równie niespodziewanie jak sama wojna i i tak samo jak ona całkowicie wywraca życie dziewczyny do góry nogami. W życiu, zwłaszcza w tak trudnych chwilach, potrzebny jest ktoś kto mobilizuje człowieka do dalszej walki. Tylko dlaczego Aleksander jest takim kimś nie tylko dla Tatiany, ale również jej siostry - Daszy?

Mam dziwne wrażenie, że w jakikolwiek sposób nie przybliżyłabym wam fabuły "Jeźdźca miedzianego" brzmiałaby ona schematycznie i, cóż, nawet odrobinkę tandetnie. Musicie mi więc uwierzyć na słowo albo, jeszcze lepiej, przekonać się na własnej skórze jak wciągająca i piękna jest historia , którą opowiada nam Paullina Simons Kiedy po raz pierwszy czytałam "Jeźdźca miedzianego" nie miałam do czynienia z podobnymi gatunkowo opowieściami, ale od tamtego czasu wiele rzeczy uległo zmianie. Po przeczytaniu kilkunastu teoretycznie zbliżonych tematycznie tytułów i relekturze powieści Paulliny Simons moje zdanie pozostaje niezmienione - historia Tatiany i Aleksandra to najpiękniejsza opowieść o miłości osadzona w latach II wojny światowej.

Paullina Simons nie ukrywa tego, że "Jeździec miedziany" jest w miażdżącej przewadze opowieścią o miłości. Mimo że wplata do niej poboczne wątki jak i postacie, osią fabularną całej powieści pozostają losy Tatiany i Aleksandra. Tym bardziej cieszy mnie podejście wydawnictw - zarówno polskiego jak i amerykańskiego - które nie stają się sprzedać owej historii jako sagi o walce, poświęceniu i odwadze, co przecież nie jest w zupełności kłamstwem, a co z pewnością przyciągnęłoby szersze grono odbiorców. Owszem, ograniczają sobie potencjalne grono czytelników, ale i ochraniają ich przed rozczarowaniem zawartością powieści.

Historia  Tatiany i Aleksandra broni się niejako sama. Mimo tego że mamy do czynienia niejako z trójkątem czy też innym wielokątem miłosnym (ale tylko w pewnym sensie bo przecież wiemy kogo tak naprawdę bohaterowie darzą uczuciem); mimo że bohaterowie odpychają się od siebie i przyciągają nawzajem jak jakieś dwubiegunowe magnesy; mimo że momentami chciałoby się nimi potrząsnąć i postawić do pionu - mimo wszystko czytelnik angażuje się emocjonalnie w ową historie i wypatruje szczęśliwego, nawet nie zakończenia, ale chociaż wspólnego momentu - wolnego od trosk i widma wojny czy innych zmartwień z którymi przychodzi się zmierzyć bohaterom.

Tatiana i Aleksander nie są postaciami idealnymi - zresztą Paullina Simons w ogóle nie kreuje bohaterów jednoznacznie czarnych a już na pewno nie jednoznacznie białych . Zarówno Tatiana jak i Aleksander wykazują zaskakującą skłonność do podejmowania błędnych decyzji; obydwoje mają irytującą czytelnika, ale chwalebną skłonność do przedkładania szczęścia innych nad własne a równocześnie trudno nie podziwiać ich uporu, gotowości do walki i tak doskonale widocznego pragnienia życia. Trudno również nie docenić dynamiczności postaci a zwłaszcza Tatiany. Dziewczyna jaką poznajemy na początkowych kartach i kobieta którą żegnamy wraz z ostatnią stroną są niemal dosłownie niczym ogień i woda. 

Nie jestem w stanie stwierdzić na ile informacje przedstawione przez Paulline Simons są zgodne z historycznymi faktami. Mogę natomiast przyznać, ze obraz ogarniętego wojną Leningradu wydał mi się na tyle przekonujący, że w niego uwierzyłam. Obraz pełen okrucieństw, w którym bestialstwo i  skala śmierci osiągają tak wysoki poziom, że nie wzbudzają już oczekiwanych reakcji wśród bohaterów; obraz niesprawiedliwości, w której wojenny bohater musi obawiać się własnego narodu; obraz w którym nawet iskierka nadziei może przynieść siłę na kolejną walkę; i wreszcie obraz, w którym każda szczęśliwa chwila wydaje się być chwilą skradzioną.

Powtórzyłam to już nie raz, ale powtórzę kolejny - "Jeździec miedziany" w moich oczach stanowi najpiękniejszą opowieść o miłości. Historię tak dobrą, że nie dorównała jej jak do tej pory powieść żadnego innego autora, ale też żadna kolejna pozycja spod pióra Paulliny Simons. "Jeździec miedziany" mówi o walce, poszukiwaniu nadziei i poświęceniu, ale przede wszystkim o sile miłości. Jeśli jeszcze tej historii nie znacie, powinniście to jak najszybciej zmienić, najlepiej od razu zaopatrując się w drugi tom bo zakończenie pozostawia ogromną dziurę w serduchu. Szkoda, ze każda historia nie przynosi takiego emocjonalnego ładunku. A z drugiej strony może to lepiej - gdy taką powieść znajdziemy, bardziej ją docenimy. 

"Jeździec miedziany", Paullina Simons; wydawnictwo Świat Książki; Warszawa 2015 ★★

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy Wasz komentarz witam z uśmiechem na ustach. Wszystkie niezmiennie stanowią dla mnie zresztą niewyczerpane źródło motywacji. Będę więc wdzięczna za każdy, nawet najmniejszy pozostawiony przez Was ślad i, w miarę możliwości, postaram się na niego odpowiedzieć.
Kala